STALKER • 27

no one's pov
– Pensy możesz się wreszcie zamknąć? Pracuję – syknął chłopak do dziewczyny, która komentowała serial. Spojrzała na niego i wywróciła oczami.

– Jesteś beznadziejny – syknęła. – Po raz ostatni bawię się w te twoje gierki, a potem mnie już tu nie ma – dodała już zła. Była znudzona Coldwater. Nie chciała tu już wracać, a nikt praktycznie nie wierzył w to, że wróciła tu przez zmarłą siostrę.

– Mówiłem ci już tyle razy to samo i po raz kolejny się nie będę powtarzał – splunął również zły. Zamknął laptopa i wsadził telefon do kieszeni spodni, a potem wstał. Pensy zrobiła to samo, zatrzymała go i zmusiła, aby odwrócił się w jej stronę.

– Bieber ma rację czy tego chcesz czy nie. Robisz z siebie nie wiadomo kogo, zabijasz tylko dlatego, że twoja laska chciała umrzeć. A zapomniałeś jak już wcześniej kilka razy przedawkowała, a ty ją ratowałeś? – uśmiechnęła się sztucznie, widząc jego minę. On wiedział, że dziewczyna miała rację. Nie chciał, żeby sprawy zaszły tak daleko, ale cóż, chłopak nie potrafił przestać. Gromił ją wzrokiem, miał zaciśniętą szczękę, a Pensy czuła się jak zwycięzca.

– Nic nie wiesz to się odpierdol – odpowiedział jej wreszcie, a dziewczyna parsknęła śmiechem.

– Błagam – zaczęła. – Ja nic nie wiem? Wiem wszystko, a gdybym miała cię gdzieś już dawno powiedziałabym o wszystkim Justinowi, bo może jest skurwielem, ale moją siostrę kochał – nie dodała nic więcej, ponieważ chłopak złapał ją za szyję tak, że niemal nie mogła oddychać i przycisnął ją do ściany.

– Nic już nie mów. Po prostu się zamknij.

– Mnie też zabijesz? Potniesz nożem jak Rosie? Czy może utopisz w tej jebanej rzecze? – mężczyzna zagryzł wargi i chwilę potem ją puścił, bo przecież nie może jej zabić. Wiedziała za dużo, była mu potrzebna i póki co musi ją znosić.

– Czasami cię tak kurewsko nienawidzę, że aż chciałbym wpakować ci kulkę w tą pustą głowę – złapał się za włosy. – I nienawidzę siebie też za to, że tak bardzo ją kochałem, że zacząłem robić te wszystkie rzeczy.

Pensy zagryzła wargę i nie wiedziała co powiedzieć, bo często słyszała jak mówi o tym jak mocno kochał swoją dziewczynę. Nie mogła również zrozumieć, że miłość może doprowadzić do takiej tragedii, że może tak zniszczyć człowieka, który potem staje się potworem. Wolnym krokiem podeszła do niego i złapała w dłonie jego twarz. Zmusiła, żeby spojrzał na nią tymi smutnymi niebieskimi oczami.

– Musisz przestać – powiedziała spokojnie. – Jasmine by nie chciała przecież, żebyś tak postępował.

– Zniszczyła mnie – odpowiedział z bólem, a jego głos się załamał. – Kurwa, ona mnie zniszczyła. Kochałem ją, robiłem wszystko, żeby wyszła z tego gówna, a to nic nie dało. Miała mnie gdzieś – przymknął oczy, a Pensy oblizała usta.

– Zapomnij o niej i przestań robić to, co robiłeś. Nie możesz już nikogo zabijać. Rosie była ostatnia, prawda? – spytała, żeby się upewnić.

Nie odpowiedział.

– Już nikogo nie zabijesz, tak? Ani Justina, Arabelli, Jasona, Camerona i nikogo.

– Arabelli bym nie zabił – prychnął. – Za bardzo mi ją przypomina.

– To po jaką cholerę wysyłasz te wiadomości, co?

Uśmiechnął się.

– Bo to śmieszne. Mogę być między nimi, rozmawiać czy spędzać czas, a oni mnie lubią i nie wiedzą, że to ja – odpowiedział pewny siebie, a Pensy patrzyła na jego twarz zmartwiona.

– To nie jest wcale śmieszne – pokręciła z dezaprobatą głową. – Jeśli Justin się domyśli, że to ty wiesz, że on cię zabije.

– To niemożliwe, żeby się dowiedział – prychnął. – Nie zostawiam żadnych śladów, a poza tym cóż – nachylił się do niej. – Jestem nieszkodliwy.

– Jesteś popierzony – stwierdziła, ale on już to wiedział. – Jak to gówno się skończy ja wyjeżdżam.

– Cóż, proszę bardzo – rozłożył ręce i przechylił głowę. – Mogę ci kupić nawet bilety, gdziekolwiek będziesz chciała.

– To nie będzie konieczne. Będę wpadała czasem do kraju, żeby odwiedzić cię w pace – sztucznie się uśmiechnęła, minęła go, aby udać się na górę.

– Czekaj... co?! – zawołał za nią, a Pensy spojrzała na niego przez ramię.

– To, co słyszałeś. Popełniłeś jeden błąd, kiedy wysłałeś do niego wiadomość. Justin się dowie.

A potem zniknęła w pokoju, usiadła na łóżku i chwyciła w dłonie torebkę, z której wyjęła potem broń. Przełknęła ślinę i jej wzrok powędrował potem na telefon, który leżał na stoliku. Wahała się. To oczywiste, że wolałaby nie wydawać przyjaciela, ale nie może pozwolić, żeby on mścił się w taki sposób. Ostatecznie wzięła urządzenie do rąk i wybrała z bólem serca numer Justina.

POV JUSTIN

– Przecież ja wam, kurwa, mówiłem, że robicie to źle! – wrzasnąłem, a wszyscy się uciszyli. Spojrzałem na moją dziewczynę, która zabijała mnie spojrzeniem. Westchnąłem i położyłem teczkę na stole, a potem spojrzałem na każdego z nich. – Coś nam umyka, zapominamy o jednej osobie, a ja się muszę dowiedzieć, kto to jest.

– Wszyscy chcemy, Justin – odezwał się Rick, a ja spojrzałem na niego. – Trujesz nam czasami dupę tak kurewsko bardzo, że mam cię dosyć – dodał, a ja pokręciłem głową.

– Nie martwię się tylko o siebie i moją dziewczynę tylko mam was też na uwadze, kretyni – odpowiedziałem. – Chyba nie chcecie przeczytać w gazecie, że któryś z naszej ekipy nie żyje przez tego pojeba, co nie?

Cisza; nikt nic nie odpowiedział.

– Tu nie chodzi też tylko o mnie i o Arabellę. Ten stalker popełnił morderstwa, a mi się nie tego wciąż tuszować. Jak ktoś inny się tym zainteresuje to zarówno ja jak i wy jesteśmy udupieni na kilka lat – zakończyłem i miałem nadzieję, że coś do nich dotarło.

– To ciekawe co ty robiłeś, kiedy my siedzieliśmy pod tą jebaną ruderą, której adres nam dałeś – poznałem, że to jest Aaron, więc westchnąłem i przeniosłem na niego wkurwione spojrzenie. Nie miałem, kurwa, ochoty tłumaczyć tego setny raz.

– Och jak mi przykro – udałem załamanego, a nawet wyrzuciłem ręce w powietrze. Podszedłem do niego. – Ciekawe czy ty byłbyś na tyle mądry, żeby siedzieć pięć godzin na posterunku i szukać tej laski, którą ktoś z was zabił, a na dodatek załatwiać te wszystkie gówniane sprawy, żeby te zabójstwa nie wyszły na jaw. Kiedy tylko dorwę tego skurwiela to liczę na podziękowania za to, że jemu też kryję dupę i jak tobie się coś nie podoba to możesz już teraz stąd wyjść i nie wracać, ale jak coś ci się stanie to ja i nikt inny z tego pokoju – wskazałem kciukiem na pozostałych. – Nie przyjdzie na twój pogrzeb, ani nie uroni jednej, kurewskiej, łzy – ostatnie słowa niemal mu wysyczałem do ucha, a potem Aaron się spiął.

Wyprostowałem się.

– Jeśli ktoś jeszcze z was ma jakieś wąty czy coś innego może mówić teraz, a ja mu chętnie odpowiem – uśmiechnąłem się sztucznie i jednak liczyłem, że nikt się nie odezwie. – Tak myślałem, więc może zajmiemy się czymś pożytecznym – zmieniłem temat i spojrzałem na Arabellę, która rozmawiała z Cameronem. Boże, jednak się cieszyłem, że wszystkie ważne osoby są w jednym miejscu.

– Justin ty się może zamknij i weź się do roboty – syknął Jason, a ja wziąłem od niego teczkę, którą mi podał.

– A więc tak – chrząknąłem, otwierając ją. – Dziewczyna nazywała się Jasmine Davis miała dwadzieścia trzy lata. Sekcja zwłok wykazała, że kilka godzin przed śmiercią brała narkotyki i jakieś inne gówna, których nazwy nie potrafię wymówić. Miała chłopaka, którym jest nas tajemniczy królewicz. Siedziała trzy lata w zakładzie psychiatrycznym, była po trzech próbach samobójczych i najwyraźniej cóż, wiadomo jak się to skończyło – podałem papiery Rick'owi, który zaczął je czytać.

– Nigdzie nie ma zdjęć z tym chłopakiem, więc jesteśmy udupieni – dodał Jason. – Ten adres też jest jakiś chujowy, bo nic tam nie ma, dlatego wychodzi na to, że już tam nie siedzi.

– Przeszukałem to razem z Theo i nic – odezwał się Ryan, a ja byłem z siebie dumny, bo zapamiętałem ich imiona.

– A odciski palców? – zaproponowałem.

– Od takiej dogłębnej analizy jesteś ty, Justin – odezwał się Cameron, a ja się sarkastycznie zaśmiałem.

– Dogłębnie możesz ty sobie Rachel badać – odgryzłem się, wiedząc, że to go wkurzy.

– Rachel to skończony temat.

Wszyscy się zaśmialiśmy, ponieważ tak naprawdę Rachel jest starsza od niego, więc to było zabawne patrzeć na jego minę, kiedy się o tym dowiedział. Mój telefon zawibrował w kieszeni, więc szybko go wyjąłem i spojrzałem na Bellę, która była zajęta rozmową z Nickiem.

Nieznany: myślisz, że możesz się dowiedzieć kim jestem?

JA: oczywiście

Tylko jedna, jedyna wiadomość, a ja będę wiedział kim, kurwa, jesteś.

Nieznany: skoro przez tyle czasu się nie dowiedziałeś to jakim cudem teraz na to wpadniesz?

JA: wysyłasz tylko wiadomości, nie dzwonisz wcale, więc to chyba normalne, że muszę cię znać.

Nieznany: mnie wszyscy znają

JA: a ty nie znasz wszystkich

Nieznany: ciekawe skąd takie wnioski

JA: a stąd, że nie znałeś swojej dziewczyny i o jeju

Nieznany: Jasmine w to nie mieszaj.

Telefon wypadł mi z rąk, a serce przyśpieszyło, bo to ten moment. Spojrzałem na nich nieprzytomnym wzrokiem i aż nie mogłem w to uwierzyć. To on był tym nieuchwytnym, wciąż nieosiągalnym i niewidocznym celem, to on nigdy się nie wychylał i kurwa, moje podejrzenia się potwierdziły.

– Wiecie co – zacząłem podekscytowany. – Wiem kto był chłopakiem Jasmine. Wiedziałem, kurwa, że ten debil się potknie, zrobi taki mały błąd, ale dzięki temu jesteśmy kurwa na mecie, a on wciąż w tyle. Owinął sobie Pensy wokół palca, kilka razy widziałem go w pobliżu Leli i ja pierdole, czemu ja o tym wcześniej nie pomyślałem? – złapałem się za włosy i aż nie mogłem w to uwierzyć.

– Justin o czym ty, do kurwy nędzy, pierdolisz? – Jason na mnie spojrzał, Arabella podeszła bliżej, a ja czułem się taki podekscytowany jak kilkanaście lat temu, kiedy moja drużyna wygrała mecz.

– O tym braciszku, że wiem, kto jest stalkerem – uśmiechnąłem się. – Mówiłem wam, że czekałem na coś i jak widać to się opłaciło.

– O kim ty mówisz? – prychnął Rick. – To Noah? – chłopcy podążyli za jego wzrokiem, a Noah uniósł ręce ku górze w obronnym geście.

– Ale z ciebie idiota – wywróciłem oczami. – Czy on trzymał telefon w ręku przed chwilą?

– Nie – odpowiedział Rick.

– Chłopcy wojna się dopiero zacznie, bo wiemy, kto jest naszym przeciwnikiem – uśmiechnąłem się zwycięsko.

– Powiesz czy nie? – Arabella złapała mnie za ramię, a spojrzałem na nią i Boże, kocham ją tak bardzo i nigdy nie pozwolę, aby coś się jej stało.

– To Ethan, kochanie. Ethan jest stalkerem.



PRZEPRASZAM, ŻE TAKI SŁABY, ALE JESTEM JUŻ ŚLEPA I NIE WIDZĘ LITEREK, ALE MAM NADZIEJĘ, ŻE JEST OKEJ.

livney

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2033 słów i 11423 znaków.

3 komentarze

 
  • Malineczka2208

    ❤❤❤ czekam na ciąg dalszy:)

  • nomatterwho333

    W sumie od początku wydawał się być jakiś podejrzany :/  
    Ale później nawet nie zwracałam na niego uwagi :c
    Rozdział świetny, czekam na następny <3