W świecie kłamstw rozdział 7

W świecie kłamstw rozdział 7Odwróciła się do niego, szczerząc zęby w radosnym uśmiechu i prezentując mu się w kusym, ale eleganckim bikini.
- Może nawet pozwolę ci je później ściągnąć — mruknęła uwodzicielsko, przy okazji puszczając jej oczko.
- Później? - chrypnął, wstając powoli i tak samo do niej podchodząc. - A może zrobię to teraz i ponownie cię zerżnę, co?
- No no — pogroziła mu palcem, chichocząc. - A ty nadal napalony i jakże niegrzeczny. - wyszczerzyła się, stając na palcach i całując go namiętnie. Zamruczał, łapiąc ją za tyłek i przyciągnął do siebie.
- Jak tak dalej pójdzie, to dzisiaj nie wyjdziemy z tego domku — wyszeptał, dając jej mocnego klapsa. Pisnęła, podskakując zaskoczona, a na jej policzki wystąpił mocny rumieniec.
- Masz rację — delikatnie wyswobodziła się z jego ramion. - Dlatego idziemy popływać. - puściła mu oczko i prawie w podskokach wybiegła na zewnątrz. - Jestem w raju!!! - wrzasnęła, dając nura do wody. Ben roześmiał się szczęśliwy, wychodząc na taras zaraz po niej.
Godzinę później rozłożyła się na ręczniku i przeciągnęła radośnie.
- Siadaj, posmaruję cię, bo inaczej się tu spalisz na skwarkę — powiedział Ben stanowczo, stając nad nią z buteleczką olejku. Szczerząc się, przekręciła się na brzuch. Usiadł przy niej na podwiniętych nogach i delikatnie klepnął ją w jędrny tyłeczek. - Uwielbiam go — mruknął, otwierając buteleczkę i smarując ją czule, przy okazji masując jej zmęczone pływaniem ramiona.
- Mmmm, mogłabym tak tu leżeć i leżeć — wyszeptała. - Naprawdę wybrałeś wspaniałe miejsce. Być może nawet tu zamieszkać...
- Naprawdę chciałabyś? Wiesz... - podrapał się po brodzie. - Być może by się to udało...
- Ben, przecież ja tylko żartuję! - zaśmiała się.
- Ale ja nie... Wiesz... Mogę porzucić monarchię... Jeśli naprawdę będziesz tego chcieć...
- Skarbie... - mruknęła, przygryzając wargę. - To wspaniała propozycja, ale... Kurczę, może powinniśmy jeszcze z tym zaczekać, co? Poznać się lepiej...
- Joanno, nie mówię, że zrobimy to dziś, czy jutro... Ale może kiedyś...
- Byłoby wspaniale, kochanie — uśmiechnął się szeroko, całując ją w głowę. - Zależy mi na naszym związku...
- Mnie też, kochanie. Po raz pierwszy tak naprawdę — przyznała.
- A co? Wcześniej nie zależał ci na związku?
- Zależało — kiwnęła głową. - Ale teraz jest zupełnie inaczej. Poważniej.
- Cieszę się w takim razie — wyszczerzył się radośnie. - I wiesz, myślę, że zwiedzimy jeszcze niejedno takie wyjątkowe i piękne miejsce — uśmiechnął się, całując ją w kark i niby przypadkiem rozpinając jej biustonosz. - Ups... - zachichotał. - Ale muszę przyznać, że teraz jest dużo lepiej... Naturalniej. Nie powinnaś się tak skrywać, jesteś piękną kobietą, Joanno i masz cudowne piersi. Gdyby się dało, chętnie oglądałbym je non-stop.
- Niestety, nie da się — zachichotała. - Ludzie byliby mocno zgorszeni.
- Cóż... wiem — westchnął. - Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się to zmienić... - cmoknął ją w głowę i ruszył ponownie do domku, z którego wnętrza rozległ się dzwonek telefonu. Kilkanaście minut później wrócił do niej całkowicie ubrany. - Kochanie, niestety zmiana planów.
- To znaczy? - usiadła natychmiast. - Wracamy?
- Nie — pokręcił głową. - Ty tu zostaniesz na kilka godzin pod opieką Aleka. Ja muszę popłynąć na ląd.
- Dlaczego? - przygryzła wargę, patrząc na niego niespokojnie. - Czy coś się stało?
- Moi ludzie zawalili potężną transakcję. Dzwonił jeden z moich kierowników, klient jest wściekły, muszę to jakoś odkręcić i nie wiem, czy się uda. Facet już rozmawiał ze swoimi prawnikami — westchnął.
- Czy mogę ci jakoś pomóc?
- Nie — pokręcił głową. - Sam muszę się tym zająć... Alek będzie tu za kilka minut, już płynie z lądu. Cholera, chciałem, by te wakacje obyły się bez pracy, ale nie wziąłem pod uwagi niekompetencji swoich ludzi — niecierpliwie przeczesał włosy dłonią.
- Skarbie, nie martw się tak bardzo — podeszła do niego, całują go delikatnie. - Jesteś zdolnym facetem, wierzę, że wszystko się ułoży i uda ci się jeszcze wyjść na prostą z tym biznesem...
- Ja też — uśmiechnął się blado.
- Idę się ubrać. Nie chcę, by Alek oglądał mnie nagą... - zarumieniła się mocno, okrywając się ręcznikiem.
- Tak, to dobry pomysł... Wolę, gdy twoje piersi tylko ja oglądam... Postaram się wrócić przed wieczorem, tak, byśmy zjedli jeszcze razem kolację — uśmiechnął się lekko, obserwując, jak Asia odchodzi do domku, kręcąc kusząco biodrami.
Godzinę później usiadła na tarasie domku, skrywając się w cieniu i skupiając się na pisaniu.
- Lemoniada — powiedział Alek, podając jej dużą wysoką szklankę pełną słodko-kwaśnego napoju i grzechoczącego lodu. Uśmiechnęła się szeroko, przyjmując napój i popijając go zadowolona.
- Boże, jaka pyszna. Dziękuję — bąknęła. - A tobie nie jest za gorąco? - zlustrowała go uważnym spojrzeniem. Pomimo wysokiej temperatury, ubrany był w garnitur.
- Nie — powiedział spokojnie, siadając nieopodal.
- I cały czas masz zamiar chodzić w garniturze? - uniosła brwi.
- Jestem w pracy, panienko — mruknął. - I tego wymaga ode mnie moje stanowisko.
- Powinieneś nieco wyluzować — odparła, uśmiechając się lekko. - Ja od ciebie nie wymagam noszenia garnituru... Wiem, że to Benedict jest twoim szefem, ale przy mnie możesz czuć się swobodniej. Naprawdę.
Spojrzał na nią z ukosa, po czym szybko ściągnął marynarkę i rozpiął kilka guzików koszuli, po czym podwinął rękawy.
- Lepiej? - uśmiechnęła się lekko. Kiwnął głową. - Chyba jesteś małomówny, co?
- Po prostu nie jestem ciekawym człowiekiem, panienko.
- Dlaczego wciąż mnie tak nazywasz? - zmarszczyła brwi.
- Bo jest panienka partnerką mojego szefa — wzruszył ramionami.
- Ale nie należę do żadnej arystokracji, dlatego chciałabym, byś mówił mi po imieniu. I nie dokładał do tego żadnej "panienki". Zaczyna mnie to krępować.
- Rozumiem... Aleksander — podał jej dużą, ciepłą dłoń. Ścisnęła ją, uśmiechając się lekko. Pochylił się, całując ją lekko w dłoń.
- Joanna — wyszeptała zarumieniona, gdy spojrzał na nią swoimi ciemnymi oczami.
- Wiem — wyszczerzył się. - I chciałbym powiedzieć, że wtedy, gdy przyjechałem po ciebie do hotelu po konkursie... Wow, wyglądałaś... Jak prawdziwa księżniczka. Mogę śmiało powiedzieć, że nawet lepiej, niż niejedna z nich, a widziałem ich już całkiem sporo.
- Dziękuję — zarumieniła się znów, zamykając trzymany na kolanach laptop. - Ta suknia jest piękna i mam nadzieję, że uda mi się ją jeszcze gdzieś kiedyś założyć.
- Jestem pewny, że tak — kiwnął głową, sprawdzając swój telefon. - Jeśli wasz związek przetrwa i zostaniesz zaakceptowana przez królową, podejrzewam, że weźmiecie udział w nie jednej uroczystości.
- Jakaś wiadomość od Bena? - zapytała cicho.
- Nie...
- Wiesz może, ile go nie będzie?
- Nie mam pojęcia. Prawda jest taka, że kolega przejął obowiązek ochrony Benedicta i nie wiem, czy polecieli gdzieś dalej, czy zostali na Dominikanie... Wiem tylko, że szef był maksymalnie wkurwiony, czyli coś musiało nieźle pieprznąć.
- Podobno jakaś transakcja i w ruch poszli prawnicy klienta.
- Poradzi sobie, jestem pewny.
- Widzę, że naprawdę go lubisz...
- Bo to dobry pracodawca. Wymagający, ale sprawiedliwy i nigdy nie miałem problemu z dostaniem wolnego — powiedział. - Dogadujemy się... Ben będzie późno wieczorem — powiedział, odczytując sms-a. - Spotkanie się przedłuża, nie mogą dojść do porozumienia z rozwścieczonym klientem, poza tym jakieś rozróby na wyspie — westchnął. - Są bezpieczni, ale komunikacja się skomplikowała.
- Jakie rozróby? - jęknęła, prostując się gwałtownie.
- Tego nie wiem, napisał tylko, że na ulicach liczne patole — przygryzł wargę, wzdychając. - To krótka wiadomość, czytam między wierszami. Ale nie boj się, jego ochrona nie pozwoli go skrzywdzić. Sam wybierałem tych ludzi, to profesjonaliści.
- No dobrze... Boże... Boję się.
- Naprawdę niepotrzebnie. Kurwa! I po co ci o tym mówiłem? Byłoby łatwiej, jakbyś o niczym nie wiedziała...
- Nieprawda! - zaprotestowała. - Zależy mi na nim!
- Wiem. I uwierz mi, on też o tym wie, dlatego zrobi wszystko, żeby wrócić do ciebie bezpiecznie i w miarę szybko. Także zalecam spokój.
- A ty co? - mruknęła niezadowolona. - Doktor House?
- Oczywiście. Jedyny w swoim rodzaju. Zdziwiłabyś się, co potrafię.
- A co potrafisz?
- Mam zaprezentować? - mruknął. Jego głos wibrował nisko. Był mroczny i uwodzicielski.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 1582 słów i 8935 znaków, zaktualizowała 13 sty o 19:55.

1 komentarz

 
  • Wielbiciel

    Uuu... mroczny zwrot akcji;)

  • elenawest

    @Wielbiciel no dokładnie i tak ma być :-D