
- Wyglądasz jak panda - powiedziała, popijając mrożoną herbatę. - I schudłaś...
- Wiem - przyznała brunetka. - Nie jest łatwo, ale to wszystko, co mogę zrobić dla Bena i Henry'ego.
- Rozumiem, choć to naprawdę poważny ruch. Teraz nie będzie już odwrotu.
- Nie zamierzam nigdzie wracać, moja droga. Kocham Bena, dla mnie zrezygnował ze swych przywilejów. Od teraz jest już tylko zwykłym biznesmenem.
- Raczej nadzianym, skoro ot tak zdołał wyciągnąć z kieszeni dwa miliony na zakup tego mieszkania.
- Nigdy nie mówiłam, że jest biedny, jego interesy idą naprawdę świetnie. Ale dla mnie po prostu jest Benem.
- No a jak tam ten jego przystojny ochroniarz?
- Pomieszkuje w najbliższym hotelu, ale mówi, że też rozgląda się za czymś konkretnym. Chce być zawsze na miejscu, skoro Ben go nie zwolnił i mimo wszystko Alek nadal go chroni.
- Tak, tak... Zwykły facet, a w garażu Bentley i Audi A8, do tego prywatny ochroniarz i coś tam słyszałam o jakimś odrzutowcu... Zwykły jak cholera. - Marta uśmiechnęła się do niej z lekkim przekąsem, co Asia skwitowała nieznacznym ruchem ramion. Wracając do ich nowego mieszkania, otrzymała jednak telefon, który wprawił ją w przygnębienie. Ben i Alek, który tego dnia robił za osobistą niańkę Henry'ego, natychmiast zauważyli jej zważony humor.
- Co jest? - to Alek pierwszy spostrzegł jej ponurą minę, gdy na wciąż prowizorycznym stole z kartonów rozkładała plastikowe talerze na pizzę.
- Asia? Marta zrobiła ci jakąś przykrość? - Ben natychmiast zaczął "węszyć" wokół jej spotkania z przyjaciółką.
- Marta? Nie, nie... Skąd... Dostałam telefon ze stajni, gdzie trzymam moje konie. Podnoszą stawkę o prawie trzysta procent... Cholera, nie stać mnie na takie opłaty... Obawiam się, że będę musiała pozbyć się któregoś, pewnie Vailanta.
- Dlaczego podnoszą aż o tyle? - zdziwił się Alek. - Przecież to czyste zdzierstwo.
- Wiem... Po prostu wszędzie ceny poszły w górę, a ja płaciłam wciąż na zasadach "niższe utrzymanie koni za udział w konkursach". Przestałam startować, wiem, że ominęło mnie kilka imprez, więc wymawiają mi dotychczasową stawkę - powiedziała głucho. W jej głosie słychać było żal. Przecież ona kochała te konie.
- Daj mi numer do tej stadniny - zarządał Ben. - Załatwię wszystko.
Niemrawo kiwnęła głową, nie mając siły się z nim kłócić.
- Wystartuj jako niezależny jeździec - podpowiedział Alek jakiś czas później. - Słyszałem, że coś takiego istnieje... To zapewni ci solidny zastrzyk gotówki, bo nie będziesz musiała się dzielić z klubem, który cię wystawił.
Zaskoczona spojrzała najpierw na niego, a potem na narzeczonego. Ben wzruszył ramionami, ale uśmiechnął się przy tym.
- To dobry pomysł. Mogłabyś wystartować pod własnym logiem. A gdybyś faktycznie wygrała - Duńczyk uśmiechnął się wrednie. - Moja matka dostałaby apopleksji, przecież sama wystawia najlepszych jeźdźców.
- Muszę się z tym przespać...
Miesiąc później faktycznie wystartowała... w barwach domu Romanowów, za czym stała wciąż olśniona nią Maria Romanowa. I wygrała. Z klasą i przewagą ponad 20 punktów. Odprowadzając ją do najbliższego boksu, Alek wyglądał na co najmniej dumnego.
- Pojechałaś... To był czysty majstersztyk. Joanno, jestem pod prawdziwym wrażeniem - powiedział, pomagając jej zsiąść z siodła. - Jeśli mógłbym ci jakoś pogratulować...
- Mógłbyś - przerwała mu. - Przewieź mnie na swoim rumaku.
Alka zamurowało. Na jego...
- Na moim?... - odchrząknął zdezorientowany.
- Na motorze - uściśliła. - Przecież masz jakiś, nie?
- Trzy - wymamrotał, odgarniając z twarzy długie włosy. - Mam cię przewieźć na motorze? Ben mnie zabije!
- Spokojnie, dam sobie z nim radę... Proszę...
- Za tydzień - zdecydował.
- Chyba. Kurwa. Żartujesz! - wycedził przez zaciśnięte zęby. - Mowy nie ma. Widziałem, jak ten wariat jeździ. Nie posadzę cię z nim na jednym motocyklu. Nie! Zresztą na żaden inny motocykl też nie wsiądziesz.
- Owszem, wsiądę. To moja nagroda, Ben. Tylko o tyle cię proszę.
- Nie...
- A jak naaaprawdę ładnie poproszę? - zrobiła słodkie oczy, bawiąc się rozporkiem jego jeansów.
- Nie przeginaj, Joanno - mruknął twardo, choć z jego głosu zniknęła już wcześniejsza wściekłość.
- Tylko ten jeden raz... - delikatnie osunęła się przed nim na kolana. W odpowiedzi gwałtownym ruchem postawił ją na nogi i powiedział dobitnie:
- Za rok Henry będzie się bawić na tym parkiecie ze swoją małą siostrzyczką. To moja cena za twoją przejażdżkę.
Gdy tydzień później podeszła pod hotel, w którym chwilowo mieszkał jeszcze Alek, Rosjanina nigdzie nie było, choć wybiła już ustalona godzina spotkania. Rozglądając się ciut niepewnie, usłyszała nagle warkot silnika i zza węgła wyłoniła się niebieska bestia, a na niej... Wow! Alek, ale...
- Ściąłeś włosy?! - krzyknęła, gdy zatrzymał się tuż przy niej. - Wyglądasz... jeju!
- Dzięki - wyszczerzył się głupkowato, podając jej skórzaną kurtkę. - Mam nadzieję, że będzie pasować. Kiedyś należała do mojego brata, ale jakiś czas temu zdecydował, że lepiej jest iść wszerz, niż dbać o linię - powiedział, czym wywołał jej szczery śmiech. Jak się okazało, akóra pasowała na nią prawie idealnie. Sam też się ubrał, nałożył jej kask i pomógł wsiąść na siodełko. A potem ruszyli. Trzymała się kurczowo jego talii i nie miała żadnych wątpliwości, uwielbiała taką jazdę.
Jej pisk w jego uszach, gdy wyjechali na autostradę sprawił, że serce zabiło mu mocniej. Gdyby powiedziała jedno jedyne słowo, zawiozłby ją na koniec świata.
- Możesz szybciej? - poprosiła łagodnie.
- Maleńka, dla ciebie wszystko - powiedział nisko. I choć nie był to motocykl typowo sportowy, swoją prędkość miał. Szarpnięciem postawił go na tylnym kole, co zaowocowało jeszcze głośniejszym piskiem Asi i jej kurczowym chwytem na jego talii, po czym wyrwali do przodu. W tej chwili była tylko autostrada i pęd przy ponad stu pięćdziesięciu na liczniku...
- To było zajebiste! - wrzasnęła, gdy już stanęli gdzieś na niewielkim parkingu. - Ja chcę więcej!
- Napij się - zaśmiał się, choć właśnie prawie schodził na zawał. Ta kobieta... Boże, jak on jej wtedy pragnął!
Wypiła duszkiem prawie pół butelki.
- Jak to cudo się nazywa? - zapytała ochrypłym szeptem. - To diabeł, nie maszyna!
Znów się zaśmiał.
- To zwykły turystyczny - powiedział, wzruszając poteżnymi ramionami odzianymi w czarną skórę. - Ale jeden z najmocniejszych, jakie oferuje nam rynek. Widzę, że uwielbiasz prędkość...
- A widziałeś mnie kiedyś w galopie? - zaśmiała się radośnie. - Oczywiście, że tak!
- Nie widziałem i zaczynam żałować. Pokażesz mi?... Kiedyś?
- Pewnie...
Oparła się o ciepły jeszcze bak motocykla, powoli zdejmując kask. Jej włosy były w kompletnym nieładzie, a policzki płonęły od pędu powietrza. Alek stał tuż obok, milcząc, z tą swoją nową, surową twarzą, która tak bardzo do niego pasowała.
— Jak długo zamierzasz mieszkać w tym hotelu? — zapytała nagle, przerywając ciszę. — Przecież to nie jest życie. Walizki, sterylne pokoje, śniadania na telefon...
Alek wzruszył ramionami, wbijając wzrok w horyzont.
— Jestem tu dla Bena. Dopóki on mnie potrzebuje, hotel mi wystarczy. Nie szukam gniazdka, Joanno. Nie jestem typem faceta od firanek w oknach.
Asia zagryzła wargę. Czuła w kieszeni chłód metalu. Przez chwilę walczyła ze sobą, myśląc o kamienicy za dwa miliony, o zapachu nowej farby i o "cenie", jaką obiecała Benowi. A potem powoli wyciągnęła dłoń.
Na jej otwartej dłoni leżał pęk kluczy z ciężkim, mosiężnym brelokiem. Alek zmarszczył brwi, patrząc na nie z ukosa.
— Co to jest? Kolejna skrytka Bena? — zapytał z lekką kpiną.
— Nie. To moje — szepnęła, niemal wciskając mu je w dłoń. — Dom. Mały, stary, ukryty w dolinie, o której świat zapomniał. Miał być moim azylem, moim... miejscem ucieczki. Ale ja już nie mogę tam wracać, Alek. Nie pasuję tam.
Alek zacisnął palce na kluczach, czując jeszcze ciepło jej ciała.
— Dlaczego dajesz je mnie?
— Bo ty nie boisz się kurzu — odparła cicho, patrząc mu prosto w oczy. — I nie będziesz tam szukał księżniczki. Zamieszkaj tam. Niech to miejsce... niech ono po prostu nie będzie puste.
Rosjanin milczał przez długą chwilę. Napięcie między nimi stało się tak gęste, że niemal słyszała bicie jego serca. Zrobił jeden krok, skracając dystans do zera. Jego dłoń, wciąż pachnąca skórą i smarem, powędrowała do jej karku.
— Myślisz, że jeśli oddasz mi klucze, to pozbędziesz się tego, co tam zostawiłaś? Lub do czego tak bardzo boisz się wracać?— wychrypiał.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, pochylił się i pocałował ją. To nie był delikatny pocałunek – był tak samo gwałtowny i surowy jak jazda na jego motocyklu. Pachniał wolnością, której Asia tak bardzo się bała. Przez ułamek sekundy jej dłonie zawisły w powietrzu, nie wiedząc, czy go odepchnąć, czy przyciągnąć mocniej...
A gdy podniósł ją nagle za tyłek i posadził na siodełku, wszystkie jej myśli po prostu wyparowały. Liczyly się tylko jego usta, jego silne dłonie przyciskające ją do siebie z delikatnością, jakiej nigdy by się po nim nie spodziewała. A gdy zabrakło im tchu, po prostu, oparł czoło o jej.
- Moglibyśmy wyjechać - powiedział cicho. - Ben nigdy by nas nie znalazł. Nie tylko on ma kontakty...
- Alek... - chrypnęła, w jej oczach zalśniły łzy. On dawał jej wolność, możliwość wyboru... - Alek - powtórzyła.
- Ciii, maleńka, nie płacz - delikatnym gestem starł jej łzy. - Nie musisz się bać... Jeśli to za wiele... Zrozumiem, naprawdę. Po prostu... Kurwa, po prostu nie potrafię wyrzucić cię z serca, maleńka. Ben chce, byś była jego własnością i tak cię traktuje... Dla mnie jesteś boginią, której rzucę świat do stóp.
Przygryzła wargę, patrząc mu w oczy.
- Proszę... Pozwól mi, być twoim rycerzem - znów ją pocalował, tym razem o wiele delokatniej. - Pozwól mi dać ci wolność na motocyklu lub w siodle. Przysięgam, że nie wymuszę na ciebie żadnej decyzji seksem...
Otwarła usta, uderzona nagle prawdziwością jego słów. Telefon w jej kieszeni sprowadził ich oboje brutalnie na ziemię...
- T-tak? - zapytała cicho, odbierając połączenie od narzeczonego. Alek wpatrywał się w nią tak intensywnie, że musiała odwrócić wzrok. - Zaraz będziemy... Henry spadł ze schodów. Jadą do szpitala - wyjaśniła, drżąc na całym ciele. Alek warknął zirytowany, ściskając klucze w dłoni tak mocno, że te pomimo skórzanej rękawiczki, wbiły mu się boleśnie w skórę.
- Jedziemy - zdecydował, odpalając silnik.
Wpadła na oddział ratunkowy, wciąż czując na udach uścisk dłoni Alka i chłód kluczy, które mu oddała. Jej oddech był rwany, a krew w uszach wciąż pulsowała w rytm silnika motocykla. Alek szedł za nią – cień w czarnej skórze, z twarzą nieprzeniknioną, choć jego wzrok wciąż palił jej plecy.
Zobaczyła Bena pod salą zabiegową. Siedział pochylony, z twarzą ukrytą w dłoniach. Wyglądał na tak złamanego, że serce podeszło jej do gardła. Na dźwięk jej kroków uniósł głowę. Nie było w nim cienia podejrzliwości. Tylko czysta, bezbronna ulga.
— Asia… — wstał gwałtownie i w ułamku sekundy zamknął ją w ramionach. Przycisnął jej głowę do swojego torsu tak mocno, jakby bał się, że ona też zaraz zniknie. — Dzięki Bogu, że już jesteś. Tak strasznie się bałem.
Asia zesztywniała w jego objęciach. Czuła zapach jego drogich perfum, czuła bicie jego serca, które należało tylko do niej. A w głowie wciąż miała smak ust Aleka.
— Przepraszam… Ben, tak strasznie cię przepraszam… — wykrztusiła, a łzy, które teraz płynęły, były gorzkie od wstydu.
Zobaczyła Bena pod salą zabiegową. Siedział pochylony, z twarzą ukrytą w dłoniach. Wyglądał na tak złamanego, że serce podeszło jej do gardła. Na dźwięk jej kroków uniósł głowę. Nie było w nim cienia podejrzliwości. Tylko czysta, bezbronna ulga.
— Ciii, to nie twoja wina, kochanie. Mały po prostu niefortunnie stąpnął na schodach… — Ben odsunął ją na centymetr, by spojrzeć jej w oczy. Przesunął kciukiem po jej dolnej wardze – tej samej, którą przed chwilą zagryzał Alek. — Dobrze, że Alek był na miejscu i cię przywiózł. Alek? — Ben zerknął przez jej ramię na Rosjanina. — Dzięki. Możesz jechać, poradzimy sobie.
Alek tylko skinął głową. Jego spojrzenie spotkało się ze wzrokiem Asi nad ramieniem Bena. Było w nim wszystko: obietnica, wyzwanie i ten mroczny sekret zamknięty w mosiężnym kluczu w jego kieszeni.
— Dobranoc, szefie. Joanno — rzucił nisko, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł, zostawiając ją w ramionach człowieka, który ufał jej bezgranicznie.
- Przepraszam cię bardzo, ale co ty zrobiłaś?! - Marta wyglądała na wstrząśniętą, patrząc na przyjaciółkę, gdy spotkały się na pogaduchy trzy dni później.
- Przelizałam się z Alekiem - wydusiła czerwona Asia.
- I jak było?
- Jak było? - brunetka spojrzała na nią, jak na idiotkę. - Marta, ja mam narzeczonego...
- Wiem. Dlatego pytam jak było?
- Fantastycznie - jęknęła Asia, ukrywając twarz w dłoniach. - Kurwa, było fantastycznie!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Ciekawe1
Czyżby Alek i Ben byli bi i to był ich sekret?
elenawest
@Ciekawe1 🤣🤣🤣