W świecie kłamstw rozdział 27

Tydzień później.
- A więc wytłumaczysz mi w końcu, co się wydarzyło między tobą a Alekiem? - zapytał Ben, wróciwszy z pokoju synka, gdy ten wreszcie zasnął.
- Nic wielkiego — odparła cicho, skupiona na pisaniu czegoś na laptopie. Uniósł brew i usiadł przy niej.
- Wydaje mi się, że jest dokładnie na odwrót...
- W takim razie źle ci się wydaje...
- Joanno, błagam, nie dyskutuj ze mną — warknął, sięgając po laptopa i odkładając go na niski stolik. Spojrzała na niego z wyrzutem. - Później to dokończysz, teraz mamy ważniejszą rzecz na głowie — prychnął. - Powiedz prawdę, Joanno. Co zrobił lub powiedział, że dostał od ciebie w pysk, a potem wziął urlop? Niepłatny...
- Powiedziałam ci już, że wszystko załatwiłam. Nie moja wina, że postanowił wyjechać, ale ty najwyraźniej mi nie ufasz...
- Więc wytłumacz mi z łaski swojej, jak mam ci ufać, skoro coś przede mną ukrywasz?! Aśka, na Miłość Boską — złapał ją za ramiona i potrząsnął lekko. Przygryzła wargę, patrząc gdzieś w bok. Puścił ją i z głośnym prychnięciem wyszedł do kuchni. Po kilku minutach wrócił z drinkiem. - No? Słucham... Dowiem się prawdy od ciebie, czy mam lecieć do Rosji i wydusić ją z Aleka?
Spojrzała na niego ze łzami w oczach i wyszeptała:
- Alek mnie pocałował...
Odwrócił się w jej stronę gwałtownie.
- Co, proszę? Co ten śmieć zrobił? - wycedził przez zaciśnięte zęby. Przełknęła ślinę. Tak wściekłego jeszcze go nie widziała.
- Pocałował mnie — powtórzyła nieco pewniej, ale tak samo cicho. - Tuż przed tym, jak do mnie zadzwoniłeś. A gdy dotarliśmy na parking, próbował mi wmówić, że nie jesteś mężczyzną dla mnie, że on zapewni mi wszystko, że z tobą nie jestem bezpieczna. Wtedy dałam mu w pysk i kazałam zapomnieć o swoim istnieniu. Podejrzewam, że właśnie dlatego się ulotnił. Przykro mi, jeśli przeze mnie straciłeś ochroniarza.
- Nie bądź głupia — fuknął, odstawiając na blat koło laptopa swoją pustą już szklankę. - Gdyby nie uciekł, sam bym go zwolnił... Powiedział przynajmniej, dlaczego to zrobił?
- Twierdzi, że mnie kocha...
- Kocha? Kocha?! - ryknął. - Ciebie kocha?!
- Ben, uspokój się, obudzisz Henry'ego...
- Nie uciszaj mnie!
Wstrzymała oddech, gdy po raz kolejny podniósł na nią głos.
- Bo co? - prychnęła, wstając i zakładając ramiona na piersi. - Uderzysz mnie?
- Joanno, o czym ty mówisz? - spojrzał na nią zaskoczony, a cała jego złość natychmiast sklęsła. - Dlaczego miałbym w ogóle podnieść na ciebie rękę? Czy Alek ci coś o mnie naopowiadał?
- On? Nie... Ale widzę, jak jesteś wściekły...
- Ale to nie znaczy, że mógłbym cię skrzywdzić, kochanie...
- Radzę ci się uspokoić, furiacie — powiedziała cicho, słysząc coraz wyraźniej płacz przestraszonego malca. - Pójdę go uspokoić, ale ty również musisz to zrobić. Inaczej porozmawiamy dopiero jutro. I to nie ty będziesz tutaj nocować, jasne?
Kiwnął głową, zawracając do kuchni. Musiał się napić. Koniecznie.

Godzinę później, gdy wystraszony krzykami ojca chłopczyk zdołał wreszcie zasnąć, wyszła z jego pokoju. Zastała Bena wpatrzonego w ekran jej laptopa. Zmarszczyła brwi, gdy dotarło do niej, że mężczyzna coś czyta. Przecież chyba nie jej tekst...
- Wprawiam się w nauce polskiego — poinformował ją, gdy usiadła w drugim fotelu. - Choć rozumiem tylko kilka słów... Ale to mi pomogło się uspokoić, musiałem się skupić.
- Miło, że z każdej sytuacji potrafisz wyciągnąć pozytywne skutki — mruknęła, podciągając kolana pod brodę. - Nie będziesz już wrzeszczeć?
- Nie — pokręcił głową i spojrzał na nią poważnie, smutno. - Wystraszyłaś się...
- A dziwisz mi się? Wyglądałeś na człowieka niepoczytalnego. Przez chwilę miałam wrażenie, że chcesz skręcić mi kark...
- Powinienem to zrobić Alekowi... - syknął, ale widząc jej spojrzenie, złagodniał natychmiast i wstał. Przygryzła wargę. - Kochanie, to tylko takie powiedzenie. Jestem na niego wściekły, bo ewidentnie chce mi ciebie odebrać... Przecież nic mu nie zrobię...
- A pomyślałeś, kretynie, że skoro dałam mu w pysk, to nie obchodzą mnie jego zaloty? Nie chcę być jego, chcę być dalej twoja. To aż tak trudno zrozumieć?! - syknęła, obejmując się ramionami. Pokręcił przecząco głową.
- Oczywiście, że nie, przepraszam, kochanie — powiedział cicho i kucnął przy niej. Delikatnie wziął ją za rękę. - Ufasz mi?
- Tak, całym sercem — odparła, kiwając głową. - Ale nigdy więcej nie chcę słyszeć, że choćby w żartach grozisz, że kogoś zabijesz czy zrobisz mu inną krzywdę, jasne? Ja nie chcę mieć męża mordercę...
- I nie będziesz mieć, obiecuję — pocałował ją lekko w czoło. - Przecież jestem tylko zwykłym biznesmenem, który czasami tylko traci panowanie nad sobą, gdy ktoś kopie pod nim dołki...

- Jezu, Asia — jęknęła Marta, popijając sok w jednej z ich ulubionych kawiarenek na Starym Mieście z widokiem na Kościół Mariacki, gdy kilka dni później spotkały się na pogaduchy. - Ale jesteś na sto procent pewna, że on nie mówił poważnie? Bo kiedy tak mi to opowiadasz, według mnie brzmiało to bardzo prawdopodobnie...
- Tak, jestem pewna. Ben nie jest mordercą, choć w sumie Alek dobrze zrobił, że zwiał. Doskonale wiedział, że Ben się wścieknie.
- Oni obaj są dziwni... Mam takie wrażenie, że coś ukrywają przed tobą.
Asia wzruszyła ramionami.
- A ja nie, ufam Benowi i wiem, że nigdy nie skrzywdziłby ani mnie, ani małego.
- W tamtej chwili chyba nie byłaś tego aż tak pewna, co? - przypomniała jej przyjaciółka bezlitośnie.
- Marta... Ben się wściekł, to w takiej sytuacji całkiem normalne. Jestem pewna, że gdyby ktoś startował w ten sposób do ciebie, Paweł również by się wkurwił...
- Tak, ale raczej nikomu nie groziłby śmiercią, prawda?
- Ben też nie mówił poważnie... Przecież wiesz dobrze, że same też wieszałyśmy niejednokrotnie psy na Damianie. I ile razy mówiłyśmy, że go zabijemy, jeśli znowu wykręci jakiś numer? To tylko takie powiedzenie, nic więcej.
- No nie wiem... Ja na twoim miejscu poważnie bym się Benowi przyjrzała. Tak naprawdę go nie znasz...
- Znam go bardzo dobrze i jeśli mi mówi, że przecież tak naprawdę nie chciał zabić Aleka, to ja mu wierzę... Ale widzę, że ty nie jesteś przekonana...
- Asia, nie zrozum mnie źle, bo przecież kocham cię jak siostrę i cieszę się twoim szczęściem, ale zobacz sama. Najpierw facet chciał cię kontrolować, bo w ciągu całodziennych pogaduch ze mną wypiłaś butelkę taniego francuskiego sikacza. Nie byłaś nawet zawiana... Teraz gdy wpadł w szał, powiedział, że zabije własnego człowieka tylko dlatego, że ten kretyn cię pocałował. Według mnie to nie jest wystarczający powód, żeby zrobić coś takiego... No i się go boisz...
- Nie prawda, to było chwilowe. Wystraszył mnie, ale to minęło. Poza tym wciąż się docieramy...
- Uważaj tylko, żeby w efekcie tego docierania się, na twoim ciele nie pojawiły się siniaki...
Brunetka spojrzała ostro na przyjaciółkę i dopiła własny koktajl, po czym wstała gwałtownie.
- Chyba lepiej będzie, jeśli skończymy tę rozmowę — burknęła i rzuciwszy na stół kilka monet, szybko się ulotniła.

Trzy dni później.
- Masz chwilę, Asiu? Musimy porozmawiać...
- Jasne, tatku. A o co chodzi? - spojrzała na swego nad wyraz poważnego ojca, składając papiery, nad którymi właśnie skończyła pracować. Zarządzanie ośrodkiem golfowym na szczęście nie było aż tak absorbujące i wymagające, jak praca w hotelu, choć oczywiście niosło ze sobą pewne wyzwania. Teraz właśnie rozwiązała jedno z nich.
- Wszystko w porządku? - korzystając z faktu, że obecnie nikogo innego w pobliżu nie było, usiadł koło niej za recepcyjną ladą i spojrzał na nią poważnie, biorąc jej ręce w swoje duże dłonie.
- Tak, tatuś, w porządku i nie martw się, nie jestem w ciąży — zachichotała, nie bardzo wiedząc, o co może chodzić.
- Ja nie o tym, choć jeśli byś była, oba tematy by się wiązały... Chodzi mi o to, czy jesteś szczęśliwa z tym Duńczykiem? W końcu mieszkacie już razem trochę czasu.
- Tak, tato, jestem z nim szczęśliwa. Dlaczego pytasz? - spojrzała na niego podejrzliwie.
- Bo wczoraj wieczorem była u nas Marta. Opowiedziała nam wszystko, o czym rozmawiałyście i muszę przyznać, że poważnie nas zaniepokoiła.
- Marta była u was? - warknęła wściekła, wyrywając dłonie z uścisku ojca. - A wy tak od razu jej uwierzyliście, zamiast zapytać w pierwszej kolejności mnie?
- Posłuchaj...
- Nie, tato, to ty posłuchaj. Przede wszystkim prosiłam Martę, by zatrzymała tę rozmowę w sekrecie. Zwierzyłam się jej tylko dlatego, że potrzebowałam się wygadać, a nie dlatego, że się boję. Jak widać, zapisanie wszystkiego byłoby o wiele lepszym rozwiązaniem!
- Asiu, Marta po prostu się o ciebie martwi i my również...
- Niepotrzebnie. Ben się wściekł, tak. Wystraszyłam się, tak, ale nie macie żadnych podstaw do dalszych obaw. Na drugi dzień, gdy Henry był w przedszkolu, jeszcze raz porozmawiałam z Benem. Wytłumaczyliśmy sobie wszystko i obiecał mi, że jeśli jeszcze raz się wkurzy, to swoją złość wyładuje na siłowni, a nie na mnie.
- I jesteś pewna, że cię nie oszukał? Że właśnie tak zrobi?
- Oczywiście, że tak, tato... Zaufajcie mi, proszę... Wiem, co robię, naprawdę.
- Pamiętaj, że jeśli chociażby próbuje zrobić ci jakąkolwiek krzywdę, znajdę go i nie będę miły...
- Wiem, tatku, jesteś moim ukochanym obrońcą.

- Jak mogłaś?! - wrzasnęła do telefonu, po skończonej pracy wchodząc do domu i trzaskając wściekła drzwiami tak mocno, że zatrzęsły się wszystkie szyby wokół. - Sądziłam, że jesteśmy przyjaciółkami i swoje powierzone sekrety trzymamy w tajemnicy!
- Jesteśmy przyjaciółkami... - mruknęła Marta, wbijając się w monolog Asi, gdy ta przerwała, by zaczerpnąć tchu.
- Gówno prawda! Przyjaciółki się nie zdradzają, a ty właśnie to zrobiłaś, gdy poleciałaś do moich rodziców z jęzorem! I powiem ci jedno, odpieprz się raz na zawsze ode mnie i Bena, jasne?
- Aśka, co cię napadło? - warknęła blondynka, która wreszcie zaczęła walczyć. - Martwię się o ciebie, dziewczyno... To on cię tak omotał?
- O czym ty chrzanisz?
- Mówię tylko, że ten facet ma na ciebie zły wpływ...
- To ty masz na mnie zły wpływ i ciesz się, że jesteś na macierzyńskim ! Ale potem radziłabym ci zacząć szukać nowej pracy! - rozłączyła się i wściekła przeszła do salonu. Na drodze stanął jej zaniepokojony Ben. - Przepuść mnie i zrób mi drinka — syknęła. Złapał ją za ramiona i przytulił mocno.
- Co się stało? - zapytał, widząc, w jakim Asia jest stanie. - Z kim rozmawiałaś?
- Z Martą — fuknęła wciąż rozeźlona. - Puść mnie wreszcie.
- Asia, musimy pogadać.
- Później, najpierw chcę się napić — wyminęła go i weszła do salonu, po czym zamarła, czując, że znów zaczyna jej się robić gorąco z nerwów. Na jej kanapie siedział sobie bowiem spokojnie Alek, który patrzył na nią teraz poważnie. - Co on tu robi? - aż zgrzytnęła zębami, wskazując Rosjanina nieco drżącą ręką.
- Właśnie chciałem cię poinformować, że Alek tu jest, ale nie dałaś mi tej szansy... Omawiamy naszą dalszą współpracę — powiedział Ben spokojnie, obejmując ją od tyłu i całując we włosy. Odwróciła się w jego stronę i spojrzała na niego w szoku.
- Ja zwariowałam, czy ty? - zapytała. - Człowieku, byłeś na niego ostatnio tak wściekły, że na samo wspomnienie Rosji, dostawałeś białej gorączki.
- To ja poprosiłem Bena o spotkanie — wyjaśnił Alek, wstając.
- Świetnie — prychnęła, zawracając w stronę korytarza. - Skoro on tu jest, to ja wychodzę!
- Zaczekaj — Ben złapał ją za rękę, nim zdążyła wyjść i sprowadził ją ponownie do pokoju. - posłuchaj, bo to chodzi również o ciebie.
- Nie mam zamiaru mieć nic wspólnego z tym panem...
- Dasz mi w końcu dojść do słowa? - zirytował się Duńczyk. - Chciałem ci powiedzieć, że Alek zostaje moim ochroniarzem, ale na zupełnie innych warunkach. Będzie mi towarzyszyć, gdy ciebie nie będzie w pobliżu. Nie będziecie się widywać.
- Naprawdę? - spojrzała na narzeczonego zdumiona.
- Przecież cię nie okłamuje... Pójdę już, skoro omówiliśmy wszystkie warunki — powiedział Alek, zabierając swoją skórzaną kurtkę z oparcia narożnika. - Żegnaj, Joanno, nie spotkamy się już więcej.
- Do widzenia — nie spojrzała nawet na niego, wtulona w opiekuńcze ramiona Bena. Po chwili trzasnęły zamykane drzwi. - Czy teraz wreszcie mogę poprosić o drinka? - zapytała nieco żałośnie, siadając na obszernej kanapie.
- Oczywiście... Powiesz mi, co się stało? Byłaś bardzo wzburzona — zauważył, przyniósłszy jej obiecany drink.
- Powiedziałam Marcie o tej całej sytuacji z Alekiem i o twojej reakcji. I najgorsze jest to, że nie wściekła się na tego kretyna, tylko na ciebie.
- Na mnie? Chyba nie bardzo rozumiem...
- Powiedziała, że jesteś dziwny, bo najpierw chciałeś mnie kontrolować, teraz groziłeś śmiercią innemu człowiekowi i w sumie nieco się o to poprztykałyśmy, a wtedy poleciała ze swoimi wątpliwościami do moich rodziców. Są zmartwieni i z trudem udało mi się przekonać ojca, że nie muszą się o mnie bać, bo jestem w dobrych rękach i ten twój atak gniewu był tylko chwilowy i więcej tak nie zrobisz... - wyjaśniła, popijając słodki napój.
- I co? Chcą, żebyśmy się rozstali? - zapytał cicho. Pokręciła przecząco głową.
- Nie, na szczęście nie wpadli na tak cudowny pomysł, z resztą i tak bym ich nie posłuchała, bo czuję, że mówiłeś szczerze i tak naprawdę to nie mam się czego bać. I że tamten lęk również był niepotrzebny.
Westchnął i objął ją mocno.
- Martą się nie przejmuj, najwyraźniej nie zasługuje na twoją przyjaźń... Głupia jędza. A co do twoich rodziców, to po prostu muszę im pokazać, że jestem dla ciebie aniołem, a nie żadnym zakazanym bandytą, bo mam wrażenie, że chyba właśnie o tym pomyśleli, prawda?
- Nie mam bladego pojęcia — przyznała niechętnie, opierając się o jego tors. - Zrobisz mi masaż? - poprosiła cicho. - I kąpiel, chciałabym się odprężyć...
- Kąpiel, oczywiście, tyle że wspólną — powiedział, przygryzając jej ucho i ssąc delikatnie. Natychmiast jęknęła, odchylając głowę. - A co do masażu... Widzisz, znam o wiele lepszy sposób na stres...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 2766 słów i 14856 znaków.

1 komentarz

 
  • Ciekawe1

    Czyżby Alek i Ben byli bi i to był ich sekret?

  • elenawest

    @Ciekawe1 🤣🤣🤣