W świecie kłamstw rozdział 16

W świecie kłamstw rozdział 16- Wypnij się, maleńka. Wypnij tę swoją słodką dupeczkę — jego ochrypły głos sprawił, że zadrżała na całym ciele, by następnie posłusznie wykonać jego polecenie. Oparła dłonie na materacu, drżąc z niecierpliwości. - Brawo... Jesteś taka piękna — choć o nie widziała, czuła, że się uśmiecha. A potem niespodziewanie ugryzł ją w tyłek. Pisnęła zaskoczona, spoglądając na niego w szoku, ale tylko puścił jej oczko i zanurkował ustami między jej pośladki. Jęknęła, gdy poczuła, jak przejeżdża gorącym językiem po jej rowku, a potem wyprostowała się gwałtownie, gdy wsunął go całego w jej rozgrzaną, zniecierpliwioną i tak stęsknioną cipeczkę. Uśmiechnęła się szeroko, gdy mruknął zadowolony, po czym zaczął ją posuwać językiem. Przez całe jej ciało przeszedł ją potężny dreszcz rozkoszy. Zacisnęła dłonie na prześcieradle, jęcząc ochryple, gdy nieustannie atakował językiem i ustami jej nabrzmiałą łechtaczkę, liżąc ją i ssąc.
- Tak! - jęknęła, gdy zaczął kciukiem pocierać jej tylne wejście.
- Mam cię wziąć? - jego ochrypły, nieco stłumiony głos był jak warknięcie. Kiwnęła głową, czując, jak w jej podbrzuszu zaczyna wzbierać fala pożądania, które tylko czekało na to, by rozlać się w niej, niczym wzburzone tsunami. - Powiedz, kochanie... Chcesz, żebym cię zerżnął? - przygryzł jej udo, co wydobyło z niej dziki wrzask bólu pomieszanego z przyjemnością.
- Tak, proszę! - zaskomlała, doskonale zdając sobie w tej chwili sprawę, jaką ma nad nią przewagę.
- Wedle życzenia, słonko — jego język zniknął z jej drżącej, ociekającej soczkami i jego śliną cipki i po chwili poczuła jego ciepły oddech na swoim karku. Złapał ją za włosy, niezbyt mocnym szarpnięciem odwracając jej głowę do siebie, po czym wpił się zachłannie w jej usta. Jego język nieco brutalnie wtargnął między jej zęby. Jęknęła, wychodząc mu naprzeciw. Ich języki połączyły się w namiętnym tańcu w tej samej chwili, w której wtargnął swoim grubym kutasem w jej rozgrzaną cipkę. Jęknęła mu w usta, gdy rozciągnął ją gwałtownie i zaczął się w niej szybko poruszać, nie przerywając namiętnego lizanka. Drżała, niemal tracąc dech. Był tak napalony, że wir w jej podbrzuszu, który zdołał już nieco opaść po słodkiej minetce, w zawrotnym tempie znów zaczął wzbierać w jej podbrzuszu.
Przerwała pocałunek, by zaczerpnąć tchu. Oczy miała roziskrzone, a usta szeroko otwarte.
- Ssij — mruknął, wsuwając jej dwa palce do buzi. Mruknęła, starając się skupić na obciąganiu mu, ale rozsadzający jej ciasną cipkę kutas, dość skutecznie jej to uniemożliwiał, doprowadzając ją niemal do obłędu. - Kocham cię, Asiu — chypnął, łapiąc ją mocno za pośladki i zwiększając tempo pchnięć. - A ty jesteś moja.
Nie odpowiedziała mu, tylko opadła na poduszki, gdy ręce w końcu odmówiły jej posłuszeństwa, tym samym wypinając się jeszcze mocniej. Zawyła, gdy ze zdwojoną siłą uderzył jądrami w jej nabrzmiały dzwoneczek i doszła, wrzeszcząc na całe gardło. Orgazm, który nią zawładnął, sprawił, że jej pulsująca dotąd szparka zacisnęła się na nim tak mocno, że aż syknął, nieruchomiejąc w niej, gdy go uziemiła. Oczy brunetki zaszły mgłą, a ciałem wstrząsały kolejne spazmy orgazmu, który wydawało się, że nie ma końca. W końcu jednak uspokoiła się na tyle, że znów zaczął się w niej poruszać. Poczuła, jak w niej pulsuje. Wyszedł z niej szybko i ściągnął gumkę, by po chwili spuścić się obficie na jej wypięte pośladki z głośnym jękiem ulgi.
Zerknęła na niego, przekręcając głowę i uśmiechnęła się wykończona, dysząc ciężko, gdy zaczął rozmazywać swą ciepłą spermę na jej pupie i drugim otworku. Przygryzła wargę, jęcząc cicho, gdy zaczął ją tak masować.
- Nigdy tego tak nie robiliśmy — zauważył, kładąc się koło niej, lecz nie przestając jej masować dupki. - Może spróbujemy?
- Nie kręci mnie to — wyszeptała, bo tylko na tyle było ją stać w danej chwili.
- W takim razie może kiedyś — puścił jej oczko, całując ją delikatnie. - Naprawdę cię kocham, maleńka...
- Wiem — przytaknęła, mamrocząc mu w usta, gdy niespiesznie pogłębił pocałunek. Po chwili jednak odepchnęła go lekko.
- Hej, co się dzieje? - zapytał, gładząc ją po policzku.
- Błażej — westchnęła, zsuwając się zgrabnie z łóżka. - Przestań, proszę. Powiedziałam ci, że masz czas do końca roku, ale to, cholera, nie znaczy, że od razu możesz mnie zaciągać do łóżka...
- Z tego, co pamiętam, to nie stawiałaś oporu, kochanie i to moje imię krzyczałaś, szczytując — wyszczerzył się głupkowato, również wstając. Niestety dla niej, przewyższał ją wzrostem, no i siłą. Cofnęła się w stronę łazienki.
- Wiem — kiwnęła głową. - Być może popełniłam błąd, zgadzając się na to wariactwo — westchnęła. - Idę się umyć, a ty w tym czasie, proszę, idź już sobie, ok? Chcę to wszystko na spokojnie przemyśleć.
- Obiecałem, że będę o ciebie walczył i zamierzam dotrzymać słowa — powiedział poważnie, sięgając po swoje leżące na podłodze spodnie.
- Wiem, ale proszę, idź już...

- Co on tu robi? - zapytał Ben trzy dni później, opierając się o ogrodzenie okalające ujeżdżalnię, w której ćwiczyła Asia.
- Pilnuje mnie — odparła zgodnie z prawdą, poprawiając się nieznacznie w siodle. Ogier, na którym ćwiczyła skoki, drobił niecierpliwie w miejscu, co jakiś czas podrzucając łbem.
- Tak podejrzewam — westchnął, mierząc chłopaka wściekłym wzrokiem. - Tylko dlaczego akurat on?
- Bo ma czas i zna się na koniach równie dobrze, co ja.
- To twój były — zauważył, zaciskając dłonie na poręczy ogrodzenia.
- No co ty nie powiesz? - fuknęła rozeźlona. Spojrzał na nią, marszcząc brwi. - Patrz, nie wiedziałam... Ben, to co było między mną a Błażejem, to już zamierzchła przeszłość. Przypominam ci, że jestem z tobą, a nie z nim, więc z łaski swej, odpuść, dobrze? Tamten rozdział zamknęłam i nie chcę go na nowo otwierać.
- Joanno — powiedział twardo, patrząc jej w oczy. - Powiem to tylko raz. Jesteś moją kobietą i nie życzę sobie, by ten chłopak się przy tobie kręcił. Cholernie mi się to nie podoba!
- Ben... - westchnęła, zgrabnie zeskakując z wierzchowca. Zbliżyła się do mężczyzny te dwa kroki i chwyciła go za ręce. - Proszę, posłuchaj mnie uważnie. Mnie i Błażeja naprawdę już nic nie łączy — powiedziała cicho, starając się, by głos jej nie zadrżał. Czuła w gardle gulę i było jej niedobrze, że aż tak okłamuje ukochanego.
- Ja to wiem i ty również, ale czy on? - mruknął, gładząc ją po policzku. - Joanno, naprawdę nie chciałbym cię stracić. Jesteś dla mnie bardzo ważna — powiedział, nachylając się do niej i patrząc jej głęboko w oczy. Niemal czuł, że tamten mężczyzna zabija go właśnie w myślach.
- Tak, wie o tym. Rozumie, że zdążyłam ułożyć już sobie życie z innym — powiedziała. - Ben, proszę... Musisz mi uwierzyć.
- Tobie wierzę, jemu nie — pocałował ją czule. Jęknęła mu w usta, gdy złączył ich języki w powolnym tańcu. Po chwili oderwał się od niej. - Dlatego proszę cię, byś kazała mu się trzymać od ciebie z daleka, jasne?
- A możemy iść na kompromis?
- Jaki? - zmarszczył brwi, czując, że ta propozycja wcale mu się nie spodoba.
- Konkurs już za niezbyt długi czas, a ten diabeł cały czas robi wszystko, żeby mnie upokorzyć — wskazała na konia, który obecnie wyglądał jak idealne wcielenie niewinności. - On mnie nie lubi, nie wiem czemu, ale nie zamierzam się poddać i, cholera, wygram ten konkurs, albo i co... No, w każdym razie potrzebuję kogoś, kto będzie tu ze mną w czasie moich treningów. Ty jesteś tu tylko co jakiś czas, więc nie będziesz mógł pilnować mnie na okrągło, a Błażej ma urlop, więc może to robić. A nie mogę poprosić nikogo z hotelu, bo oni się na tym nie znają. A pracownicy stajenni mają już swoje liczne obowiązki. No a Marta jest w ciąży, nie narażę jej...
- Czemu czuję, że to nie koniec? - burknął.
- Chciałabym, by pojechał ze mną na konkurs. Z tych samych względów, które ci właśnie wyłuszczyłam. Obiecuję, że weźmiemy oczywiście dwa osobne pokoje. A potem zerwę z nim kontakt. Masz na to moje słowo. Proszę, zaufaj mi tylko — jęknęła, już niemal ze łzami w oczach. Na chwilę odwrócił wzrok, oddychając szybko przez nos. A potem ją pocałował. Ostro i zachłannie.
- Jesteś moja, Joanno — warknął, przygryzając jej wargę.

- Mam nadzieję, że to były pożegnalne całusy — powiedział Błażej, gdy chwilę później podeszła do niego. Na ustach błąkał mu się głupkowaty uśmieszek, choć oczy uważnie przyglądały się stojącemu po drugiej stronie ujeżdżalni Duńczykowi.
- Nie — pokręciła poważnie głową. - Błażej, sprawa wygląda tak. Przez najbliższe trzy dni nie będę cię potrzebować, bo pilnować mnie będzie Ben, więc proszę, byś tu nie przychodził i teraz już też sobie szedł. Potem będziemy trenować razem i polecisz ze mną do Danii na konkurs, ale nic więcej, jasne? Nie chcę tu między wami żadnych zadrażnień...
Zmrużył oczy, przyglądając się jej przez chwilę.
- Wyganiasz mnie? - mruknął.
- Owszem i błagam, nie rób scen, ok? Pogadamy na spokojnie za kilka dni, dobrze?
- I tak będziesz znów moja, mała — uśmiechnął się, puszczając jej oczko. - To tylko kwestia czasu. - skinął Benowi na pożegnanie i wyszedł. Asia odetchnęła głęboko, po czym wróciła do ogiera, który właśnie ocierał się łbem o rękę swego właściciela. Wskoczyła na siodło i szarpnęła cuglami. Miała zamiar wyładować skumulowane w niej napięcie i nie dać się przy okazji zabić temu walniętemu wierzchowcowi...

- Wstawaj, księżniczko — wymruczał Ben czule, sunąc delikatnie opuszkami palców po jej biodrze i całując w czoło.
- Hej — chrypnęła niewyraźnie, zakrywając sobie usta dłonią i przeciągnęła się rozkosznie niczym mała kicia. - Już... Umyję tylko zęby. A która godzina?
- Dochodzi dziewiąta, ale zrobiłem już śniadanie i nie chciałbym, żeby wystygło — uśmiechnął się rozbrajająco.
- Ok, daj mi pięć minut — wyskoczyła z łóżka, narzucając w biegu jego koszulkę i zniknęła w łazience. Uśmiechnął się zadziornie, wychodząc z powrotem do kuchni.
Zastała go przy patelni, z której płynął zdecydowanie apetyczny zapach, gdy weszła tam ubrana w jego t-shirt i kuse majteczki. Włosy miała związane w niedbały kok, a stopy bose.
- Pięknie wyglądasz, Joanno — powiedział uwodzicielsko, odsuwając jej krzesło. Zarumieniła się lekko, bo przecież dopiero co właściwie wstała i nie miała makijażu, ale posłała mu wdzięczny uśmiech.
- Dziękuję, Ben. Co tak cudownie pachnie?
- Jajko sadzone, bekon i grillowane warzywa — uśmiechnął się, serwując jej śniadanie. Po chwili wziął również talerz dla siebie i usiadł naprzeciw niej. - Smacznego, kochanie.
- I wzajemnie — kiwnęła głową, wbijając talerz w jajko i warzywa. - Boże, to jest pyszne! - mruknęła z pełnymi ustami.
- Dziękuję, to moje ulubione śniadanie, choć dzisiaj wyjątkowo się postarałem — puścił jej oczko.
- Naprawdę świetne.
- Będę musiał wyjść na jakiś czas za godzinę — powiedział.
- Oczywiście — kiwnęła głową. - Jakiś nowy klient?
- Dokładnie.
- Widzę, że nie tracisz czasu na zdobycie kolejnego kontrahenta.
- Kochanie, gdybym był ospały w interesach, już dawno zjadłaby mnie silniejsza konkurencja — zaśmiał się, popijając kawę.
- Przecież ja nic nie mówię — uśmiechnęła się. - Poza tym rozumiem, że pracujesz.

Wpiła się zachłannie w jego usta, gdy tylko wrócił do jej mieszkania, zatrzaskując drzwi i dociskając go plecami do nich. Mruknął jej w usta, łapiąc ją za tyłek. Jęknęła, gdy ścisnął jej pośladki.
- Hej, spokojnie — uśmiechnął się, gdy zaczęła mu niecierpliwie rozpinać śnieżnobiałą koszulę.
- Nie — mruknęła, zsuwając dłonie do jego rozporka. - Tęskniłam za tobą, skarbie i chcę, żebyś się ze mną kochał — powiedziała, rozpinając mu spodnie. - Ale najpierw ci obciągnę — wyszczerzyła się, wyjmując mu sztywniejącego penisa z bokserek. Wypuścił głośno powietrze przez zaciśnięte zęby.
- Kurwa — jęknął, gdy pochłonęła go całego.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 2386 słów i 12728 znaków, zaktualizowała 23 mar o 20:42.

Dodaj komentarz