W świecie kłamstw rozdział 17

W świecie kłamstw rozdział 17- Jezu, Joanno — jęknął, gdy zaczęła obciągać mu coraz zachłanniej. Złapał ją za włosy, owijając je sobie wokół nadgarstka. - Ale ty jesteś dzisiaj niegrzeczna — odchylił głowę, rozkoszując się tym, jak mu ciągnie, jak jej usta zamykają się szczelnie wokół jego kutasa.
Mruknęła zadowolona, zlizując z niego pierwsze słodkie kropelki ejakulatu i przesunęła dłonią po mięśniach jego brzucha, nieznacznie rysując skórę paznokciami.
Syknął zadowolony, gdy zaczęła trzepać mu dłonią, wzmacniając doznania. Otworzyła oczy, patrząc na niego z pożądaniem. Na jego twarzy odmalowała się ekstaza wywołana oralnym podnieceniem.
- Jesteś pyszny — stwierdziła cicho, oblizując główkę jego kutasa ze smakiem.
- Joanno, dość! - warknął, odciągając ją od siebie za włosy. Spojrzała na niego zdezorientowana. - Na łóżko! - chrypnął. - Klęknij na łóżku...
Uśmiechnęła się zadziornie, szybko wykonując jego polecenie. Po chwili uniósł jej ręce nad głowę i związał mocno swoim skórzanym paskiem, który zapiął na metalowej ramie łóżka.
- W ten sposób nie będziesz kontrolować całej akcji — wymruczał jej do ucha, a jego głos przepełniony był pożądaniem. Natychmiast przeszedł ją dreszcz zniecierpliwienia.
- Ben, weź mnie — poprosiła jękliwie, poruszając biodrami.
- Spokojnie — mruknął, dociskając jej biodra do swojego krocza. Jęknęła z rozkoszy, wyginając się lekko, gdy poczuła na pośladkach jego sterczącego kutasa. - Aż tak za nim tęsknisz? Nie zabawiałaś się sama, gdy mnie nie było? - mruknął, przesuwając dłońmi po jej tyłeczku. Stęknęła, gdy wsunął palce za jej spodnie, niemożliwie powoli zsuwając je z niej razem z majteczkami. Uśmiechnął się szeroko, gdy zobaczył, jak mokra już jest.
- Nie, czekałam na ciebie...
- Grzeczna dziewczynka — zaśmiał się, gładząc jej jędrne pośladki w ten sposób, by zahaczać kciukami o jej mokrą cipkę. - Pięknie się wypinasz. Kusisz mnie tym. Chciałbym wejść w twoją słodką dupkę i zalać cię porządnie — chrypnął, niespodziewanie wsuwając dwa palce w jej szparkę. Pisnęła zaskoczona, szarpiąc nieco za więzy. - Dobrze, jęcz, maleńka. Chcę cię słyszeć... - wyszeptał, liżąc ją po szyi i robiąc jej szybką palcówkę. Zacisnęła palce na krępującym ją pasku. Poruszyła biodrami, starając się nasunąć na niego jeszcze mocniej, ale wtedy cofnął rękę i wymierzył jej siarczystego klapsa. Wrzasnęła z bólu pomieszanego z rozkoszą, gdy jego ręka uderzyła w pośladki i jej rozgrzaną cipę. - Nie ruszaj się albo zwiążę cię całą — syknął, ponownie wsuwając w nią palce. Pisnęła, niemal płacząc od doznań, które jej fundował, po czym wciągnęła gwałtownie powietrze, gdy natarł palcami drugiej ręki na jej nabrzmiałą łechtaczkę. Niemal natychmiast targnął nią pierwszy spazm orgazmu, który skumulował się w jej podbrzuszu. - Ciii, spokojnie — przygryzł jej ucho, ssąc je delikatnie. Westchnęła, drżąc, a wtedy wyciągnął z niej ociekające jej słodyczą palce. - Kochanie, odpręż się i pozwól mi działać... Nie chcę, by była to nieprzyjemna rutyna, tylko niezapomniana rozkosz.
Pokiwała nieznacznie głową, czując, jak napiera na nią grubym penisem. Nieznacznie rozsunęła nogi, dając mu więcej miejsca. Po chwili zanurzył się w niej aż po jądra, jęcząc głośno. Wbił palce w jej biodro, po czym wysunął się z niej niemal cały, by po chwili wbić się w nią znacznie ostrzej. Krzyknęła, gdy uderzył w nią jądrami, a orgazm, który chwilowo przygasł, zaczął znów wzbierać.
- Ciasna... - chrypnął i wyczuła, że się uśmiecha, niemal od razu narzucając im mordercze tempo.
- Tylko dla ciebie — wyszeptała, ledwo mogąc złapać dech.
- Prawidłowo! - syknął, ponownie wymierzając jej klapsa, od którego zapiekła ją skóra.
- Ben! - wrzasnęła, wyginając się na tyle, ile pozwolił jej pasek.
- Jęcz, kochanie! - warknął, pieprząc ją ostro.

- Kurwa, Joanno! - stęknął, gdy jej potężny orgazm unieruchomił go w jej pulsującym wnętrzu, po czym spuścił się w nią obficie.
- Ben! - pisnęła zaskoczona, czując, jak jego gorąca sperma rozlewa się w niej głęboko. Zamknęła oczy, opierając czoło o poduszkę. Pod powiekami czuła wzbierające łzy.
- Cudownie — wysapał, wysuwając się z niej. Po chwili nieco spermy wypłynęło z niej, skapując na pościel. Położył się bok niej, wyciągając do niej ręce. - Chodź do mnie, księżniczko... - wtuliła się w niego, drżąc wciąż. - Zimno ci? - zapytał cicho. Pokręciła przecząco głową.
- Cholera, Ben — podniosła głowę, patrząc na niego przerażona. - Nie mam tu żadnych tabletek...
- Wiem, spokojnie — pocałował ją w nos, po czym sięgnął po swoją porzuconą na podłodze marynarkę. Wyciągnął z niej listek z tabletką. - Zadbałem o to, maleńka.
- Ale jak to? - zapytała zaskoczona, gdy podał jej pigułkę.
- Były lekarz mojej żony to mój dobry kumpel. Pogadałem z nim i dostałem od niego tabletkę po. Już kiedyś miałeś ochotę na porządne zalanie twojej słodkiej cipki, ale nie mogłem ryzykować, że zajdziesz, zwłaszcza że nie poczyniliśmy jeszcze żadnych poważnych decyzji. Co nie znaczy, że nie chciałbym mieć kolejnego dziecka. Ale poznajmy się lepiej.
- Oczywiście — kiwnęła głową, szybko połykając pigułkę.
- I możesz być pewna, że nie mam zamiaru cię nimi faszerować. To był jeden raz.
- Podobało mi się, pomimo tego, że nieźle mnie przestraszyłeś — wyznała, na powrót układając się w jego ramionach.
- Cieszę się, ale powtórzymy to dużo później — uśmiechnął się zadowolony, gładząc ją po plecach. - Wiem, a przynajmniej podejrzewam, że chcesz być mamą, ale obiecuję, że nie zajdziesz w ciążę wcześniej, niż będzie to konieczne. Wiem, że tragicznie to brzmi, ale niestety wciąż pozostaję księciem i mam pewne zobowiązania, które...
- Ben, ja to przecież wiem — powiedziała cicho, całując go czule. - Krótko się znamy, to nie czas na zakładanie rodziny...
- Naucz mnie czegoś po polsku — mruknął niespodziewanie, bawiąc się jej włosami.
- Po co? - zapytała zaskoczona.
- Bo chcę wiedzieć, o czym rozmawiacie.
- Jeśli nauczę cię jednego słowa, czy zdania, i tak nie zrozumiesz wszystkiego.
- Wiem, ale lubię poznawać nowe rzeczy...

Kilka dni później.
- "Dlaczego mnie unikasz?" - westchnęła po przeczytaniu sms-a os Błażeja i wybrała do niego numer. Miała przerwę w pracy, więc mogła poświęcić kilka minut na rozmowę.
- Cieszę się, że przynajmniej zdecydowałaś się zadzwonić, gdy się upomniałem o kontakt — powiedział, gdy tylko odebrał połączenie.
- Cudowne powitanie — syknęła, opierając się o jedną z ławek na patio hotelowym, które obecnie świeciło pustkami.
- Cóż, traktuję cię dokładnie tak samo, jak ty mnie.
- Zwariowałeś? Raczysz sobie ze mnie żartować, czy co? O co ci chodzi?
- A może o to, że najpierw bez przeszkód wskakujesz mi do łóżka i z chęcią rozkładasz przede mną nogi, mówiąc mi, że mogę się o ciebie starać do końca tego roku, a potem udajesz, że nie istnieję i każesz mi się odwalić!
- Błażej — jęknęła zirytowana. - Nie każę ci się odwalić ani tym bardziej nie udaję, że nie istniejesz! Mam pracę, która zabiera mi w cholerę czasu, jakbyś zapomniał! PO drugie mam na głowie zawody, a po trzecie mój facet też wymaga mojej uwagi, więc z łaski swojej nie pieprz mi tutaj o jakimś olewaniu cię! - warknęła.
- Spotkajmy się — zaproponował, wzdychając.
- Za godzinę kończę pracę, będę musiała się odświeżyć, więc przyjedź do mnie, bo nie będę w taką pogodę jechała do ciebie z mokrymi włosami.
- W takim razie będę za dwie godziny.

- Wejdź — powiedziała, wpuszczając go do mieszkania. - Daj mi chwilę, skończę tylko suszyć włosy.
- Jasne... Zrobić ci herbaty?
- Bardzo chętnie. Uwielbiam ciepełko — uśmiechnęła się lekko. Dobrze ją znał i wciąż pamiętał, że po pracy lubiła usiąść z kubkiem herbaty. Zwłaszcza zimą.
- Ale wiesz, że ja też mogę zagwarantować ci potrzebne ciepełko? - wyszczerzył się, kierując się do kuchni. Pokręciła tylko głową, zamykając za sobą drzwi do łazienki.

- Naprawdę sądzisz, że cię olewam? - zapytała kilka minut później, grzejąc dłonie o kubek herbaty z cytryną.
- Pięknie wyglądasz... Chętnie wziąłbym cię teraz do łóżka.
- Tak, wiem, dziękuję... Odpowiedz, proszę.
- Tak — przytaknął poważnie.
- Błażej... Przecież my nawet nie jesteśmy parą!
- Powiedziałaś mi, że mogę się o ciebie starać, tak? - przypomniał, patrząc na nią przenikliwie. - Więc powiedz mi, proszę, dlaczego teraz z tego się wycofujesz? Bo tego nie rozumiem. Gdybyś naprawdę nic do mnie już nie czuła, podejrzewam, że nie dałabyś się pocałować w policzek, nie mówiąc już o lizanku, czy dobrym ostrym seksie... Asiu... Cholera, tak diabelnie tęskniłem za tobą przez te dwa lata — jęknął, zerkając w okno. - Wiem, że wtedy wszystko koncertowo spartoliłem, ale naprawdę chciałbym to naprawić. Wrócić do ciebie. Budzić się przy tobie każdego ranka i kołysać cię do snu co wieczór...
- Wiem, mówiłeś o tym — powiedziała cicho, odstawiając kubek na niski stolik.
- Ale wiesz... Wydaje mi się, że ty po prostu chcesz mieć któregoś z nas w odwodzie, na wypadek, gdyby z tym pierwszym ci nie wyszło. Nie mam tylko pojęcia, kto jest tym gorszym — mruknął z żalem w głosie.
- Błażej, to nie tak! - zaprotestowała.
- A jak? - zapytał, przekrzywiając lekko głowę. - Bo mnie się wydaje, że dokładnie tak. Ale nie dziwię ci się, bo samotność nie jest niczym fajnym. Wiem, bo ja też byłem sam. Ale dzięki temu dotarło do mnie, jakim skretyniałym dupkiem byłem, będąc z tobą. I uzmysłowiłem sobie również, że cię kocham, Asieńko — powiedział poważnie, a ją zamurowało. Ale jak to? Przecież przez całe dwa lata związku ani razu nie wyznał jej tego, a teraz co? Nagle go olśniło? I to niedługo po ty, jak to samo wyznał jej Ben? No i jeszcze ten nieznany wielbiciel od kwiatków. Rany Boskie! Co to wszystko ma znaczyć?!
- Błażej, ja... - jęknęła cicho, gdy, choć częściowo odzyskała zdolność mowy. - Nie wiem, co powiedzieć! Tak bardzo mnie zaskoczyłeś...
- Przepraszam, ale ja już dłużej nie mogę udawać, że nic dla mnie nie znaczysz — powiedział miękko, podnosząc się i ujmując jej twarz w swoje duże dłonie. - Zobaczysz, że zrobię wszystko, by cię uszczęśliwić. Będziemy mieć dużą rodzinę, własny dom. Zabiorę cię w twoje wymarzone miejsca. Tylko błagam, zostań ze mną, kochanie. Tylko ty jesteś w moim sercu. Nigdy nie będzie innej. To twoje zdjęcie mam zawsze w kieszeni munduru, twój adres i numer telefonu figurują w moich aktach w razie mojej śmierci.
- Błażej! - pisnęła. - Nawet tak nie mów. Nie zginiesz, nie ma takiej opcji!
- Kochanie, zawsze jest taka możliwość — uśmiechnął się ponuro, gładząc ją kciukiem po policzku. - Jestem żołnierzem, mogę oberwać w walce. Ale wiedz, że będę cię mieć wtedy w pamięci. Tylko o tobie będę myśleć, gdy...
Przerwała mu, wpijając się w jego usta. Jęknął, zsuwając dłonie na jej talię i unosząc ją lekko. Objęła go za szyję...

Dwa tygodnie później.
Wydobyła z plecaka dzwoniący telefon i odebrała, szczerząc się radośnie.
- Cześć, skarbie — niemal pisnęła.
- Hej — usłyszała, że Ben również się uśmiecha. - Jak tam? Zwarta i gotowa? Zdenerwowana? - zapytał łagodnie.
- Oczywiście, że się denerwuję, ale to nic takiego — przyznała, opierając się o murek odgradzający boksy. - Znaczy... Po prostu mam nadzieję, że niczego nie zawalę.
- Kochanie, nie ma takiej możliwości, wiem, jak jeździsz i wierzę w ciebie, maleńka. Wygrasz ten konkurs.
- A to teraz na pewno będzie mi łatwiej — zaśmiała się.
- Mówię poważnie. Poza tym, nawet gdybyś nie wygrała i zajęła dalsze miejsce, to i tak nic się nie stanie, uwierz mi...
- Dobrze — westchnęła, kołysząc się lekko na piętach.
- Będę tam, pamiętaj — mruknął.
- Pamiętam i cholernie się cieszę.
- Kończę, skarbie. Ty lepiej też się już przyszykuj...
- Oczywiście — gdy się rozłączyła, tuż obok niej pojawił Błażej, uśmiechając się szeroko.
- Ślicznie wyglądasz, kochanie — powiedział, całując ją w policzek. - Bardzo po królewsku — dodał, gdy minęły ich inne zawodniczki, łypiące na nią podejrzliwie, prawdopodobnie dlatego, że w klapę żakietu miała wpiętą rozetę w królewskich barwach.
- Dziękuję — bąknęła, kiwając głową, po czym zgrabnie wskoczyła na siodło. - Jestem gotowa.
- Oczywiście, że tak. Będzie super, zobaczysz — powiedział, łapiąc konia za uzdę krótko przy pysku i ruszając w stronę areny. Poruszyła się ciut niepewnie, oddychając nieco głębiej, by uspokoić rozszalałe emocje. Po chwili zatrzymali się wśród zawodników. Za chwilę miała nastąpić oficjalna prezentacja. Teren ujeżdżalni był ogromny, centralną część trybun zajmowało podwyższenie z purpurowym baldachimem, na którym zasiadali członkowie rodziny królewskiej.
Po chwili rozbrzmiała podniosła muzyka, choć wiedziała, że nie jest to hymn Danii, i na ujeżdżalnię wjechała kłusem gromadka jeźdźców, odziana w galowe mundury Konnej Straży Królewskiej. Przełknęła nerwowo ślinę, widząc jadącego na przedzie Bena, dosiadającego znakomitego gniadosza. Trzymał w ręce królewski sztandar.
- On służy w straży? - usłyszała syk Błażeja, który wpatrywał się w Bena niczym bazyliszek. Wzruszyła nieznacznie ramionami.

- Brawo — powiedział Ben cicho, przypinając jej na piersi brązowy medal. - Świetnie się spisałaś...

- Dlaczego, kurwa, nie powiedziałaś mi, że on jest pieprzonym księciem?! - warknął Błażej, gdy wspólnie zajmowali się nieco zmęczonym wierzchowcem.
- Bo nie było takiej potrzeby — powiedziała godnie, delikatnie osuszając szyję konia.
- Miałem prawo wiedzieć!
- Błażej! - warknęła, spoglądając na niego zirytowana, gdy ogier wstrząsnął łbem nieco przestraszony. - Przestań, dobrze? To, kim jest Ben naprawdę, jest tylko i wyłącznie sprawą moją i jego i tobie nic do tego! Zjawiłeś się ponownie w moim życiu kompletnie nieproszony, więc nie miej do mnie teraz pretensji, że był ktoś przed tobą!
- Chyba potrzebujesz przypomnienia, kto komu pierwszy wskoczył do łóżka...
- Spieprzaj — warknęła zła.
- Bo co? - zapytał chłodno, stając tak, by nie mogła wyjść z boksu. - Wydaje mi się, że już czas, bym porozmawiał poważnie z tym całym księciem. Skoro jest nas dwóch do twojego serca... Jeśli będzie chciał, to stanę z nim nawet do pojedynku. Zastanawia mnie tylko, co powie na informację, gdy powiem mu, jak krzyczałaś moje imię, gdy...
Zamachnęła się, uderzając go z całej siły w twarz.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 2785 słów i 15255 znaków, zaktualizowała 3 kwi o 22:05.

1 komentarz

 
  • Kotek3

    Swietne opowiadanie

  • elenawest

    @Kotek3 dziękuję ❤️

  • Kotek3

    @elenawest nie ma za co napisałem tylko prawdę, bo sprawilaś że mam za ciasne spodnie;)

  • elenawest

    @Kotek3 :-D a to bardzo się cieszę :-P

  • Txhome

    @elenawest oprócz tego, że kolega utył, to bardzo dużym plusem jest też nieprzesadzona ilość seksu w opowiadaniu. Czytałem tu już sporo fajnych opowiadań, ale żadne jeszcze mnie aż tak nie wciągnęło swoją fabułą. Podoba mi się też, że nie każdy stosunek jest opisany od początku do końca. W kilku dłuższych seriach na tej stronie porównania się już powtarzały i wszystko robiło się monotonne jak pitolenie prezydenta, że "jest dobrze". Ty bardzo zgrabnie unikasz monotonii. No i jest jakaś intryga, to też dodatkowo podkręca atmosfere.
    Podsumowując - bardzo dobre opowiadanie :)

  • elenawest

    @Txhome dziękuję ci bardzo pięknie za tak miły komentarz ;-) mam nadzieję że zostaniesz tu ze mną i tym opowiadaniem do końca :-D oczywiście zapraszam też do moich innych opków :-D