Abdykacja była tylko zasłoną dymną. Prawda uderzyła w nich dopiero w sterylnym, pachnącym śmiercią i drogimi środkami odkażającymi korytarzu duńskiego szpitala. Ben stał sztywno, a Asia czuła, jak każda komórka jej ciała krzyczy, by stąd uciekać. Nie pasowała do tych marmurów, zwłaszcza teraz, gdy oczy całej królewskiej rodziny spoczywały na niej z mieszaniną litości i chłodu.
Kawałek za nimi, przy windach, stał Alek. Jak zawsze czujny, nienagannie ubrany, z twarzą pozbawioną emocji, która skrywała wszystko, co widział przez te lata służby. Jego obecność była dla Asi jedynym kotwiczącym punktem – on jeden nie patrzył na nią jak na intruza, ale jak na kobietę, która właśnie wchodzi do jaskini lwa.
— Ma raka — słowa Sophie przecięły ciszę jak gilotyna. — Przerzuty. Stadium zaawansowane.
Fryderyk milczał, a Ben walczył ze sobą, by nie wybuchnąć. Gdy weszli do sali Małgorzaty, zapach choroby był niemal duszący. Królowa, choć wyniszczona, wciąż miała w oczach ten sam lodowaty błysk.
— Nie spieszyliście się wcale — wychrypiała na powitanie, a jej głos, choć słaby, wciąż ciął jak brzytwa. — Nie zwykłam czekać. Gdzie jest mój wnuk?
Ben nie dał się zastraszyć. Asia widziała, jak zaciska pięści, jak walczy ze sobą, by nie wybuchnąć przy łóżku chorej matki. Wyjaśnił krótko: Henry został w Polsce, u rodziców Joanny. Bezpieczny od tego jadu.
— Chciałam z tobą porozmawiać o koronacji Fryderyka — ciągnęła Małgorzata, ignorując obecność Asi, jakby ta była jedynie elementem wystroju wnętrza. — Dopilnuję, byś na nowo uzyskał tytuł i godność księcia Danii. Ale...
— Ale rozstaniesz się ze mną — dokończyła Asia cicho.
Głos jej nie zadrżał, choć w środku wszystko w niej pękało. Spojrzała na swoje dłonie, czując, jak w sali gwałtownie spada temperatura. Małgorzata uśmiechnęła się kpiąco, a ten uśmiech był najbardziej nieludzką rzeczą, jaką Asia w życiu widziała.
— A jednak nie jest wcale taka głupia — mruknęła Królowa.
To, co wydarzyło się potem, było jak wybuch wulkanu. Ben przyciągnął Asię do siebie z taką siłą, że niemal straciła oddech. Jego głos, niski i przepełniony furią, wypełnił salę. Wykrzyczał matce wszystko: o jej tyranii, o niszczeniu życia jemu i Lisie, o służbie, która nią gardzi.
— Jeszcze dzisiaj opuścicie Danię! — wrzasnęła Małgorzata, opadając na poduszki. — Zostaniesz oficjalnie wydziedziczony!
Na korytarzu niemal wpadła na Aleka. Złapał ją za ramiona, stabilizując jej drżące ciało. Przez ułamek sekundy jego dłoń zacisnęła się mocniej, niż wymagała tego etykieta.
— Ona nie jest warta twoich łez, Joanna — szepnął tak cicho, że tylko ona mogła to usłyszeć. Jego głos był jak szorstki koc zarzucony na lodowatą ranę. — Wyjdź stąd. Ja zajmę się resztą.
W samochodzie, po dramatycznym pożegnaniu z Sophie, panowała grobowa cisza, przerywana jedynie wściekłym uderzaniem Bena w zamknięty schowek. Alek prowadził, patrząc przed siebie z kamienną twarzą, ale Asia widziała w lusterku jego oczy. Śledził każdy grymas na jej twarzy, każdą łzę, która brudziła jej policzki tuszem.
W hotelu zamknęła się w łazience. Woda z prysznica zagłuszała jej szloch. Gdy po godzinie wyszła, z zapuchniętą twarzą i sercem zmienionym w kamień, Ben czekał na nią z poczuciem winy, które wypełniało pokój.
— Skarbie, tak bardzo cię przepraszam... — zaczął Ben.
— Nigdy więcej nie chcę słyszeć o tej kobiecie, rozumiesz? — ucięła, omijając go szerokim łukiem. Wyciągnęła ubrania z szafy, ruchy miała mechaniczne.
— Co robisz? - zapytał nieufnie.
— Ubieram się. Trzeba spakować twoje rzeczy z pałacyku. Chcę stąd wyjechać. Teraz.
— Tym zajmie się ekipa, Alek już wszystko koordynuje. Lot mamy wieczorem...
— To świetnie — Asia usiadła ciężko na łóżku. — Nalej mi mocnego drinka, Ben.
— Masz zamiar się upić?
— Dokładnie tak. I tobie nic do tego.
Ben nalał jej whisky, a jego dłoń drżała. Alek wszedł do pokoju chwilę później, niosąc dokumenty do podpisu. Zatrzymał wzrok na szklance w dłoni Asi, a potem na Benie. W tym spojrzeniu nie było już lojalności podwładnego – była czysta, męska pogarda dla kogoś, kto pozwolił, by jego kobieta tak cierpiała.
— Wszystko gotowe do transportu — zameldował krótko Alek. — Samolot startuje o dwudziestej. Sugeruję, żebyś odpoczął, Ben. Ja dopilnuję Joanny.
Ben tylko skinął głową, zbyt rozbity, by zauważyć dwuznaczność tych słów. Asia wypiła drinka jednym haustem, czując palenie w gardle. Wypisali się z Danii. Ben stracił tytuł, a ona straciła wiarę w ich bajkę. Jedynym, co wydawało się teraz realne, był chłodny profesjonalizm Aleka, który czekał pod drzwiami, by wyprowadzić ją z tego koszmaru.
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.