W świecie kłamstw rozdział 10

W świecie kłamstw rozdział 10- Joanno - powiedział miękko, uśmiechając się do niej promiennie.
- Benedict — odparła zaskoczona. - Co ty tu robisz?
- Przyjechałem do ciebie — mruknął, a uśmiech powoli spełzł mu w ust, gdy wyczuł jej chłodny ton. - Nie wiedzieliśmy się przecież przez miesiąc...
- Zgadza się! - prychnęła.
- Pójdę już — wyszeptała Marta i ulotniła się szybko, zostawiając ich samych.
- Mogę wejść?
- Tak — kiwnęła głową, cofając się w głąb mieszkania i wpuszczając go do środka.
- Proszę, te kwiaty są dla ciebie — powiedział, podając jej bukiet białych róż. - Pięknie wyglądasz, kochanie.
- Dziękuję... usiądź, napijesz się czegoś? Herbata, kawa, wino?
- Nie, dziękuję bardzo — uśmiechnął się lekko, a gdy wyszła do kuchni, wstawić kwiaty do wody, na niskim stoliku przy sofie zauważył pustą butelkę po dobrym winie i tylko jeden kieliszek. - A ty jak się czujesz? Zdaje się, że sporo wypiłaś...
- I co z tego? - wzruszyła ramionami, patrząc na niego poważnie. - Mam prawo się napić, gdy przyjdzie mnie na to ochota.
- Oczywiście, ale wydaje mi się, że tym razem mocno przesadziłaś — syknął, wstając i podchodząc do niej szybko. Nachylił się do niej i skrzywił lekko. - Czuć od ciebie alkohol...
- Ben... Nic mi nie jest.
- Nie powiedziałbym — westchnął. - Nie powinnaś już pić. Nie lubię tego.
- Ben, ale ty nie możesz mi dyktować, co mogę robić, a czego nie.
- jestem twoim partnerem, Joanno i martwię się o ciebie, gdy zachowujesz się tak wielce nierozważnie, więc owszem, mam prawo ci dyktować niektóre rzeczy.
- Oh, doprawdy? - syknęła, patrząc na niego coraz bardziej rozeźlona. - Wciąż jesteś moim partnerem?
- Ależ oczywiście! Dlaczego miałbym nim nie być? - zmarszczył brwi. - Oh... Czyżby pojawił się ktoś jeszcze, kto zajął moje miejsce?
- Żartujesz, prawda? Ben! Jak możesz!
- Wiesz... Nie widzieliśmy się przez miesiąc.
- Dokładnie! Pieprzony miesiąc, w którego czasie odezwałeś się do mnie jeden raz!
- Nie przeklinaj, Joanno, bardzo cię proszę. Mój syn zachorował, czyżbyś o tym zapomniała?
- Nie! - odparła natychmiast.
- Więc chyba nic nie stało na przeszkodzie, byś do mnie napisała, prawda? Przecież masz mój numer...
- To ty mi odpisałeś, że się odezwiesz i nie zrobiłeś tego! Czekałam na jakąkolwiek wiadomość, nawet typu "Przepraszam, ale zdecydowałem, że do siebie nie pasujemy". A ty po prostu uciekłeś!
- Nie uciekłem, Joanno! - warknął. - Henry ledwo wyszedł z ospy i tych cholernych krost, dostał wysokiej gorączki i wylądował w szpitalu z ostrym zapaleniem płuc. Wyobraź sobie, że nie miałem jakoś głowy do tego, by do ciebie napisać. Przez dwa tygodnie prawie nic nie jadłem i spałem tylko tyle, ile było konieczne, by nie paść przy łóżku malca. Zawaliłem kilka poważnych kontraktów, ale mam to obecnie w dupie, bo Henry wyzdrowiał, choć sądziłem już, że go stracę, więc wybacz, że nie wysłałem ci tego pieprzonego SMS-a! Walczyłem o syna i nie sądziłem, że moja kobieta posądzi mnie o tchórzostwo i tak łatwo ze mnie zrezygnuje, uciekając w alkohol — powiedział z odrazą. - Szkoda, że tak bardzo się pomyliłem, oceniając cię — mruknął, po czym ruszył szybko do drzwi.
- Ben — jęknęła szeptem. - Gdzie idziesz?
- Wychodzę.
- Czy... czy to koniec?
- Nie wiem, sama mi powiedz! - warknął, zatrzymując się z ręką na klamce. - To koniec? Tak postrzegasz nasz związek?
- Ja... - przygryzła wargę, spuszczając wzrok.
- Będę w hotelu do jutrzejszego południa — powiedział. - Na wypadek, gdybyś wreszcie jednak zdecydowała się odpowiedzieć i zdecydować, co dalej.
- Ben, poczekaj! - wybiegła za nim na dwór, nie zwracając uwagi, że jest obecnie boso. - Naprawdę nie wiedziałam, ze z twoim synkiem było tak źle, sądziłam, że po prostu się mną znudziłeś...
- Joanno, nawet gdyby tak było, raczej nie poinformowałbym cię o tym w tak nieelegancki sposób, tylko przyjechał do ciebie z kwiatami i podziękował ci za ten wspólny czas, który tak miło spędziliśmy i zapewne wytłumaczył, dlaczego musimy się rozstać... Ale ty najwyraźniej postanowiłaś zdecydować za mnie.
- Ben, tak bardzo cię przepraszam... Jak... Jak teraz czuje się Henry?
- Zdecydowanie lepiej — odparł chłodno.
- Ben...
- Wejdź do środka, Joanna. Jest już chłodno, przeziębisz się.
- Chcę porozmawiać, błagam!
- Jutro. Teraz jesteś na to zbyt pijana, a ja zdenerwowany. Przyjdź jutro do hotelu. Wtedy porozmawiamy...

- Wejdź — powiedział, wpuszczając ja do pokoju hotelowego. - Cieszę się, że jednak przyszłaś.
- Tak... Ben, przepraszam cię — wyszeptała, nie patrząc na niego.
- Upiłaś się wczoraj — zauważył, nie zwracając nawet uwagi na jej słowa.
- Masz rację i nie było to mądre.
- Dokładnie, nie było — przytaknął, wskazując jej fotel. - Wody? Tabletkę na kaca?
- Nie, dziękuję.
- Nie masz kaca? - zdziwił się, unosząc brwi.
- Nie, jeszcze wczoraj wzięłam tabletkę — zarumieniła się mocno.
- Dobrze.
- Jesteś na mnie zły?
- Zły? Nie — pokręcił głową. - Jestem na ciebie wściekły, Joanno. Wściekły i w cholerę zawiedziony twoją postawą. Coś ty w ogóle sobie myślała, co?
- Ja... Cholera, Ben, byłam załamana. Sądziłam, że mnie spektakularnie olałeś, musiałam nieco odreagować.
- I dlatego się upiłaś? - prychnął. - Sama wypiłaś całą butelkę wina. To cud, że jeszcze stałaś na nogach i potrafiłaś sklecić poprawne zdanie...
- Skąd pomysł, że piłam sama?
- Naprawdę? Joanno, obrażasz mnie... Twoja przyjaciółka jest w ciąży, więc wątpię, by piła, więc musiałaś opróżnić butelkę sama, zwłaszcza, że nigdzie nie zauważyłem drugiego kieliszka, który mógłby wskazywać na fakt, że był tam z wami ktoś jeszcze...
- Ben, jestem przecież dorosła i nie zaliczyłam zgonu.
- Gdyby tak się stało, teraz na pewno nie bylibyśmy razem — zauważył sucho. - Poza tym, takie zachowanie nazywasz dorosłym? Naprawdę? Bo mnie takie się ono nie wydaje... Powiem ci coś, Joanno. Brzydzę się alkoholem i innymi używkami, a jeśli już muszę wypić gdzieś na jakimś przyjęciu, jest to lampka wina lub szklaneczka whisky, nie więcej. Dlatego to, co zrobiłaś — westchnął, wstając ze swojego miejsca i podchodząc do okna, które znajdowało się za jej plecami. - Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć... Nie spałem całą noc, zastanawiając się, co zrobić dalej i powiem szczerze, że do tej pory nie wymyśliłem żadnego mądrego rozwiązania tej nieprzyjemnej sytuacji.
- Ben... Tak bardzo, bardzo mi głupio. I chciałabym to jakoś naprawić, naprawdę. Byś już nigdy się nie musiał za mnie wstydzić.
- I co dalej, Joanno. Gdy przyjdzie jakiś kolejny kryzys, znów się tak upijesz?
- Nie! Na pewno nie! - zaprzeczyła stanowczo.
- Nie! Na pewno nie! - zaprzeczyła stanowczo.
- Nie jestem pewny, czy mogę ci zaufać. A co, jeśli, powiedzmy, przerośnie cię bycie księżną i związane z tym obowiązki?
- Przecież ty nie masz ich aż tak dużo! - zauważyła zaskoczona. - Poza tym... Naprawdę chciałbyś, żebym nią została?
- Po tym, co zobaczyłem wczoraj, już nie wiem. Niczego już nie wiem. Sądziłem, że jesteś odpowiedzialną kobietą.
- Bo tak jest!
- Wczoraj odniosłem zgoła inne wrażenie — westchnął, odwracając się do niej i patrząc na nią smutno. - Jak mogę i zaufać?
- ben, ja nie jestem nałogową alkoholiczką!
- Tego nie wiem... Joanno... Chodzi mi o to, że być może w przyszłości stworzymy trwały związek i nie chcę narażać Henry'ego lub naszych dzieci na jakieś twoje wybryki. Też będziesz się tak zachowywać? Cholera, Joanno... Nie chcę ryzykować!
- Wiem, skarbie i obiecuję ci, że to nigdy więcej się nie powtórzy! To był jeden jedyny raz!
Spojrzał na nią ostro, przeczesując dłońmi włosy, po czym westchnął ciężko.
- Dobrze — powiedział w końcu powoli. - Dostaniesz jeszcze jedną szansę, ale wyłącznie na moich warunkach.
- Zrobię, co tylko zechcesz! - odparła natychmiast, a serce biło jej w piersi jak oszalałe. Uniósł brwi ciut zaskoczony.
- Uważaj, byś kiedyś nie podpisała tak cyrografu... Ale do rzeczy — odchrząknął. - Jeśli spieprzysz tę szansę, nie będzie już kolejnej, rozumiesz? Koniec, definitywny. Nie będzie już przeprosin, płaczu i wielkiego powrotu... Zostanę tu przez miesiąc, by cię przypilnować, Joanno. Stąd będę prowadzić interesy i sprowadzę tu syna, by nie był aż tak długo beze mnie. Oczywiście w żadnym wypadku nie zabronię ci wyjść ze znajomymi, ale proszę, byś wtedy nie brała alkoholu do ust, nawet gdyby były to czyjeś urodziny. No i będę mieszkać tutaj... Rozumiesz wszystko?
- Tak, Ben, nie jestem głupia...
- tego nie powiedziałem — mruknął, kręcąc głową. - Pamiętaj też, że będzie tu mój syn, więc z seksu na ten czas nici. Zresztą o tym pomówimy też innym razem...
- Dobrze — kiwnęła stanowczo głową. - Zgadzam się, bo chcę cię odzyskać. Bo mi na tobie zależy — powiedziała, wstając.
- A mnie na tobie, dlatego o nas walczę — odparł, biorąc ją w objęcia i całując we włosy.

- Serio poznasz małego? - Marta aż dostała wypieków na twarzy, gdy przyjaciółka opowiedziała jej, że pogodzili się z Benem.
- Tak — Asia kiwnęła entuzjastycznie głową. - Cholera, chyba się stresuję...
- Będzie dobrze, zobaczysz. no i świetnie, że postanowiliście dać sobie jeszcze szansę, bo tworzycie uroczą parę.

Dwa dni później.
Oparł się o maskę samochodu, obserwując przez przeszklone drzwi główne, jak Joanna wydaje swojemu personelowi ostatnie polecenia. Przebrała się już z czarnego, eleganckiego kostiumiku, który nosiła w pracy i teraz miała na sobie jasny sweter z golfem i czarne spodnie, które apetycznie opinały jej zgrabny tyłeczek.
Westchnął cicho, uśmiechając się nieznacznie, gdy w końcu ruszyła do wyjścia. Oderwał tyłek od samochodu, po czym otworzył jej drzwi.
- Cześć, wikingu — uśmiechnęła się do niego delikatnie. Najwyraźniej była w bardzo dobrym nastroju. - Widzę, że Ben znów cię wykorzystuje, wysyłając po mnie samochód — zachichotała, podchodząc do niego.
- Dzień dobry, panienko — odparł Alek. - Ben się mną nie wysługuje — powiedział. - To po prostu jeden z moich obowiązków — wyjaśnił.
- Przecież mogłam się przejść — zauważyła, wsiadając do auta. Po chwili zajął miejsce kierowcy i ruszyli. - To wcale nie jest tak daleko.
- Ale nie jest już ciepło i Be doskonale o tym wie, poza tym chce się z panienką jak najszybciej spotkać.
- Czy jego synek jest już z nim tak, jak zapowiedział to książę?
- Oczywiście — Alek kiwnął głowa, zerkając na nią we wstecznym lusterku.
- Dobrze. Czy mogłabym cię prosić, żebyś tu skręcił, chciałabym wejść do Galerii i kupić malcowi jakiegoś pluszaka, coby ten pierwszy kontakt nie był tak niezręczny.
- Na pewno nie będzie, ale proszę mi wybaczyć, nie mogę się zatrzymać.
- Nie?
- Nie.
- Dlaczego? - zmarszczyła brwi.
- Bo prezent dla Henry'ego znajduje się w bagażniku. Pozwoliłem sobie na kupno prezentu, byśmy nie musieli się nigdzie zatrzymywać.
- Oh... dziękuje ci bardzo. Ile mam ci zwrócić?
- Proszę, to dla mnie przyjemność — uśmiechnął się. - Nie musi panienka mi nic zwracać.
- No dobrze... A co takiego mu kupiłeś?
- Misia. Mały je ubóstwia, a ten jest kremowy i puchaty i myślę, że mu się spodoba.
- Jesteś cudowny, Alek.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 2132 słów i 11710 znaków, zaktualizowała 31 sty o 17:47.

1 komentarz

 
  • iM3grosze

    A ja go rozumię. Ma dwa poważne problemy - bierze odpowiedzialność za syna i monarchię. Nie może dopuścić, aby ktoś nie radzący sobie w trudnych sytuacjach zagroził jego największym wartością. Fakt, że Asia staje się dla niego też kimś ważnym, więc powinien o niej pomyśleć w ciągu tego miesiąca.

  • elenawest

    @iM3grosze cieszę się, że tak odbierasz jego postawę ;)