W świecie kłamstw rozdział 4

- Nie – powiedział twardo, łapiąc ją za ręce. Spojrzała na niego zdumiona, przygryzając wargę. – Połóż się, maleńka – puścił jej oczko, oblizując wargi. Zadrżała z podniecenia, posłusznie wykonując jego polecenie. – Jesteś taka piękna – jęknął, delikatnie gładząc ją po brzuchu opuszkami palców. Zachichotała, gdy ta czuła pieszczota nieco ją załaskotała. Uśmiechnął się cwanie, zsuwając się nieco z łóżka i zaczynając ją całować po brzuchu. Syknęła, czując na skórze jego gorące wargi wędrujące coraz niżej i niżej. Po chwili poczuła również jego zęby delikatnie kąsające linię jej majteczek oraz wewnętrzną stronę ud. Pisnęła, gdy wgryzł się nieco mocniej, wyginając się mocno pod tą pieszczotą. Podniósł na nią roziskrzone spojrzenie i pocałował ją w pępek, drażniąc go delikatnie językiem. Po chwili usiadł okrakiem na jej nogach, wsuwając ręce pod jej plecy, a wkrótce potem biustonosz wylądował na ziemi.
- Idealna – powtórzył ochrypłym głosem, kładąc się koło niej i muskając palcami jej sutki. Przygryzła wargę, jęcząc cicho, gdy ścisnął je nieznacznie i pociągnął. Uśmiechnął się zadziornie, pochylając się i zasysając jeden z nich, podczas gdy drugi wciąż drażnił palcami. Mruknął ukontentowany, rozkoszując się smakiem i ciepłotą jej boskiego ciała. Podniósł się lekko, zaciskając dłonie na obydwu piersiach, ssać je i podgryzając naprzemiennie. Jego zarost drażnił jej wrażliwą skórę, dając tym samym nieoczekiwaną przyjemność. Wplotła palce w jego długie włosy, ciągnąc za nie nieco, gdy mocniej zassał usta na jej lewym sutku. Jęknęła głośniej, czując, jak robi się coraz bardziej mokra. Czuła, że biała tkanina jej majtek jest już pewnie niemal przezroczysta od soczków, które z niej tak obficie wypływały. A przecież nawet jeszcze w nią nie wszedł! Do czasu. Miała wrażenie, że czytał jej w myślach, bo nagle jego prawa dłoń zsunęła się powoli po jej brzuchu wprost do jej bielizny i tuż pod nią. Wygięła się mocno, jęcząc, gdy jego długie palce odnalazły jej mokre wejście. Gdy na moment oderwał się od jej piersi, jego oczy były ciemne, radosne i przepełnione pożądaniem. Podniósł się nieco, całując ją zachłannie i zaczął ją pieścić palcami, delikatnie masując i ściskając łechtaczkę Asi. Stęknęła, a jej głos wypełniony był ulgą, po czym rozsunęła nieco nogi, dając mu tym samym lepszy dostęp do swego najbardziej wrażliwego miejsca.
- Jesteś tak cudownie mokra – chrypnął między pocałunkami, jednocześnie wsuwając w nią od razu dwa palce. Pisnęła, przygryzając mu wargę. – I tak cudownie pachniesz pożądaniem – mruknął nisko, rozsmarowując jej wilgoć na nabrzmiałej łechtaczce, po czym wstał szybko. Zaskoczona spojrzała na niego, nie rozumiejąc, dlaczego przestał ją zaspokajać. Lecz, gdy sięgnął dłońmi do guzika swoich spodni, już wiedziała i nie potrafiła oderwać od niego spojrzenia. Schylił się nieco, ściągając spodnie. Po chwili był już tak cudowanie nagi. Jęknęła głośno, widząc przed sobą jego naprężoną w pełnym wzwodzie męskość, która wręcz prosiła się o porządne obciąganie. Oblizała niecierpliwie usta, dysząc ciężko przez nos.
- Najpierw zaspokoję cię ustami – warknął, ściągając z niej gwałtownie ostatni fragment odzienia. Jego niski głos przetoczył się w jej ciele niczym potężny grzmot, potęgując pożądanie. – A gdy będziesz spadać po orgazmie, który ci zafunduję – syknął, klękając przed nią i zbliżając twarz do jej mokrej cipki – wejdę w ciebie i dopiero wtedy dowiesz się, czym jest prawdziwa rozkosz.
Wrzasnęła, gdy niespodziewanie przywarł wargami do jej łechtaczki, ssąc ją i kąsając delikatnie, co jakiś czas zanurzając swój gorący język w jej mokrej dziurce. Wpiła się palcami w prześcieradło, drżąc coraz mocniej i jęcząc głośno, gdy zaczął posuwać ją językiem, jednocześnie masując jej łechtaczkę kciukiem. Był namiętny i rozpalony podnieceniem. Po kilku minutach tej słodkiej tortury poczuła, jak w jej podbrzuszu wzbiera fala tak długo wyczekiwanego, słodkiego bólu, któremu zawsze z taką chęcią się oddawała.
- Dojdź dla mnie, maleńka – wychrypiał, oblizując usta i patrząc na nią twardo. Wsunął w nią palce i zaczął ją posuwać, ssąc jej łechtaczkę bez opamiętania. Wrzasnęła, gdy pierwszy orgazm rozlał się w jej ciele, rezonując z gorącej, pulsującej cipki, którą z taką chęcią zaspokajał Ben. Ogarnęła ją zmysłowa ciemność. Jej oddech był urywany i ciężki, ledwie kojarzyła, gdzie się w ogóle znajduje.
- Idealna – wyszeptał, gdy już nieco się uspokoiła. Dostrzegła, że rozrywa opakowanie prezerwatywy zębami. Uśmiechnęła się lekko, oblizując wargi. – Gotowa na kolejną rundę? Bo przyrzekam, że w tę noc będziesz krzyczeć jeszcze wiele razy… – mruknął, moszcząc się wygodnie między jej nogami. Na swoim udzie poczuła jego twardą erekcję.
- Tak! – wyszeptała, łapiąc go za włosy i złączając ich usta w namiętnym pocałunku. Syknął, po czym wszedł w nią po same jądra jednym płynnym ruchem. Odrzuciła głowę, gdy poczuła, jak cudownie ją rozciąga. Co prawda była ciut zaskoczona jego temperamentem, ale po chwili oplotła go nogami w biodrach, całując namiętnie. Uśmiechnął się poprzez pocałunek, ściskając jej udo czule i narzucając od razu niemal morderczy rytm pchnięć. Po chwili oderwał się od jej ust, przenosząc mokre pocałunki na jej szyję i bark. Czuła, że rano obudzi się z kilkaoma malinkami.
- Maleńka… - wychrypiał, prostując się gwałtownie i łapiąc ją za kostki nóg, które położył sobie zaraz na ramionach, przez co wsunął się w nią jeszcze głębiej przy kolejnym pchnięciu, obijając się mocno jądrami o jej jędrne pośladki. Wygięła plecy w łuk, sięgając dłońmi do swoich sterczących sutków i zaczęła je ugniatać. Spojrzał na nią z uśmiechem roziskrzonym wzrokiem. Po chwili zacisnął zęby, przyspieszając jeszcze. Jego oddech stał się ciężki, a pot zaperlił na jego wyrzeźbionym ciele, gdy zaczął w niej rytmicznie pulsować. Jęknęła, czując, że znów zaczyna się wspinać. Jej ciało zaczęło drętwieć, a orgazm wzbierał i wzbierał, niemal unieruchamiając Bena wewnątrz niej. Syknął, gdy zacisnęła się na nim gwałtownie, gdy osiągnęła szczyt, wrzeszcząc piskliwie. Oczy Asi zaszły mgłą, gdy fala potężnego orgazmu zalała całe jej ciało. Uśmiechnął się triumfalnie, gdy trysnęła delikatnie, dając mu tym samym ponowną swobodę ruchu. Przygryzł wargę, przyspieszając raz jeszcze, by po chwili dojść w jej słodkie wnętrze. Zamruczała zadowolona, czując, jak jego penis wydłuża się podczas orgazmu i drga w niej delikatnie. Po chwili wysunął się z niej, opadając na pościel i dysząc ciężko.
- To było cudowne – wyszeptała ochryple, przekręcając się i patrząc na niego zmęczona. Uśmiechnął się triumfalnie.
- Mówiłem, że będziesz krzyczeć… - zaśmiał się, podnosząc się lekko i ściągając gumkę, którą następnie wyrzucił do kosza przy biurku.
- Zdolny jesteś – wyszczerzyła się radośnie, czując, że jej cipka wciąż pulsuje pod wpływem niedawnego orgazmu.
- Cóż, po prostu się starałem, ale faktem jest, że bez ciebie nie udałoby się to aż tak spektakularnie… Cudownie dochodzisz i mam nadzieję, że to nie był jedyny raz… A teraz powiedz mi, gdzie najbardziej chciałabyś pojechać?
- Wyśmiejesz mnie – zachichotała, wtulając się w niego z przyjemnością.
- Niby dlaczego miałbym? – zmarszczył brwi, patrząc na nią poważnie.
- Bo to głupie miejsce…
- Nie ma głupich miejsc, maleńka… No mów…
- Sankt Petersburg – wyszeptała.
- Aha. Dlaczego? – uśmiechnął się lekko.
- Bo moim marzeniem jest zobaczyć miejsce, gdzie żyli członkowie carskiej rodziny królewskiej… A Pałac Zimowy robi wrażenie…
- Ok. W takim razie polecimy tam razem. Mam do załatwienia kilka interesów w Rosji, mogę to zrobić tam, a następnie polecimy na Dominikanę, jak obiecywałem.
- Żartujesz?! – krzyknęła, podnosząc się gwałtownie.
- Nie, skarbie – pokręcił przecząco głową. – Chcę spełnić twoje marzenie. Mam taką możliwość, więc nie widzę przeszkód, by go nie zrealizować…

Tydzień później.
- Czekaj! Że gdzie lecisz?! – Marta spojrzała na nią w totalnym szoku.
- Do Sankt Petersburga – powtórzyła Asia cierpliwie z szerokim uśmiechem. – Wreszcie spełni się moje marzenie!
- A kto, przepraszam, zajmie się w tym czasie hotelem?
- Marcin z Pawłem, o wszystkim już wiedzą – wyjaśniła menedżer, przeglądając papiery. – Poza tym to tylko tydzień, nikt od tego nie umrze, a chłopaki niech się jak najczęściej wdrażają…
- Zazdroszczę ci – jęknęła blondynka. – Przyfarciło ci się. Bogaty facet, wycieczki… Seks pewnie też macie udany? – spojrzała na nią kątem oka, uśmiechając się nieznacznie.
- A żebyś wiedziała! – na policzkach Asi wykwitł szkarłatny rumieniec.
- Kurwa, zabiję cię, jeśli mi czegoś nie opowiesz z tej nocy! Już nie potrafię wysiedzieć! Minął tydzień, a ty się na ten temat słowem nie odezwałaś!
- Wybacz, kochana, ale nie mogę ci niczego zdradzić, to nasza tajemnica – zachichotała Asia.
- Jesteś wredna… - Marta pokazała jej język.
- Oczywiście. Poza tym za chwilę będziesz zazdrościć mi jeszcze bardziej, bo oprócz wycieczki do Rosji, gdzie w sumie Ben ma załatwiać jakieś interesy, lecimy potem na Dominikanę.
- Pieprzysz! – wyszeptała w końcu Marta, patrząc na przyjaciółkę w szoku. Asia radośnie pokręciła głową. – Ty, a on nie ma jakiegoś wolnego brata albo kuzyna? – zapytała żałośnie.
- Ma starszego brata, jest żonaty, a o kuzynie żadnym nic nie wiem…
- Super, dobijaj leżącego…
- Kobieto, nie jojcz – prychnęła Asia, przytulając ją delikatnie. – Zobaczysz, że kiedyś polecimy tam razem.
- Tak, tylko że pewnie ty wtedy będziesz mieć już inne nazwisko i piękny ciążowy brzuszek, a ja w domu zostawię zgraję kotów – rzuciła blondynka z przekąsem.
- Przecież ty nie cierpisz kotów! – zauważyła brunetka przytomnie. – Poza tym, coś ty taka dzisiaj wredna? Co cię ugryzło? Okres ci się spóźnia, czy jak? – syknęła bez zastanowienia. W tym momencie Marta spojrzała na nią tak, że odechciało jej się żartów. – Nie pieprz! – warknęła.
- Co mam ci powiedzieć? – blondynka spojrzała na nią żałośnie. – Od dwóch dni rzygam jak kot, a okres spóźnia mi się dwa tygodnie – wyszeptała, siadając sobie na niewielkim stołeczku.
- Robiłaś test?
- Nie…
- Zwariowałaś? Leć do apteki!
- Aśka, boję się…
- Teraz się boisz… - brunetka aż zgrzytnęła zębami. – Ciebie to trzeba czasami zamordować. Wypisuj zwolnienie na dzisiejszy dzień i spieprzaj do domu, wytłumaczę cię przed Damianem. Lecę do apteki, spotkamy się w mieszkaniu! – złapała swoją torebkę i nie oglądając się na przyjaciółkę, pognała do wyjścia z hotelu, przy okazji nieomal zwalając z nóg wchodzącego właśnie do środka konsjerża.

- Masz! – godzinę później wcisnęła jej w ręce jednorazówkę z apteki. – Kupiłam kilka, wybierz sobie.
- Asia…
- Leć do tej pieprzonej łazienki albo zawlekę cię tam siłą, rozumiesz? – warknęła, patrząc na Martę groźnie.
- Ok – odparła tamta żałośnie i powlekła się do łazienki.
Siadając w fotelu, zamyśliła się nad sytuacją przyjaciółki. Nie miała faceta, a jeśli dziecko było efektem pigułki gwałtu, wiedziała doskonale, że to dobije Martę. Choć dziewczyna uwielbiała się bawić, w gruncie rzeczy była dużo łagodniejsza i delikatniejsza od niej.
- Asia? – pięć minut później żałosny szept blondynki wyrwał ją z ponurych rozmyślań. Spojrzała na nią uważnie, zauważając na jej policzkach ślady łez. Jej serce zamarło. - Pozytywne. Wszystkie!
Jęknęła w duchu, podchodząc do zapłakanej Marty i przytulając ją mocno.
- Umówię cię na wizytę do lekarza… - wyszeptała, gładząc ją po włosach. – Zobaczysz, że wszystko się ułoży, poradzimy sobie.
- Damian mnie zwolni…
- Nikt cię nie zwolni, nie gadaj głupot! – ofuknęła ją łagodnie. – Masz umowę o pracę i jesteś w ciąży, nie może tego zrobić… A teraz powiedz mi, jak to się stało?
- Mam ci szczegóły może podać? – Marta wytarła nos, przenosząc się na kanapę.
- Możesz sobie akurat to darować, ale powiedz mi chociaż, czy cokolwiek pamiętasz z tamtego dnia?
- Oczywiście, że tak!
- Który to był klub?
- Asia… Od naszej ostatniej rozmowy o zabawach w klubach, nie byłam w ani jednym…
- No, ale w ciążę jakoś udało ci się zajść, nie? Kobieto, nie bierzesz tabletek, czy jak?
Marta pokręciła przecząco głową, a Asię aż zmroziło.
- No cóż – westchnęła. – A przynajmniej znam faceta, z którym się przespałaś?
- Tak…
- Ok… Kto to?
- Paweł – padła cicha odpowiedź.
- Paweł? Ten Paweł, mój zastępca w hotelu?! – zdumienie Asi właśnie sięgnęło sufitu ich krakowskiej kamienicy.
- Tak, on.
- No, ale jak? Przecież nigdy nie zwracałaś na niego żadnej uwagi, a facet zarywał do ciebie, jak szalony…
- Wiem – przyznała blondynka cicho. – To było dzień przed naszym wylotem do Danii. Zostałam dłużej w pracy, ty byłaś akurat w odwiedzinach u swoich rodziców. Zagadnął mnie, zauważył, że miałam podły nastrój i zaproponował mi kawę. Zgodziłam się, poszliśmy do knajpki, a potem wylądowaliśmy tutaj… Nawet w sumie nie wiem jak. Ale tylko gadaliśmy, okazało się, że to naprawdę spoko gościu…
- Mówiłam ci, ale wiedziałaś lepiej… - prychnęła Asia.
- A co miałam myśleć? Facet wygląda jak nudny informatyk. A tak naprawdę to oczytany facet. Lubi się śmiać, tak samo, jak ja. Od żartu do żartu i zaczęliśmy się wygłupiać, aż w końcu mnie pocałował…
- No tak… I dałaś się ponieść jego ustom, co?
- Yhm… Aśka, co ja mam teraz zrobić?!
- Powiedzieć mu o wszystkim.
- Zwariowałaś?! Nie zrobię tego!
- Marta… Paweł nie jest głupi, przecież i tak o wszystkim się w końcu dowie i połączy fakty, a wtedy może nie być miło.
- A co, jeśli on w ogóle nie będzie chciał dziecka? Przecież wpadliśmy…
- Wiem, ale jeśli teraz mu o wszystkim powiesz, a on zrezygnuje, to przynajmniej będziesz wiedzieć, na czym stoisz. Ale może być również tak, że on cię nie zostawi… Przemyśl to, tylko błagam, nie wpadaj na żaden idiotyczny pomysł, jak na przykład nielegalna aborcja, bo wtedy własnoręcznie cię zabiję, rozumiesz?!
- I to ty jesteś niby moją przyjaciółką…
- Najlepszą. A teraz bierz telefon i dzwoń do Pawła. Poproś go o spotkanie, powiedz, że to naprawdę ważne. Sądzę, że ci nie odmówi.
- Skąd możesz to wiedzieć?!
- Przeczucie – Asia popukała się palcem w nos, puszczając jej oczko. – Dzwoń.
- Spieprzaj, wiedźmo – westchnęła Marta, sięgając do torebki po komórkę.
- Tak, tak. Ja też cię kocham. Podziękujesz mi za wszystko później…

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 2795 słów i 15453 znaków.

1 komentarz

 
  • Wielbiciel

    Super scena erotyczna i przyjaźń na ostudzenie emocji... brawo

  • elenawest

    @Wielbiciel miło mi, że przypada ci do gustu