W świecie kłamstw rozdział 35

W świecie kłamstw rozdział 35Powrót do Polski był jak bolesne lądowanie na betonie. W Danii Asia nosiła „zbroję” za czternaście tysięcy i dygała przed królami, a w Krakowie obudził ją wrzask telefonu i rzeczywistość, która śmierdziała tanim skandalem.
— Mamy totalny sajgon! — Marta darła się do słuchawki, siedząc w piwnicy klubu. — Ta tleniona lala, Eleonore, żąda publicznych przeprosin. Twierdzi, że ją znieważyłaś!
— Ja?! — Asia aż usiadła na łóżku, czując, jak pulsuje jej w skroniach. — To Joachim wywalił ją na zbity pysk za to, że rzuciła się na mnie z gębą. Małgorzata ją tam wpuściła, żeby mi napluć w twarz. Ta baba jest szajbnięta, Marta. Myśli, że może ustawiać synowi łóżko w XXI wieku.
W klubie nie było lepiej. Reporterzy kłębiący się pod drzwiami przypominali sępy. Asia wpadła do środka, czując na sobie dziesiątki obiektywów, ale drogę zastąpił im Alek. Stał tam, wielki i nieruchomy, a sam jego widok sprawiał, że dziennikarze cofali się o krok.

— Ben kazał mi cię pilnować. Reporterzy bywają niebezpieczni — mruknął Alek, gdy weszli do biura. — Mam ci umilać czas, jak to tylko możliwe.
Asia spojrzała na niego i przez moment w biurze zapadła cisza, w której słychać było tylko ich oddechy. „Umilać czas”. Te słowa brzmiały jak obietnica, której oboje się bali.
— Świetnie — westchnęła, uciekając wzrokiem. — To pomożesz nam w papierach. Skoro klub zamknięty, będziesz segregował faktury. Praca fizyczna dobrze ci zrobi na te... zapędy.
Siedzieli nad dokumentami do wieczora. Alek, ze swoimi potężnymi dłońmi, wyglądał niemal komicznie, przekładając cienkie kartki, ale biło od niego skupienie, które ją hipnotyzowało.
— Może pomogę ci w masażu? — zaproponował nagle, widząc, jak rozmasowuje kark. — Jestem w tym naprawdę niezły.
Asia poczuła, jak prąd przebiega jej po kręgosłupie. Wyobraziła sobie te silne palce na swojej skórze i przez chwilę walka z samą sobą była torturą.
— Dziękuję, przeszło mi — skłamała, uśmiechnęła się do niego blado i zaproponowała pizzę. — Gyros. Żadnej hawajskiej, bo cię wystrzelę przez okno.
Po południu zadzwonił Ben. Krótko, rzeczowo, niemal urzędowo.
— Muszę lecieć do Danii. Eleonore posunęła się za daleko, muszę to uciąć u źródła. Z matką też muszę pogadać osobiście. Alek z wami zostanie. Pilnujcie się.

Gdy odłożyła telefon, poczuła nagłe uderzenie gorąca. Zostać z nim. Sam na sam. W domu, gdzie każdy kąt przypominał o tym, co działo się w Amaliehaven.

Wieczór w domu był walką o przetrwanie. Henry zasnął, a oni siedzieli na kanapie, oddzieleni od siebie niewidzialną, ale pulsującą barierą.
— Pójdę już — rzucił Alek, choć jego ciało mówiło co innego. — Jesteś zmęczona...
— Ani się waż stąd wychodzić — ucięła Asia, nie otwierając oczu. — Zostań. Napijesz się czegoś?
— Alkohol to zły pomysł — wycedził Alek, patrząc na swoje dłonie.
— Dlaczego?
— Bo się nie powstrzymam. Przed wzięciem cię do łóżka.
Asia poczuła, jak krew uderza jej do twarzy.
— Skąd wiesz, że bym uległa?
— Nie wiem... Mogę tylko mieć nadzieję.

Uciekła do łazienki pod pretekstem kąpieli. Potrzebowała zimnej wody, by zabić to, co działo się w jej podbrzuszu. Wyszła po godzinie – boso, w krótkich szortach i topie, który odsłaniał płaski brzuch. Czuła na sobie wzrok Alka. Widziała, jak jego oczy ciemnieją, jak zaciska szczęki. Wiedziała, że jego erekcja jest bolesna, widoczna pod materiałem spodni, i ta bezczelna świadomość sprawiała, że czuła się silna i... przerażona jednocześnie.
— Piwo? — podała mu butelkę. Ich palce się zetknęły, a dreszcz, który przeszedł przez jej ciało, był niemal bolesny.
— Ładnie wyglądałaś z Henrym na rękach — mruknął Alek, gapiąc się na nią z taką intensywnością, jakby chciał ją rozebrać samym spojrzeniem. — Mały zasługuje na matkę.

Asia przygryzła wargę. Alek wyobrażał ją sobie z dzieckiem, pewnie jego dzieckiem, podczas gdy ona wciąż grała rolę narzeczonej księcia.
Gdy Ben wrócił trzy dni później, świat odetchnął. Proces ruszył, Eleonore została publicznie upokorzona, a prawnicy odgonili reporterów.
Ale dla Asi te trzy dni były wiecznością. Każde wejście Alka do kuchni, każde jego „dobranoc” szeptane niskim głosem, każde przypadkowe muśnięcie ramieniem sprawiało, że była w stanie permanentnego podniecenia.
Kiedy Ben ją całował, czuła smak kłamstwa. Była bezpieczna, tak jak obiecała Alkowi w ogrodzie, ale jej ciało wciąż było tam – na krawędzi ucieczki, na motorze, pachnąc dymem i Alkiem. Musiała się opanować. Albo po prostu zacząć się bać tego, co wydarzy się następnym razem, gdy zostaną sami.


elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 847 słów i 4886 znaków, zaktualizowała 1 mar o 23:49.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.