W świecie kłamstw rozdział 13

W świecie kłamstw rozdział 13- Aśka, kto to był? - zapytała Marta, wchodząc do hotelu zaraz za przyjaciółką.
- Kurwa, nie uwierzysz... - westchnęła brunetka. - Błażej.
- Że jak, proszę?! - krzyknęła głośno, aż kilka osób siedzących w holu spojrzało na nie ciut zdegustowanych.
- Cicho! - syknęła Asia. - Opowiem ci wszystko w czasie przerwy obiadowej.
- No spoko...
- Powiedz mi, czemu właściwie czuć od ciebie stajnią?
- Bo stamtąd właśnie wracam...
- Nie mów mi, że jeździłaś!
- Zwariowałaś? Oczywiście, że nie, jeszcze nie upadłam na głowę, żeby robić taką idiotyczną rzecz. Po prostu poszłam odwiedzić moją klacz. Tęskniłam za nią. A przy okazji ty też mogłabyś iść do swoich, bo też za tobą tęsknią.
- Wiem, mam zamiar się do nich wybrać po zmianie. Na szczęście dzisiaj jestem tylko do osiemnastej...

- No dobra, mamy spokój, więc opowiadaj, jak to się stało, że Błażej podwiózł cię do pracy? - powiedziała Marta stanowczo, dobierając się do swojego obiadu, gdy usiadły spokojnie w gabinecie Aśki.
- Bo nocował u mnie — wyznała cicho brunetka, na co jej przyjaciółka nieomal zadławiła się kawałkiem kurczaka.
- Cholera! - syknęła. - Czy ty chcesz pozbawić mnie życia?! Jak to nocował u ciebie? To teraz z nim jesteś, a nie z Benem? Bo chyba nic nie rozumiem, laska...
- Nie, nie jestem z nim — odparła Asia spokojnie, grzebiąc widelcem w swoim risotto. - Po prostu zjawił się tu wczoraj, jak składałam papiery po tej całej konferencji i zaproponował jedzenie. Byłam głodna jak cholera, więc się zgodziłam. Mocno się zasiedzieliśmy, gadając, więc kiedy odwoził mnie do domu, najnormalniej w świecie usnęłam mu na siedzeniu, zwłaszcza że byłam ledwo żywa. No i został u mnie, zrobił mi nawet śniadanie.
- No pięknie! Ale pamiętasz wszystko, tak? Nie masz żadnych białych plam w pamięci? Nic cię nie boli?
- Nie, Marta, spokojnie — Asia uśmiechnęła się nieznacznie. - Poza tym myślę, że on raczej nie zrobiłby czegoś takiego.
- A skąd wiesz?
- Bo to nie ten typ faceta.
- No ok, ale teraz przynajmniej wiesz, że ten bukiet był od niego.
- No właśnie nie — westchnęła. - Podziękowałam mu za niego, zanim wysiadłam, a on powiedział, że niczego mi nie przysyłał...
- Zawsze mógł skłamać...
- Boże, co ty masz z tymi kłamstwami? Sądzisz, że wszyscy wokół ciągle kłamią?
- Taki naród...
Asia pokręciła tylko głową, zabierając się ponownie za swoje danie.
- Asia? - po kilku minutach ciszy przerwała ją Marta, wpatrując się w przyjaciółkę uważnie.
- Co?
- Ty do niego nadal coś czujesz?
- Nie! - zaprzeczyła gwałtownie.
- Aha... Właśnie się zarumieniłaś.
- Zjeżdżaj!
- Asia... Martwię się o ciebie.
- Niepotrzebnie! Naprawdę, między mną a Błażejem od dawna już niczego nie ma.
- Baju baj... Coś mi się zdaje, że nie zjawił się tu ot tak...
- No to niby po co? - fuknęła Asia.
- Żeby do ciebie znów zarwać.
- Marne szanse. Jestem zajęta.
- Tak, ale on o tym nie wie, bo nie zmieniłaś swojego statusu na Facebooku. Bardzo się zmienił?
- Zdecydowanie. Wstąpił do wojska. Jest w Legii Cudzoziemskiej.
- Nie piernicz! Naprawdę?
- Jak najbardziej. Jeszcze przyjechał w mundurze.
- Galowym?!
- Nie, zwykłym, ale to i tak bosko. Wiesz, jak uwielbiam mężczyzn w mundurach.
- Wiem. A on o tym wie?
- Nie wiem... Możliwe, że kiedyś mu się do tego przyznałam, ale na sto procent ci nie powiem...
- Cóż, jeśli tak, to zapamiętał i teraz to wykorzystuje.
- Marta... - jęknął Aśka, ukrywając twarz w dłoniach.
- Aśka! Kogo ty chcesz oszukać? Przecież to widać, jak na gołej ręce, że on tu przyjechał dla ciebie!
- I co z tego?
- A to, że masz szansę go odzyskać!
- Kiedy ja nie chcę Błażeja, tylko Bena!
- Nie wiadomo, czy on nadal chce ciebie, mała... Posłuchaj. Ja na twoim miejscu łapałabym okazję...
- I?
- I jeśli Błażej zaproponuje ci bzykanko, to nie marudziłabym, tylko go brała. Tego twojego księcia i tak tu nie ma, przecież o niczym się nie dowie. A ty przynajmniej sprawdzisz, czy między tobą a Błażejem jest jeszcze jakaś chemia.
- A co, jeśli będzie? - jęknęła brunetka, odsuwając talerz z połową niedojedzonej porcji.
- A to wtedy będziesz musiała zdecydować, którego wybrać.
- A co, jeśli wybiorę źle i potem będę żałować, bo jednak się nie dopasujemy i zostanę w efekcie sama?
- Jojczysz...

- Cześć, pozwolisz, że odwiozę cię do domu? - zapytał Błażej, uśmiechając się szeroko. Pisnęła zaskoczona, odwracając się do niego szybko. Jej fryzyjczyk zastrzygł uszami i parsknął, grzebiąc kopytem w sianie.
- Spokojnie — mruknęła Asia, gładząc ogiera po pysku, po czym szybko wyszła z boksu. - Błażej, co ty robisz? - zmarszczyła brwi.
- Ponownie cię odwiedzam — zachichotał. Stał oparty o winkiel ściany z rękami w kieszeniach spodni. - To jak? Dasz się skusić na przejażdżkę? - podszedł do niej, wręczając jej bukiet żółtych tulipanów. - Proszę, to dla ciebie, mała.
- Dziękuję — wyszeptała zarumieniona, chowając twarz w kwiatach. - To bardzo miłe z twojej strony.
- Wiesz dobrze, że zawsze lubiłem dawać ci kwiaty, maleńka. To co? Idziemy? - uśmiechnął się rozbrajająco, podając jej ramię.
- No dobrze — westchnęła, wychodząc z nim ze stajni. - Ale tylko mnie podwozisz — zastrzegła od razu.
- Słowo harcerza — zaśmiał się.
- Ty nigdy nie byłeś harcerzem! - zauważyła.
- Jesteś pewna? - mruknął, nachylając się do niej lekko. Przytaknęła. - No, ale teraz jestem żołnierzem... Proszę — otworzył jej drzwi. - Kupiłem burgery — mruknął, gdy wsiadła. Natychmiast zaczęło jej burczeć w brzuchu.
- Utuczysz mnie! - prychnęła, kręcąc głową z uśmiechem.
- Nie prawda — zaprotestował, posyłając jej oczko. - Nigdy przecież nie miałaś tendencji do tycia...
- Jesteś niemożliwy...
- Oczywiście. Jak zawsze.
- Dobra, jedź już, człowieku.
- Wedle rozkazu.

- Zawsze podejrzewałem, że w głębi jesteś żarłokiem — zaśmiał się, gdy opędzlowała kilka skrzydełek.
- Czepiasz się.
- Może trochę, ale to urocze. I jak tam sprawy zawodowe? Jak rozumiem, dalej jesteś menedżerką...
- Zgadza się — kiwnęła głową, oblizując palce.
- Szykuje się jakiś awans?
- Nic mi o tym nie wiadomo. A czemu pytasz?
- Z czystej ciekawości. Dalej startujesz w zawodach?
- Tak jest. Ostatnio wygrałam jedne w Danii, a jutro po pracy mam trening do kolejnych.
- Mogę przyjść? - zapytał, wgryzając się w hamburgera.
- A po co właściwie?
- Żeby popatrzeć i cię asekurować. Dobrze wiesz, że super się nam współpracowało...
- Ale ty w ogóle pamiętasz, że się rozstaliśmy, co? - zapytała podejrzliwie.
- Oczywiście, że tak, bo wciąż za tobą tęsknię — wyznał.
- Serio?
- Tak — kiwnął stanowczo głową. - To była istna głupota, rozstać się z tobą.
- Więc dlatego przyjechałeś? Chcesz mnie odzyskać, czy jak?
- Nie wiem.. Przede wszystkim to chcę spędzić z tobą trochę czasu, zanim wrócę do obowiązków we Francji. Przy tobie przypominają mi się wszystkie nasze dobre chwile razem. Pamiętasz je jeszcze, Asiu?
- Pamiętam — wyszeptała.
- Żałujesz czasami, że się rozstaliśmy?
- Żałowałam na początku. Teraz sama nie wiem.
- Rozumiem... Ale... Gdyby była taka możliwość, chciałabyś, żeby to wszystko wróciło? Nie jestem już roztrzepanym nastolatkiem... Przecież... Przecież mógłbym się tobą zaopiekować, Asiu.
- Błażej... To naprawdę miło, że tak mówisz, ale aktualnie wszystko bardzo się skomplikowało. Musiałabym pomyśleć... Poza tym, jak chciałbyś się mną opiekować? Na odległość? Ja tutaj, a ty we Francji?
- Nie, oczywiście, że nie! - roześmiał się ochryple. - Wystąpiłbym z wojska i wrócił do Polski. Kupiłbym nam dom. Wiesz, Legia całkiem nieźle płaci.
- Yhm... Więc, serio nie przyjechałeś tu po to, żeby mnie odzyskać? - westchnęła, popijając sok.
- No dobra, skłamałem, ale mnie naprawdę na tobie zależy — powiedział poważnie, całując ją w dłoń. - Asiu, tak cholernie za tobą tęsknię...
- Daj mi to przemyśleć, ok?
- Dla ciebie wszystko, maleńka — pochylił się, całując ją w policzek.

Następnego dnia.
Ściągnęła ostro wodzę narowistego ogiera, unosząc się w siodle...

Poczuła ostry, przejmujący ból, gdy z impetem uderzyła w twardą ziemię i jak przez mgłę usłyszała przerażony krzyk Błażeja. A potem odpłynęła.

Otworzyła powoli oczy, mrugając szybko i nie bardzo wiedząc, gdzie się znajduje i co właściwie się dzieje.
- Asia, hej — powiedział Błażej, wstając z fotela ustawionego w rogu pomieszczenia i podchodząc do niej. Chciała coś powiedzieć, ale poczuła, że ma w gardle jakąś rurkę. Natychmiast zaczęła się dusić. - Hej, spokojnie, już wołam lekarza! - mruknął, wypadając na korytarz. Jęknęła, orientując się, że najpewniej jest w szpitalu. Kilka chwil później, wyciągnęli jej rurkę z gardła oraz podali wodę. Seria badań nie miała końca, a ona tylko chciała wiedzieć...
- Co się stało? - chrypnęła, gdy zostali sami.
- Miałaś wypadek w czasie treningu — powiedział, siadając przy niej. - Na szczęście skończyło się tylko na złamanej ręce i paru siniakach.
- Yhm... - jęknęła. Głowa łupała ją niemiłosiernie, a każdy oddech wysyłał miliony szczypiących igiełek.
- Boli cię? - zapytał zmartwiony.
- Owszem — wyszeptała. - Ale nie chcę lekarstw. Wytrzymam.
- Jesteś za bardzo uparta — syknął, całując ją w głowę. Zamknęła oczy.
- Dziękuję — uśmiechnęła się blado. - Powiesz mi, co dokładnie się stało?
- Ten głupi koń zarył się czterema nogami w ziemię. Wyleciałaś z siodła jak z procy. Uderzyłaś w szczeble przeszkody, a potem grzmotnęłaś na ziemię. Gdy do ciebie podbiegłem, byłaś nieprzytomna. Dobrze, że wyczułem puls — powiedział cicho. - Tak cholernie się wystraszyłem...
- Już w porządku — powiedziała, nieznacznie ściskając go za dłoń. - Dziękuję.
- Daj spokój, przecież wiesz, że dla ciebie wszystko zrobię, kochanie.
- Jak długo byłam nieprzytomna? - zapytała, nie odpowiadając na jego uwagę.
- Niecały dzień.
- Moi rodzice już wiedzą?
- Tak — przytaknął. - Zadzwoniłem do nich z twojej komórki, gdy zabierali cię do szpitala. Byli tu. Wyszli niedługo przed tym, jak się obudziłaś.
- Jak na ciebie zareagowali?
- Byli mocno zaskoczeni...
- Nie dziwię im się.
- Twoja mama chyba nadal mnie nie lubi — zachichotał.
- Cibie to bawi?
- Nieco tak — mruknął, poważniejąc. - Ale zrobię wszystko, by zmieniła o mnie zdanie.
- Yhm, ok... Dasz mi telefon?
- Po co?
- Muszę zadzwonić... To ważne.
- Czy to aby dobry pomysł? - mruknął sceptycznie, sięgając na półkę i podając jej telefon. Kiwnęła mu głową i wybrała numer do Bena. Zgłosił się naprawdę szybko.
- Maleńka, zadzwonię za chwilę, jestem na spotkaniu i...
- Ben, jestem w szpitalu — przerwała mu szybko.
- Co? Rany boskie, dlaczego? Co się stało, jesteś w ciąży?!
- Nie, nie jestem w ciąży, Ben... Miałam wypadek w czasie treningu na tym twoim koniu.
- Będę u ciebie za kilka godzin. Jadę na lotnisko! - powiedział, po czym się rozłączył. Westchnęła, odkładając telefon na pościel.
- Kto to? - zapytał Błażej, który w czasie jej rozmowy wyglądał przez okno. - I dlaczego powiedziałaś, że nie jesteś w ciąży? - gdy nie odpowiedziała od razu, odwrócił się do niej i spojrzał na nią poważnie. - Asiu? Czy ten mężczyzna jest twoim partnerem?
- Tak — delikatnie kiwnęła głową, przygryzając wargę. - Ale mamy dość trudny okres...
- Rozumiem — burknął, podchodząc do niej. Nachylił się, patrząc jej głęboko w oczy. - Nie wiem, jak on, ale ja zamierzam o ciebie walczyć, mała — wyszeptał, po czym ją namiętnie pocałował.

- Joanna! - powiedział Benedict zduszonym głosem, wchodząc do jej sali i siadając przy łóżku. - Jezu... Dziecinko, jak się czujesz?
- Obolała — przyznała, uśmiechając się do niego niepewnie. - Dziękuję, że przyleciałeś.
- Przecież nie zostawiłbym cię z tym samej, skarbie — delikatnie pocałował ją w czoło, uważając na jej opatrunek. - Jak to się stało?
- Koń zarył czterema kopytami w ziemię, a ja wyleciałam z siodła i tąpnęła w zmarzniętą ziemię — wyjaśniła.
- Jezu... I co dokładnie ci jest? Lekarz nie chciał mi niczego powiedzieć, ledwo zdołałem się tu do ciebie dostać.
- Złamana ręka, poobijane żebra i lekkie wstrząśnienie mózgu. Zanim przyleciałeś, miałam robione szczegółowe badania i nie widać żadnych zmian w mózgu, wiec jest szansa, że wypuszczą mnie stąd za kilka dni — wyjaśniła, ściskając go za rękę.
- Dobrze... Zabiorę cię do domu i zaopiekuję się tobą.
- Jesteś cudowny, wiesz?
- Bo jestem twoim mężczyzną, maleńka. Na zawsze — wymruczał, całując ją po ręce. - Kocham cię. Potrzebujesz czegoś? Może ci coś przyniosę?
- Nie, dziękuję, kochanie, wszystko mam.
- "Przykro mi, ale nie mogę tam pana wpuścić" - usłyszeli nagle stanowczy głos Aleka.
- Postawiłeś go na straży? - zapytała zaskoczona. Kiwnął poważnie głową. - Każ mu go wpuścić. To mój dawny przyjaciel, to on zadzwonił po pogotowie i pilnował mnie, gdy leżałam nieprzytomna.
- Nieprzytomna?! - syknął. - No, kurwa mać!... Alek, wpuść go! - otworzył drzwi, wychylając się na korytarz. Po chwili do pomieszczenia wszedł rozwścieczony Błażej.
- Kurwa, co się dzieje? Czemu ten kretyn nie chciał mnie do ciebie wpuścić? Kto to w ogóle jest? - zapytał, nie zwracając uwagi na Bena.
- Uspokój się — mruknęła. - Nie znał cię, dlatego nie mogłeś wejść. To ochroniarz.
- Ochroniarz? Po kiego?
- Nie pytaj — westchnęła.
- To ten twój? - zapytał, zerkając na Duńczyka.
- Zgadza się.
- Aha... Błażej Skrzynecki, miło mi — powiedział płynną angielszczyzną, podając mu dłoń.
- Benedict Morgenstern — przestawił się książę. - Słyszałem, że to pan uratował Joannę. Dziękuję serdecznie. Wiele pan zrobił.
- Nie ma za co. W końcu Asia jest mi bardzo bliska. Kiedyś była moją dziewczyną... No nic, będę już szedł. Cieszę się, że już lepiej się czujesz... Pamiętaj, będę o ciebie walczyć — dodal po polsku, po czym wyszedł szybko.
Westchnęła, opadając na poduszki, chociaż wzrok miała wbity w Bena. Ten przyciągnął sobie do jej łóżka niski taboret, usiadł na nim i dopiero wtedy na nią spojrzał. Jego oczy nie wyrażały kompletnie niczego, a gdy się odezwał, jego głos wyprany był z emocji.
- Twój były? Serio? - zapytał cicho. Zauważyła jednak, że zaciska kurczowo pięści.
- Spotkaliśmy się zupełnym przypadkiem i zjedliśmy kolację w KFC, to wszystko.
- Jeśli tak, to dlaczego teraz tu był z tobą? W jakby nie było dość intymnej sytuacji?
- Bo pilnował mnie na treningu, co bardzo dobrze wypadło, bo gdyby nie on, nie wiem, ile czasu bym tam leżała.
- Jezu... Nie przypominaj mi o tym — jęknął, skrywając twarz w dłoniach. - Przez cały lot tak cholernie się bałem. Nie miałem kompletnie pojęcia, co się stało...
- Hej, już jest dobrze, naprawdę nic mi nie jest, Ben. I cholernie się cieszę, że jesteś tu teraz ze mną. A Błażejem się nie przejmuj. Nic nas nie łączy.
- Dobrze — kiwnął głową. - Wierzę ci...

- Joasiu, obudziłaś się! - powiedziała jej mama, przytulając ją delikatnie kilka godzin później. - Boże, dziecko, tak bardzo się o ciebie martwiłam!
- Niepotrzebnie, mamuś. Właściwie nic mi nie jest i lekarz mówi, że za kilka dni mnie wypuszczą.
- To cudownie, przeniesiesz się do nas.
- Kurczę, sądziłam, że wrócę do siebie. Z Benem... Obiecał, ze się mną zaopiekuje...
- Z Benem?
- Moim partnerem, mamo.
- No tak, wspominałaś o nim... Jest tutaj?
- Tak — kiwnęła nieznacznie głową.
- Chciałabym z nim porozmawiać. A ty i tak zamieszkasz z nami...
- Dobrze, mamuś — zgodziła się dla świętego spokoju.
Po chwili do jej prywatnej sali wszedł Ben, niosąc kubek herbaty. Przystanął ciut zaskoczony widokiem jej rodziców.
- Mamo, tato, to jest właśnie Ben — powiedziała po angielsku, ciesząc się, że jej rodzice się nim płynnie posługują. - Ben, to moi rodzice...
- Bardzo mi miło — powiedział, przekładając kubek do drugiej ręki i podając prawą najpierw ojcu Asi, a potem jej mamie, którą szarmancko ucałował w dłoń. - Benedict Glucksburg, książę duński. Chłopak państwa córki.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 3138 słów i 16739 znaków, zaktualizowała 19 kwi o 9:01.

1 komentarz

 
  • Tet

    Przedstawił się imieniem i nazwiskiem w płynnym angielskim? :) coś chyba tu nie pykło w tym zdaniu ;)

  • elenawest

    @Tet fakt, nie dopisałam jednego fragmentu :-P