W świecie kłamstw rodział 8

Uśmiechnął się cwanie, pochylając się lekko w jej stronę. Był naprawdę ciekaw jej odpowiedzi. Przygryzła wargę, patrząc mu w ciemne oczy. Zawahała się. Przez chwilę naprawdę chciała odpowiedzieć TAK, ale w końcu rozsądek zwyciężył.
- Nie — odparła twardo, kręcąc stanowczo głową. - Nie musisz mi niczego pokazywać.
- Jesteś pewna?
- Tak!
- Spokojnie — zaśmiał się. - To było tylko głupie pytanie, nie musisz się tak od razu denerwować...
- Dobrze — mruknęła, zakładając na nos ciemne okulary i postanawiając sobie w duchu, że będzie twarda i nie ulegnie jego namowom, choćby nie wiadomo jak ją prosił. Miała już faceta, była z nim szczęśliwa i zamierzała dotrzymać wierności.

- Nie śpisz jeszcze? - Ben zapytał cicho, odwiązując krawat. Pokręciła głową, podnosząc się nieco na łokciu.
- Tęskniłam — wyznała poważnie, wyskakując z łóżka i przytulając się do niego mocno. Zaskoczony nieco przytulił ją jedną ręką. - I martwiłam się.
- Martwiłaś? - zmarszczył brwi, ujmując jej podbródek i patrząc jej w oczy. - Czym, kochanie?
- Tym, że wyjechałeś w takim pośpiechu. Byłeś naprawdę zdenerwowany...
- Tak, bo moja ekipa spieprzyła ważną transakcję i musiałem zrobić wszystko, by to odkręcić, ale teraz już jest dobrze. Skarbie, przecież to było tylko spotkanie biznesowe. Nie powinnaś się tak tym przejmować. Przepraszam, że jestem tak późno, spotkanie mocno się przedłużyło, potem musiałem pogadać jeszcze z moimi ludźmi... - westchnął. - Ale dobiłem interes i teraz możemy się już tylko relaksować, skarbie — wyszczerzył się, pociągając ją na łóżko niespodziewanie. Pisnęła, gdy upadli w miękką pościel. - Wiesz, ja też tęskniłem — syknął, całując ją mocno po szyi.
- Ben — jęknęła przeciągle, odchylając głowę. Przygryzła wargę, czując, jak jego ciepła dłoń wsuwa się w jej majteczki.
- Mokra — wyszczerzył się, gryząc ją czule w bark.
- Tylko dla ciebie, kochanie.
- To dobrze, bo nie mam zamiaru z nikim się tobą dzielić — pocałował ją zachłannie i zaczął masować jej łechtaczkę. Syknęła, wyginając się i rzucając głową na boki z podniecenia. Boże, ona tak cudownie potrafił ją odstresować...
- Unieś ręce nad głowę — warknął, przygryzając jej wargę. Natychmiast spełniła polecenie, a on przytrzymał jej oba nadgarstki swoją ręką, drugą cały czas masując jej coraz bardziej mokrą łechtaczkę...

- Kocham twój smak - wyszczerzył się, liżąc mocno cipkę wykończonej czwartym orgazmem Asi. Zarumieniła się, spoglądając na niego ułożonego wygodnie między jej nogami. Trzymał ją mocno i lizał tak, jakby od tego zależało jej życie. I jego.
- A ja kocham, gdy mnie smakujesz — chrypnęła. - Tak cudownie pieprzysz mnie językiem.
- Uuuu, a cóż to za niegrzeczne słownictwo? - wyszczerzył się, delikatnie gryząc ją w łechtaczkę. Wrzasnęła, wijąc się pod nim jak szalona. - Podoba mi się to, maleńka!

Otworzyła oczy, zauważając, że przysłonił jej słońce.
- Pobudka, Śpiąca księżniczko — powiedział, pochylając się i całując ją czule. - Musimy wracać — powiedzial cicho.
- Co? Dlaczego? - spojrzała na niego zaskoczona. - Przecież samolot mamy dopiero jutro!
- Niestety, jest za trzy godziny. Przebukowałem nasz lot — westchnął. - Dzwoniła moja matka.
- Czy coś się stało? - usiadła natychmiast na leżaku, patrząc na niego niespokojnie.
- Nie, kochanie — pokręcił głową. - Po prostu moja matka wyznaczyła datę waszej rozmowy.
- Jezu! Naprawdę?!
- Tak — kiwnął głową. - Pojutrze, dlatego wolałbym wrócić wcześniej, byś miała czas się przygotować do tego spotkania.

Dwa dni później.
- Kochanie, obiecuję, że będzie dobrze. - Ben uśmiechnął się do niej delikatnie, gładząc ją czule po policzku.
- Ale to rozmowa z królową! - jęknęła szeptem.
- Przecież już z nią rozmawiałaś — zauważył przytomnie, starając się nie roześmiać.
- Tak, ale ty wtedy stałeś koło mnie, a teraz to będzie rozmowa tylko w cztery oczy! Zbłaźnię się!
- Popatrz na mnie, Joanno — powiedział stanowczo, biorąc jej twarz w swoje dłonie. Gdy na niego spojrzała, pocałował ją krótko i bardzo czule. - Jestem pewny, że świetnie sobie poradzisz. Jesteś silną, młodą kobietą i będzie dobrze.
Westchnęła zarumieniona, uśmiechając się do niego niepewnie i przygładziła sukienkę. Wtedy drzwi do niewielkiego saloniku otworzyły się i do środka weszła Małgorzata. Oboje wstali natychmiast, a Ben uśmiechnął się do matki.
- Witaj, mamo — powiedział łagodnie, pochodząc do niej i przytulając ją delikatnie. - Zmykam. Proszę, nie bądź dla niej surowa — wyszeptał, pomimo że Asia i tak nie rozumiała duńskiego, po czym wyszedł z pomieszczenia.
- Wasza wysokość — Asia natychmiast dygnęła, starając się nie wypaść gamoniowato i nie trząść się ze strachu.
- Witaj, Joanno. Wizę, że jednak zostałaś — powiedziała twardo Małgorzata, siadając na obszernej sofie.
- Tak, wasza wysokość. Wtedy na przyjęciu naprawdę umierałam już ze zmęczenia. Nie chciałam jednak nikogo obrazić swoim wyjściem.
- Wtedy naprawdę to byłaś przerażona, Joanno — skwitowała ją starsza kobieta, nieznacznie marszcząc czoło. - Widziałam to i nie oszukasz mnie, panienko... Dlaczego nie siadasz?
- Za pozwoleniem, wasza wysokość, czekam na twoją zgodę...
- Widzę, że mój syn odpowiednio cię przygotował - mruknęła Małgorzata, od niechcenia machając ręką i tym samym dając jej znać, że może usiąść. Asia zajęła miejsce na niewielkiej pufie, trzymając plecy proste i dłonie skromnie złożone na kolanach.
- Muszę nieco sprostować to stwierdzenie, wasza wysokość, bowiem sama wypytywałam Bena o to, jak powinnam się zachować, więc to nie tylko jego inicjatywa. Od dość dawna interesuję się monarchiami i coś takiego jak etykieta zawsze mnie interesowała.
- Doprawdy? I nie wiedziałaś, kim naprawdę jest mężczyzna, z którym postanowiłaś się spotykać? Nie wiedziałaś, że Ben jest księciem?
- Proszę wybaczyć, ale duńska rodzina królewska nigdy mnie nie ciekawiła, więc faktycznie, nie miałam pojęcia, kim jest Ben, a nie przyszło mi do głowy, że mógłby być księciem. Wyglądał mi na zwykłego biznesmena — odparła Asia niezbyt głośno, ale pewnie.
- W takim razie chętnie usłyszę, którymi rodzinami królewskimi się interesowałaś... Czyżby brytyjską? Jak zapewne wiesz, jesteśmy spokrewnieni.
- Wszystkie dzisiejsze rodziny królewskie są spokrewnione. Spowodowane jest to faktem, że nie ma ich obecnie zbyt wielu. Ale nie, Windsorowie również niezbyt mnie obchodzą, wasza wysokość. Najwięcej informacji szukałam o szwedzkiej rodzinie królewskiej oraz rosyjskiej.
- Czyżbyś miała na myśli Romanowów? - zaskoczona Małgorzata nieco zmarszczyła brwi.
- Zgadza się, wasza wysokość. ich historia niebywale mnie fascynowała i postanowiłam zasięgnąć więcej informacji na ich temat i przekopałam kilkanaście książek oraz stron internetowych, gromadząc informacje o nich.
- Dlaczego akurat Romanowowie?
- Za sprawą bajki "Anastazja", którą widziałam, będąc dzieckiem — wyjaniła, rumieniąc się wściekle, jakby był to jakiś wstydliwy sekret.
- Rozumiem — Małgorzata pokiwała głową ze zrozumieniem. - Posłuchaj mnie uważnie... Mój syn jest księciem i nic tego nie zmieni. Co prawda żyje swoim życiem, ale z tytułu nigdy nie zrezygnuje.
- Tak, wiem. Rozmawialiśmy o tym.
- Więc zapewne wiesz, z czym to się wiąże. Jakie konsekwencje może mieć wasz związek.
- Oczywiście, wasza wysokość. Pojmuję to wszystko.
- I co? Naprawdę cię to nie odstrasza? Nie zamierzasz już uciekać?
- Nie, nie zamierzam. Wyjaśniliśmy sobie wszystko z twoim synem, wasza wysokość.
- A co, jeśli Henry cię nie zaakceptuje?
- Cóż, postaram się zrobić wszystko, by jednak mnie polubił, lecz gdyby tak się nie stało, to nie będę na siłę wchodzić w życie dziecka, choćbym kochała Benedicta aż do bólu — mówiąc to, zarumieniła się mocno.
- Tak... Wiesz również zapewne, że jeśli wasz związek przetrwa próbę czasu, w końcu będziesz zmuszona, by wejść w nasze życie. W końcu pojawisz się z Benem na jakiejś oficjalnej uroczystości, a wtedy już nie będzie odwrotu. Będziesz na ustach ludzi, a to nie zawsze jest miłe.
- Tak, to również wiem.
- I nie boisz się?
- Powiem to w ten sposób, wasza wysokość. nie jestem fanką stania w świetle jupiterów i owszem, nieco mnie to przeraża, ale jeśli syn Bena mnie zaakceptuje i sam Ben wciąż będzie chciał, bym była przy jego boku, to będę.

- I jak poszło spotkanie? - mruknął, obejmując ją delikatnie, gdy wyszła z gabinetu.
- Królowa ci nie powiedziała? - zapytała nieco zaskoczona, wtulając się w jego objęcia.
- Chcę to usłyszeć od ciebie, kochanie.
- Myślę, że chyba dobrze — powiedziała, nawet nie mając zamiaru go puszczać. Czuła, jak opuszcza ją cały zapas adrenaliny.
- Skarbie, stało się coś? Co powiedziała moja matka?
- Po prostu czuję, że zaraz tu padnę. Nerwy mi puszczają — wyjaśniła. Westchnął cicho, natychmiast biorąc ją na ręce.
- Musisz odpocząć — powiedział stanowczo, ruszając z nią na rękach do innej części zamku. - Położę cię u mnie.
- Ben, a co, jeśli w twoim łóżku zobaczy mnie twój syn?
- Spokojnie, Henry jest obecnie poza pałacem. Ze swoimi dziadkami ze strony matki, którzy stęsknieni za wnukiem, zabrali go do siebie na cały tydzień - wyjasnił, po kilku minutach w końcu otwierając jakieś drzwi i kładąc ją na obszernym, eleganckim łóżku. - Prześpij się, maleńka, ja popracuję trochę, jeśli pozwolisz — mruknął, zdejmując z niej suknię i niewysokie szpileczki, po czym okrył ją satynową kołdrą.
- Ale zostaniesz tutaj? - wyszeptała, czując, jak ogarnia ją coraz większa senność.
- Będę za drzwiami — wskazał inne, niż te, przez które weszli. - Tam jest mój gabinet. Śpij, dziecinko, należy ci się porządny odpoczynek.
Gdy wyszedł do drugiego pokoju, natychmiast zasnęła snem sprawiedliwego.

Obudziła się kilka godzin później, z zaskoczeniem zauważając, że zapadł już zmierzch, a w pomieszczeniu pali się przytłumione światło. Obróciła się na bok i pierwsze, co dostrzegła, to wlepione w nią oczy Bena.
- Dobry wieczór, moja droga — powiedział cicho, uśmiechając się i gładząc ją czule po policzku.
- Hej — od razu się w niego wtuliła. - Jak długo spałam?
- Jakieś pięć godzin mniej więcej — wyjaśnił, cmokając ją we włosy.
- Jezu... Przepraszam.
- Przecież nie masz za co — pokręcił głową. - Musiałaś być naprawdę zmęczona. Mam wrażenie, że wychodzi z ciebie całe zmęczenie spowodowane pracą. Czy ty przez przypadek się nie przepracowujesz?
- Nie, spokojnie... Mój zawód wymaga ode mnie elastycznych godzin pracy, a ostatnio trochę spraw się nawarstwiło i obawiam się, że gdy wrócę do Krakowa, czekać na mnie będzie masa papierkowej roboty.
- Więc może powinnaś wybrać się do jakiegoś spa, gdzie się tobą porządnie zajmą? - zaproponował, całując ją po szyi.
- To dobry pomysł — jęknęła, poddając mu się lekko. - Ben... Powinnam się odświeżyć...
- Nie przejmuj się tym — mruknął, zjeżdżając dłonią do słodkiego złączenia jej nóg.

Pisnęła jakiś czas później, zagryzając zęby na własnej ręce i wyginając się mocno, gdy jej całym ciałem wstrząsnął potężny orgazm.
- Jesteś cudowna, Joanno — wyszeptał, całując ją czule po piersiach.
- Ty również, Ben — chrypnęła, uśmiechając się zadziornie. - Dzięki tobie mam niesamowite orgazmy.
Wyszczerzył się rozbrajająco, zdejmując gumkę.
- Tylko nie mów o tym głośno przy mojej matce — zaśmiał się, kładąc się koło niej.
- Ben! - syknęła. - Naprawdę sądzisz, że mogłabym o czymś takim rozmawiać z królową? Przecież to, co robimy, to nasza prywatna sprawa! Jesteśmy dorośli...
- Owszem, kochanie, ale według królewskich zasad powinniśmy zaczekać z seksem do ślubu - powiedział, uśmiechając się przepraszająco.
- Więc! Powinnam być dziewicą? - jęknęła, ukrywając twarz w dłoniach.
- Nie, moja matka już dawno temu zaniechała tego zwyczaju. Właściwie chyba, gdy tylko objęła tron. To czysta głupota. Ale chodzi mi o coś innego. Brak seksu do ślubu to najzwyklejsze zabezpieczenie. Wiesz... Gdybyśmy się rozstali, a ty byłabyś w ciąży...
- Rozumiem — mruknęła. - Zdecydowanie nie wyglądałoby to dobrze i pewnie obniżyłoby wasze notowania wśród ludzi.
- Zgadza się. Zobacz, w jakim to by mnie świetle postawiło, gdybym cię wtedy zostawił...
- No tak... Dobrze, że mi powiedziałeś.
- Po prostu chcę, byś dobrze poznała nasze zwyczaje. To z pewnością ci pomoże w późniejszym czasie.
- Yhm... Opowiesz mi o sobie coś jeszcze?
- A co chciałabyś wiedzieć?
- Jak wyglądało twoje dzieciństwo? - zainteresowała się.
- Wbrew obiegowej opinii, było całkiem normalne, pomimo tego, że należę do rodziny królewskiej. Chodziłem do państwowych szkół, bo rodzicie chcieli, żebym zdobył przyjaciół i tak się stało. Nie miałem żadnych taryf ulgowych i wiele razy dostałem pały oraz liczne szlabany. Pobiłem się też kilka razy, czyli nie byłem wycackanym księciem w przeciwieństwie do mojego starszego brata. Ponadto uczyłem się grać na gitarze i jeździć konno, jak również kilku języków.
- Umiesz grać na gitarze? - zapytała podniecona.
- Umiem — zachichotał, widząc jej minę. - I jak będziesz grzeczna, to może nawet kiedyś coś ci zagram.
- A jeśli będę baaaardzo niegrzeczna? - mruknęła, delikatnie liżąc go po szyi.
- A, to wtedy, moja cudna — uniósł się nad nią, przygważdżając ją do materaca. - Bardzo porządnie cię zerżnę! - syknął, dając jej ręce nad głowę.
Przygryzła wargę, patrząc mu w oczy z żarem pożądania.
- Taka kara też bardzo mi się podoba — wyznała, poruszając niecierpliwie biodrami.
- Widzę, że masz dzisiaj niebywałą ochotę na niegrzeczne igraszki — powiedział, ocierając się o nią mocno. Jęknęła, odrzucając w tył głowę. - Trzeba temu zaradzić!

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 2610 słów i 14478 znaków.

1 komentarz

 
  • Wielbiciel

    A jednak nie aż tak niegrzeczna;) czekam na ciąg dalszy:*

  • elenawest

    @Wielbiciel pojawi się spokojnie ;-) i będą nieoczekiwane zwroty akcji :-D😏