W świecie kłamstw rozdział 40 - epilog

Szum Atlantyku był inny niż Bałtyku czy duńskich cieśnin. Był potężniejszy, głębszy, jakby woda próbowała zmyć z brzegów Nowej Szkocji wszystko, co przywlokło się tu ze Starego Świata.
Joanna siedziała na drewnianych schodach prowadzących na plażę. W dłoni trzymała kubek parującej herbaty, a na kolanach rozłożony szkicownik. Henry, teraz już pięcioletni, biegał po piasku z wielkim, biszkoptowym labradorem, którego Maria podarowała mu na urodziny. Chłopiec śmiał się głośno – to był czysty, radosny dźwięk, w którym nie było już śladu lęku przed krzykiem ojca.
– Nie biegaj za daleko, kochanie! – zawołała, a jej głos, niegdyś zduszony przez protokół i strach, teraz brzmiał pewnie.
– Pilnuję Snickersa, mamo! – odkrzyknął Henry. To słowo wciąż wywoływało u niej dreszcz, ale i ciepło, którego nie potrafiła opisać. Fryderyk dotrzymał słowa. Oficjalnie Henry przebywał w elitarnej szkole z internatem w Szwajcarii. Nieoficjalnie – był synem kobiety, która uratowała go przed ciemnością.
Skrzypnięcie desek za jej plecami sprawiło, że uśmiechnęła się, zanim jeszcze go zobaczyła. Alek usiadł obok niej, pachnąc solą i wiatrem. W ramionach trzymał małe, ruchliwe zawiniątko w różowym kocyku.
– Liliana właśnie zdecydowała, że spanie jest dla słabych – mruknął Alek, całując Joannę w skroń. – Ma to po tobie. Ten sam uparty błysk w oku.
Joanna wzięła córeczkę na ręce. Mała miała ciemne, niemal czarne włosy Alka i jasne oczy, które z ciekawością chłonęły świat. Liliana. Imię, które miało być hołdem dla kobiety, która nie przeżyła spotkania z potworem.
– Myślisz o nim? – zapytał Alek, kładąc dłoń na jej zaokrąglonym biodrze. Nie musiał wymieniać imienia.
– Czasem – przyznała szczerze, patrząc w stronę horyzontu. – Zastanawiam się, czy w tym swoim zamkniętym świecie wciąż wierzy, że po niego wrócę. Że to wszystko to tylko sen.
– Niech wierzy. Prawda by go zabiła, a on musi żyć z tym, co zrobił. To jego jedyna kara – Alek wyciągnął z kieszeni małe pudełko. Rubin, który kiedyś jej podarował, teraz lśnił na jej palcu, ale obok niego pojawiła się gładka, platynowa obrączka. – Maria dzwoniła. Pyta, czy na kolację z gubernatorem założysz te rodowe szafiry, czy znów zamierzasz ją doprowadzić do szału i wyjść w dresie.
Asia zachichotała, opierając głowę o jego ramię.
– Powiedz jej, że wybieram dres. Albo konia. Mam zamiar sprawdzić te nowe trasy nad klifami.
Alek objął ją mocniej, patrząc na ich syna bawiącego się na brzegu i córkę, która właśnie zasypiała przy piersi matki. Przeszli przez piekło, spalili za sobą mosty i oszukali dwie korony, by móc po prostu być.
– Kocham cię, Joanno Romanov – szepnął.
– A ja kocham ciebie, mój „zwykły ochroniarzu” – odparła, zamykając oczy.

Wiatr od oceanu przyniósł zapach wolności. Ben, Dania, krew i strach zostały po drugiej stronie oceanu. Tu, w świetle zachodzącego słońca, istniało tylko „teraz”. I to wystarczyło.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 556 słów i 3137 znaków, zaktualizowała 2 mar o 23:15.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Gazda

    Hmm, może jak najszybciej
    Albo za jakiś czas?
    Trudno powiedzieć.
    To tylko zależy od Ciebie 😀

    8 wrz 2023

  • Użytkownik elenawest

    @Gazda to prawda, ale wielu z czytahących domagało się kolejnych części tuż po pojawieniu się najnowszego rozdziału i wreszcie mogę spełnić te żądania :⁠,⁠-⁠) i jestem ciekawa, ile są ludzie w stanie wytrzymać na ostatnią część :⁠-⁠P

    8 wrz 2023

  • Użytkownik elninio1972

    @elenawest zawsze chętnie po publikacji chce następna, ale wiem że czasem warto czekać ... i nuylo warto :)

    8 wrz 2023