
— Raczej ty — zaśmiała się panna młoda, mrużąc oczy. — Skąd ty wytrzasnęłaś tę obłędną kreację?
— Z Mediolanu — wyznała Joanna, a na samo wspomnienie tamtego weekendu z Benem jej ciało przeszły dreszcze. — Ben uznał, że muszę mieć coś, co „odzwierciedla moją duszę”.
Joanna wyglądała w tej sukni jak grzech warty popełnienia. Była świadkową, ale biła od niej aura, która sprawiała, że każdy mężczyzna w kościele wstrzymywał oddech.
Wesele było szalone, wolne od sztywnej etykiety, którą Ben tak bardzo gardził. Gdy słońce zaczęło chować się za horyzontem, malując niebo w odcieniach krwawej pomarańczy i fioletu, wyprowadził ją na taras.
— Magiczna chwila, prawda? — wyszeptał Ben, tuląc ją od tyłu. Jego głos był niski, kojący.
— Bardzo — odparła, opierając głowę o jego ramię.
Nagle poczuła, że uścisk słabnie. Odwróciła się i zamarła. Ben klęczał na jednym kolanie. W świetle zachodzącego słońca jego stalowe oczy lśniły determinacją.
— Joanno. Od pierwszej sekundy w tamtym hotelu wiedziałem, że zniszczysz mój świat i zbudujesz go na nowo. Dla ciebie rzuciłem koronę, bo bez ciebie żaden tron nie ma znaczenia. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? Matką moich dzieci i moją jedyną królową?
Gdy otworzył aksamitne pudełko, diament rozbłysł tak potężnie, że Joanna na chwilę oślepła.
— Tak… — wykrztusiła przez łzy, które w końcu puściły.
Ben wsunął pierścień na jej palec, a potem pocałował ją tak zachłannie, jakby chciał spić z jej ust każdą wątpliwość, jaką kiedykolwiek miała.
Dwa tygodnie później sielanka zderzyła się z rzeczywistością. Alek wrócił z Rosji – chudszy, mroczniejszy, z oczami podkrążonymi od niewyspania. Henry spał już w sypialni, a Joanna i Alek sprzątali pobojowisko po zabawie.
— Ładny pierścionek — zauważył nagle Alek, nie przerywając zamiatania. Jego głos był zachrypnięty, jakby od dawna z nikim nie rozmawiał.
— Dziękuję. Też mi się podoba — Joanna uśmiechnęła się promiennie, nie zauważając, jak Alek zaciska dłonie na kiju od szczotki.
— Coś oznacza?
— Zaręczyliśmy się, Alek. Na weselu Marty.
Alek znieruchomiał. Odwrócił się gwałtownie, a tatuaże na jego ramionach zdawały się pulsować w rytm jego przyspieszonego tętna.
— Zaręczyliście się? — powtórzył, a w tym jednym słowie zmieścił cały ból świata. Patrzył na nią, jakby właśnie usłyszał wyrok śmierci.
— Tak. Masz z tym problem? — zapytała ostrzej, czując dziwne ukłucie w sercu na widok jego miny.
Alek odetchnął głęboko, walcząc z samym sobą.
— Nie. Żadnego. Jeśli jesteś szczęśliwa… — uśmiechnął się boleśnie. — Henry będzie miał mamę. To cud. Sprawiłaś w ich życiu mnóstwo cudów, Joanno. W moim też, choć pewnie o tym nie wiesz. Wybrałaś jego… to racjonalne. On jest księciem, nawet bez tytułu. Ja jestem tylko cieniem z przeszłości.
Podszedł do niej i przytulił ją – mocno, desperacko, jakby chciał zapamiętać jej zapach na całe życie. Joanna czuła bicie jego serca, które waliło o jej pierś jak uwięziony ptak. W tej bliskości było coś tragicznego. Alek wiedział, że trzyma w ramionach kobietę, która nigdy nie będzie jego, a Joanna poczuła nagły, niewytłumaczalny smutek.
— Sprawdź, co u małego. Ja tu skończę — mruknął Alek, odsuwając się gwałtownie, by nie zobaczyła łez, które wezbrały mu pod powiekami.
Gdy Joanna weszła do sypialni, z kuchni dobiegł ją nagły, głośny trzask tłuczonego szkła. Alek nie upuścił szklanki. On ją zmiażdżył w dłoni, pozwalając, by krew zmieszała się z resztkami wina na podłodze. Joanna westchnęła cicho, zamykając oczy. Wiedziała, że ten dźwięk to nie był tylko wypadek. To był dźwięk ostatecznie złamanego serca.
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.