W świecie kłamstw rozdział 25

W świecie kłamstw rozdział 25— Wyglądasz jak prawdziwa księżniczka — szepnęła Joanna, poprawiając rąbek sukni Marty.
— Raczej ty — zaśmiała się panna młoda, mrużąc oczy. — Skąd ty wytrzasnęłaś tę obłędną kreację?
— Z Mediolanu — wyznała Joanna, a na samo wspomnienie tamtego weekendu z Benem jej ciało przeszły dreszcze. — Ben uznał, że muszę mieć coś, co „odzwierciedla moją duszę”.
Joanna wyglądała w tej sukni jak grzech warty popełnienia. Była świadkową, ale biła od niej aura, która sprawiała, że każdy mężczyzna w kościele wstrzymywał oddech.
Wesele było szalone, wolne od sztywnej etykiety, którą Ben tak bardzo gardził. Gdy słońce zaczęło chować się za horyzontem, malując niebo w odcieniach krwawej pomarańczy i fioletu, wyprowadził ją na taras.
— Magiczna chwila, prawda? — wyszeptał Ben, tuląc ją od tyłu. Jego głos był niski, kojący.
— Bardzo — odparła, opierając głowę o jego ramię.
Nagle poczuła, że uścisk słabnie. Odwróciła się i zamarła. Ben klęczał na jednym kolanie. W świetle zachodzącego słońca jego stalowe oczy lśniły determinacją.
— Joanno. Od pierwszej sekundy w tamtym hotelu wiedziałem, że zniszczysz mój świat i zbudujesz go na nowo. Dla ciebie rzuciłem koronę, bo bez ciebie żaden tron nie ma znaczenia. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? Matką moich dzieci i moją jedyną królową?
Gdy otworzył aksamitne pudełko, diament rozbłysł tak potężnie, że Joanna na chwilę oślepła.
— Tak… — wykrztusiła przez łzy, które w końcu puściły.
Ben wsunął pierścień na jej palec, a potem pocałował ją tak zachłannie, jakby chciał spić z jej ust każdą wątpliwość, jaką kiedykolwiek miała.

Dwa tygodnie później sielanka zderzyła się z rzeczywistością. Alek wrócił z Rosji – chudszy, mroczniejszy, z oczami podkrążonymi od niewyspania. Henry spał już w sypialni, a Joanna i Alek sprzątali pobojowisko po zabawie.
— Ładny pierścionek — zauważył nagle Alek, nie przerywając zamiatania. Jego głos był zachrypnięty, jakby od dawna z nikim nie rozmawiał.
— Dziękuję. Też mi się podoba — Joanna uśmiechnęła się promiennie, nie zauważając, jak Alek zaciska dłonie na kiju od szczotki.
— Coś oznacza?
— Zaręczyliśmy się, Alek. Na weselu Marty.
Alek znieruchomiał. Odwrócił się gwałtownie, a tatuaże na jego ramionach zdawały się pulsować w rytm jego przyspieszonego tętna.
— Zaręczyliście się? — powtórzył, a w tym jednym słowie zmieścił cały ból świata. Patrzył na nią, jakby właśnie usłyszał wyrok śmierci.
— Tak. Masz z tym problem? — zapytała ostrzej, czując dziwne ukłucie w sercu na widok jego miny.
Alek odetchnął głęboko, walcząc z samym sobą.
— Nie. Żadnego. Jeśli jesteś szczęśliwa… — uśmiechnął się boleśnie. — Henry będzie miał mamę. To cud. Sprawiłaś w ich życiu mnóstwo cudów, Joanno. W moim też, choć pewnie o tym nie wiesz. Wybrałaś jego… to racjonalne. On jest księciem, nawet bez tytułu. Ja jestem tylko cieniem z przeszłości.
Podszedł do niej i przytulił ją – mocno, desperacko, jakby chciał zapamiętać jej zapach na całe życie. Joanna czuła bicie jego serca, które waliło o jej pierś jak uwięziony ptak. W tej bliskości było coś tragicznego. Alek wiedział, że trzyma w ramionach kobietę, która nigdy nie będzie jego, a Joanna poczuła nagły, niewytłumaczalny smutek.
— Sprawdź, co u małego. Ja tu skończę — mruknął Alek, odsuwając się gwałtownie, by nie zobaczyła łez, które wezbrały mu pod powiekami.
Gdy Joanna weszła do sypialni, z kuchni dobiegł ją nagły, głośny trzask tłuczonego szkła. Alek nie upuścił szklanki. On ją zmiażdżył w dłoni, pozwalając, by krew zmieszała się z resztkami wina na podłodze. Joanna westchnęła cicho, zamykając oczy. Wiedziała, że ten dźwięk to nie był tylko wypadek. To był dźwięk ostatecznie złamanego serca.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 715 słów i 4032 znaków, zaktualizowała 28 lut o 20:44.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.