W świecie kłamstw rozdział 12

W świecie kłamstw rozdział 12- Ej, czy ty przypadkiem nie powinnaś mieć dzisiaj wolnego? - zapytała Marta, widząc przyjaciółkę pochyloną nad stertą papierów w hotelu.
- Powinnam.
- Więc, co tutaj robisz? - Marta przecisnęła się za kontuar lady recepcyjnej.
- Pracuję - odpowiedziała brunetka, przerzucając kilkanaście kartek, najwyraźniej w poszukiwaniu czegoś.
- To widzę! - prychnęła blondynka. - Ale dlaczego?
- Chyba rozstałam się z Benem - wyjaśniła cich Asia.
- Chyba?
- To będzie zależeć od tego, jaką podejmie decyzję w sprawie naszego związku... Czekaj... Czemu nie ma dodatkowej pomocy na kuchnię na jutrzejsze popołudnie? Kto ustawiał ten grafik?
- Nie wiem, podejrzewam jednak, że Marcin.
- Zadzwoń do niego, niech tu natychmiast przyjdzie.
- Jasne... - wysłała mu sms-a. - A teraz mów, co się dokładnie stało? Znów się pokłóciliście?
- Nie, ale powiedziałam mu, co dokładnie myślę o tej jego idiotycznej karze.
- Ah, a więc jednak i ciebie to w końcu ruszyło, co? Wcale ci się nie dziwię, ale powiedz mi, co on na to w ogóle?
- Zaczął mnie przepraszać, stwierdził, że nie sądził, iż tak to wszystko odbiorę i takie tam, więc kazałam mu to wszystko przemyśleć.
- I co?
- Powiedział, że mnie kocha.
- Serio?!
- Nie drzyj się, kobieto... Tak, serio.
- No, a ty?
- Odparłam, że ja jego też.
- A naprawdę go kochasz?
- Tak. Choć wiem, że mogę cierpieć w przyszłości, gdy nam nie wyjdzie, no ale... Marta, co ja mogę? To jest silniejsze ode mnie.
- No właśnie nic, ale to jest wspaniałe!
- Dzięki... No gdzie ten kretyn jest?1 - fuknęła, rozglądając się w poszukiwaniu Marcina.
- Znając go, to jeszcze wstąpił gdzieś na jakieś żarcie - zażartowała Marta. - Ty, patrz! - wyszeptała, obserwując, jak do hotelu wchodzi posłaniec z ogromnym bukietem kwiatów.
- Dzień dobry. Gdzie znajdę panią Joannę Nowak? - zapytał.
- To ja - odparła zaskoczona Asia.
- W takim razie te kwiaty są dla pani. Życzę miłego dnia - wyszczerzył się rozbrajająco i wyszedł szybko.
- No no... Co za bukiet! - powiedział Marcin, zjawiając się po chwili. - To od tego twojego?
- Nie - będąca wciąż w szoku Asia wyłuskała spomiędzy ogromnych kwiatów niewielką karteczkę. - Tutaj napisane jest "Wielbiciel".
- "Wielbiciel"? - Marta spojrzała na nią jak na wariatkę.
- Dokładnie tak.
- Czyli będzie jatka! - ucieszył się Marcin, zacierając ręce.
- Powaliło cię? - Marta zdzieliła go przez łeb. - Niby czemu ma być jatka?
- Przestań mnie bić! - syknął. - Poza tym wiesz, ja tam raczej bym nie chciał, żeby moja laska dostawała bukiety od jakiegoś nieznajomego, który tak debilnie się podpisuje... Dobrze jeszcze, że nie przysłał tu jakichś grajków... - powiedział, odwracając się w stronę wejścia, jakby w nadziei, że do środka wejdzie jakiś zespół czy coś. - Szkoda, miałem nadzieję - westchnął. - Więc po co mnie tu wezwałyście?
- Ty układałeś ten grafik? - Asia natychmiast przeszła do rzeczy, odkładając kwiaty na swoje krzesło.
- No ja, a bo co?
- A to, sklerozo, że jutro jest ta konferencja połączona z bankietem, a na kuchni są tylko dwie pomoce, a nie trzy. Więc zawiadamiam cię uprzejmie, iż w związku z tym, że to ty zawaliłeś, nie pamiętając o tej imprezie, masz czas do ósmej rano, by złapać jeszcze kogoś do pomocy, bo jak nie, to własnoręcznie zatargam cię jutro na kuchnię i będziesz pomagać!
- Hej, spokojnie, szefowo. Już ogarniam temat! - jęknął, oddalając się szybko.
- Ja albo go kiedyś zabiję, albo zwolnię...
- Nie dziwię ci się. Ty, no, ale ten bukiet jest oszałamiający! - powiedziała zachwycona blondynka, obserwując, jak przyjaciółka idzie z nim do swojego gabinetu i wstawia go do dużego wazonu.
- To fakt, tylko nie ciesz się aż tak, bo to faktycznie nie jest od Bena.
- A skąd wiesz?
- Bo podpis jest po polsku, poza tym znam jego charakter pisma i wiem, że to nie on napisał - westchnęła, zabierając się za dalsze papiery.
- Zawsze mógł poprosić kogoś, by napisał to za niego.
- Wiem, ale to mało prawdopodobne, bo jeszcze nigdy się tak nie podpisał. Poza tym on nic nie wie o frezjach, jedynie o tulipanach.
- Dobra, to kto mógłby o tym wiedzieć?
- Jedyną osobą, która kupuje mi frezje, jest mój tata.
- No do niego to nie pasuje, fakt. No to kto inny?
- Wybacz, ale nikt nie przychodzi mi do głowy...
- No a?... No wiesz...
- Nie, nie bardzo. Marta, mogłabyś mówić po ludzku, a nie jakimiś zagadkami?
- Jezu, Aśka! A Błażej? Przecież on zawsze kupował ci te kwiatki, gdy ze sobą byliście!
- Tak, ale bukiecik, a nie taki wieniec dożynkowy! Poza tym bardzo wątpię, by było go stać. Poza tym on wciąż siedzi we Francji.
- A skąd wiesz?
- Bo obserwuję go na Insta... No co? - syknęła, widząc spojrzenie przyjaciółki.
- Obserwujesz konto swojego ex? Ben o tym wie?
- Nie... Nie spowiadam mu się ze wszystkiego, co robię, poza tym mam konto Błażeja w znajomych już od dawna. Po naszym rozstaniu nie usunęłam go po prostu. Więc widzę, co wrzuca.
- No ok... Ale nie sądzisz, że to mógłby być on? Przecież rozstaliście się w zgodzie. Mogłabym śmiało zaryzykować stwierdzenie, że jak przyjaciele.
- Kochana, to było dwa lata temu, więc czemu teraz nagle miałby się do mnie odezwać i to jeszcze w tak idiotyczny sposób? Poza tym on prędzej przysłałby mi jakiś wiersz, możliwie jak najbardziej ckliwy, o tym jak to straszliwie za mną tęskni... Zapewne wypisany na pergaminie jego własną krwią albo łzami, cobym ja również się wzruszyła.
- Czekaj, bo chyba przestaję łapać, dlaczego właściwie się rozstaliście...
- Bo chciał wyjechać do Paryża, co zresztą mu się w końcu udało, ale ciągnął mnie tam na siłę, nie przejmując się tym, że tutaj mam dobrą pracę. Chciał codziennie rano zajadać chrupiące bagieteczki na balkoniku z widokiem na wieżę Eiffla, wieczorami przechadzać się brzegiem Sekwany i zajadać się kasztanami na placu Pigalle i popijać je jakimś francuskim sikaczem...
- Romantycznie - zachichotała Marta, odsuwając się lekko, gdy Aśka spojrzała na nią wściekła.
- Ta, jak chuj... Na dodatek uwielbiał mówić wierszem, a mnie od poezji po prostu robi się niedobrze... No i nosił ten idiotyczny beret, w którym wyglądał jak marna kopia francuskiego geja. Kiedyś już chciałam mu nawet zaproponować, żeby kupił sobie taki pasiasty trykocik i zapuścił wąs. Wiesz taki cienki, jak to nosili kiedyś...
- Ale może się zmienił?
- No wątpię! Widzę jego posty i są za każdym razem beznadziejnie romantyczne...
- Ale ty przecież jesteś romantyczką, laska! - zauważyła Marta.
- Tak, wiem, ale na pewno nie aż taką! Poza tym nigdy nie rozumiał mojej pasji do motocykli i płakał jak bóbr na E.T. Boże! Jak ja nienawidzę tego filmu! Fuj! - Asia wzdrygnęła się lekko.
- Kocham, cię Aśka... Ale powiedz mi, jak można nienawidzić motocykli? A zwłaszcza motocyklistów. W skórze i najlepiej jeszcze z długimi włosami!
- I właśnie dlatego jesteś moją przyjaciółką, bo podzielasz moje poglądy - zaśmiała się Asia.
- Dzięki. Ale skoro było między wami aż tyle niedopasowań, to jak to się stało, że w ogóle razem byliście?
- Bo miał niebywałe poczucie humoru i zawsze wiedział, jak mnie pocieszyć, był czuły i kiedy było potrzeba to romantyczny w bardzo normalny sposób. Znaczy na początku, bo potem wręcz mu się to zaczęło pogłębiać. Lawinowo właściwie.
- Żałujesz, że zerwaliście?
- Nie. Myślę, że tak właśnie miało być.
- Ok. Czyli co? Jutro cały dzień w hotelu?
- Dla mnie. Ty jesteś tylko rano.
- Pamiętam, siostro - zaśmiała się Marta. - Wiesz, zaczyna mnie męczyć to przymusowe siedzenie w domu.
- Aha, a takie prawdziwe siedzenie dopiero ci się przecież zacznie.
- Weź, mogłabyś mnie nie dobijać?... Wiem! Zajdź w ciążę, to posiedzimy razem, co?
- A, tak, jasne. Czekaj, skoczę tylko do łazienki i zajdę. - Aśka popukała się w czoło. - Odwaliło ci? Jak niby miałabym to zrobić? Nie jestem wiatropylna!
- No z Benem przecież...
- Taaa? A słyszałaś o takim wynalazku jak antykoncepcja? Kobieto... Błagam, nie załamuj mnie...
- Zawsze możecie wpaść.
- Wiem, ale nie kochaliśmy się od ponad miesiąca, a teraz jeszcze ta przerwa. Nawet nie wiem, czy nasz związek przetrwa, a ty mi tu z ciążą wyjeżdżasz...
- Wybacz....
- Spoko - mruknęła, wyciągając telefon z kieszeni i odczytując sms-a od Bena. "Kochanie, muszę wyjechać na tydzień do Danii. Nawarstwiło mi się kilka ważnych spraw, których nie jestem w stanie załatwić na odległość. A potem do ciebie wrócę. Proszę, nie złość się już na mnie, maleńka. Kocham cię przecież, choć czasami jestem totalnym kretynem. Mam nadzieję, że kwiaty umilą ci dzień" - Cholera... Te kwiaty są jednak od niego - powiedziała cicho, odpisując mu szybko.
- Pani Joanna Nowak? Kwiaty dla pani - powiedział kurier, wręczając jej bukiet tulipanów z doczepioną do nich karteczką "Myśl o mnie. Twój Ben".

Następnego dnia.
- "Wyglądasz, jak po orce na ugorze"- usłyszała zabarwiony drwiną męski głos o przyjemnym brzmieniu, gdy po skończonej dniówce segregowała papiery. Zdrętwiała nieco, unosząc gwałtownie głowę, natychmiast rozpoznając właściciela głosu.
- Błażej? - zapytała całkiem zaskoczona. - Rany boskie! Co ty tu robisz?
- Przyjechałem w odwiedziny - wyszczerzył się radośnie.
- Aha... Błażej, to jest mundur?
- Zgadza się - przytaknął uradowany.
- Przecież ty jesteś pacyfistą!
- Już nie - wzruszył ramionami.
- Taaa... No cóż, muszę przyznać, że nieźle mnie zaskoczyłeś. To francuska armia?
- Zgadza się - kiwnął głową. - Słuchaj, naprawdę wyglądasz na wykończoną, może pójdziemy gdzieś na jakąś kawę? A najlepiej przy okazji na dobre jedzenie?
- Jak wypiję dzisiaj czwartą kawę i to jeszcze o tej porze, to padnę na zawał - mruknęła. - Ale na jedzenie zawsze jestem łasa.
- Jasne, więc składaj te papiery i lecimy - powiedział, podając jej dłoń. Zawahała się przez chwilę, ale w końcu ujęła jego dłoń i wyszli z hotelu. Prawda była taka, że tych papierów nie musiała robić już teraz, więc z przyjemnością je zostawiła. Była tak cholernie zmęczona i głodna... - Nie zaśniesz mi po drodze? - mruknął, otwierając jej drzwi do auta.
- Niczego nie gwarantuję... Myślałam już, że ten bankiet nigdy się nie skonczy - jęknęła, zamykając oczy i opierając głowę o zagłówek siedzenia.
- Przepracowujesz się - zauważył, ruszając.
- Zgadza się.
- A jesz przynajmniej? Schudłaś...
- Błagam cię! Nie praw mi tu morałów, dobrze? - syknęła, prostując się w fotelu.
- Nie mam zamiaru, po prostu się o ciebie martwię i stwierdzam fakt. Ale jak chcesz, to mogę być już cicho, tylko powiedz mi najpierw, pizza, czy kurczaki?
- Zdecydowanie kurczaki i hamburgery.
- Ok, szefowo - zaśmiał się, skręcając w stronę KFC. Zerknęła na niego z ukosa. Zmienił się. Zmężniał... - I jak? Obejrzałaś mnie już sobie dokładnie?
- Yhm... Prawie cię nie poznałam... Na ulicy pewnie minęłabym cię, nie wiedząc nawet, że to ty.
- Wiesz, nie można całe życie być beztroskim dzieciakiem...
- To miło, że wreszcie sam do tego doszedłeś. A teraz mów. Jak to się stało, że służysz w armii? Nie rozpoznaję tego emblematu - mruknęła, wskazując na jego furażerkę leżącą na desce rozdzielczej.
- Przyjrzyj się - zaśmiał się. - Kto jak to, ale ty powinnaś znać ten emblemat...
- Czekaj... Legia Cudzoziemska?!
- Yhm... Konkretnie 2 Cudzoziemski Pułk Powietrznodesantowy. Capnęli mnie przypadkiem, przeszedłem szkolenie i spodobało mi się.
- Dobra, teraz to już w ogóle jestem w szoku!

- ''Dzień dobry, śpiąca królewno. Czas wstawać, maleńka. " - usłyszała nad sobą łagodny głos Błażeja, zabarwiony zadowolonym uśmiechem. Natychmiast zerwała się na równe nogi.
- Kurwa mać! - jęknęła. - Co ty robisz u mnie w mieszkaniu?
- Śniadanie - zawiadomił ją beztrosko, puszczając jej oczko. - Chodź, bo wystygnie...
- Błażej! - zezłościła się. Spojrzał na nią, chichocząc i oparł się barkiem o futrynę. Miał na sobie bokserki i podkoszulek.
- Usnęłaś mi w samochodzie, gdy odwoziłem cię do domu, dziecinko...
- Piliśmy?
- Nie.
- Ok... Poszliśmy do łóżka?
- Nie wygłupiaj się, Aśka. Oczywiście, że nie. Po prostu wniosłem cię do mieszkania, bo nie byłem w stanie cię dobudzić. Sądziłem, że będzie tu Marta, ale najwyraźniej znów ją gdzieś wywiało. Sprawdziłem twój grafik na lodówce i postanowiłem zostać, żeby cię obudzić, bo spałaś, jak zabita... Poza tym spójrz na siebie, wciąż masz na sobie ubranie z wczoraj. Raczej trudno byłoby mi się w ten sposób do ciebie dobrać. No i nie było to moim zamiarem... Poza tym, gdybym tak zrobił, to dzisiaj podbiłabyś mi oko.
- Masz rację - kiwnęła głową. - Dziękuję. Pójdę się odświeżyć.
- Zmyj makijaż, bo wyglądasz, jak urocza panda - zachichotał, zostawiając ją wreszcie samą.

- Dzięki za podwózkę - cmoknęła go szybko w policzek, gdy zatrzymał się pod hotelem.
- Nie ma za co, piękna. Zawsze do usług, Asiu - puścił jej oczko, całując ją w dłoń. - Boże... Pamiętam te boski perfumy...
- Błażej...
- Ok, już jestem grzeczny. To miłego dnia.
- Jasne. Tobie również. I ten... Dziękuję za kwiaty.
- Kwiaty? - zaciekawił się, marszcząc brwi.
- No za bukiet kolorowych frezji, który mi przysłałeś dwa dni temu.
- Asiu, ja niczego ci nie przysyłałem...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 2617 słów i 13789 znaków, zaktualizowała 15 lut o 22:42.

1 komentarz

 
  • iMoje3grosze

    To na „pewno” kwiaty od ojca, albo od klienta za fantastyczny pobyt w hotelu (kwiaciarka nie miała tulipanów, więc wcisnęła frezje) lub Alek chciał przeprosić za horror z warkoczykiem lub nie sprzątnięte auto :)  
    Oj, czuję, że będzie się dzieło. :spanki:  

    Ps. Czy sygnalizować o literówkach i innych niedoskonałościach?

  • elenawest

    @iMoje3grosze hej :D dzięki za komentarz ;p jasne, dawaj, gdzie popełniłam błędy? :D