W świecie kłamstw rozdział 18

W świecie kłamstw rozdział 18Echo uderzenia jeszcze nie przebrzmiało, gdy w drzwiach boksu wyrósł wysoki cień. Benedict stał tam, nienaganny w swoim mundurze, a jego wzrok, zimny jak duńskie fiordy, przesuwał się od czerwonego śladu na twarzy Błażeja do drżącej dłoni Joanny.
– Co tutaj się dzieje? – zapytał głosem, od którego w stajni nagle zrobiło się o kilka stopni zimniej.
Joanna wypadła z boksu, czując, że tylko przy nim może odetchnąć. Benedict objął ją ramieniem, zaznaczając teren, a potem wydał krótki, suchy rozkaz:
– Alek. Odprowadź tego pana. Ma się spakować i wsiąść w najbliższy samolot. Jego czas tutaj dobiegł końca.
Błażej, mijając ich, warknął coś o zapłacie, ale Joanna już go nie słuchała. Patrzyła na Benedicta – swojego wybawcę, swojego księcia, który właśnie jednym gestem wymazał jej przeszłość.
- Broniłaś się? - zapytał cicho, tuląc ją do siebie delikatnie, choć czuła w jaki sposób zaciska palce na jej marynarce. Musiał być co najmniej wściekły.
- Można to tak ująć - szepnęła, jej głos drżał tak samo jak ona. - Ale nic mi nie zrobił, po prostu... To już nie ważne. Najważniejsze, że jesteś tu obok.  
Kiwnął głową i pocałował ją we włosy.
- Wracamy - zdecydował, a ona kompletnie nie miała siły protestować. Teraz marzyła o kąpieli. I dobrym bzykanku. Niestety... Czekał ją bankiet.

Sala balowa pałacu Amalienborg oszałamiała. Kryształowe żyrandole rzucały tysiące iskier na wypolerowane parkiety, a zapach drogich perfum mieszał się z aromatem świeżych kwiatów. Joanna czuła na sobie spojrzenia wszystkich obecnych – polska amazonka, która okiełznała królewskiego ogiera, była tematem wieczoru.
— Prawdziwa z ciebie księżniczka, Joanno — szepnęła Sophie, tuląc ją wylewnie. – Wiedziałam, że pojedziesz znakomicie. Cały czas zaciskałam za ciebie kciuki!
— Dziękuję, Wasza Książęca Mość — Joanna dygnęła instynktownie, uśmiechając się promiennie.
— Oh, daj spokój! — Sophie zachichotała, machając ręką. — Jesteśmy przyjaciółkami, żadnych tytułów, proszę.

Zabawę przerwało nadejście Królowej. Małgorzata poruszała się z godnością, która sprawiała, że powietrze wokół niej zdawało się zastygać. Joanna natychmiast wykonała głęboki ukłon.
— Witaj, Joanno. Mój syn miał rację, jesteś niezwykle uzdolniona — powiedziała Małgorzata, a w jej chłodnym spojrzeniu pojawił się cień uznania. — Słyszałam jednak, że początki z naszym ogierem były... trudne. Jak ręka?
— Już wszystko dobrze, Wasza Wysokość. Po prostu pokazałam mu, że to nie on rządzi w tym duecie — odparła Joanna, starając się, by jej głos nie zadrżał.
— Mam nadzieję, że nie zrobiłaś mu krzywdy? — brwi królowej uniosły się nieznacznie.
— Zdecydowanie nie. Zwierzęta to moja natura. Nigdy nie skrzywdziłabym konia. Musiałam mu tylko przypomnieć, kto trzyma wodze.
Małgorzata skinęła głową, ewidentnie zadowolona z odpowiedzi, ale zanim rozmowa mogła potoczyć się dalej, Joanna poczuła na ramionach silne, znajome dłonie.
— Drogie panie, wybaczcie, ale muszę wam porwać Joannę — głos Benedicta, niski i pewny, sprawił, że serce Joanny przyspieszyło.
Odeszli w głąb sali, z dala od ciekawskich uszu. Benedict wyglądał obłędnie — krótkie włosy i brak zarostu sprawiły, że wyglądał młodziej, drapieżniej.
— Witaj w moim domu, kochanie — mruknął, wirując z nią w rytm zmysłowej ballady.
— Nie mogę się przyzwyczaić do twojego nowego wyglądu. Wyglądasz... niebezpiecznie seksownie — przyznała, rumieniąc się pod wpływem jego intensywnego spojrzenia.
— Czy to znaczy, że tym chętniej dasz się teraz porwać w ustronne miejsce? — wyszeptał jej prosto do ucha, a jego ciepły oddech wywołał u niej dreszcz, którego nie potrafiła ukryć. — Zamierzam się w tobie zanurzyć, Joanno. Inaczej tu zwariuję.
Nie czekając na odpowiedź, wyprowadził ją z sali. Puste korytarze pałacu, wyłożone ciężkimi arrasami, tłumiły dźwięki muzyki. Benedict wepchnął ją do jednej z mniejszych komnat, zamykając drzwi za nimi.

W tej samej sekundzie przyszpilił ją do ściany. Nie było już księcia Benedicta – był tylko mężczyzna, który pragnął jej z niemal dziką furią. Jego dłonie powędrowały w dół, unosząc suknię i masując udo tuż przy krawędzi koronki.
— Jesteś moja — warknął, a jego usta odnalazły jej szyję.
— Wiem! — chrypnęła Joanna, wbijając paznokcie w jego ramiona. Strach przed Błażejem, adrenalina po zawodach i potęga Benedicta skumulowały się w jedno palące pożądanie.
Kiedy Benedict podniósł ją, każąc opleść się nogami w pasie, Joanna czuła, że to jest jej miejsce. W tej złotej klatce, w ramionach człowieka, który władał połową kraju, a teraz drżał pod jej dotykiem. Rozkosz była ostra, niemal bolesna, a mordercze tempo, które narzucił, sprawiło, że zapomniała o całym świecie.
Kilkanaście minut później, gdy oboje próbowali uspokoić oddechy, Joanna oparła czoło o jego ramię.
— Uwielbiam, gdy tracisz dla mnie głowę, Benedict — wyszeptała.
— Bo tylko ty potrafisz mi ją odebrać — odparł, całując ją w skroń i poprawiając jej suknię z nienaganną precyzją. — A teraz wracajmy, zanim moja matka wyśle za nami straż.

Następny poranek był leniwy, wypełniony słońcem i pieszczotami, które miały osłodzić jej nadchodzący wyjazd. Joanna nie wiedziała jeszcze, że ten spokój był bardzo powierzchowny...

Tydzień po powrocie z Danii rzeczywistość dopadła ją w najmniej odpowiednim momencie. Joanna stała za hotelową ladą, starając się skupić na rezerwacjach, gdy poczuła na sobie ciężkie, wyczekujące spojrzenie. Błażej stał tam, oparty o blat, a jego oczy były podkrążone i puste.
— Możemy porozmawiać? — zapytał, a jego głos był nienaturalnie spokojny.
— Nie mamy o czym, Błażej. Wyjdź stąd, zanim wezwę ochronę — odparła, nie podnosząc wzroku.
— Naprawdę tego chcesz? Tak po prostu mnie przekreślasz po tym wszystkim? — warknął, nachylając się przez blat i chwytając ją za rękę. Wyrywała się, sycząc z bólu i wściekłości. — Nie rozumiesz! Potrzebuję cię, Asiu! Tak bardzo cię potrzebuję!
Wtedy stało się coś, czego kompletnie się nie spodziewała. Błażej, ten dumny żołnierz, nagle osunął się na posadzkę. Klęknął przed nią na środku hotelowego lobby, przyciągając spojrzenia gości. Z kieszeni munduru wyciągnął małe, sfatygowane pudełeczko.
— Asiu... wyjdź za mnie — wychrypiał, patrząc na nią z dołu z taką błagalną nadzieją, że aż zrobiło jej się niedobrze. — Naprawię wszystko. Wrócimy do tego, co było. Będziemy mieć ten dom, rodzinę... tylko mnie nie zostawiaj.
Joanna patrzyła na niego i czuła jedynie narastającą irytację zmieszaną z litością. Pierścionek był śliczny, niewielki, ale miał w sobie to coś. A potem, gdzieś w pamięci wciąż pojawiły się dłonie Benedicta na jej nadgarstkach, jego elegancki chłod, doświadczenie i pewność siebie... Porównanie było druzgocące.
- Wstań, proszę - powiedziała cicho. - Niepotrzebnie robisz scenę... Dania...teoje słowa w stajni przekreśliły wszystko. Gdybyś milczał, być może jeszcze bym się wahała, ale teraz... Po prostu stąd wyjdź.
- Rozumiem - powiedział cicho, wstając boleśnie powoli. - Wybrałaś jego... Nie mogę cię za to winić, w końcu jest księciem, a ja... Coż... Do widzenia, Asiu. Dziękuję, że pozwoliłaś mi się prawdziwie kochać. Choć przez chwilę - uśmiechając się do niej ponuro, skłonił się i wyszedł, a ona poczuła w oczach palące łzy. Miała wrażenie, że gdyby teraz przyjęła ten pierścionek, byłaby tylko przegrywem.


– Panie i panowie, prosimy o powstanie... – głos spikera z ujeżdżalni wciąż brzmiał jej w uszach, gdy siedziała w kuchni rodziców, mrużąc oczy przed noworocznym słońcem.
Telefon zawibrował na blacie. Nieznany numer. Głos mężczyzny był suchy, profesjonalny, podszyty twardym akcentem.
– Pani Joanna Nowak? Dzwonię z polecenia żandarmerii. Chodzi o pana Kruk...
Joanna poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Jeszcze tydzień temu klęczał przed nią w recepcji, błagając o wybaczenie, a ona kazała mu "spieprzać".
– Samochód uderzył w barierę. Pan Kruk zginął na miejscu. W jego dokumentach pani nazwisko widniało jako jedyny kontakt w razie wypadku...
Herbata w jej kubku wciąż była ciepła, ale Joanna czuła, jak lodowaty dreszcz paraliżuje jej serce. Błażej nie okłamał jej w parku. Naprawdę była dla niego wszystkim. A teraz nie było go już wcale.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 1514 słów i 8811 znaków, zaktualizowała 27 lut o 22:06.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Kotek3

    Świetne opowiadanie, bardzo inspirujące...

    6 maj 2021

  • Użytkownik elenawest

    @Kotek3 dziękuję, bardzo bardzo się cieszę, że ci się podoba ;-) i mam nadzieję że kolejne rozdziały cię nie zawiodą i przyniosą wiele radości i niespodziewanych zwrotów akcji 😈

    6 maj 2021

  • Użytkownik Kotek3

    @elenawest  też tak myślę, powodzenia Ci życzę

    7 maj 2021

  • Użytkownik elenawest

    @Kotek3 nie będę dziękować coby nie zapeszyć 😝

    7 maj 2021