W świecie kłamstw rozdział 18

W świecie kłamstw rozdział 18Syknął, a na jego policzku niemal natychmiast wykwitł czerwony ślad jej drobnej dłoni.
- Jesteś małą dziwką, Aśka. I pożałujesz tego, co zrobiłaś — powiedział zimno, robiąc krok w jej stronę. Cofnęła się.
- "Co tutaj się dzieje?" - to Ben. Odetchnęła z ulgą, przepychając się koło Błażeja i wypadła z boksu.
- Nieporozumienie — powiedziała szybko, podchodząc do księcia, który wzrokiem właśnie mordował byłego swojej ukochanej. Stanęła na palcach i pocałowała go szybko w policzek.
- Wszystko w porządku? - zapytał cicho. Zauważyła, że nie spuszczał czujnego spojrzenia z Błażeja, który również wyszedł z boksu, ku wyraźnemu zadowoleniu ogiera.
- Tak — kiwnęła stanowczo głową. - To naprawdę nic takiego.
- Nie wydaje mi się — mruknął. - Alek. Odprowadź tego pana do hotelu. Ma się spakować i wsiąść w najbliższy samolot do kraju. Jego pobyt tutaj dobiegł końca.
- Zapłacisz mi za to! - warknął Błażej, przechodząc koło nich.
Gdy zniknął im już z pola widzenia, Ben odwrócił Joannę twarzą do siebie i spojrzał na nią uważnie.
- Nic ci nie zrobił? - zapytał z troską w głosie.
- Nie. Jest dobrze.
- Więc dlaczego go spoliczkowałaś? - uśmiechnął się triumfalnie.
- Bo zachował się jak totalny dupek — wyjaśniła. - Sądziłam, że jest moim przyjacielem, ale bardzo się pomyliłam.
- Gdyby nie to, że czeka nas bankiet, chętnie wyjaśniłbym sobie kilka spraw z tym kretynem — westchnął, prowadząc ją do auta.
- Ben, to naprawdę nie ma już znaczenia. Ten facet dla mnie nie istnieje.
- Cieszę się, że wreszcie to zrozumiałaś — cmoknął ją we włosy, otwierając jej drzwi do swojego wypasionego auta.

- Prawdziwa z ciebie księżniczka, Joanno — powiedziała Sophie miękko, przytulając wylewnie młodą Polkę. - Wiedziałam, że dzisiaj znakomicie pojedziesz. Cały czas kibicowałam tylko tobie, kochana.
- Bardzo ci dziękuję, wasza książęca mość — odparła Joanna, dygając nieco i uśmiechając się do niej promiennie.
- Oh, daj spokój — Sophie machnęła ręką, chichocząc. - Przecież jesteśmy przyjaciółkami, nie musisz mnie tytułować.
- Dziękuję za ten zaszczyt.
- Witaj, Joanno — powiedziała Małgorzata, podchodząc do rozmawiających kobiet.
- Wasza wysokość — Joanna natychmiast dygnęła, lekko opuszczając głowę. - Za pozwoleniem, wasza wysokość, chciałabym serdecznie podziękować za możliwość wzięcia udziału w tym prestiżowym konkursie.
- Oczywiście — królowa skinęła sztywno głową, po czym niespodziewanie się uśmiechnęła. - Mój syn miał rację, jesteś naprawdę uzdolniona.
- Dziękuję, wasza wysokość. To dla mnie największy komplement.
- I prawidłowo. A powiedz mi, jak poradziłaś sobie z naszym ogierem? Słyszałam, że na początku wasza współpraca nie układała się zbyt owocnie. Jak twoja ręka?
- Teraz już wszystko jest dobrze, wasza wysokość. Na szczęście złamanie nie było skomplikowane, szybko się zrosło. A ogier... Cóż — odchrząknęła lekko. - Po prostu pokazałam mu, że to nie on rządzi w tym duecie.
- Mam nadzieję, że nie zrobiłaś mu krzywdy?
- Ależ Broń Boże! Kocham wszelkie zwierzęta, w szczególności psy i konie. Nigdy nie uczyniłabym im nic złego.
- Wspaniale zatem.
- Drogie panie, pozwólcie, że porwę wam Joannę — powiedział niespodziewanie Ben, obejmując pannę Nowak od tyłu za ramiona.
Małgorzata skinęła im nieznacznie głową, a Sophie wyszczerzyła się radośnie.
Odeszli w głąb sali balowej.
- Witaj w Amalienborgu, kochanie — powiedział łagodnie, całując ją czule. - Cudownie wyglądasz, choć to oczywiście już ci mówiłem.
- Ty również. Nie mogę uwierzyć, że ściąłeś włosy. Dlaczego?
- Bo czas wreszcie przestać wyglądać jak własny dziadek, maleńka — zachichotał, delikatnie poruszając się z nią na parkiecie w rytm zmysłowej ballady.
- Fakt, krótkie włosy i brak zarostu mocno cię odmłodziły i muszę uczciwie przyznać, że w tym wydaniu wyglądasz jeszcze bardziej seksi — uśmiechnęła się promiennie.
- Czy to znaczy, że tym chętniej pójdziesz ze mną do łóżka? - wyszeptał jej do ucha. Przeszedł ją dreszcz, który natychmiast wyczuł. Przysunął ją odrobinę bliżej siebie.
- Zawsze, Ben — przyznała równie cicho, rumieniąc się uroczo.
- Wspaniale — cmoknął ją w policzek. - Więc chodź.
- Ale gdzie? - zachichotała, gdy pociągnął ją w stronę jednego z korytarzy.
- W ustronne miejsce — spojrzał na nią z łobuzerskim uśmiechem. - Zamierzam się w tobie zanurzyć, inaczej tu zwariuję. Wyglądasz obłędnie w tej kreacji.
- Dziękuję, ale czy to wypada, byśmy tak znikali?
- Nie, ale obecnie mam to głęboko gdzieś — warknął, prowadząc ją po schodach.

- Ben! - pisnęła, gdy przyszpilił ją do ściany w jednej z komnat, całując namiętnie po szyi. Schylił się, podnosząc ją suknię i masując jej udo na linii kusych koronkowych majteczek.
- Jesteś moja, Joanno — niemal warknął, dociskając kciuk do jej łechtaczki.
- Wiem! - chrypnęła, drżąc coraz bardziej, gdy zadawał jej tę słodką torturę. Koronka dodatkowo wzmagała odczucia. Wbiła mu paznokcie w plecy i przejechała nimi w dół. Syknął, wsuwając palce pod materiał i zagłębiając się w jej cudownie ciasnym wnętrzu. - Mocniej...
- Za chwilę — pocałował ją zachłannie. Jej niebiański zapach całkowicie go odurzał, a rozsadzający mu spodnie penis doprowadzał do szaleństwa.
Poruszyła się niespokojnie, gdy przyspieszył ruch dłonią. Tak bardzo go pragnęła. Złość na Błażeja i strach, że mimo wszystko może opowiedzieć Benowi o ich romansie, dodały jej potrzebnego zastrzyku adrenaliny. Była napalona jak jeszcze nigdy.
Po chwili ściągnął z niej majteczki, a potem złapał ją za tyłek i podniósł tak, by mogła go opleść nogami w pasie.
- Mam nadzieję, że nie zniszczymy ci sukienki — mruknął, trzymając ją mocno jedną ręką, a drugą rozpinając sobie rozporek. Jego uwolniony kutas natychmiast wślizgnął się w jej ciasną dziurkę. Jęknął z przyjemności, zaczynając się w niej szybko poruszać. Ich języki połączyły się w namiętnym tańcu, a oddech gwałtownie przyspieszył.
Penis Bena niemal rozrywał ją pod nieco zbyt ostrym kątem, sprawiając, że już wkrótce w jej podbrzuszu zaczęła wzbierać fala przyjemności.
- Szybciej! - chrypnęła, wbijając paznokcie w jego kark. Uśmiechnęła się cwanie, przyspieszając jeszcze, choć mięśnie nóg zaczynały już palić go żywym ogniem od narzuconego sobie morderczego tempa pchnięć. Ale skoro prosiła o więcej, nie miał zamiaru jej tego odmawiać...
Jęknęła, zaciskając się na nim ostro, a jej ciałem wstrząsnął obezwładniający spazm orgazmu. Oparła czoło o jego ramię, jęcząc piskliwie. Wysunął się z niej szybko, stawiając ją drżącą na ziemi, po czym pocałował ją w czoło.
- Uklęknij, skarbie — wymruczał, delikatnie popychając ją ku ziemi. Odchrząknęła, pozbywając się chrypki i klęknęła posłusznie tak, by nie pognieść sobie sukni, po czym chętnie wzięła do ust nabrzmiałego, pulsującego kutasa Benedicta i zaczęła go ssać. Syknął z rozkoszy, dociskając jej głowę do swojego krocza. Złapała go za pośladki, obciągając mu jak szalona. Czuła, że jest już blisko, bo oddech ukochanego rwał się coraz bardziej. Przesunęła dłoń na jego jądra i ścisnęła lekko. Wygiął się, kiedy targnął nim orgazm, a lepka ciepła sperma rozlała się słonawym strumieniem po jej języku, spływając do gardła. Zakrztusiła się nieco, ale przełknęła, rozkoszując się jego smakiem z cichym pomrukiem.
- Zdolna dziewczynka — chrypnął, gdy wylizała go do czysta.
- Jesteś pyszny — wyszczerzyła się, ssąc palec.
- I bardzo niegrzeczna — zachichotał, podnosząc ją delikatnie i cmokając w nos. - Widzę, że nie zniszczyliśmy ci sukni, więc możemy bez przeszkód wrócić na przyjęcie...
Zaśmiała się cicho, błyskawicznie zakładając majteczki i poprawiając suknię.
- Uwielbiam, gdy mnie tak pieprzysz — wyszeptała, delikatnie całując go w szyję.
- Wiem...

Jęknęła, otwierając oczy. Między swoimi nogami poczuła usta Bena.
- Cześć, skarbie — chrypnęła, gdy wsunął w nią język. - Jezu, Ben!
Złapał ją mocno za uda i skupił się na jej łechtaczce, na której zacisnął usta i zaczął ją namiętnie ssać. Wygięła się lekko, odrzucając jedwabną pościel, by móc go widzieć. Uśmiechnął się do niej cwanie, nie zaprzestając oralnej pieszczoty i wsunął w jej rozgrzane wnętrze od razu dwa palce. Pisnęła, drżąc mocno, gdy trącił językiem jej nabrzmiały guziczek.
- Cudownie smakujesz — chrypnął, oblizując palce. - Masz takie słodziutkie soczki. Uwielbiam je z ciebie spijać.
- Więc działaj, Ben. Chcę dojść. Fundujesz mi zajebiste orgazmy...
Podniósł głowę i wymierzył jej klapsa w pokrytą śliną i soczkami, nieco nabrzmiałą cipkę. Aż się podniosła do siadu, a z jej gardła dobiegł piskliwy okrzyk bólu pomieszanego z nieznaną dotąd rozkoszą.
- Chętnie bym cię związał, żebyś się nie ruszała — powiedział, ponownie wsuwając w nią palce i zaspokajając ją w ten sposób. - Ale za chwilę czeka nas śniadanie z rodzinką i musisz założyć sukienkę. Więc lepiej, żeby moja matka nie widziała śladów na twoich nadgarstkach...
Uśmiechnęła się zarumieniona, opadając na poduszki, gdy ponownie zassał jej cipkę.

- Co powiesz na konną przejażdżkę? - zapytał łagodnie, gdy dopijali kawę w ogrodzie zimowym.
- Dobrze wiesz, że zawsze bardzo chętnie — uśmiechnęła się lekko.
- W takim razie ubierz się ciepło, maleńka.

- To są naprawdę cudowne wierzchowce! - krzyknęła zachwycona, gdy galopowali ośnieżoną polną drogą. Policzki obojga były już mocno zarumienione od szczypiącego mrozu, ale zbyt dobrze się razem bawili, by zawrócić do pałacu.
- Mówiłem! - odkrzyknął, szczerząc się do niej radośnie. - A może potem pojedziemy do mnie? Będziemy mieć spokój...
- A daleko mieszkasz?
- Pół godziny jazdy od Kopenhagi — wyjaśnił, zwalniając nieco. - Moglibyśmy się tam kochać bez przeszkód. Henry'ego zostawiłbym pod opieką babci lub ciotek. Ewentualnie nawet niani...
- Ben... Jutro muszę wracać do kraju. Nie mam więcej urlopu, a Damian się wścieknie, jeśli wezmę bezpłatny — spojrzała na niego przepraszająco.
- W takim razie może w święta się zobaczymy, co? - zaproponował. - Mogę przylecieć...
- I znów zostawisz małego? Ben... Może twoja mama ma rację, mówiąc, że odciągam cię od rodzicielskich obowiązków?
- Przesadza — mruknął. - Każdy wyjazd do ciebie staram się łączyć z interesami właśnie po to, by nie wyjeżdżać częściej i nie zaniedbywać syna. Ale dobrze, uszanuję jej zdanie.

Tydzień później.
- Możemy porozmawiać? - zapytał Błażej, opierając się dłońmi o blat lady recepcyjnej w hotelu. Asia spojrzała na niego zimno.
- Nie mamy o czym — powiedziała, skupiając się ponownie na komputerze, na którym wprowadzała najnowsze dane.
- Wydaje mi się, że owszem...
- A ja nie. Wyjdź stąd.
- Nie, dopóki mnie nie wysłuchasz — warknął, przechylając się przez blat i łapiąc ją za rękę. Odwróciła się do niego powoli.
- Naprawdę chcesz, żebym wezwała ochronę? - syknęła, wyrywając mu się z uścisku. - Błażej, wynoś się raz na zawsze z mojego życia, jasne?! Popełniłam fatalny błąd, ponownie ci ufając, bo potraktowałeś mnie naprawdę podle. Nie rozumiem, jak mogłeś nazwać mnie dziwką!
- Wybacz mi, kochanie. Byłem wściekły, nie myślałem o tym, co mówię — jęknął, patrząc na nią błagalnie. - Wybacz mi...
- Nie — pokręciła stanowczo głową, podnosząc słuchawkę służbowego telefonu. - Wyjdź stąd albo wywleką cię ochroniarze...
Zgarbił się i zaczął szybko oddychać.
- Nic nie rozumiesz! Potrzebuję cię, Asiu! Tak bardzo cię potrzebuję!
- To niczego nie zmienia, bo ja ciebie nie. Twoje ponowne, niespodziewane pojawienie się w moim życiu mocno mną zachwiało, ale to już koniec. Twoje słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. Dziękuję ci bardzo, bo teraz wiem, że gdybym odeszła od Bena do ciebie, byłabym totalnym przegrywem. Takim samym jak ty. A teraz stąd już idź, bo zaczynam tracić do ciebie cierpliwość.
- Asiu — padł niespodziewanie na kolana, więc musiała się nieco wychylić, by go widzieć. - Przecież ja cię kocham! Wyjdź za mnie!
- Błażej, powtórzę to po raz ostatni — warknęła, rozwścieczona już jego dziwnym, jakby nieco bojaźliwym zachowaniem. - Nic do ciebie nie czuję! Spieprzaj stąd!
Przełknął ślinę. Przez chwilę jeszcze klęczał ze zwieszoną głową i wzrokiem wbitym w posadzkę.
- Oczywiście... Jak sobie życzysz — wstał powoli, a gdy na nią spojrzał, dostrzegła w jego oczach łzy. Była jednak zbyt zła, by to mogło skruszyć ponownie jej serce. Pocałował ją w dłoń, wychodząc z hotelu. Zacisnęła dłonie na słuchawce telefonu tak mocno, że ta stęknęła w proteście. Po chwili opanowała się jednak. Sms od Bena dodatkowo złagodził jej nastrój. To jego kochała. To on był jej wybrankiem...

Nowy rok.
- Aż się dziwię, że nie masz kaca — zaśmiała się Krystyna, widząc córkę w kuchni, szykującą sobie śniadanie o pierwszej po południu. - Nieźle pojechałyście z Agatą.
- Nie moja wina, że moja kuzynka ma taki pociąg do alko — zaśmiała się, sprawdzając coś na telefonie. - Poza tym zbyt długo się nie widziałyśmy i trzeba było omówić wiele ważnych spraw. A rodzinny Sylwester świetnie się do tego nadaje — wyszczerzyła się radośnie, odbierając dzwoniący telefon. - Tak, słucham?
- "Pani Joanna Nowak?" - usłyszała męski głos z mocnym francuskim akcentem.
- Zgadza się — odparła, natychmiast przechodząc na angielski i zastanawiając się, dlaczego klient hotelowy dzwoni na jej prywatny numer... - W czym mogę panu służyć? To prywatny numer, w sprawach rezerwacji hotelowych proszę dzwonić na numer podany na stronie internetowej...
- Przepraszam panią bardzo, ale to nie chodzi o hotel... Pozwoliłem sobie do pani zadzwonić, bowiem takie właśnie było życzenia pana Skrzyneckiego... Bardzo mi przykro, ale dzisiaj w godzinach porannych samochód pana Skrzyneckiego uderzył w betonową barierę odgradzającą pasy na autostradzie prowadzącej z lotniska. Pan Skrzynecki zginął na miejscu...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 2630 słów i 14717 znaków, zaktualizowała 16 kwi o 9:39.

1 komentarz

 
  • Kotek3

    Świetne opowiadanie, bardzo inspirujące...

  • elenawest

    @Kotek3 dziękuję, bardzo bardzo się cieszę, że ci się podoba ;-) i mam nadzieję że kolejne rozdziały cię nie zawiodą i przyniosą wiele radości i niespodziewanych zwrotów akcji 😈

  • Kotek3

    @elenawest  też tak myślę, powodzenia Ci życzę

  • elenawest

    @Kotek3 nie będę dziękować coby nie zapeszyć 😝