W świecie kłamstw rozdział 36

W świecie kłamstw rozdział 36Miesiąc później  

Gdy Alek wszedł do jej gabinetu, w powietrzu od razu dało się wyczuć ozon – zapach nadchodzącej burzy.
— Zabieram cię do domu — mruknął. Jego głos był niski, pozbawiony zwyczajowej lekkości, a szczęki miał zaciśnięte tak mocno, że na policzkach grały mu mięśnie. — Zbieraj się, proszę. Nie mamy czasu.
Wyprowadził ją na parking. Zamiast luksusowego auta, stał tam on – czarny, drapieżny ścigacz, który wyglądał jak maszyna do łamania przepisów i karków.
— Sądziłam, że jedziemy moim autem... — zaczęła, ale Alek już wciskał jej kask w dłonie.
— Nie. No wskakuj — uciął. W słuchawkach usłyszała jego twardy, niemal rozkazujący głos: — Trzymaj się mocno, bo nie będę zwalniać. Nigdy.
Asia objęła go w pasie, czując pod palcami szorstką skórę jego kurtki i twarde jak stal mięśnie pleców. Gdy Alek odkręcił manetkę, świat wokół nich przestał istnieć. To nie była jazda, to był lot tuż nad asfaltem. Ścigacz rwał do przodu z siłą, która wbijała jej narządy w kręgosłup. Na wyjeździe minęli czarne BMW bez tablic – Alek tylko zerknął w lusterko, zaklął i położył maszynę w tak głębokim skręcie, że Asia niemal dotknęła kolanem jezdni. Pisnęła, wczepiając się w niego kurczowo, czując, jak adrenalina miesza się z czystym przerażeniem. Alek nie zwalniał. Kluczył między samochodami z precyzją chirurga, a ryk silnika zagłuszał jej własne myśli.
Pod domem czekał na nich błękit policyjnych świateł. Ben, blady i rozgorączkowany, natychmiast przyciągnął ją do siebie, ale Asia wciąż czuła wibracje silnika i zapach Alka na swoich dłoniach. Groźby Eleonore, list, Interpol – to wszystko docierało do niej jak przez watę. Dopiero gdy Ben wyznał, że „powierza ją Alekowi” i że nawet on nie będzie wiedział, dokąd lecą, poczuła, że grunt usuwa jej się spod nóg.

W prywatnym odrzutowcu cisza była jeszcze gorsza niż ryk silnika.
— Strzelił do ciebie pod domem, Asiu — wyznał Alek, gdy byli już bezpiecznie nad chmurami. — Rykoszet o fasadę. Spudłował o włos.
Asia zaczęła szarpać pasy, wpadając w panikę, ale Alek błyskawicznie znalazł się przy niej. Złapał jej nadgarstki – silnie, ale z dziwną delikatnością – i zmusił, by na niego spojrzała.
— Oddychaj. Jesteś ze mną. Tu nikt cię nie dosięgnie. Tutaj jesteś tylko ze mną. Tylko nasza czwórka wie, gdzie lecimy — mruknął, przerywając ciszę.
— Piątka — poprawiła go automatycznie, myśląc o Benie.
Alek pokręcił głową, a na jego ustach błąkał się cień satysfakcji.
- Ben zakazał mi mówić, gdzie cię zabieram, a ja przystałem na to z czystą chęcią. Bo widzisz... Wystarczy twoje jedno słowo, maleńka. Jedno, a znikniemy i nigdy nas nie znajdzie...


Szwajcarska chata pachniała starym drewnem i izolacją. Nocą, gdy obudził ją szloch, Alek pojawił się przy jej łóżku jak mroczny anioł stróż.
— Nie płacz, maleńka — szepnął, przyciągając ją do swojej piersi. Asia wtuliła się w niego, chłonąc ciepło jego ciała. Czuła przy sobie każdy jego napięty mięsień, przyspieszony oddech na karku.
— Boję się — załkała, wpijając się kurczowo palcami w jego ramiona.
— Wiem. Ale przy mnie jesteś bezpieczna, kochanie.

To słowo – kochanie – zawisło między nimi ciężkie i duszne. Alek nie puszczał jej a pożniej przyniosł im whisky. Siedzieli w półmroku, pijąc z jednej szklanki, a napięcie w małym pokoju było tak gęste, że można by je kroić nożem. Ich palce stykały się ze sobą częściej, niż by tego wymagała sytuacja.

Poranek był jeszcze gorszy. A może lepszy.
Rankiem obudziła się z zapuchniętymi oczami i chrypą od nocnego płaczu. Przez chwilę leżała bez ruchu, słuchając ciszy lasu, która zdawała się ją osaczać. Nie mając swoich ubrań, przeszukała szafę w sypialni. Znalazła tam jego białą, bawełnianą koszulę. Narzuciła ją na siebie, nie dbając o to, że materiał sięga jej zaledwie do połowy ud, a rękawy musi podwinąć kilka razy. Guziki zapięła niedbale, zostawiając górę kusząco rozpiętą. Pachniała nim – ciężko, męsko, z nutą tytoniu i jałowca.
Zeszła po trzeszczących schodach do kuchni. Zanim zdążyła pomyśleć o kawie, Alek wyszedł z łazienki. Był owinięty jedynie ręcznikiem, który wisiał niebezpiecznie nisko na jego biodrach, odsłaniając pas biodrowy i mocne, napięte mięśnie brzucha. Wycierał krótkie włosy, ale gdy go zobaczyła, zamarła przy barze.
Woda wciąż perliła się na jego plecach, spływając po skomplikowanych wzorach tatuaży.
— Widzę, że już wstałaś... — Alek przerwał wycieranie włosów. Jego wzrok natychmiast spoczął na jej nogach, a potem powoli, z niemal fizyczną siłą, powędrował w górę, zatrzymując się na rozpiętym kołnierzyku jego własnej koszuli.
W jego oczach błysnęło coś drapieżnego, co sprawiło, że Asia wstrzymała oddech.
— Zapomniałam już, że masz ich tyle... — wykrztusiła, starając się patrzeć na jego ramiona, a nie na to, jak ręcznik ledwo trzyma się na miejscu.
— Zapomniałam już, że masz ich tyle... — wykrztusiła, wskazując na tatuaże.
— Od wakacji w Egipcie przybyły jeszcze cztery — mruknął, robiąc krok w jej stronę. Nie uciekła. — Ten tutaj... — wskazał na tatuaż biegnący wzdłuż żeber, znikający pod krawędzią ręcznika — zrobiłem w dniu, w którym Ben ogłosił wasze zaręczyny.

Asia poczuła, jak jej serce wykonuje gwałtowny fikołek. Alek stał tak blisko, że czuła bijący od niego żar i wilgoć.
— Dlaczego? — szepnęła.
— Żeby pamiętać, że ból fizyczny jest łatwiejszy do zniesienia niż ten drugi — odparł niskim, ochrypłym głosem. — Ładnie ci w moich rzeczach, Asiu. Zdecydowanie lepiej niż w tych sztywnych sukniach z Amalienborga.
Przez chwilę patrzył na jej usta z taką intensywnością, że była pewna, iż zaraz ją pocałuje. Zamiast tego, Alek wyciągnął rękę i delikatnie poprawił kołnierzyk koszuli na jej ramieniu, muskając palcami jej skórę. Ten dotyk był jak wyładowanie elektryczne.
— Zrób kawę — polecił, a jego głos był teraz twardy, jakby sam próbował odzyskać kontrolę. — Zaczekaj na mnie na tarasie. Muszę się ubrać, zanim zrobię coś, czego Ben mi nie wybaczy. A ty... ty nie zapominaj, czyją koszulę masz na sobie.
Asia poczuła, jak brakuje jej powietrza.
— Zaryzykowałbyś? — zapytała cicho, wymijając go i zajmując się robieniem kawy, byle tylko nie patrzeć mu w oczy.
Alek nie odpuścił. Podszedł bliżej, aż poczuła na plecach żar bijący od jego skóry.
— Chcesz się przekonać? — szepnął ochryple tuż przy jej uchu. — Dziecinko, ja się już ledwo powstrzymuję. Widok ciebie w moich ubraniach... To do ciebie pasuje. Drogie suknie to tylko piękny dodatek, w którym owszem, wyglądasz oszałamiająco, ale twój prawdziwy urok leży w naturze. Tak jak teraz...
Ostrożnie przesunął palcami po jej ramionach i plecach, niemal parząc ją samym dotykiem, po czym bez słowa zniknął w łazience. Asia musiała kurczowo złapać się blatu, by nie upaść. Nogi miała jak z waty, a serce dudniło jej w uszach głośniej niż ryk ścigacza.

Dopiero po kilku minutach, drżącymi rękami, zdołała zalać kawę. Wiedziała jedno – w tej chacie, odciętej od świata, bez wiedzy Bena, była całkowicie na łasce faceta, który właśnie przyznał, że chce ją mieć od zawsze.
Słońce zaczynało przyjemnie grzać, ale atmosfera na tarasie wciąż była gęsta od niewypowiedzianych pragnień. Asia sączyła kawę, starając się opanować drżenie dłoni po tym, co wydarzyło się w kuchni. Alek siedział naprzeciwko niej, bez koszulki, emanując pewnością siebie, która ją drażniła i pociągała jednocześnie.
— Mówiłeś, że masz inny dom... Gdzie? — zapytała nagle, chcąc odciągnąć myśli od dotyku jego palców na swoich plecach.
— We Włoszech i Kanadzie — mruknął, nie odrywając od niej wzroku.
Asia spojrzała na niego, niemal dławiąc się kawą.
— Stać cię? — wyrwało jej się, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Alek roześmiał się, a ten dźwięk był niski i gardłowy.
— To nie są wille warte miliony, maleńka. Ale zarabiam, nie mam wielu potrzeb i owszem, stać mnie — odstawił filiżankę i pochylił się w jej stronę. — Który cię kusi, co?
— Pytałam z czystej ciekawości i...
— Kłamiesz... — uciął krótko, a w jego oczach błysnęła rozbawiona drapieżność. — W porządku... Dam ci czas.
— Na co?! — fuknęła, czując, jak krew uderza jej do twarzy.
— Na to, byś sama zrozumiała, że to szczęście, którego tak bardzo poszukujesz, nie da ci Ben i sztywne zasady Danii, a ja i wolność na motocyklu lub w galopie.
Zapadła cisza, którą przerywał jedynie szum lasu. Asia patrzyła na niego, oszołomiona jego bezpośredniością. Alek właśnie podłożył ogień pod wszystko, w co wierzyła przez ostatnie miesiące.
— Jedźmy do miasta — mruknęła w końcu, wstając gwałtownie. Czuła, że jeśli zostanie tu jeszcze chwilę, to jedno słowo, o którym mówił w samolocie, samo wymknie się jej z ust.
— Jak chcesz, dziecinko. Ale pamiętaj — Alek wstał, górując nad nią swoją potężną sylwetką — moją koszulę możesz zdjąć, ale tego, co czujesz, gdy ją nosisz, już nie wymażesz.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 1687 słów i 9529 znaków, zaktualizowała 2 mar o 10:57.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Robert72

    Jak każda z części świetna, wiele możliwości rozwoju akcji są na terytorium neutralnym.

    19 kwi 2023

  • Użytkownik elenawest

    @Robert72 postaram się jeszcze zaskoczyć ;⁠)

    19 kwi 2023