W świecie kłamstw rozdział 34

W świecie kłamstw rozdział 34Asia walczyła z zamkiem, klnąc pod nosem. Suknia była piękna, ale czuła się w niej jak w zbroi, która powoli ją dusi. Gdy drzwi skrzypnęły, nie odwróciła się.
— Zepnij to wreszcie, Ben, bo zwariuję — mruknęła.
Zamiast dłoni narzeczonego, poczuła chłód. Alek. Jego palce były sprawne, szybkie, ale gdy skończył, nie odsunął się. Stał tam, a ona widziała w lustrze, jak jego wzrok przesuwa się po jej odkrytych ramionach.
— Ben ugrzązł u braci. Robią z niego z powrotem księcia — wychrypiał Alek. — A ja mówiłem... w tej sukni nikt nie odważy się splunąć ci w twarz. Wyglądasz obłędnie.
Asia poczuła, jak policzki jej płoną.
— Mogłeś zapukać — rzuciła, ale nie uciekła. To drżenie, którego nie potrafiła opanować, nie było ze strachu.
- Zapukać - chrypnął, uśmiechając się do niej drapieżnie. - Chciałbym - wyznał, pochylając się, by złożyć na jej odkrytym ramieniu delikatny pocałunek. - Kiedyś będziesz pachnieć mną - dodał, patrząc jej w oczy w odbiciu lustra. - Czuję to...

- Zapowiedzą nas oficjalnie w czasie balu - jęknął Ben, wchodząc niespodziewanie do komnaty. Nawet nie spojrzał na Aleka i nie zwrócił uwagi na karminowe policzki narzeczonej. - Fryderyk robi rewolucję. Zmienia usadzenie gości w katedrze i w pałacu.
- A twoja matka? - zapytała cicho, popijając szybko wodę, by ukryć zdradliwe rumieńce.
- Nie zamierza jej o tym informować - prychnął. - Jeszcze go nie koronowali, a już rządzi... To dobrze, Dania potrzebuje tej zmiany.
Alek stał w cieniu, z rękami splecionymi na piersi, obserwując tę scenę z kamienną twarzą. Wiedział coś, czego Ben nie dostrzegał: że prawdziwa rzeź nie wydarzy się w katedrze, ale tutaj, między nimi.
— Musimy iść — Ben podał jej ramię, wciąż myśląc o bracie i protokole. — Gotowa na największą przygodę swojego życia?

Asia spojrzała ostatni raz w lustro. Widziała siebie w czarnej zbroi, widziała Bena, który widział tylko koronę, i Aleka, który wciąż „czuł”, że ona będzie pachnieć nim.
— Nie — szepnęła szczerze. — Ale nie mamy już wyjścia.


Kalesza zaprzężona w cztery śnieżnobiałe konie toczyła się przez ulice Kopenhagi. Ben pozdrawiał tłumy, czując się w tym świecie jak ryba w wodzie, ale Asia miała wrażenie, że każda sekunda przybliża ją do szafotu.
— Odpręż się, kochanie — szepnął jej do ucha, gdy kopyta zadudniły o bruk przed kościołem. — Wszystko jest w porządku. Jestem obok.
Ale gdy weszli do środka, pośród huku fanfar i błysku tysięcy fleszy, Asia poczuła, że jest zupełnie sama. Aż do momentu, gdy zobaczyła Małgorzatę. Królowa siedziała na wózku, zniszczona chorobą, ale jej oczy... jej oczy wciąż potrafiły zabijać.
— Zabroniłam ci tutaj przyjeżdżać — wychrypiała Małgorzata, gdy tylko podeszli oddać jej cześć. — Nie dość, że złamałeś mój bezpośredni rozkaz, to ośmieliłeś się sprowadzić w moje progi to polskie ścierwo...
Asia poczuła, jak grunt usuwa jej się spod nóg. Suknia, która miała być jej tarczą, nagle wydała się przezroczysta. Ale wtedy stało się coś, czego nikt nie przewidział. Joachim, brat Bena, wystąpił naprzód.

— Matko, dość! — jego głos przeciął ciszę kościoła jak bicz. — Wiedziałaś, że Ben tu będzie. Obiecałaś brak scen. Twoje zachowanie hańbi nas wszystkich, a przede wszystkim ciebie. Zastanów się, czy tak chcesz zostać zapamiętana? Jako zgorzkniała, zimna kobieta?
— Nie praw mi tu pogadanek! — ofuknęła go, ale Joachim nie zamierzał ustąpić. Ścisnął ramię matki tak mocno, że aż syknęła z bólu.
— Kazałem ci zamilknąć! Koronacji Fryderyka nie obejrzysz na żywo. Gwardia! Wyprowadzić królową do jej komnat. Zostanie tam do końca przyjęcia.

W kościele zapadła martwa cisza, gdy wózek z pomstującą Małgorzatą znikał w bocznych drzwiach. Asia czuła, że zaraz wybuchnie płaczem. Upokorzenie piekło żywym ogniem.
— Pójdę już — wyszeptała do Bena, wyrywając rękę. — Nie mogę tu zostać...

— A niby gdzie? — Ben spojrzał na nią, wciąż nabuzowany adrenaliną i złością na matkę. — Nie możesz wyjść. Jesteś mi potrzebna. Osoba odpowiedzialna za ten niesmak została usunięta. Czekamy na koronację.

Przytulił ją, ale Asia czuła się tak, jakby przytulał ją posąg. W jej głowie wciąż brzmiały słowa „polskie ścierwo”, a w sercu – obietnica Aleka: „Kiedyś będziesz pachnieć mną”.


Przyjęcie koronacyjne w pałacu Amalienborg było festiwalem próżności, w którym Asia czuła się jak zwierzyna łowna. Każdy szept, każde spojrzenie zaproszonych gości przypominało jej o skandalu w kościele. Stała samotnie na tarasie, chłonąc chłodne powietrze znad zatoki, gdy usłyszała za plecami miękki głos Fryderyka.
— Witaj, Joanno. Nawet nie wiesz, jak mi przykro... — zaczął nowy król, a w jego głosie Asia po raz pierwszy usłyszała szczerość, której brakowało Małgorzacie. Fryderyk przeprosił ją za „haniebny afront” matki i obiecał, że Małgorzata pozostanie w swoich komnatach pod strażą. — Jutro chciałbym poradzić się ciebie względem naszych koni — dodał z uśmiechem, uznając ją za eksperta, a nie tylko „dodatek” do brata.
Gdy król odszedł, Asia poczuła chwilową ulgę. Niestety, Ben znów zniknął w tłumie dyplomatów, a ona nie mogła przecież szukać towarzystwa Aleka – wiedziała, że plotki o „ochroniarzu i narzeczonej” spaliłyby ten dwór do fundamentów.

— A więc to ty jesteś tą Polką, o której rozprawia świat — usłyszała nagle ostry, gardłowy głos.
Przed nią stała kobieta w powłóczystej sukni, z kieliszkiem szampana i uśmiechem, który nie sięgał oczu.
— Jestem Eleonore de Haro y Aguirre, hrabianka tytułu grande de España. Moja rodzina jest w najbliższych stosunkach z królewską, a ty... Ty po prostu jesteś nikim.

Asia poczuła, jak krew pulsuje jej w skroniach. Duch bojowy, który zawsze ratował ją w trudnych chwilach, nagle się przebudził.
— Może i jestem nikim dla pani, ale nie mam zamiaru wysłuchiwać obelg od kogoś, kto zachowuje się jak ostatnie prosię na koronacji — odcięła się, czując, że Alek już zmierza w ich stronę, czujny jak zawsze.

— Ja zostałam osobiście wybrana przez królową Małgorzatę i Benedict musi się z tym pogodzić — syknęła Eleonore, ale jej triumf trwał krótko.
— Z jakim wyborem? — mruknął Ben, dołączając do nich. Jego twarz była kamienna. — Eleonore, co ty tu robisz?
Gdy Hiszpanka zaczęła piszczeć o „dniu ich zaręczyn”, Ben uciął to jednym, lodowatym zdaniem: — Milcz, jeśli nie chcesz, by tu za chwilę doszło do rękoczynów, których pożałujesz.

Zwrócił się do Aleka, nawet na niego nie patrząc:
— Alek, zabierz moją ukochaną do Amaliehaven. Świeże powietrze dobrze jej zrobi. Ja muszę porozmawiać z tą wariatką.

Ogród był pusty, zamknięty dla gości. Szum wody i duszna cisza między nią a Alkiem stawały się nie do zniesienia.
— Co tu się dzieje, do jasnej cholery?! — jęknęła Asia po polsku, siadając na ławce. Czuła, że jej idealnie dopracowany wizerunek pęka.
Alek przysiadł obok. Nie jako ochroniarz, ale jako mężczyzna, który widział jej ból.
— To spisek Małgorzaty. Próbowała mnie przekonać, żebym wpłynął na Bena, ale głupia nie przewidziała jednego... Że się w tobie zakocham.

Asia odwróciła głowę, ale on nie odpuścił.
— Powinieneś wybić mnie sobie z głowy — szepnęła, choć jej głos drżał.
— Chciałbym, ale nie potrafię. Jesteś moim światem, Joanno. Marzę o tobie, o naszym domu, o dzieciach. Nie mogę patrzeć, jak cierpisz przez te ich chore gierki. Na miejscu Bena nigdy bym cię tu nie zabrał. Chroniłbym cię... — Alek wstał i stanął tuż za nią. Przez chwilę milczał, opierając się dłońmi o oparcie żeliwnej ławki. - Nauczyłbym cię jeździć na motorze... Asiu... Wyjedźmy. Jeszcze dzisiaj. Teraz...

Wiedziała, że jeśli teraz się odwróci, wpadnie w jego ramiona. Czuła zapach jego perfum, ten sam, który obiecał jej rano w sypialni. Była rozbita, upokorzona przez Małgorzatę i wściekła na Bena za to, że znów zostawił ją samą z "wariatką".

Stojąc nad brzegiem zatoki, Asia walczyła ze łzami. Miała ochotę zrobić coś głupiego. Coś, co zniszczyłoby ten idealny, królewski świat raz na zawsze.
Powoli, niemal wbrew sobie, zaczęła się odwracać. Szum tiulu o żeliwną ławkę brzmiał w tej ciszy jak krzyk. Gdy napotkała wzrok Alka, zobaczyła w nim obietnicę, której Ben nigdy nie mógł jej dać: bycie priorytetem, a nie częścią protokołu.
— Alek... — szepnęła, a jej dłoń niemal nieświadomie powędrowała w stronę jego piersi, by odepchnąć go lub przyciągnąć. — On nas zabije.
— Niech próbuje — mruknął, skracając dystans do centymetrów. — Wsiadaj ze mną. Zostaw ten teatrzyk. Bądź tylko moja.
W oddali, od strony pałacu, dobiegły ich stłumione dźwięki orkiestry i śmiechy gości, ale tutaj, w cieniu Amaliehaven, czas się zatrzymał. Asia czuła, jak puszczają ostatnie hamulce. Po jej policzkach spłynęły łzy.
- Nie potrafię - przyznała. - Za bardzo się boję, że cię skrzywdzi...
— Nie jestem małym chłopcem, którego można nastraszyć odebraniem tytułu. Ja nie mam nic do stracenia, oprócz ciebie.

Pochylił się nad nią, tak że jego twarz znalazła się tuż przy jej uchu.  
— Spójrz na ten pałac — wskazał głową w stronę rozświetlonych okien, gdzie Ben właśnie toczył walkę z hiszpańską intrygą. — To jest jego świat. Świat, w którym ty zawsze będziesz „polskim ścierwem” dla jego matki i problemem do rozwiązania dla niego. Mój świat to droga, motor i ty u mojego boku. Bez gorsetów, bez kamer, bez udawania, że to wino ci smakuje.
Asia zadrżała, gdy jego dłoń w końcu oderwała się od ławki i powędrowała do jej policzka, kciukiem ścierając słoną łzę. Wiedziała, że Ben nigdy by sobie na to nie pozwolił w miejscu publicznym, nawet w ukryciu ogrodów. Ben zawsze myślał o tym, kto może patrzeć. Alek widział tylko ją.
— Zostańmy tu jeszcze chwilę — poprosiła głucho, przymykając oczy i na moment pozwalając sobie na tę iluzję, że wyjście z ogrodu nie istnieje. — Jeśli teraz tam wrócę... jeśli stanę obok niego pod tymi żyrandolami, to już nigdy nie będę potrafiła uciec.
— Więc nie wracaj — wyszeptał Alek, a jego usta niemal dotknęły jej warg. — Powiedz jedno słowo, a kaski już czekają w schowku. Nie potrzebujesz tej sukni tam, dokąd cię zabiorę.
W oddali usłyszała swoje imię. To Ben. Skończył z Eleonor i zapewne jej szukał. Wstała mechanicznie, a oczy Aleka pociemniały.
- Jeśli do niego wrócę, ty będziesz bezpieczny - szepnęła i ruszyła w stronę pałacu.  

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1947 słów i 11013 znaków, zaktualizowała 1 mar o 23:37.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.