Zamarła. Informacja o wizycie Królowej Danii uderzyła w nią jak fala lodowatej wody.
— Pogrzało cię, Ben?! — pisnęła, gdy w końcu odzyskała głos. — Mówisz mi z tym swoim brytyjskim spokojem, że monarchini przyjeżdża do mojego mieszkania na „pogaduchy”?
— Już z nią rozmawiałaś, kochanie. Pamiętasz? — Ben uśmiechnął się tym swoim magnetycznym, uspokajającym uśmiechem.
— Tak, pamiętam każdą sekundę, bo każda wypaliła mi w mózgu bliznę! — syknęła. — Po co ona przyjeżdża?
— Nie wiem. Ale wierzę w ciebie. Jesteś menedżerką, prowadzisz firmę… zwalisz ją z nóg swoim kunsztem.
— Zjeżdżaj, Ben… — mruknęła, czując, jak żołądek zawiązuje jej się w supeł.
Tydzień później. Punkt dwunasta. Pod domem Joanny zaparkowała czarna limuzyna. Gdy otworzyła drzwi, stanęła twarzą w twarz z Małgorzatą. Królowa była ucieleśnieniem majestatu – jej oczy były jak dwa odłamki lodu, a uśmiech nie sięgał policzków. Za nią stało trzech barczystych ochroniarzy. Na szczęście bez Aleka.
— Wasza Wysokość — Joanna dygnęła, starając się, by jej dłonie nie drżały.
Obiad był torturą. Każdy szczęk widelca o porcelanę brzmiał jak wystrzał. Rozmowa płynęła gładko, dopóki temat nie zszedł na błyskotkę na palcu Joanny.
— Widzę, że mój syn dał ci obietnicę — zaczęła Królowa, sącząc wino, które dla Joanny smakowało jak ocet, ale kosztowało fortunę. — Jakiej właściwie przyszłości oczekujesz, moja droga?
— Obietnicy wspólnego życia, Wasza Wysokość — odparła Joanna, dumnie unosząc podbródek.
Królowa odstawiła kieliszek. Jej twarz stężała.
— Powiem wprost: kategorycznie nie nadajesz się na żonę księcia. Brak ci ogłady, której nie nauczą cię żadne książki. Twoja uroda… — Małgorzata zmierzyła ją wzrokiem — …jest zbyt ostra. Bardziej przypominasz modelkę niż kobietę z klasą. Jesteś tylko biedną menedżerką, Joanno. Nie dam zgody na ten ślub. Nigdy.
Joanna poczuła, jak krew w niej wrze. Wstała powoli, opierając dłonie o stół.
— Rozumiem. Moje pochodzenie jest dla Pani zbyt błahe, a praca, z której jestem dumna, zbyt pospolita. Ale pragnę Pani przypomnieć, że brytyjski książę też poślubił modelkę. I choć to nieskromne, uważam, że jestem od niej znacznie ładniejsza. — Joanna spojrzała Królowej prosto w oczy. — Nie zależy mi na Pani błogosławieństwie. Zależy mi na Benie. A teraz proszę opuścić mój dom. Życzę spokojnego lotu do Danii.
Królowa wstała, wyraźnie zaskoczona tą śmiałością.
— Masz waleczne serce, Joanno. To rzadkość. Szkoda, że bije w tak niewłaściwej piersi. Do widzenia.
Gdy drzwi się zamknęły, Joanna osunęła się na podłogę i wybuchnęła płaczem. Czuła się upokorzona, potraktowana jak „szmata”, której miejsce jest w kuchni, a nie na salonach.
— Joanno? Co się stało? — usłyszała głos Bena. Stał w progu, patrząc na nią z bólem.
— Co ty tu robisz?! — krzyknęła, zrywając się na nogi.
— Przyjechałem za nią… wiedziałem, że może być ciężko, ale nie sądziłem, że aż tak.
Kiedy opowiedziała mu o „biednej menedżerce” i „braku ogłady”, Ben pobladł. W jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk.
— Nie wierzę, że była tak okrutna — szepnął, pocierając skronie. — Słuchaj mnie, Joanno. Moja matka nie jest nieomylna. Kochałem Lisę mimo jej sprzeciwu i będę kochał ciebie. Nie potrzebuję jej zgody, by być z tobą szczęśliwy.
Podszedł do niej i objął ją tak mocno, jakby bał się, że ona zaraz zniknie.
— Obiecałem, że wynagrodzę ci każde jej słowo. Pozwól mi cię zrelaksować… — wyszeptał, prowadząc ją do sypialni.
Tam przejął całkowitą kontrolę. Rozebrał ją do naga z nabożną czcią, po czym wrócił z łazienki z olejkiem. Usiadł nad nią, a jego dłonie zaczęły czynić cuda na jej spiętych ramionach.
Zjeżdżał coraz niżej, masując jej biodra i uda, aż w końcu jego palce, śliskie od oliwki, zaczęły drażnić jej wnętrze. Joanna jęknęła, wyginając się w łuk.
— Otwórz oczy. Patrz na mnie — rozkazał Ben głosem, który nie znosił sprzeciwu. Dołożył trzeci palec, a Joanna krzyknęła, czując, jak jej ciało pulsuje wokół jego dłoni.
— Wsadź mi go, Ben… błagam, wypierdol mnie porządnie! — wychrypiała, patrząc na jego erekcję pod bokserkami.
Ben uśmiechnął się drapieżnie i… wymierzył jej lekki policzek. Sapnęła z zaskoczenia.
— Dzisiaj nie, moja mała, waleczna suczko — mruknął, pochylając się, by ugryźć ją w płatek ucha. — Dzisiaj należysz do moich dłoni i języka. Chcę widzieć, jak dochodzisz tylko dzięki mnie, bez penetracji. Chcę cię mieć na własność w każdy możliwy sposób.
Joanna zadrżała, gdy jego palce przyspieszyły, a on zaczął lizać jej szyję. Szczytowała gwałtownie, mocząc jego dłoń, a on patrzył na to z triumfem.
— Cudownie… — szepnął. — A teraz połóż się na brzuchu. Mam ochotę dokładnie wylizać twoją dupkę. A jeśli będziesz grzeczna… może pozwolę ci mi obciągnąć.
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
elenawest
🤣