W świecie kłamstw rozdział 23

Zamarła, patrząc na niego wielkimi oczami. Jej mózg jakby nie zamierzał przetworzyć tej informacji, po prostu ją odrzucał.
- Joanno? - Ben zmarszczył brwi, przyglądając się jej uważnie. - Wszystko w porządku? Ja wiem, że to bardzo niecodzienna informacja, ale...
- Niecodzienna?! - pisnęła, gdy wreszcie ją odblokowało. - ben, na Miłość Boską! Mówisz mi spokojnie o tym, że twoja matka... wróć! Królowa Danii zamierza do mnie przyjechać, by ze mną porozmawiać?! Pogrzało cię?!
- Przecież już z nią rozmawiałaś, kochanie. Również na osobności i nie było tak źle, pamiętasz? - uśmiechnął się lekko, co tylko jeszcze bardziej ją rozzłościło.
- Tak, Ben, doskonale pamiętam każdą rozmowę z twoją matką, bo każda boleśnie wyryła mi się w pamięci — syknęła. Skrzywił się nieco, ale nie skomentował. - Wiesz może w ogóle, po co przyjeżdża?
- Niestety, ale nie zdradziła mi powodu celu swojej wizyty u ciebie. Nie musisz się jednak martwić, nie będzie nocować w Polsce, to tylko kilkugodzinna wizyta, nic więcej...
- Nic więcej — prychnęła. - Ben, czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z powagi sytuacji?! Przecież będę musiała ją tutaj ugościć, przyszykować jakiś posiłek, a co za tym idzie trzymać się kurczowo wytycznych, czy tak?
- Niestety tak, ale jestem przekonany, że świetnie sobie poradzisz, kochanie. Jesteś zdolną kucharką i kurczowona pewno wymyślisz coś takiego, że zwalisz tym moją matkę z nóg... Wierzę w ciebie.
- Dzięki za słowa otuchy — burknęła niemal obrażona.
- Joanno, proszę cię — zaśmiał się, przesyłając jej całusa. - Jesteś byłą menedżer hotelu, teraz prowadzisz firmę ojca, nie mów mi, że coś takiego cię przeraża...
- Zjeżdżaj, Ben...

- Czekaj... I ty tak całkiem spokojnie mówisz mi, że matka twojego faceta przyjeżdża do ciebie na obiad i pogaduchy?! - trzy dni później Marta wyglądała jakby dostała mini-zawału. - Zwariowałaś, kobieto?! Nie boisz się?!
- Nie boję — Asia prychnęła niczym rozjuszona kotka. - Oczywiście, że się boję, wariatko. Zobacz, jak mi dłonie drżą — pokazała jej swoje ręce, które ani drgnęły. - Dobra, to nie był idealny przykład. Ale serce wali mi jak oszalałe. A jeśli coś sknocę? Muszę trzymać się procedur, nie mogę za bardzo popisać się moim kunsztem kulinarnym, bo królowej nie wolno jeść wielu rzeczy... Ponadto dwa dni przed jej wizytą będę mieć u siebie istny zjazd ochroniarzy i kucharzy, którzy mają sprawdzić, czy wszystko jest prawidłowo. Jak podejrzewam, z mojego wymuskanego porządku niewiele mi zostanie, gdy Małgorzata już przyjedzie...
- To najwyżej zagonisz ją do sprzątania bajzlu po jej ludziach — zaśmiała się blondynka, zajadając się ogórkami.
- Taaaa, już widzę, jak królowa lata u mnie w mieszkaniu ze ścierą...
- Jak coś, to rób zdjęcie, chętnie się pośmieję... Ale teraz już na poważnie, naprawdę nie wiesz, dlaczego chce z tobą porozmawiać?
- Niestety nie — brunetka pokręciła smutno głową. - Nawet Benowi nie powiedziała. Poinformowała go tylko, że ma w tej sprawie ze mną porozmawiać i to tyle.
- Postawiła cię przed faktem dokonanym... Tak się nie robi. Przecież mogłaś mieć już plany...
- Wiesz, Marta, zdaje się, że i tak musiałabym je zmienić... Królowej się nie odmawia.
- Przecież to nie królowa brytyjska...
- Nie, ale równie jadowita.
- Gdy zajdzie taka potrzeba, ty również potrafisz być niezłą suką, więc liczę na ciekawą rozmowę, którą oczywiście mi powtórzysz, prawda? - ciężarna blondi zrobiła do przyjaciółki oczy proszącego spaniela w wydaniu cute.
- Ty raczej zajęłabyś się przygotowaniami do porodu, co?
- Mam ich już powyżej uszu. Paweł co pięć sekund przylatuje pytać, jak się czuję, moją torbę spakował już miesiąc temu, nie pozwala mi się nigdzie właściwie ruszać, chyba że siku... À propos, wybacz, ale znów muszę...
- Zakręć sobie ten hydrant, bo zdaje się, że masz go cokolwiek nieszczelnego — zaśmiała się Asia, gdy przyjaciółka zniknęła za drzwiami łazienki, coraz bardziej przypominając z wyglądu i sposobu chodzenia ciężarną słonicę.

Tydzień później.
Nerwowo przygładziła sukienkę, słysząc, jak przed domem parkuje samochód. Dochodziła dwunasta, więc nie mógł być to nikt inny, jak tylko Małgorzata. W pośpiechu przejrzała się jeszcze w lustrze, oceniając, że nic lepszego już z siebie nie wydobędzie i otworzyła drzwi, gdy tylko rozległo się delikatne, acz jednocześnie stanowcze pukanie. Na progu, w płaszczu, który na pewno nie kosztował mało, stała królowa. Na jej ustach błąkał się delikatny uśmieszek, lecz oczy pozostały zimne i czujne. Za królową dostrzegła trzech rosłych ochroniarzy, wśród których na całe szczęście nie dojrzała Aleka.
- Wasza wysokość — Asia dygnęła delikatnie, wpuszczając kobietę do środka. - Dziękuję, że zechciałaś mnie odwiedzić, królowo.
Małgorzata skinęła jej tylko głową, oddając swój płaszcz i przyglądając się z zainteresowaniem wiszącym na ścianie zdjęciom. Na każdym była Asia, lecz w różnych sytuacjach i z różnymi osobami. Na dwóch czy trzech również z Benem.
- Widzę, że lubisz wspominać miłe chwile — odezwała się w końcu, eleganckim gestem wskazując zdjęcia.
- Owszem, wasza wysokość. To wszystko dla mnie ważne chwile i kiedy mam gorszy dzień, wystarczy, że spojrzę na któreś ze zdjęć, by mój humor niemal natychmiast się polepszył — odparła Asia, zastanawiając się w myślach, czy królowa jakoś skomentuje jej zdjęcia z księciem. Nie zrobiła tego jednak, kazała się za to prowadzić na salony. Rozdygotana Asia spełniła jej polecenie, po drodze wyjaśniając kobiecie przeznaczenie poszczególnych pomieszczeń w domu. Gdy usiadły na kanapie, wedle słów Bena i tego, o czym nauczyła się z kilku mądrych książek o obecnie panującej etykiecie dworskiej, zaproponowała niewielki aperitif przed rozpoczęciem obiadu, który powoli dochodził na najmniejszych palnikach, rozsiewając po całym domu apetyczny aromat.


Jakiś czas później już po skończonym posiłku, temat zszedł na zwierzęta i dzieci, a stąd było już bardzo łatwo przejść do małżeństwa i planowania rodziny.
- Widzę, że mój syn zdołał dać ci już piękną błyskotkę — odezwała się królowa, delikatnie popijając drogie wino, na które w związku z wizytą szarpnęła się Asia. Jej osobiście w ogóle nie smakowało, więc piła oszczędnie i właściwie z przymusu. Ale robiła dobrą minę do złej gry. Teraz spojrzała na błyszczący na jej palcu pierścionek i uśmiechnęła się lekko.
- Tak, Ben powiedział mi, że to obietnica przyszłości — odparła, mając nadzieję, że nie wypadła dziecinnie. Naprawdę trudno jej było cokolwiek wyczytać z surowej twarzy Małgorzaty.
- Doprawdy? A właściwie jakiej przyszłości, moja droga?
Nim odpowiedziała, Asia spłonęła rumieńcem, co nie uszło uwadze jej rozmówczyni.
- Obietnica zaręczyn w przyszłości, wasza wysokość — w końcu zdołała się opanować i nawet spojrzeć kobiecie w oczy.
- Mój syn nie raczył ze mną w tej sprawie jeszcze pomówić...
- Dlatego to tylko obietnica, a nie zaręczyny. Poza tym wydaje mi się, że nie znamy się jeszcze wystarczająco dobrze, by planować taki krok, choć nie przeczę, że Ben czasami wspomina o małżeństwie...
- W jakim kontekście? Tego, które już mu się zakończyło i z którego ma wspaniałego syna, a mojego wnuka?
- Nie, w kontekście tego, który być może w przyszłości nas połączy.
- Widzę, że naprawdę masz na to nadzieję. By wejść do rodziny królewskiej...
- Wręcz przeciwnie — młoda Polka pokręciła głową. - Nie zależy mi na tym, a na Benie. Nie chcę być księżniczką jedynie z tytułu, czułabym się niedowartościowana i upokorzona tym, że choć mam władzę, to tak naprawdę jej nie mam.
- Więc chciałabyś rządzić, tak? Mam rozumieć, że zależy ci na moim stanowisku? - Małgorzata wyprostowała się dumnie w fotelu, a Asię totalnie zamurowało.
- Nie rozumiem, dlaczego tak pani mówi? Przecież właśnie stwierdziłam, że nie zależy mi na byciu księżniczką. Nie podoba mi się to, że choć na świecie wciąż istnieją rody panujące, które istniały tu na długo przed sejmami i współczesnymi rządami, musiały pooddawać swą władzę zepsutym politykom i teraz są już tylko namiastką potęg, które kiedyś sobą reprezentowały. Ja nie mówię, że to wina obecnych czasów, bo to wszystko zaczęło się już dawno temu, ale na Miłość Boską, gdyby to ode mnie zależało, to walczyłabym ze wszystkich sił, by ta władza pozostała taka, jaką była kiedyś. I nie mówię tu teraz konkretnie o Danii, lecz o Wielkiej Brytanii, Szwecji czy Holandii. No po prostu o wszystkich tych państwach, w których zachowała się, choć część władzy monarchicznej. Tak wiele państw w wyniku przewrotów komunistycznych bądź innych utraciło swych prawowitych władców.
Przez chwilę między kobietami panowała cisza. Małgorzata w napięciu przyglądała się zarumienionej Joannie, w której oczach wciąż błyszczały iskierki gniewu.
- Przyznaję — powiedziała w końcu. - Rola reprezentacyjnej władzy nie jest zbyt miła dla mego serca i również nad tym ubolewam. Wątpię jednak, by w obecnych czasach udało się coś takiego przeprowadzić, mam na myśli powrót pełnej władzy w ręce rodzin królewskich, ale to naprawdę miłe, co mówisz... Nie mniej jednak muszę z przykrością stwierdzić, że kategorycznie nie nadajesz się na księżniczkę, czy choćby żonę księcia. Z tym stanowiskiem wiąże się wiele oficjalnych wystąpień, a tobie, pomimo szczerych chęci, brak ogłady. Mogłabyś zapewne przeczytać jeszcze wiele książek traktujących o etykiecie dworskiej, a i tak nie dorównałabyś Lisie... Poza tym twoja uroda jest zbyt ostra, bardziej przypominasz modelkę, niż księżniczkę, którą tak bardzo chcesz być, chociaż mówisz co innego. Poza tym jesteś jedynie biedną menedżer i wątpię, byś w pełni odnalazła się na dworze królewskim. Przykro mi, Joanno, rozumiem, że kochasz mojego syna, ale nie dam zgody na wasz ślub. Ani teraz, ani w przyszłości.
- Rozumiem... - odparła cicho, zaciskając dłonie w pięści. - Że moje pochodzenie jest zbyt błahe, jak na twoje wygórowane standardy, wasza wysokość oraz że nie dorównuję zmarłej żonie Bena, ale jej już nie ma i nie bardzo mam z kim konkurować. Poza tym, gdyby żyła, nigdy nie wiązałabym się z Benem. Wieść o tym, że jest księciem, była dla mnie naprawdę wstrząsająca, być może to pamiętasz, pani. Ze swoim wyglądem nie zrobię nic, jestem zadowolona z tego, jak wyglądam i to nie moja wina, że mam taką urodę, a nie inną. Poza tym pragnę ci przypomnieć, wasza wysokość, że brytyjski książę również poślubił modelkę. I może nieskromnie zabrzmię, ale jestem dużo ładniejsza od Meghan... No, ale skoro tobie nie odpowiada moja uroda, wasza wysokość, to nie pozostaje mi nic innego, jak nie zwracać najmniejszej uwagi na twoją opinię i cieszyć się ze związku z Benem, bez względu na to, czy nam pobłogosławisz, czy też nie. A teraz, skoro nasza rozmowa dobiegła już końca, jako że nie ma szans na dyplomatyczne rozstrzygnięcie tej spornej kwestii, proszę cię, pani, byś opuściła mój dom, jednocześnie życząc ci spokojnego lotu do Danii. I nie obawiaj się, nie zamierzam już gościć w twych progach...
- Jak sobie życzysz, Joanno, choć właśnie pokazałaś, że masz waleczne serce, a to cenię w ludziach — odparła starsza kobieta i ruszyła w stronę drzwi, po drodze wkładając swój płaszcz. - Do widzenia...
Gdy zamknęły się za nią drzwi, Asia oparła się ciężko o ścianę i rozpłakała ze złości. Nigdy nie pomyślałaby, że królowa może potraktować ją aż tak podle, wypominając wykonywany zawód, z którego ona sama była bardzo dumna. Przecież wszystko zdobyła sama, dlaczego więc miałaby się go wstydzić?
- "Joanno, co się stało?" - usłyszała głos Bena, a gdy otworzyła oczy, dostrzegła, jak mężczyzna wpatruje się w nią zaniepokojony.
- Co ty tu robisz? - zapytała zaskoczona. Nie miała pojęcia, że przyleciał z matką, nic o tym nie wspominał.
- Stoję i zastanawiam się, dlaczego moja kobieta płacze po rozmowie z moją matką... Czy ona ci coś powiedziała nieprzyjemnego? - kucnął przy niej i chwycił jej twarz w swoje duże dłonie.
- To nie ma znaczenia, Ben... Poza tym jestem cholernie zmęczona tą rozmową — odparła, nie chcąc wdawać się z nim w szczegóły tego niemiłego spotkania.
- Kochanie, naprawdę chciałbym znać przyczynę twego złego samopoczucia, bo na pewno nie jest tym zmęczenie. Wiem, jak wyglądasz, kiedy padasz z nóg i teraz to na sto procent nie jest to... Więc? Opowiesz mi, co się stało?
- Nie — niemal warknęła, wstając i ruszając do pokoju, by posprzątać. Ben natychmiast poszedł za nią i delikatnie chwycił ją za rękę, gdy sięgnęła po kieliszki.
- Proszę, nie wyżywaj się na mnie, tylko normalnie ze mną porozmawiaj. Przecież nie będę cię winić za coś, co powiedziała królowa...
- Chcesz wiedzieć, co powiedziała? - warknęła, odwracając się do niego tak gwałtownie, że aż się cofnął o krok. Tak wściekłej nie widział jej jeszcze nigdy, gdy zdała mu pełną relację z rozmowy z Małgorzatą.
Pobladł, słuchając jej i wściekł się nie mniej, niż ona.
- Nie wierzę, że to wszystko powiedziała — mruknął, pocierając skronie, gdy Asia skończyła. Usiadł na sofie, patrząc przez chwilę tępo w krajobraz za oknem. - Sądziłem, że chodzi jej o zupełnie co innego, nie miałem pojęcia, że to do tego się to wszystko sprowadzało.
- No popatrz, ja też nie wiedziałam, że dzisiejszy obiad skończy się niemalże na wyzwiskach — syknęła, nalewając sobie wina i wypijając kieliszek za jednym zamachem. Ben popatrzył na nią ponuro, ale uniosła palec, nakazując mu, by był cicho. - Nie waż się mi mówić, że nie powinnam pić! - pisnęła, a w jej oczach zalśniły łzy. - Jestem w swoim domu i wolno mi robić, co tylko chcę!... Wiesz, jak się poczułam, gdy twoja matka powiedziała, że jestem tylko biedną menedżer i w gruncie rzeczy nie stać mnie na to, by zostać członkiem waszej rodziny? Jak najzwyklejsza szmata!
- Joanno, proszę cię, nie mów tak... Przecież to nie jest prawda. I nie zamierzałem mówić ci, byś nie piła, po prostu wiem, co to za wino i za nim nie przepadam. I wiem, że kupiłaś je dla mojej matki, bo ona je uwielbia, ale jej smak odnośnie trunków jest dość specyficzny... Nie mniej, nie o tym chciałem mówić. Chodzi mi o to, że jesteś wspaniałą, zdolną, młodą kobietą i naprawdę nie powinnaś przejmować się słowami starszej pani, bo ja bynajmniej nie mam takiego zamiaru. Moja matka była przeciwna również Lisie, a mimo to tworzyliśmy zgraną parę — wzruszył bezradnie ramionami. - I taki właśnie związek chcę tworzyć z tobą, kochanie i do szczęścia nie potrzebujemy opinii królowej, która, jak widać, wcale nie jest nieomylna, dlatego bardzo ładnie cię proszę, obetrzyj te łezki i chodź ze mną do łóżka. Obiecuję ci, że wynagrodzę ci każde przykre słowo, które do ciebie powiedziała, a potem się z nią rozmówię, dobrze?
Spojrzała na niego wciąż zła.
- Sądzisz, że seksem wymażesz wszystko, co siedzi teraz w mojej głowie?
- Po prostu pozwól mi cię zrelaksować, ok? Erotyczny masaż nigdy nie jest zły — wstał, podając jej rękę. Przez chwilę się wahała, ale gdy spojrzała w jego duże, łagodne oczy, natychmiast zmiękła i dała się poprowadzić do sypialni. Tam poddała mu się całkowicie, dając mu się rozebrać do naga i położyć na łóżku. - Zaraz wracam, nigdzie nie odchodź — pocałował ją czule w nos i pognał do łazienki, z której wrócił w błyskawicznym tempie, niosąc oliwkę. - To nam się przyda — mruknął, rozbierając się także. Nalał kilka kropel na dłonie i usiadł przy wciąż nieco naburmuszonej Asi, po czym zaczął masować jej ramiona kolistymi ruchami. Mruknęła cicho, gdy umiejętnie je uścisnął, by rozluźnić spięte mięśnie.

Zjechał dłońmi z jej krągłych piersi na biodra, apotem na uda. Poruszyła się ciut niespokojnie, gdy musnął palcami jej cipkę, wyjątkowo pokrytą drobnym meszkiem. Uśmiechnął się zadowolony i zaczął masować wewnętrzną stronę jej ud, co jakiś czas przejeżdżając palcami po coraz bardziej mokrej szparce. Wkrótce rozsunął jej nogi, unosząc je lekko i rozpoczął powolny, zmysłowy masaż jej dziurki i warg, które wręcz prosiły, by wziął je do ust. Poruszyła biodrami, jęcząc cicho, gdy docisnął kciuk do jej łechtaczki i zaczął mocno pocierać, co niemal natychmiast zaowocowało zwiększonym wydzielaniem soczków. Jęknęła głośno, piskliwie, gdy wsunął w nią dwa palce i zaczął nimi intensywnie poruszać.
- Otwórz oczy i patrz na mnie — powiedział stanowczo, dokładając trzeci palec. Wrzasnęła z rozkoszy, spełniając jego polecenie i wbijając w niego swe rozpalone spojrzenie. Przegryzła wargę, zauważając natychmiast jego sterczącego w bokserkach penisa.
- Wsadź mi go, proszę — jęknęła, kołysząc biodrami. - Chcę, żebyś mnie porządnie wypierdolił.
Na te słowa dał jej delikatny policzek. Sapnęła zaskoczona.
- Dzisiaj tylko palcówka, moja mała, zdolna suczko — mruknął, pochylając się do niej i całując ją ostro. Zaskoczona jego gwałtownością, nieco nieporadnie oddała pocałunek, czując, jak jej cipka zaczyna pulsować i zaciskać się miarowo na jego palcach.
- Ben... - wymamrotała, dochodząc ostro i tryskając nieznacznie. Po jego palcach i dłoni spłynęła wilgoć jej pulsującego wnętrza. Uśmiechnął się zadziornie, gdy dysząc po intensywnym orgazmie, opadła na poduszki, wciąż nie spuszczając z niego wzroku.
- Przyznam szczerze, że cudownie dochodzisz... Połóż się teraz na plecach, mam ochotę dokładnie wylizać twoją dupkę.
Przygryzła wargę niepewna. Pomimo zajebistych orgazmów, jakie fundował jej, gdy pieprzył ją w tyłeczek, wciąż nie mogła przekonać się do tego typu seksu analnego.
- No już — warknął, dając jej klapsa w cipkę. - Jeśli będziesz grzeczna, być może pozwolę ci obciągnąć.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 3409 słów i 18685 znaków.

1 komentarz

 
  • elenawest

    🤣