
Ben nie patrzył na nią. Patrzył na Aleka wzrokiem, którym jego przodkowie skazywali ludzi na banicję.
— Jesteś nareszcie… — zaczęła miękko.
— W samą porę — warknął Ben, nie odrywając oczu od Rosjanina. — By zobaczyć, jak mój ochroniarz próbuje przesuwać granice, za które mu nie płacę.
— Nie przesadzaj, Ben. To tylko głupie gadanie — próbowała łagodzić Joanna, ale Alek ją przerwał.
— To nie jest głupie gadanie — Stanislav (Alek) wyprostował się, górując nad Benem masą, choć to Ben panował nad sytuacją. — I nie podrywam jej. Dopiero zaczynam pokazywać jej, że ma wybór.
— Alek, zamknij się! — Joanna syknęła, widząc, jak dłoń Bena zaciska się w pięść.
— Wybór? — Ben zaśmiał się krótko, pozbawiony rozbawienia dźwięk. — Co ty możesz jej zaoferować? Godziny na motocyklu i opowieści o igle do tatuażu?
— Mogę jej dać szacunek, na który ty nie masz czasu między jedną a drugą „ważną rozmową” w obcym języku — odparował Alek, uśmiechając się prowokacyjnie. — Traktujesz ją jak trofeum, Ben. Jak rzecz, którą zamykasz w szafie, gdy musisz popracować.
— Zamknijcie się obydwaj! — Joanna nagle uderzyła dłońmi w taflę wody, ochlapując ich obu. — Zachowujecie się jak dwa zapyziałe koguty na wysypisku! Ludzie się gapią!
Wyszła z wody, a krople ściekały po jej ciele, ale jej wzrok był morderczy.
— Alek, koniec z kwiatami i podchodami. Albo jesteś profesjonalistą, albo znikasz. A ty, Ben… — podeszła do niego blisko, ignorując jego furię. — Jeśli jeszcze raz będziesz przy mnie prowadził interesy w języku, którego nie znam, traktując mnie jak powietrze, to następny urlop spędzisz sam ze swoimi miliardami.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła ku hotelowi, zostawiając ich w głuchej, dusznej ciszy.
Dwie godziny i trzy drinki później, w hotelowym barze, obok Joanny usiadł Alek. Wyglądał na zdruzgotanego.
— Przepraszam. Zachowałem się jak szczeniak — mruknął, nie patrząc jej w oczy.
— Szczeniak? Alek, zachowałeś się jak skończony idiota.
— Wiem. Pewnie dlatego właśnie straciłem robotę. Chciałem się tylko pożegnać… — ujął jej dłoń i złożył na niej pocałunek, który trwał o ułamek sekundy za długo. — Zawsze będę o tobie pamiętał, Joanno.
— Zapomnij o mnie, Alek. Dla własnego dobra. Gdzie jest Ben?
— W pokoju. Myślę, że tamuje krwotok. Niechcący chyba złamałem mu nos — przyznał z ponurą satysfakcją.
Joanna nie czekała. Popchnęła go tak mocno, że spadł ze stołka, i pobiegła do apartamentu.
Wpadła do środka, dysząc. Ben stał przed lustrem, wycierając krew z rozbitej wargi.
— Nie złamał go — mruknął Ben, widząc jej przerażenie. — Ale musiał wyładować frustrację, bo zdał sobie sprawę, że nigdy cię nie dostanie.
— Pobiliście się o mnie? — zapytała cicho.
— Nie o ciebie. O moją własność — podszedł do niej, a jego oczy pociemniały od pożądania zmieszanego z gniewem. — Alek dostaje miesiąc bezpłatnego urlopu. Zniknie nam z oczu. A ty…
Zanim zdążyła odpowiedzieć, przyciągnął ją do siebie i rzucił na łóżko. Nie było delikatności. Była pasja, która graniczyła z furią.
— Czyja jesteś, Joanno? — warknął, gdy chwycił jej włosy, zmuszając ją do wypięcia się przed nim.
— Twoja… — zajęczała, gdy wbił się w nią głęboko, wypełniając ją tak mocno, że aż zabrakło jej tchu.
— Powiedz to głośno! Czyje imię będziesz krzyczeć, gdy sąsiedzi zaczną walić w ściany?
— Twoje, Ben! Tylko twoje!
Dawał jej klapsy, które piekły, ale tylko podsycały ogień w jej podbrzuszu. Każde pchnięcie było jak pieczątka, którą wbijał w jej ciało. Gdy oboje szczytowali, krzyk Joanny wypełnił cały apartament, a Ben wgryzł się w jej ramię, jakby chciał zostawić na niej ślad na zawsze.
Później, pod prysznicem, Ben był już inny – czuły, niemal przepraszający.
— Mam coś dla ciebie — wyszeptał, gdy leżeli już w pościeli. Wyjął czarne, zamszowe pudełko. W środku lśnił pierścionek, który wyglądał jak dzieło sztuki.
— Ben… to jest warte majątek.
— To pierścionek obietnicy, Joanno. Obietnicy, że kiedyś uciekniemy od tego wszystkiego. Że będziesz moją rodziną.
Joanna czuła się, jakby leciała w chmurach. Ale cztery tygodnie później, podczas rozmowy na Skypie, Ben sprowadził ją na ziemię jednym zdaniem.
— Moja matka chce z tobą porozmawiać w cztery oczy.
Joanna poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Spotkanie z rodzicami to jedno. Spotkanie z królową, która prawdopodobnie uważa cię za zagrożenie dla dynastii, to zupełnie inna bajka.
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Kiineczkaaa25
Kiedy następna część?
elenawest
@Kiineczkaaa25 moze uda mi się pod koniec tygodnia 😉