W świecie kłamstw rozdział 22

W świecie kłamstw rozdział 22Oboje podskoczyli na dźwięk jego głosu, który niespodziewanie rozległ się za ich plecami. Alek skrzywił się i napiął, niczym do ataku, a Joanna spojrzała na ukochanego, uśmiechając się szeroko i osłaniając oczy przed rażącym słońcem.
- Jesteś nareszcie — powiedziała miękko, wyciągając do niego rękę. Ben ani jednak drgnął, wpatrując się rozwścieczony w swego przyjaciela.
- Jestem — warknął. - Akurat w samą porę, by dowiedzieć się, że mój ochroniarz bezczelnie podrywa moją kobietę.
- Nie przesadzaj, Ben. Alek wcale mnie nie podrywa, to tylko takie głupie gadanie...
- Wcale nie — Rosjanin zaprzeczył stanowczo, spoglądając wreszcie na księcia. - Nie głupie gadanie, ale też nie podrywam Joanny. De facto dopiero zaczynam...
- Alek... - jęknęła brunetka. - Zamknij się!
- A niby czemu? Przecież wiesz, że cholernie mi się podobasz.
- Miło mi, ale nic kompletnie z tego nie będzie, bo jestem szczęśliwa z Benem, jeśli jeszcze nie zdążyłeś tego zauważyć...
- Na pewno jesteś z nim szczęśliwa? Przecież dopiero co sama mówiłaś, że denerwuje cię, jak kolejny raz cię olewa, załatwiając interesy na wakacjach... - Alek uśmiechnął się nieco wrednie.
- Nie jest to twoja sprawa, Alek — powiedziała, zakładając ręce na piersi. - I owszem, jestem z nim szczęśliwa.
- Mogłabyś się przekonać, jak będzie ci ze mną...
- Oh, doprawdy? A co takiego mogłaby od ciebie dostać? - do kłótni dołączył chwilowo wyłączony z niej Ben. - Bo nie sądzę, by cokolwiek z tego, co mogę dać jej ja.
- Sądzisz, że liczy się tylko władza i pieniądze? Jest jeszcze coś takiego jak szacunek i miłość.
- I Joanna to wszystko ode mnie otrzymała.
- Traktujesz ją tak, jakby była rzeczą.
- Zapominasz się, Alek... Zdaje się, że to ja cię zatrudniam i...
- Zamknijcie się obydwaj! - syknęła Asia, chlapiąc w obydwóch wodą. Spojrzeli na nią cokolwiek zdezorientowani. - Robicie scenę na basenie, młotki, ludzie się na nas patrzą, bo obydwoje drzecie mordy jakbyście stali co najmniej kilometr od siebie! - z gracją wyszła z wody i zaczęła zbierać swoje rzeczy z najbliższego leżaka.
- Co robisz, Joanno? - Ben spojrzał na nią, marszcząc brwi.
- Mam zamiar odpocząć w ciszy, skoro wy dwaj zamierzacie sobie skakać do gardeł, bo ja tu przyjechałam na wakacje, a nie by oglądać zawody dwóch kogutów, z których jeden jest bardziej zapyziały od drugiego! Alek, dość mam twoich podchodów. Żadnych więcej kwiatów, komplementów, dwuznacznych wypowiedzi. Miły oczywiście bądź, ale koniec z twoim podrywem. Ben, jeśli masz zamiar przez cały czas naszego związku grać ze mną w jakąś podwójną grę, to proszę cię bardzo, ale beze mnie. Ja się na coś takiego nie piszę! To jest kolejny raz, gdy w czasie naszego wspólnego wyjazdu prowadzisz nieustanne niemal rozmowy. Ja rozumiem, że to twoja praca, ale wiesz, język angielski jest dość powszechnie znany, nie musisz za każdym razem rozmawiać w takim języku, którego ja nie znam! Zastanów się dobrze, Ben.
Po tych słowach na basenie zapadła głucha cisza. Wszyscy w napięciu wpatrywali się w trójkę gości hotelowych, a zwłaszcza w dwójkę zaskoczonych mężczyzn, którzy ku ogólnemu rozczarowaniu nie zrobili jednak nic, by zatrzymać rozzłoszczoną kobietę, która po zabraniu swych rzeczy, godnym krokiem ruszyła przez mostek ku hotelowi.
Z oczami pełnymi łez poszła do pokoju, gdzie przebrała się szybko w zwiewną sukienkę i starając się nie rzucać nikomu w oczy, poszła do hotelowego baru. Co prawda ostry zapach kadzidełek, których namiętnie tam używano, drażnił ją w nos, ale postanowiła, że zostanie tam, aż tych dwóch kretynów nie zacznie jej szukać.
Minęły dwie godziny i kilka drinków, gdy dosiadł się do niej Alek.
- Hej — powiedział cicho. Nie odpowiedziała mu jednak. Złość na niego wciąż jej nie minęła, więc skinęła mu tylko głową. - Przepraszam. Zachowałem się jak totalny szczeniak.
- No co ty nie powiesz? - prychnęła, przygryzając słomkę. - Szczeniak to za mało powiedziane. Jak totalny bezmózg, idiota i skończony dupek — warknęła, spoglądając na niego ostro. Aż się wzdrygnął.
- Tak, masz całkowitą rację — przytaknął. - To nie było mądre, zwłaszcza że będę musiał szukać nowej pracy.
- Nie dziwię się wcale, że cię zwolnił...
- Jeszcze nie, ale raczej na pewno to zrobi. Dlatego chciałbym się z tobą pożegnać, Joanno.
Westchnęła, podając mu dłoń.
- Naprawdę było mi miło — powiedziała cicho. Wzdrygnęła się lekko, gdy pocałował ją w rękę.
- Mnie również i zawsze będę o tobie pamiętać...
- Lepiej by było, gdybyś o mnie zapomniał. Inaczej tylko przysporzysz sobie kłopotów — odparła stanowczo. - Gdzie Ben?
- Tak, masz rację... Tak będzie lepiej. Podejrzewam, że może być wciąż pod prysznicem. Zdaje się, że w czasie naszej kłótni niechcący złamałem mu nos — przyznał, krzywiąc się nieco.
- Co zrobiłeś?! - wykrzyknęła, zrywając się na równe nogi. - Alek, ty idioto! - popchnęła go mocno, przez co spadł na tyłek z barowego stołka, a ona pognała z powrotem do pokoju zajmowanego z ukochanym.
Gdy wpadła do środka, Ben właśnie przeglądał się w lustrze. Pisnęła, widząc go posiniaczonego.
- Nie jest tak źle — mruknął. - Na szczęście nie złamał mi nosa...
- Pobiliście się... O mnie? - zapytała z niedowierzaniem.
- Częściowo. Zdaje się, że przez mój nawał pracy oboje chowaliśmy do siebie pewne urazy i dopiero teraz mieliśmy czas to załatwić — przyznał. - Nie przewidział jednak, że pomimo jego masy, to ja go obezwładnię.
- Jakim sposobem?
- Kiedyś sporo trenowałem. On jest dobry, ale to nie ma znaczenia. Ale jednak chyba nie chcesz mi powiedzieć, że wpadłaś tu niczym mała bomba tylko po to, by gadać o mojej kłótni z Alekiem? - uśmiechnął się krzywo.
- Ten idiota powiedział, że złamał ci nos — westchnęła, opierając się o framugę drzwi prowadzącą do łazienki. - Wystraszyłam się, że mógł zrobić ci też coś dużo poważniejszego.
- Kochanie, naprawdę nic mi nie jest, nie musisz się mną aż tak przejmować — podszedł do niej i objął ją mocno.
- No dobrze — westchnęła. - Ale co dalej?
- To znaczy?
- Z nami, z Alekiem...
- Prosta sprawa, Alek dostanie miesiąc niepłatnego urlopu, ograniczę również zabieranie go ze sobą w czasie naszych spotkań. A co do nas, to nie wiem, co miałoby być. Przecież jesteśmy parą.
- Naprawdę wciąż nią jesteśmy? - uniosła głowę, patrząc na niego w napięciu. Zaśmiał się i pocałował ją czule.
- Kochanie, ależ oczywiście, że tak — przytknął. - Przecież nie mógłbym zrezygnować z tak wspaniałej kobiety, jaką jesteś. Poza tym na basenie udowodniłaś mi aż nadto, że ten cały flirt, był tylko ze strony Aleka. Więc owszem, nadal ze sobą jesteśmy.
- Dziękuję, Ben, jesteś cudowny — stanęła na palcach i musnęła jego wargi swoimi. Mruknął z uznaniem. - Mam nadzieję, że nie jesteś zbyt obolały...
- Mówiłem ci, że wszystko w porządku — wyszczerzył się, gdy pociągnęła go w stronę łóżka. - Ale jeśli masz zamiar mi podziękować, czy coś, to ostrzegam, że chcę, żebyś się wypięła - chrypnął, ściągając z niej sukieneczkę.

Jęknęła głośno, gdy złapał ją mocno za włosy, trzymając w jednej ręce niczym lejce, a potem wbił się w jej ciasną, upojnie pachnącą cipkę jednym płynnym ruchem.
- Uwielbiam, gdy wydajesz takie odgłosy, skarbie — warknął jej do ucha, a ją przeszedł przyjemny dreszcz. - Chcę cię dzisiaj długo słyszeć, maleńka... Jęcz, kociczko.
Mówiąc to, wysunął się z niej, po czym nabił ją na siebie szarpnięciem za włosy. Zawyła z rozkoszy, czując, jak jego napompowany penis rozsadza jej ciasną szparkę. Zacisnęła palce na zmiętej pościeli i wygięła się, gdy dał jej solidnego klapsa.
- Kocham cię, gwiazdeczko — wymruczał jej ponętnie do ucha, wbijając się w jej rozgrzane, śliskie od soczków wnętrze z prędkością nie mniejszą, niż karabin maszynowy. Wkrótce poczuła, jak w jej podbrzuszu zaczyna pulsować i rosnąć nieco piekąca fala rozkoszy, która tylko prosi się, by ją uwolnić.
- A ja ciebie — chrypnęła, drżąc i zaczynając się na nim ostro zaciskać. Zacisnął zęby, by w niej nie wytrysnąć i jeszcze przyspieszył. Była idealna, tak cudownie ciasna i gorąca, że czasami wręcz żałował, że muszą robić sobie przerwy. I coraz częściej miał ochotę rzucić w diabły tę całą rodzinę królewską, by tylko móc z nią normalnie żyć. Oczywiście na tyle normalnie, na ile się dało, biorąc pod uwagę jego zawód. Ale przecież mogli być szczęśliwi. Gdzieś daleko, na przykład na jakiejś prywatnej wyspie, z dala od świata, gdzie zawsze byłaby jego. Tylko jego...
- Beeen! - wrzasnęła, opadając na poduszki, gdy ogarnął ją obezwładniający orgazm, przez który ręce odmówiły jej posłuszeństwa, po czym trysnęła obficie, mocząc ich oboje swym nektarem.
- Czyja jesteś? - zapytał, dając jej klapsa w wypięty tyłeczek. Pisnęła. - Czyja, Joanno?
- Twoja, Ben! Tylko twoja.
- Powiedz to głośno. Czyje imię krzyczysz, szczytując?
- Twoje, Ben...
- Czyje?! - syknął, uderzając w pośladek kobiety z całych sił. Wrzasnęła, a z jej cipki popłynęło więcej soczków. Nie do końca wiedziała, co się dzieje i czemu tak reaguje, ale podobało jej się to.
- Twoje! - wrzasnęła, dochodząc kolejny raz, gdy przyspieszył maksymalnie. - Ben! - jej krzyk poniósł się po całym pokoju. Nie było siły, by sąsiedzi go nie usłyszeli, ale w tej chwili mało ich to obchodziło. Zmartwiło jedynie i rozwścieczyło Aleka, który właśnie przechodził korytarzem w drodze do swego pokoju.

- Przepraszam za te klapsy — powiedział jakiś czas później, delikatnie gładząc jej zaczerwienione pośladki, gdy brali orzeźwiający prysznic.
- Nie szkodzi — zaśmiała się, namydlając go porządnie. - To nie boli.
- Ale zostanie ślad, a ja lubię, gdy nosisz stringi.
- Wydaje mi się, że i tak już pół hotelu słyszało naszą zabawę, więc chyba niewiele osób się zdziwi — zachichotała, ocierając się o niego tyłkiem. Syknął, przyszpilając ją do mokrej ściany.
- Nie prowokuj mnie, skarbie — wyjęczał jej do ucha, ocierając się o nią swoją sztywniejącą erekcją. - Bo nie będę w stanie się powstrzymać i skończę dziś w tobie, a nie mam przy sobie pigułek dla ciebie, a na egipskich specyfikach wolę się nie posiłkować.
- Ależ ty jesteś władczy, kochanie — chrypnęła, gdy wciąż się o nią ocierał.
- No pewnie, jeszcze tego nie zauważyłaś? - powiedział nisko, odwracając ją twarzą do siebie, po czym delikatnie popchnął ją w dół, by kleknęła. Gdy opadła na kolana, na jej ustach niemal natychmiast wykwitł szeroki uśmiech na widok jego sterczącej w pełnym wzwodzie pały. Oblizała usta, by w chwilę później niemal w całości go pochłonąć. Jęknął, opierając się dłonią o ścianę, a drugą ściskając jej włosy.
- Mocniej — poprosił ochryple.

- Mam coś dla ciebie — wyszeptał jej do ucha, gdy leżeli jakiś czas później na łóżku, przytuleni do siebie na łyżeczkę.
- Czy to coś sprośnego? - zapytała rozleniwiona, bawiąc się palcami jego ręki. Zaśmiał się rozbawiony, po czym delikatnie pocałował ją za uchem.
- Nie, kochanie, ale jeśli chcesz, to załatwię ci takie zabaweczki, byś mogła uszczęśliwiać się, gdy nie ma mnie przy tobie — powiedział, liżąc jej szyję. - Teraz to zupełnie coś innego.
Sięgnął do szafki przy łóżku i po chwili wpatrywała się już szeroko otwartymi oczami w czarne aksamitne pudełeczko.
- Otwórz — poprosił miękko. - Mam nadzieję, że ci się spodoba...
Drżącymi palcami rozwiązała misterną kokardkę i z mocno bijącym sercem zajrzała do środka. Na czarnym aksamicie leżał pierścionek, który musiał całkiem niemało kosztować. Odjęło jej mowę.
- Ben... - wyszeptała, czując, że zaraz się rozpłacze.
Przytulił ją mocno i wyszeptał jej do ucha:
- To pierścionek obietnicy, że zawsze będziemy razem. Że kiedyś stworzymy rodzinę, z daleka od tego porąbanego świata.
- Jest piękny... - chrypnęła, ocierając łzy.
- Obiecuję, że dostaniesz jeszcze mnóstwo biżuterii, w tym ten najważniejszy pierścionek.

- Naprawdę tak powiedział? - Marta zrobiła wielkie oczy, gdy na drugi dzień połączyły się na Skypie. Asia roześmiana od ucha do ucha jedynie entuzjastycznie kiwnęła głową. - Ale z ciebie szczęściara!
- Ben twierdzi, że on jest większym ode mnie — zaśmiała się. - Choć muszę przyznać, że perspektywa wejścia w rodzinę królewską nieco mnie onieśmiela...
- Ciebie? Kobieto, przecież ja nie znam odważniejszej i bardziej zafiksowanej na temat dawnych władców laski!
- A ja ci łaskawie przypominam, że ta fiksacja dotyczy tylko Romanowów — Asia pokręciła głową, ale nadal się uśmiechała. - A jak tam u ciebie?
- Bosko, choć już ledwo się ruszam. Jak wrócisz, to ty mnie odwiedzisz, bo ja bym się mogła już nie zmieścić w drzwiach...
- Jest aż tak źle?
- To moja kochana beczułka! - odkrzyknął Paweł, pojawiając się w polu widzenia Asi, czyli w korytarzu. Pomachała do niego przez kamerkę, ale podejrzewała, że mógł tego nie zauważyć.
- Jest uroczy — zaśmiała się, gdy Marta machnęła na niego niecierpliwie ręką, by im nie przeszkadzał.
- I upierdliwy czasami, ale masz rację, kocham go.
- To wspaniale, a jak?... Z.. No wiesz? - pomachała palcami wskazując na pierścionek. Marta pokręciła tylko przecząco głową.
- Ale wiesz, nawet gdyby mi go nie dał w ogóle, to i tak będę z nim szczęśliwa.
- No ja mam nadzieję, kochana. Poza tym podejrzewam, że Paweł może czekać, aż urodzisz. Wiesz, na wszelki wypadek, żebyś nie dostała przedwczesnych bóli.
- Możliwe, aczkolwiek, jak ci mówię, i tak jestem szczęśliwa.

4 tygodnie później.
- Hej, skarbie. Mam pytanie, masz może wolne w weekend za dwa tygodnie? - zapytał Ben, gdy połączyli się na Skypie. Od czasu wakacji widzieli się na żywo tylko raz przez dwa dni. Znów był zapracowany. Podobnie zresztą do niej, bo choć była zima, wcale nie oznaczało to mniej pracy.
- Tak, mam akurat wolne, a dlaczego pytasz? - odparła pytaniem, sprawdziwszy przedtem dostępność w grafiku. - Znów gdzieś lecimy?
Pokręcił przecząco głową.
- Nie, ja przylecę do ciebie.
- A to świetnie — uśmiechnęła się szeroko.
- Tak, tylko że jest sprawa — nieco nerwowo podrapał się po karku.
- Jaka? Stało się coś? - natychmiast wyczuła, że to coś naprawdę poważnego.
- Moja matka chce z tobą porozmawiać w cztery oczy...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 2754 słów i 14976 znaków.

1 komentarz

 
  • Kiineczkaaa25

    Kiedy następna część? :)

  • elenawest

    @Kiineczkaaa25 moze uda mi się pod koniec tygodnia 😉