Jęknęła głośno, gdy Ben naparł na nią, dociskając jej plecy do chłodnej krawędzi marmurowej wanny. Woda przelewała się przez brzeg, rytmicznie uderzając o kafelki, ale on zdawał się tego nie zauważać. Był zaborczy, niemal desperacki w swoim pożądaniu, jakby podświadomie wyczuł, że tydzień temu na autostradzie kawałek jej duszy bezpowrotnie mu umknął.
— Lubię, gdy tak na mnie patrzysz — wychrypiał jej do ucha, gryząc ją w szyję, dokładnie w miejscu, gdzie puls bił najszybciej. — Jakbyś była tylko moja. Cała.
Asia zacisnęła dłonie na jego ramionach, wbijając paznokcie w skórę. Zamknęła oczy, próbując przywołać obraz ich wspólnej przyszłości, kamienicy, Henry’ego śmiejącego się w ogrodzie... wszystkiego, co Ben jej dał. Ale pod powiekami, zamiast błękitnych oczu narzeczonego, widziała tylko czerń skórzanej kurtki i krótkie, ostre cięcie włosów Aleka.
Gdy Ben zaczął się w niej poruszać, gwałtownie i twardo, wygięła się w łuk, wydając z siebie dźwięk, który on wziął za rozkosz. Tylko ona wiedziała, że to był krzyk frustracji. Jej ciało reagowało na niego, krew wrzała, ale umysł był miliony kilometrów stąd, na siodełku niebieskiej maszyny.
— Dojdź dla mnie, maleńka… — szepnął Ben, a w jego głosie, obok namiętności, brzmiała dziwna prośba. Jakby błagał ją o potwierdzenie, że wciąż tu jest.
Kiedy orgazm w końcu nadszedł, był ostry i bolesny, niczym cięcie skalpela. Asia drżała, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi, by nie musieć patrzeć mu w oczy. Czuła się jak oszustka. Każdy czuły gest Bena, każde jego „kocham cię” rzucone w zaparowanym powietrzu łazienki, wbijało się w nią jak drzazga.
— W porządku? — zapytał Ben jakiś czas później, gdy siedzieli na łóżku, owinięci w puchowe szlafroki. Gładził ją po mokrych jeszcze włosach z taką czułością, że miała ochotę krzyczeć.
— Tak… po prostu jestem zmęczona tym wszystkim. Henry, praca, te zawody… — skłamała gładko, choć gardło miała ściśnięte.
— Wiem. Wzięłaś na siebie za dużo. Może to spięcie z Martą to był sygnał od twojego organizmu? — Ben uśmiechnął się łagodnie. Nie wiedział o „fantastycznym” pocałunku. Nie wiedział o kluczach. — Rozmawiałem z Alkiem. Poprosił o kilka dni wolnego. Powiedział, że musi „przewietrzyć głowę” i zająć się jakimś starym domem, który podobno wynajął okazyjnie pod miastem.
Asia zamarła z kubkiem herbaty w dłoniach. Serce uderzyło jej o żebra tak mocno, że bała się, iż Ben to usłyszy.
— Domem? — powtórzyła ledwo słyszalnym głosem.
— Tak. Dziwne, prawda? Myślałem, że hotel mu wystarcza. Ale może on też potrzebuje azylu — Ben wzruszył ramionami i pocałował ją w czoło. — Cieszę się, że go tu nie ma. Potrzebujemy czasu tylko dla siebie. I dla Henry’ego. Ta „mała siostrzyczka” sama się nie zrobi, prawda?
Zaśmiał się cicho, nie zauważając, jak Asia blednie. Ta „cena”, którą mu obiecała za przejażdżkę, teraz wydawała się wyrokiem.
Dwa dni później nie mogła już dłużej wytrzymać. Cisza w kamienicy była duszna, a Ben był zbyt idealny, zbyt ufny. Każdy jego uśmiech przypominał jej o „paleniu mostów”, o którym ostrzegał ją ojciec podczas ostatniej, krótkiej rozmowy.
— Muszę jechać do biura, zapomniałam dokumentów dla taty — rzuciła w biegu, nie patrząc Benowi w oczy. — Alek ma wolne, wezwać Pawła, żeby cię zawiózł? — zapytał troskliwie. — Nie! Sama pojadę. Potrzebuję się po prostu… przejechać.
Wsiadła do swojego auta, ale nie skierowała się do centrum. Wyjechała z Krakowa, czując, jak z każdym kilometrem pętla na jej szyi nieco lżeje. Wiedziała, gdzie jedzie. Wiedziała, że to błąd, że to zdrada gorsza niż pocałunek.
Wjechała na podjazd i serce podeszło jej do gardła. Niebieska bestia stała tam, lśniąc w blasku księżyca, jak strażnik mrocznej tajemnicy. Wysiadła z trudem, czując, jak drżą jej nogi. To nie był strach. To była adrenalina, tak samo silna, jak ta na autostradzie.
Drzwi do domu były zamknięte tylko na klamkę. Pchnęła je powoli. W środku panowała surowa ciemność, pachnąca starym drewnem i... skórą. W kącie palił się jeden, jedyny świecznik.
Alek siedział przy stole, odwrócony do niej tyłem. Nie poruszył się, gdy weszła.
— Wiedziałem, że przyjedziesz — powiedział niskim głosem, który w tej ciszy brzmiał jak wyrok. — Ale nie wiedziałem, czy po klucze, czy po mnie.
Alek powoli odstawił szklankę na surową, drewnianą podłogę. W blasku dogasającego kominka jego sylwetka wydawała się jeszcze potężniejsza, a krótkie włosy nadawały mu wygląd żołnierza, który właśnie wrócił z przegranej bitwy.
— Musimy porozmawiać — powtórzyła, widząc, że milczy. Jej głos drżał, a dłonie kurczowo zacisnęły się na pasku torebki. — To, co się stało na autostradzie... Alek, to był błąd. Ja mam rodzinę, mam Bena, on mi ufa...
Rosjanin powoli wstał. Nie gwałtownie, ale z tą drapieżną gracją, która zawsze sprawiała, że zapominała języka w gębie. Zrobił jeden krok w jej stronę, zatrzymując się tuż przed nią. Poczuła zapach dymu, whisky i tej specyficznej, męskiej woni, która kojarzyła jej się tylko z nim.
— Przestań kłamać, Asiu — wychrypiał, nie dotykając jej, choć dzieliły ich milimetry. — Przyjechałaś tu, bo w kamienicy za dwa miliony brakuje ci tlenu. Bo każdy pocałunek Bena przypomina ci, że oddałaś mi klucze do miejsca, o którym on nie ma pojęcia.
Asia cofnęła się o krok, uderzając plecami o zamknięte drzwi. — Oddaj mi je — zażądała nagle, wyciągając drżącą dłoń. — Oddaj mi klucze i zapomnijmy o wszystkim. Wrócisz do hotelu, będziesz pracował dla Bena, a my... my będziemy żyć dalej.
Alek uśmiechnął się półgębkiem, ale w jego oczach nie było wesołości. Ale nie sięgnął do kieszeni. Zamiast tego oparł dłoń o framugę tuż nad jej głową, zamykając ją w pułapce swojego ciała. Pachniał nocą, wolnością i tym wszystkim, czego Ben nigdy nie będzie miał odwagi jej dać.
— Chcesz porozmawiać? — wychrypiał, a jego wzrok zjechał na jej usta, które wciąż drżały. — O czym, Asiu? O tym, jak bardzo boisz się wrócić do tej złotej klatki? Czy o tym, że przez ostatnie dwie noce, leżąc obok swojego narzeczonego, czułaś na skórze mój dotyk zamiast jego?
— Alek, przestań... — jęknęła, ale nie odepchnęła go. Jej dłonie spoczęły na jego piersi, tam gdzie pod cienką koszulką czuć było twarde mięśnie i szalone bicie serca. — Przyjechałam po klucze. Muszę je zabrać. To... to był błąd. Musisz stąd zniknąć.
Rosjanin zaśmiał się cicho, a był to dźwięk pozbawiony wesołości.
— Nie oddam ci ich — powiedział dobitnie, nachylając się tak blisko, że ich nosy niemal się stykały. — Nie po to mi je dałaś. Dałaś mi je, bo potrzebujesz wiedzieć, że istnieje na tym świecie miejsce, w którym nie musisz być „Panią mego serca”. Miejsce, w którym jesteś tylko ty i ja. Bez Bena. Bez Henry'ego. Bez korony.
Złapał jej dłoń i przycisnął ją do swojej kieszeni, tam gdzie pod materiałem spodni czuć było mosiężny kształt kluczy.
— One tu zostaną, Asiu. Jako dowód na to, że kłamiesz za każdym razem, gdy mówisz mu, że jesteś szczęśliwa. Jeśli ich naprawdę chcesz... to sama mi je odbierz.
Spojrzała na niego z takim strachem w oczach, że natychmiast złagodniał. Delikatnie uniósł jej brodę i pocałował. Krótko, ale z pasją.
- Kocham cię - mruknął, sunąc opuszkiem palca po jej wardze. - Kocham od chwili, gdy w tamtym hotelu zobaczyłem cię na padoku w siodle...
Asia poczuła, jak kolana uginają się pod nią na dźwięk tych słów. "Kocham cię". To nie było wyznanie Bena, pełne planów na przyszłość i obietnic bezpieczeństwa. To było wyznanie żołnierza, który właśnie rzucił broń u jej stóp.
— Alek… nie możesz mnie tak kochać — szepnęła, a łza, której nie zdołała powstrzymać, spłynęła po jej policzku. — To zniszczy nas wszystkich. Bena, Henry’ego… ciebie.
On nie odsunął się ani o milimetr. Przeciwnie, przycisnął czoło do jej czoła, zamykając ich w małej bańce, gdzie istniał tylko zapach kominka i ich przyspieszone oddechy.
On nie odsunął się ani o milimetr. Przeciwnie, przycisnął czoło do jej czoła, zamykając ich w małej bańce, gdzie istniał tylko zapach kominka i ich przyspieszone oddechy.
— Już mnie zniszczyło, maleńka — mruknął, a jego głos był niski i chropowaty. — Myślisz, że dlaczego tu jestem? Dlaczego siedzę w tym starym domu, w którym każdy kąt pachnie tobą? Bo nie potrafię już oddychać powietrzem, którym oddycha on, udając, że nic się nie stało.
Zjechał dłonią niżej, na jej kark, przyciągając ją odrobinę mocniej. Pocałował ją znowu, tym razem wolniej, jakby chciał posmakować każdej jej wątpliwości. Asia poczuła, jak jej opór kruszy się niczym suchy lód. To nie było "fantastycznie". To było przerażająco realne.
— Nie oddam ci tych kluczy, Asiu — szepnął prosto w jej usta. — Bo to jedyna rzecz, która łączy mnie z tobą bez jego pozwolenia. Jeśli chcesz odejść, odejdź. Drzwi są otwarte. Ale nie każ mi kłamać, że ta rozmowa cokolwiek zmieniła.
Zawahała się. A potem rozpłakała, opierając o niego całym ciężarem. Objął ją, całując we włosy.
- Poczekam - wyszeptał. - Choćby całą wieczność, kochanie.
Trzymał ją tak przez długą chwilę, pozwalając, by jej szloch powoli wygasał na jego piersi. Czuł, jak drży, jak każda jej bariera powoli pęka w tej dusznej ciszy starego domu. Alek nie naciskał. Nie próbował jej teraz całować ani prowadzić do łóżka. Dotrzymał obietnicy – był jej rycerzem, jedynym, który widział ją bez korony.
W końcu Asia odsunęła się odrobinę, ocierając wierzchem dłoni mokre policzki. Spojrzała na niego – jej oczy były czerwone, ale w spojrzeniu nie było już tylko strachu. Było tam coś na kształt rezygnacji zmieszanej z wdzięcznością.
— Muszę wracać — szepnęła, a jej głos brzmiał pusto. — Ben... on będzie pytał. Henry... on mnie potrzebuje.
Alek skinął głową, puszczając ją powoli, choć widać było, jak bardzo jego dłonie chcą ją zatrzymać. Sięgnął po klucze, które leżały na szafce, i zamiast je schować, włożył je jej do dłoni.
— Zabierz je, maleńka — mruknął, zamykając jej palce na chłodnym mosiądzu. — Zabierz je, a ja zniknę z twego życia raz na zawsze.
Podeszła do drzwi, czując ciężar metalu w dłoni. To nie był już tylko klucz do starego domu. To był bilet w jedną stronę.
Wybiegła w noc, wsiadając do auta, a ryk silnika SUV-a brzmiał w tej dolinie jak obcy, fałszywy ton. Gdy wjeżdżała na oświetloną latarniami drogę do Krakowa, wiedziała, że wraca do życia, które właśnie przestało być jej własnym. Wracała do Bena. Stary klucz wciąż leżał na półce przy drzwiach. A Alek... Alek nie zniknął. Nie pozwoliła mu na to...
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.