W świecie kłamstw rozdział 30

— Witajcie — to Małgorzata odezwała się pierwsza, nim zdołali choćby otworzyć usta.

Zostali wprowadzeni przez kelnera do prywatnej salki restauracji w hotelu Europejskim. Atmosfera w środku była tak gęsta i chłodna, że Asia odruchowo poprawiła medal na szyi. W świetle kryształowych żyrandoli złoty krążek, który jeszcze godzinę temu był symbolem jej wielkiego triumfu, nagle wydał się jej tylko marną błyskotką.
— Wasza Wysokość — Joanna natychmiast dygnęła, ale starsza kobieta machnęła tylko niecierpliwie ręką, nakazując im usiąść. Henry natychmiast wdrapał się babci na kolana, najwyraźniej mocno za nią stęskniony. Usłużny kelner niemal podbiegł do nich, gotowy natychmiast przyjąć zamówienie. Dla świętego spokoju zamówili wodę mineralną z cytryną.
— Zapewne jesteście ciekawi, dlaczego poprosiła was o to spotkanie — odezwała się królowa, gdy tylko drzwi salki się zamknęły.

— W zasadzie, to nie bardzo — mruknął Ben. Asia spojrzała na niego ostrzegawczo, ale on nawet tego nie zauważył. — Jeśli sądzisz, że możesz się nami wysługiwać przy każdej okazji i że za każdym razem przylecimy na twoje wezwanie, to się grubo mylisz. Czego od nas chcesz?
— Synku... Przykro mi, że tak mnie oceniasz. Niedobrze się stało, że odszedłeś...

— Akurat to nie była moja wina — syknął Ben, zaciskając palce na szklance tak mocno, że pobielały mu kłykcie. — Zmusiłaś mnie do tej decyzji, gdy nie wyraziłaś zgody na mój królewski ślub z Joanną.

— Przyznaję, popełniłam błąd, ale chciałabym go naprawić. Wróć, proszę, razem z Henrym do Danii...
— I jak ty to widzisz? — prychnął Ben. — Znów mam podporządkować życie tym wszystkim nakazom? Mam zniszczyć dzieciństwo mojemu synowi dokładnie tak, jak ty zniszczyłaś moje? Mowy nie ma.

Małgorzata przeniosła spojrzenie na Joannę. Było w nim coś tak chłodnego i oceniającego, że Asia poczuła się, jakby stała przed plutonem egzekucyjnym.
— Dobrze wiesz, synku, że na to nie mogę się zgodzić. Twoja wybranka nie nadaje się na dwór królewski...

— Masz rację — odparł Ben, a w jego głosie zabrzmiała lodowata duma. — Nie nadaje się. I jestem z tego cholernie szczęśliwy. Joanna zostanie moją żoną, czy tego chcesz, czy nie, ale możesz być pewna, że nie będzie cię na naszym ślubie. Jesteś toksyczną kobietą, a od takich najlepiej trzymać się z daleka.
Rzucił na stół kilka banknotów i podał dłoń wstrząśniętej Joannie.
— Żegnaj, matko — warknął i ruszyli do wyjścia.

Wieczorem w hotelu, po uśpieniu Henry’ego, emocje wciąż w nich buzowały. Ben miotał się po pokoju jak ranne zwierzę.
— Sądziłem, że się zmieniła... A ja najwyraźniej jestem totalnym głupcem — westchnął.
— Kochanie, to nieprawda — Joanna starała się go uspokoić, choć słowa królowej o tym, że się „nie nadaje”, wciąż huczały jej w głowie. Próbowała mediować, namawiać go na „małe kroczki”, na danie matce szansy ze względu na Henry’ego. Ben, choć uparty, obiecał przemyśleć sprawę.

Miesiąc później.

Asia czuła się, jakby jechała na oparach. Powrót do rzeczywistości po Mistrzostwach był brutalny.
— Wyglądasz, jakbyś nie spała całą noc — zauważył Ben, gdy wróciła do domu przed południem.

— Mamy awarię — mruknęła, padając mu w ramiona. — Pękła rura, zalało część obiektu, do tego koń z kolką i nowa pracownica, która nic nie ogarnia. Mam dość.
Ale Ben też nie wyglądał najlepiej. Henry wyjechał na dwa tygodnie do Danii do babci i ciotek. Pustka w kamienicy była niemal fizycznie bolesna. Brakowało śmiechu chłopca, jego tupotu nóg. Byli tylko oni dwoje, wycieńczeni pracą i tęsknotą.
Asia zrzuciła ubranie, marząc tylko o drzemce, ale gdy usiadła Benowi na kolanach, zmęczenie nagle zmieniło się w palące pożądanie. Potrzebowała go. Potrzebowała poczuć coś prawdziwego, co zagłuszy stres ostatniego miesiąca.

— Zerżnij mnie — poprosiła słabym, ale zdecydowanym głosem.
Ben nie kazał sobie dwa razy powtarzać. Jego gotowy, nabrzmiały kutas wyprężył się, gdy tylko rozpiął jeansy. Jęknęła, gdy opadła na niego, zamykając go w uścisku swojego gorącego, mokrego wnętrza. To nie był delikatny seks – to była desperacka walka o bliskość. Ben wbił palce w jej uda, uniósł ją lekko i zaczął w niej pompować w szaleńczym tempie.

Gdy doszła, wrzeszcząc piskliwie, fontanna jej soczków rozbryznęła się na jego brzuchu. Ale on nie skończył. Wstał chwiejnie, niosąc ją w ramionach do łazienki, nie wysuwając się z niej ani na milimetr.
Pod prysznicem gorąca woda parzyła ich skórę, zmywając kurz stajni i pot. Ben oparł ją o zimne kafelki ściany i klęknął za nią. Asia drżała, gdy rozsunął jej pośladki. Gorący język Bena, drażniący jej najwrażliwsze miejsca, sprawił, że świat poza kabiną przestał istnieć.
Nie było bankrutującego hotelu, nie było chłodnej Królowej, nie było Danii. Był tylko ten boski, tępy ból potrzeby i jego usta na jej ciele. Jeśli matka Bena sądziła, że zdoła ich złamać, to bardzo się myliła. W tej parnej łazience Joanna znów była królową – jego królową.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 930 słów i 5326 znaków, zaktualizowała 1 mar o 22:09.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.