W świecie kłamstw rozdział 21

W świecie kłamstw rozdział 21- Kurwa... - jęknął, zamykając zeszyt i spoglądając w okno. Asia założyła ręce na piersi, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. - Przepraszam — mruknął w końcu, spoglądając na nią z miną zbitego psa.
- I co? To wszystko, co masz mi do powiedzenia? - warknęła. - Skąd wiedziałeś, że lubię akurat te kwiaty?
- Ben kazał mi cię sprawdzić na portalach społecznościowych... Tam znalazłem twoje zdjęcia bukietów...
- Ale jakoś do tej pory frezji nie dostałam od niego.
- Bo mu o tym nie powiedziałem — przyznał. - Chciałem... Zresztą to i tak nie jest już ważne.
- Masz rację — przytaknęła.
- Co teraz będzie?
- A co miałoby być?
- Powiesz o wszystkim Benowi?
- Pytasz mnie tak, jakbyś miał cztery lata i właśnie stłukł ukochany kufel od piwa swojego taty... Nie, nie powiem Benowi. Nie wie nawet, że w ogóle przysłałeś mi te kwiaty, więc nie ma potrzeby, bym informowała go o mojej wiedzy...
- Dziękuję...
- Zjeżdżaj, Alek — pokręciła głową, uśmiechając się nieznacznie.

- Witaj w Egipcie — powiedział Ben, biorąc Asię w ramiona. - Jak wam minęła podróż? Mam nadzieję, że Alek był dobrym kompanem?
- Było naprawdę przyjemnie — powiedziała, całując go na powitanie w szyję. - Aczkolwiek mnie było, zdaje się, wygodniej, niż jemu.
- A to dlaczego?
- Bo wykorzystała moje ramię jako poduszkę — mruknął Alek ze śmiechem, zabierając ich torby. - Jak widzisz, dobrze jest czasem nieco przypakować...
Ben spojrzał na niego poważnie, po czym widząc rozbrajający uśmiech kumpla, pokręcił tylko głową zrezygnowany.
- Chodź, maleńka. Do hotelu mamy około godziny drogi, więc jeśli chcesz, możesz się zdrzemnąć na moim ramieniu.
- Zazdrośnik — mruknął Rosjanin, pakując walizki do bagażnika.
- Ben, ja... - jęknęła, ale jej przerwał lekkim pocałunkiem.
- Wiem — wyszeptał. - Zasnęłaś i rozumiem to. Ale wolę, żebyś pachniała mną, a nie moim człowiekiem, więc ostrzegam, że w hotelu ostro cię zerżnę — warknął, gdy wsiedli do samochodu.

Pisnęła zaskoczona, gdy po wejściu do pokoju, Ben przyciągnął ją mocno do siebie i wpił się zachłannie w jej malinowe usta, błądząc dłońmi po jej ciele.
- Tęskniłem — chrypnął, wsuwając dłonie pod jej sweterek. Jęknęła, odchylając głowę, gdy jego zwinne palce wślizgnęły się w jej biustonosz.
- Czuję — odparła, drżąc, gdy zaczął uciskać jej piersi, mokrymi pocałunkami drażniąc jej szyję i dekolt. Po chwili wylądowali na jednym z dwóch łóżek. Usiadł na podwiniętych nogach, niecierpliwie ściągając z niej kolejne warstwy ubrań. Zagryzła wargę, obserwując go z pożądaniem i z niemałą satysfakcją zauważając spore wybrzuszenie w jego spodniach. A więc był naprawdę jej spragniony.
Po chwili, gdy została tylko w koronkowych majteczkach, chwycił ją za kostkę i podniósł do ust, by następnie złożyć na jej łydce delikatny niczym piórko pocałunek. Zadrżała z podniecenia, patrząc na niego pożądliwie.
- Weź mnie — poprosiła ochryple.
- Spokojnie, kochanie — mruknął nisko, sunąc pocałunkami w górę jej łydki, do kolana i wyżej. - Dajmy sobie nieco czasu... Na plażę i tak już dziś nie pójdziemy... Poza tym chcę się tobą nacieszyć, maleńka — gdy dotarł ustami do linii jej majteczek, uśmiechnął się cwanie i przeniósł pocałunki na drugą nogę. Jęknęła. Częściowo z irytacji, bo chciała już poczuć go w sobie, a dużo więcej z przyjemności. Ten gnojek doskonale wiedział, jak ją rozpalić do czerwoności. Wkrótce też poczuła wyraźnie, jak bardzo zrobiła się mokra. Uśmiechnął się, wyczuwając to również i przesunął nosem po je wzgórku, przy okazji zaciągając się mocno jej naturalnym zapachem i ugryzł ją delikatnie w bok brzucha. Syknęła, zaskoczona tą niespodziewaną pieszczotą i spróbowała przyciągnąć go bliżej, ale niewiele to dało. Wymsknął się jej palcom i polizał miejsce, które przed chwilą ugryzł, po czym zaczął wędrówkę za pomocą namiętnych pocałunków w górę jej boskiego ciała. A kiedy ich usta wreszcie się spotkały, przyciągnęła go mocno do siebie. Zsunęła dłonie na jego pośladki i ścisnęła lekko, po czym poruszyła biodrami, z satysfakcją zauważając, jak jego oczy momentalnie ciemnieją. Z ust Bena dobył się przeciągły jęk.
- Ben... Za chwilę cię dosiądę, jeśli mnie nie weźmiesz — zastrzegła, majstrując palcami przy jego rozporku. Uśmiechnął się triumfalnie, zasysając jej dolną wargę. Poczuł, jak jej ciałem wstrząsnął dreszcz rozkoszy.
- Zrób to — powiedział twardo, przekręcając się z nią tak, że znalazł się pod nią. - Chcę, żebyś mnie dzisiaj ujeżdżała.
Nie trzeba było jej tego dwa razy powtarzać. W ekspresowym tempie pozbyła się jego spodni, pod którymi jak się okazało, nie miał bielizny, uwalniając tym samym jego sterczącego na baczność penisa i nie zdejmując majteczek, dosiadła go. Jęknął głośno, gdy nabiła się na niego do końca i złapał ją mocno za biodra.
- Perwersja — mruknął zadowolony, odciągając jej mocniej koronkę majtek i zaczynając drażnić palcem łechtaczkę kobiety. Kiwnęła głową, zaczynając się na nim poruszać. Stęknął, podnosząc się do siadu i schwycił w usta jej uwolniony z biustonosza sutek, po czym zassał go mocno. Złapała go za głowę, jednocześnie odchylając się mocno do tyłu i podparła się jedną ręką, nie zaprzestając ruchu bioder. Nabrzmiały kutas Bena wręcz rozsadzał jej ciasne wnętrze, wchodząc pod ostrym kątem w jej wyposzczoną cipkę.
Zadrżała, jęcząc, gdy zaczął masować jej łechtaczkę.
- Mocniej — poprosiła ochrypłym głosem, czując, jak w jej podbrzuszu wzbiera wir, który aż prosi się, by go uwolnić. Uśmiechnął się, dając jej klapsa w pierś, po czym ścisnął dzwoneczek między palcami, co natychmiast zaowocowało mocnymi skurczami jej pochwy oraz słodkim krzykiem Asi. - Ben, tak! - sapnęła, poruszając się na nim już maksymalnie szybko. Jej ruchy stawały się z każdym coraz bardziej niedbałe, jej ciałem wstrząsały kolejne spazmy orgazmu. Wiedziała jednak, że to nie jest szczyt, na który najbardziej chciała się wspiąć. Popchnęła go więc na łóżko, by całkiem się położył i opadła na niego, nabijając się na jego pałę raz za razem. Chwycił ją za biodra, unieruchamiając ją i sam rozpoczął w niej szaleńczy pęd. Na jego czoło wystąpiły kropelki potu, a oddech zaczął mu się rwać, gdy poczuł, jak zaczyna w niej szaleńczo pulsować, pompując ją bez opamiętania. Wkrótce też jej silny orgazm unieruchomił go w jej miarowo zaciskającym się wnętrzu, a Asia doszła gwałtownie, wrzeszcząc piskliwie jego imię, po czym trysnęła obficie, mocząc swoimi soczkami wszystko wokół. Sapnął zadowolony, gdy wysunął się z niej niemal do końca. - Mam tabletki — wyszeptała, drżąc wciąż po dopiero co przeżytym orgazmie.
- Tabletki? - mruknął, ocierając penisem jej mokrą szparkę.
- Antykoncepcyjne.
- Oh — wyszczerzył się zadowolony, po czym wbił się w nią jednym mocnym pchnięciem, które wyrwało z jej gardła zduszony okrzyk i narzucając sobie mordercze tempo, zaczął się w niej ponownie poruszać. Z każdym pchnięciem, jej cipka zaciskała się na nowo, a Asia jęczała coraz piskliwiej. W końcu jednak wbił się w nią po same jądra i przytrzymując w miejscu jej biodra, stęknął z wysiłku i rozkoszy, po czym zalał ją obficie. Mruknęła, gryząc go w ucho, gdy potężna dawka ciepłej spermy rozlała się strumieniem w jej wnętrzu.
- Ciepło — uśmiechnęła się błogo, kładąc policzek na poduszce.
- Po powrocie pójdziesz do lekarza, ok? Wolę dmuchać na zimne — mruknął, sięgając po coś do szafki. Kiwnęła głową, zbyt zmęczona, by odpowiadać, ale rozanielony uśmiech nie schodził jej z ust. Po chwili przewrócił ją na plecy i czule starł z niej wszystko to, co wypłynęło z jej wnętrza. - Narobiliśmy trochę bałaganu — zachichotał, podnosząc ją i przenosząc na drugie łóżko. - Ale to nic. Wyschnie, a jutro zmienią na czystą.

- Ale tu ślicznie — zachwyciła się następnego dnia, gdy po gorącym seksie udało im się dojść na plażę i właśnie rozkładała się na leżaku. Co prawda temperatura daleka była od upałów, ale i tak było przyjemnie, skoro było powyżej dwudziestu stopni i mogła poleżeć w bikini.
- Prawda? - uśmiechnął się szeroko. - Mówiłem, że ci się tu spodoba... Tu naprawdę jest bajecznie. Któregoś dnia zanurkujemy na rafę. Daję słowo, że będziesz zachwycona.
- Oh, jesteś cudowny! - pisnęła, całując go czule. - Ale laguna też robi dobre wrażenie.
- To wskakuj do wody — mruknął. - Podejrzewam jednak, że może być jeszcze nieco chłodnawa. W końcu mamy dopiero luty...
Zerknęła na niego z figlarnym uśmiechem, po czym popędziła do wody. Pierwsze wrażenie chłodu szybko minęło i z przyjemnością zanurzyła się w letniej wodzie.
- No chodź! - krzyknęła, by usłyszał ją przez szum fal. Uśmiechnął się szeroko i gdy już miał wstać, dostrzegła, że odbiera telefon. Westchnęła zrezygnowana, doskonale zdając sobie sprawę, że to coś związanego z pracą Bena. A obiecał nie pracować na wakacjach... Kucnęła, zanurzając się w wodzie aż po szyję, po czym ostrożnie położyła się na wodzie, wystawiając radośnie twarz do słoneczka, które robiło, co mogło, by tylko umilić jej pobyt w tym miejscu.
- Widzę, że wypoczywasz — mruknął Ben kilka minut później. Otworzyła jedno oko. Na jego ustach błąkał się kołtuński uśmieszek.
- Staram się nałapać słonka, ile tylko się da — uśmiechnęła się szeroko, rozkładając ręce na boki.
- A gdzie to się wybierasz? - zachichotał, łapiąc ją za biodra, gdy fale zaczęły ją nieco znosić. Roześmiała się radośnie, obejmując go nogami w pasie.
- Teraz już nigdzie, bo jestem zakotwiczona.
- I dobrze — mruknął, pochylając się i całując ją w dekolt. Jęknęła cicho, a po jej ciele przeszedł przyjemny dreszcz. - I dziękuję.
- Za co? - złapała go za szyję i podniosła się lekko.
- Że jesteś ze mną. Tutaj, no i tak w ogóle. Że nie uciekłaś, gdy dowiedziałaś się, kim jestem. Miałabyś do tego pełne prawo...
- Przecież uciekłam.
- Ale jednak wróciłaś i zdecydowałaś się spróbować.
- No tak. Poza tym nie jest aż tak źle. Nie każesz mi żyć według etykiety...
- Bo ja sam w ten sposób nie żyję, ale podejrzewam, że kiedyś w końcu będę musiał wprowadzić cię w pełny zakres tego, co się wymaga we dworze.
- Możesz uczyć mnie nawet teraz — zaproponowała.
- Jesteś pewna? Przecież to mają być wakacje, a co za tym idzie relaks i świetna zabawa.
- Oh, no... Kto powiedział, że musisz od razu mi robić z tego kartkówki? Możesz opowiadać...
- Zastanowię się — syknął głucho, gdy ponownie położyła się na wodzie, wciąż obejmując go nogami w pasie. - Naprawdę ciekawa pozycja. I gdyby nie ci ludzie na brzegu, wziąłbym cię tu teraz ostro.
- Czuję — wyszczerzyła się i ochlapała go lekko.
- Grabisz sobie, dziewczynko...
- Oh, naprawdę? Patrz, nie zauważyłam... I jak mnie za to ukażesz?
- Zwiążę cię — powiedział beznamiętnie. - Będziesz głośno jęczeć moje imię i błagać, bym dam ci spokój, gdy będę cię zaspokajać.
Z przyjemnością wyczuł, jak przez jej ciało przeszedł dreszcz podniecenia, dlatego ostrożnie, choć stanowczo podniósł ją z wody, po czym złączył ich usta w namiętnym pocałunku, który sprawił, że niemal natychmiast zrobiła się podwójnie mokra. Przygryzła mu wargę, ocierając się o niego nieznacznie w odpowiedzi. Syknął z rozkoszy, łapiąc ją mocno za kark.
- Skarbie, przestań — jęknął jej w usta. - Za chwilę wszyscy zobaczą mój wzwód...
- Wybacz — zachichotała, całując go w nos.

Trzy dni później.
- Cześć, Alek — powiedziała cicho, zachodząc go od tyłu, gdy relaksował się w jednym z basenów. Lekko odwrócił głowę w jej stronę, uśmiechając się nieznacznie.
- Czyżby Ben wreszcie pozwolił ci przyjść na baseny? - zaśmiał się, szczerząc się zadowolony.
- Nie miał w tej kwestii nic do gadania — mruknęła, siadając na murku obok niego, po czym zgrabnie ześlizgnęła się do wody, wywołując tym niewielką falę.
- O, to widzę, że wzięłaś go nieźle pod pantofel. Gratuluję...
- Alek, nie bądź śmieszny. Gdy wychodziłam, Ben prowadził jakąś arcyważną rozmowę biznesową. Zostawiłam mu tylko kartkę, gdzie mnie znajdzie i poszłam.
- A dlaczego nie wybrałaś laguny? - zainteresował się.
- Jakoś mimo wszystko tutaj czuję się bezpieczniej...
- Ok, a samotna się nie czujesz?
Pokręciła stanowczo głową.
- Nie, przecież rozumiem, że to jego praca, choć nie ukrywam, że nieco mnie to irytuje...
- W takim razie to naprawdę dobrze, że nie trafiłaś na policjanta, czy żolnierza — mruknął, uśmiechając się nieznacznie.
- Obydwa zawody uwielbiam i szanuję — powiedziała. - Kiedyś nawet się tym nieco interesowałam. A zwłaszcza samolotami.
- I co się stało, że nie prowadzisz teraz żadnego myśliwca? Bo jak rozumiem, tylko takie wchodzą w grę, co?
- Dokładnie — zaśmiała się. - A aktualnie to korzystam z dobrodziejstwa pięknej pogody, kolego. A zainteresowanie samolotami przeszło mi wraz z zauroczeniem jednym aktorem — wyznała, rumieniąc się nieco.
- To zdradź mi, proszę, jaki film oglądałaś?
- Pearl Harbor.
- Ah, rozumiem... I dostałaś świra na punkcie Affleck'a.
- Niestety, drogi kolego, ale pudło. Chodziło wtedy o Josh'a Hartnett'a.
- No proszę... Też całkiem fajny aktor. To teraz mów, jak na spowiedzi, kogo to jeszcze tak mocno lubisz?
- A na to, to chyba mamy ciut zbyt mało czasu, bo tych ludków trochę jest.
- Nie mów! To ty jesteś aż tak kochliwa?
- Wiesz, jak ktoś wpadnie mi w oko... Taki naprawdę przystojny...
- Ok... A tak obiektywnie na mnie patrząc, spełniałbym jakieś tam twoje kryteria?
Zaśmiała się, po czym zmierzyła go poważnym spojrzeniem. Natychmiast napiął mięśnie, na co tylko wyszczerzyła się radośnie.
- Dobra, powiem ci, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim? - zapytał od razu.
- Przewieziesz mnie na swoim motocyklu.
- Po co ci to? - zrobił wielkie oczy.
- To moja miłość pierwsza.
- Patrz, a myślałem, że Ben nią jest — zaśmiał się. - Ok, wchodzę w to, ale pod warunkiem, że nie powiesz o niczym Benowi. Wybacz, ale to musi być nasza tajemnica, inaczej ukręciłby mi łeb, za coś takiego.
- Spokojnie, spacyfikuję go — machnęła niedbale ręką, ale pokręcił stanowczo głową.
- Joanno, ja naprawdę nie żartuję. Gdyby Ben się dowiedział, co chcemy zrobić, z miejsca by mnie wykopał za narażenie jego kobiety na cokolwiek, rozumiesz?
- Tak, zgoda — westchnęła.
- Świetnie. W takim razie teraz czekam na twoją opinię — znów się uśmiechnął.
- Ok... No, może być.
- Tylko tyle? - zapytał, natychmiast robiąc minę zbitego psa. Zachichotała. - Lubię, gdy się śmiejesz.
- Naprawdę?
- Owszem. Ślicznie wtedy wyglądasz.
- Naprawdę?
- Oh tak... Bardzo dziewczęco.
- Alek... - westchnęła.
- Tak, wiem, wiem. Już nic nie mówię...
- Będziesz musiał, bo mam pytanie.
- Wal śmiało.
- Po co ci aż tyle tatuaży?
- Przyznam szczerze, że to już chyba uzależnienie — powiedział szczerze.
- Planujesz zrobić kolejne?
- Oczywiście.
- Lubisz tak cierpieć? Przecież to boli!
- Do wszystkiego można się przyzwyczaić.
- Ja raczej bym tak nie potrafiła.
- Wiesz, może gdyby ci się spodobały...
- Ależ ja tatuaże same w sobie bardzo lubię, podobają mi się, zwłaszcza jeśli są znakomicie zrobione. I sama też chciałam jakiś mieć, ale niestety pod względem bólu jestem tchórzem straszliwym i nie wiem, czy bym dała radę.
- Ok, a w jakim miejscu byś chciała go mieć? - zainteresował się, patrząc na nią uważnie. Właśnie po raz kolejny mocno u niego zapunktowała.
- A, widzisz i tu właśnie zaczynają się schody, bo gdy policzyłam miejsca, w których chciałabym mieć tatuaż, to wyszło mi ich jedenaście.
Alek wyszczerzył się, gwiżdżąc przeciągle.
- Nooo... Zaczynam coraz bardziej żałować, że to nie ja cię wtedy poderwałem... - mruknął. - Ben nie pozwoli ci zrobić tatuażu.
- A ty byś pozwolił?
- No pewnie, tylko najpierw musiałabyś mi powiedzieć, gdzie chciałabyś je mieć...
- W takim razie to dobrze, że to ja jestem facetem Joanny, bo nie pozwolę jej oszpecić w ten sposób — powiedział naraz Ben, stając za nimi na brzegu basenu.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 3107 słów i 16863 znaków.

Dodaj komentarz