W świecie kłamstw rozdział 21

W świecie kłamstw rozdział 21— Kurwa... — Alek jęknął głucho, a dźwięk ten odbił się od luksusowego wykończenia kabiny. Zamknął notes z trzaskiem, jakby chciał przytrzasnąć w nim swoją tajemnicę. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w chmury za oknem, a jego profil wydawał się wykuty z granitu. W końcu odwrócił się do niej. Miał minę zbitego psa, ale w głębi jego oczu czaiło się coś jeszcze. Coś na kształt ulgi, że został przyłapany.
— Przepraszam — mruknął.
Joanna założyła ręce na piersi, nie dając mu łatwego wyjścia.
— I co? To wszystko? „Przepraszam”? Skąd w ogóle wiedziałeś, że to moje ulubione kwiaty, Alek?
— Ben kazał mi cię prześwietlić — przyznał, obniżając głos. — Social media, zdjęcia sprzed lat. Na jednym z nich, starym i wyblakłym, trzymałaś bukiet frezji i uśmiechałaś się tak, jakbyś trzymała w rękach cały świat. Zapamiętałem to.
— Ciekawe. Bo Ben jakoś nigdy nie wpadł na to, żeby mi je kupić.
— Bo mu nie powiedziałem — wypalił, a potem szybko dodał: — Chciałem... po prostu... Zresztą, to bez znaczenia. Przegrałem, zanim zacząłem.
Joanna poczuła ukłucie współczucia, które natychmiast stłumiła.
— Masz rację. To bez znaczenia.
— Powiesz mu? — zapytał, a w jego głosie usłyszała nutę paniki. Wyglądał teraz jak dzieciak, który stłukł ukochany kufel taty i czeka na wyrok.
— Nie, Alek. Nie powiem. Ben nie wie o kwiatach, więc nie musi wiedzieć o twojej wpadce. Ale od teraz... zjeżdżaj na swoją stronę barykady — uśmiechnęła się nieznacznie, choć serce wciąż biło jej szybciej.

Egipt uderzył w nich żarem i zapachem pustynnego kurzu. Ben czekał przy czarnej limuzynie, wyglądając jak bóstwo w lnianej koszuli. Gdy wziął ją w ramiona, Joanna na moment zapomniała o samolocie, notesie i kłamstwach.
— Witaj w raju, maleńka. Alek był grzeczny? — zapytał Ben, całując ją w skroń.
— Było... inspirująco — odparła, a jej wzrok na sekundę spotkał się z nieprzeniknionym spojrzeniem Rosjanina. — Choć muszę przyznać, że ramię Aleka jest zaskakująco wygodne jako poduszka.
Alek, pakując torby do bagażnika, wydał z siebie krótki, gardłowy śmiech.
— Trzeba było nieco przypakować, żeby sprostać wymaganiom pańskiej kobiety, szefie.
Ben speszony uśmiechem kumpla, przyciągnął Asię mocniej do siebie.
— Wskakuj do środka. W hotelu czeka nas długa noc. Chcę, żebyś pachniała mną, a nie moim człowiekiem — warknął jej prosto do ucha, gdy drzwi limuzyny się zamknęły. — Bo ostrzegam, że zamierzam cię dzisiaj bezlitośnie zerżnąć.

Nie zdążyła nawet zdjąć butów, gdy Ben pchnął ją na drzwi apartamentu. Jego usta były zachłanne, dłonie błądziły pod swetrem z precyzją chirurga. Tęsknota zamieniła się w pierwotny głód.
Wylądowali na łóżku w plątaninie kończyn i gorączkowych oddechów. Gdy Joanna została tylko w koronkowych majtkach, Ben zatrzymał się na moment. Chwycił jej kostkę, uniósł nogę i złożył na niej pocałunek tak delikatny, że aż przeszedł ją dreszcz.
— Weź mnie. Teraz — wychrypiała.
— Cierpliwości, kochanie. Plaży nam nie zabiorą, a ja chcę celebrować każdy centymetr twojej skóry.
Był mistrzem tortur. Jego usta wędrowały w górę jej ud, drażniąc linię koronki, by w ostatniej chwili uciec w stronę brzucha. Joanna wiła się pod nim, czując, jak wilgoć między jej nogami staje się niemal bolesna. Kiedy w końcu pozwolił jej przejąć kontrolę, nie czekała. Pozbyła się jego spodni — pod spodem był już twardy i gotowy. Dosiadła go, jęcząc z ulgi, gdy wypełnił ją do granic możliwości.
— Perwersja — mruknął Ben, ściskając jej biodra i zaczynając drażnić jej łechtaczkę.
Ich ciała poruszały się w morderczym tempie, aż w końcu apartament wypełnił krzyk Asi i głębokie stęknięcie Bena, który zalał ją gorącą falą.
— Tabletki... biorę je — wyszeptała, opadając na jego pierś.
— To dobrze — mruknął, uśmiechając się drapieżnie. — Bo mam zamiar powtarzać to tak długo, aż zapomnisz, jak się nazywasz.

Trzy dni później, gdy Ben znów utknął w „arcyważnej” rozmowie, Joanna wymknęła się nad basen. Alek był tam, zanurzony w błękitnej wodzie, wyglądając jak rzeźba z ciemnymi tatuażami odcinającymi się od opalonej skóry.
— Ben wreszcie zdjął ci smycz? — zażartował Alek, gdy usiadła na brzegu.
— Sama się zdjęłam.

Rozmowa płynęła lekko, o samolotach, o filmach, o Joshu Hartnetcie. Alek wydawał się bardziej swobodny, jakby przyznanie się do kwiatów zburzyło mur między nimi.
- Przewieziesz mnie na swoim motocyklu? - zapytała znienacka całkiem niewinnie.
Alek zamarł, a potem uśmiechnął się szeroko.
— To nasza tajemnica. Jeśli Ben się dowie, urwie mi łeb za narażanie cię na niebezpieczeństwo.
— Spokojnie, spacyfikuję go — machnęła ręką.
- Być może... Więc... Podobam ci się? — zapytał nagle, napinając mięśnie, gdy wychodził z wody.
— Oh... — Joanna zmierzyła go powolnym, prowokacyjnym spojrzeniem, a Alek, zamiast odwrócić wzrok, wytrzymał go. — No, powiedzmy, że spełniasz kilka kryteriów.
Wyszedł z wody, ociekając błękitną cieczą, która lśniła na jego mięśniach. Stanął tuż przed nią, tak blisko, że czuła bicie jego serca i zapach chloru zmieszany z rozgrzanym słońcem ciałem. Napiął mięśnie, a ona mimowolnie zatrzymała wzrok na kropli wody, która powoli spływała po jego twardym brzuchu, ginąc pod krawędzią kąpielówek.
— Tylko tyle? — zapytał cicho, a jego głos stał się niski, niemal chropowaty. — Lubię, gdy się śmiejesz, Joanno. Robisz się wtedy taka... bezbronna. To rzadki widok.
— Alek... — westchnęła, czując, że powietrze między nimi nagle zgęstniało. To nie była już tylko koleżeńska pogawędka. To była gra pozorów, w której oboje znali stawkę.
— Tak, wiem. Ben. Zawsze Ben — mruknął, ale nie odsunął się ani o centymetr. — Pytasz o te tatuaże... To nie jest cierpienie. To zaznaczanie własności nad własnym ciałem. Ty też tego chcesz, prawda? Chcesz mieć coś tylko swojego, czego on nie będzie mógł kontrolować.
Poczuła dreszcz, który nie miał nic wspólnego z chłodną wodą. Alek czytał w niej jak w otwartej księdze.
— Mam jedenaście miejsc, w których chciałabym je mieć — szepnęła, a jej wzrok spoczął na jego ustach.
— Mam jedenaście miejsc, w których chciałabym je mieć — szepnęła, a jej wzrok spoczął na jego ustach.
Alek wydał z siebie cichy, drapieżny pomruk i pochylił się w jej stronę, niby po to, by podnieść ręcznik, a w rzeczywistości tak blisko, że jego wilgotne ramię otarło się o jej skórę.
— Ben ci nie pozwoli. On chce cię widzieć nieskalaną, jak obrazek na ścianie — wyszeptał jej prosto do ucha. — A ja? Ja bym pozwolił ci na wszystko. Sam bym ci te miejsca wybrał... i sprawdził każde z nich centymetr po centymetrze.
Joanna poczuła, jak jej kolana miękną. W tym momencie Alek nie był pracownikiem Bena. Był mężczyzną, który rzucił mu wyzwanie w najbardziej intymny sposób.
— W takim razie to dobrze, że to ja jestem facetem Joanny — lodowaty, władczy głos Bena przeciął tę naelektryzowaną ciszę.
Ben stał na brzegu basenu, z rękami w kieszeniach, ale biła od niego taka furia, że nawet woda w basenie zdawała się zastygać. Patrzył na Aleka z taką intensywnością, jakby za chwilę miał wydać wyrok śmierci.
— Bo nie pozwolę jej oszpecić w ten sposób. Nigdy. A ty, Alek... zdaje się, że zapomniałeś, za co ci płacę.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 1340 słów i 7728 znaków, zaktualizowała 28 lut o 14:09.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Jota

    I co? To koniec?

    8 lip 2021

  • Użytkownik elenawest

    @Jota nie, oczywiście że nie, dodam kolejny rozdział po niedzieli jakoś :-) teraz po prostu mam masę spraw na głowie i zero czasu na pisanie

    9 lip 2021