W świecie kłamstw rozdział 3

W świecie kłamstw rozdział 3Asię totalnie zamurowało. Ten maluch najwyraźniej był synem Bena! Przełknęła ciężko ślinę, wpatrując się, jak jej facet tuli malca czule. To była piękna scena, choć czuła bolesne ukłucie w sercu. Okłamał ją! Powiedział przecież, że nie ma przed nią żadnych tajemnic!...
- Nie powiedział ci? - szepnęła Sophie, wyczuwając, że Polka zdrętwiała zaskoczona.
- Nie — chrypnęła. - Nie wiedziałam...
- Przeszkadza ci to, Joanno? - zapytała cicho królowa, gdy przy stole znów zapanowały rozmowy, a Ben wymknął się z jadalni, by utulić synka, który nie chciał wracać do opiekunki.
- Nie, wasza wysokość — powiedziała łagodnie, nawet delikatnie się uśmiechając. - Nie przeszkadza mi to. Benedict jest ode mnie starszy, rozumiem, że miał życie uczuciowe przede mną...
- Rozumiem...
- Powinnam już iść — bąknęła zmieszana.
- Uciekniesz. To cię przeraża — prychnęła Małgorzata, mierząc ją ostrym spojrzeniem.
- Bynajmniej. Po prostu jestem strasznie zmęczona. To był ciężki dzień, do tych zawodów przygotowywałam się od kilku miesięcy niemal dzień w dzień po mojej pracy lub przed. Po prostu chciałabym odpocząć — powiedziała, spuszczając wzrok.
- W takim razie miłej podróży.
To był koniec rozmowy. Asia skłoniła się lekko i wyszła z pomieszczenia, starając się zachować, choć ciut godności. W środku cała się trzęsła i nie bardzo wiedziała, co dalej zrobić... Skręciła w stronę głównego wejścia i przystanęła zaskoczona, widząc zmierzającego w ej stronę Bena.
- Nie pożegnasz się? - mruknął, podchodząc do niej.
- Poprosiłam twoją siostrę, by zrobiła to za mnie... Nie wiedziałam, ile czasu spędzisz z synem — wyjaśniła cicho, spuszczając wzrok.
- Joanno... Pozwól, że ci wszystko wytłumaczę — podszedł do niej, delikatnie ujmując ją za brodę i unosząc, by na niego spojrzała. - Dowiedziałabyś się o Henrym, przysięgam...
- O jego matce również? A może miałeś zamiar dzielić swój czas na nas dwie? - prychnęła rozzłoszczona. Przymknął na moment oczy, oddychając głęboko.
- Moja żona, a matka Henry'ego, Lisa... Nie żyje — powiedział w końcu. Jego głos był ochrypły, a gdy na nią spojrzał, po prostu ją zatkało. - Zmarła tuż po urodzeniu mi syna. Od tamtej pory sam go wychowuję... Joanno, nie związałem się z tobą, by na dzień dobry uczynić cię matką dla niego. Z czasem... Może, ale... - pokręcił głową, puszczając jej dłoń i przeczesując palcami włosy. - Przepraszam, że od razu nie powiedziałem ci, że mam syna. To był błąd. Powiedziałaś mi, co się stanie, jeśli cię okłamię... Rozumiem. Rozumiem, że czujesz się oszukana i że możesz się bać. Niczego od ciebie nie wymagam i zrozumiem, jeśli teraz odejdziesz — uśmiechnął się smutno, delikatnie dotykając opuszkami palców jej zaróżowionego policzka. - Chcę jednak, żebyś wiedziała, że moja wścibska siostra ma rację. Udało mi się znów zakochać, choć od trzech lat sądziłem, że to nie jest możliwe... Alek czeka na ciebie na podjeździe, zawiezie cię prosto do hotelu... Dziękuję, że się zjawiłaś. Wyglądasz najpiękniej spośród wszystkich pań — pocałował ją w dłoń. - Jeszcze raz gratuluję.
Kiwnęła głową, cmokając go w policzek.
- Daj mi czas — wyszeptała, odwracając się i idąc powoli do wyjścia. Westchnął cicho, przymykając oczy...

- Tak szybko wróciłaś? - zapytała zaskoczona Marta, gdy przyjaciółka weszła do ich wspólnego pokoju.
- Muszę odpocząć...
- Stało się coś? - blondynka usadziła ją stanowczo w fotelu i spojrzała na nią badawczo. - Płakałaś?!
- Nie — skłamała brunetka.
- Przecież widzę! Zrobił ci coś? Gadaj!

- I tak po prostu odeszłaś?! - wrzasnęła Marta, gdy Asia skończyła opowiadać. - Zwariowałaś, czy jak? Co ci odwaliło?
- Oszukał mnie. Okłamał!
- Gówno prawda! Powiedział, że dowiedziałabyś się później o małym, tak? Więc czego jęczysz? To normalne, że chciał najpierw cię poznać, sprawdzić, jak jest wam razem... A ty robisz z tego wielkie halo! Poza tym, co z tego, że ma syna?
- To akurat nie jest problem, bo maluch wygląda jak aniołek, jest naprawdę słodki. I widać, że Ben go kocha... Ale...
- No co?!
- A jeśli on ma jeszcze jakieś inne tajemnice? Gorsze?
Marta popatrzyła na nią jak na totalną idiotkę i popukała się w czoło.
- Weź przestań i nie wymyślaj kolejnych problemów dobrze? Pogadaj z nim...
- Nie wiem, czy mam ochotę...
- Naprawdę jesteś dziwna...

- Wstawaj, wariatko! - syknęła Marta, zrzucając z przyjaciółki kołdrę.
- Do odlotu mamy jeszcze czas, więc daj mi święty spokój, kretynko! - warknęła Asia, przykrywając głowę poduszką.
- Dostałaś kwiaty! I wypaśne śniadanie!
- Co? - brunetka usiadła gwałtownie na łóżku, zaskoczona słowami przyjaciółki. - Jakie śniadanie? O Boże! - krzyknęła zdumiona, widząc, że ich pokój tonie w bukietach kwiatów, a stolik ugina się od przysmaków. - Wiesz od kogo to?
- Owszem — mruknęła Marta, pogryzając rogalika z cwanym uśmiechem. - Od Bena...
- Cholera...
- Tu masz liścik — rzuciła jej karteczkę. - Zastawa jest z godłem...
- Pierdzielisz! - syknęła Asia i rozerwała niewielką pieczęć. - "Dziękuję ci za wszystko. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz i zostaniemy przyjaciółmi. Ben"
- Jesteś idiotką, Aśka! - syknęła Marta, patrząc ostro na przyjaciółkę. - Zaprzepaszczasz najlepszą okazję!

Tydzień później.
Czując, jak serce wali jej w piersi, wybrała numer do Bena. Nie było dnia, by o nim nie myślała. Śniła o nim i wciąż biła się z myślami. Nie wiedziała, czy powinna mu zaufać. Z drugiej strony... Podświadomie czuła, że gdyby to ona była na jego miejscu, pewnie zrobiłaby podobnie...
Westchnęła, gdy telefon nawiązał połączenie.
- Joanna? - usłyszała głos Bena i o mało nie wypuściła telefonu z ręki. Zamyśliła się, a on odebrał już po pierwszym sygnale.
- Hej — chrypnęła lekko.
- Dzieje się coś? - w jego głosie usłyszała troskę. - Maleńka?
- Ben... - wyszeptała, po czym ryknęła płaczem. Tęskniła. Tak cholernie tęskniła.
- Mów do mnie! Gdzie jesteś? Czemu płaczesz? Joanno?
- Proszę — jęknęła. - Ben, przepraszam... Źle zareagowałam... To, że masz syna, mi kompletnie nie przeszkadza. Ja... Moglibyśmy porozmawiać?
- Naprawdę tego chcesz? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Tak. Ufam ci.
- Będę za trzy godziny, czekaj na mnie, maleńka — mruknął, lecz niemal widziała jego szeroki uśmiech. - Obiecuję, że wszystko ci wyjaśnię.

Trzy i pół godziny później przestępowała niecierpliwie z nogi na nogę przed terminalem lotniska, oczekując na niego. Gdy tylko go zauważyła, musiała oprzeć się tyłkiem o samochód, by nie upaść z emocji. Podszedł do niej i widząc jej stan, wziął ją w ramiona, tuląc czule. Westchnęła, czując jego drogie perfumy i ciepłotę ciała.
- Jestem tu, Joanno — wyszeptał, całując ją w czubek głowy. - I powiedz słowo, a nigdy nie odejdę...
- Chodź — chrypnęła, odklejając się od niego w końcu. - Pogadamy, ok?
- Oczywiście — uśmiechnął się lekko, gładząc ją po policzku i patrząc jej w oczy. - Obiecuję, żadnych kłamstw.
Kiwnęła stanowczo głową, otwierając mu drzwi do autka.
- Zapraszam na obiad.

- Dobrze, w takim razie mów dokładnie, co chciałabyś o mnie wiedzieć? - mruknął, wycierając usta serwetką, gdy rozprawili się już z wyśmienitym łososiem.
- Czym dokładnie się zajmujesz? - zapytała, patrząc mu cały czas w oczy.
- Jak ci już mówiłem, jestem biznesmenem. Inwestuję w nieruchomości, ale wspieram również organizacje charytatywne, trochę bawiłem się na rynkach w obrót pieniędzmi dla klientów, ale to mnie w końcu znudziło.
- Więc... W głównej mierze jesteś finansistą — powiedziała ostrożnie. Uśmiechnął się nieznacznie.
- Można to tak ująć — puścił jej oczko. - Ale w gruncie rzeczy jestem naprawdę normalnym facetem... Kocham konie, książki i muzykę. Gdy mam czas, wychodzę pobiegać, najczęściej z moim psem. I najlepsze jest to, że nikt mnie wtedy nie zaczepia, bo skończyłem praktycznie z publicznymi wystąpieniami.
- Jaka rasa psa?
- Spaniel — zachichotał radośnie. - Brązowa strzała. Nie ma szans, by spokojnie wejść do domu.
- Zwariowany?
- Jak najbardziej. A do tego dodaj mojego trzyletniego syna. Powalają na łopatki. Dosłownie.
- Uroczy duet. Mogę zadać ci osobiste pytanie? - przygryzła wargę.
- Oczywiście.
- Dlaczego twoja żona zmarła?
- Rozległy krwotok wewnętrzny. Nie do opanowania — wyjaśnił.
- Naprawdę nic się nie dało zrobić?
- Nie — westchnął. - Lisa długo chorowała, była bardzo delikatna. Gdy się pobraliśmy, oboje byliśmy naprawdę młodzi, lecz na dziecko przyszło nam czekać kilka lat. Zdecydowałem, że nie będę uczestniczyć w książęcych obowiązkach, by móc jak najczęściej być z żoną. Moja matka zgodziła się na to i oficjalnie wycofaliśmy się z większości zajęć. Byłem dość lubiany, ludzie uszanowali naszą prywatność, paparazzi nie śledzili nas, a ja byłem im za to wdzięczny. Gdy w końcu Lisa wyzdrowiała, zdecydowaliśmy się na dziecko, chociaż lekarz mówił, że istnieje ryzyko. Ale ona tak bardzo chciała być matką — uśmiechnął się ponuro. - Zgodziłem się. Przez całą ciążę nie było żadnych problemów, nie sądziłem, że te pojawią się w czasie porodu. Trwał kilka godzin, a ona traciła krew w zastraszającym tempie. Lekarze nie nadążali z transfuzją. Powiedzieli mi, że mam się z nią pożegnać, bo nie wiedzą, co dalej będzie. Gdyby przeżyła... Możliwe, że byłaby już tylko roślinką — westchnął, przerywając na dłuższą chwilę. - W końcu jednak urodziła. Była słaba, ledwo trzymała malca na rękach. Gdy mi go oddała, zmarła.
- Tak mi przykro — wyszeptała przez ściśnięte gardło, ścierając spływające po policzkach łzy.
- Pogodziłem się z jej stratą... Joanno... Przepraszam — pocałował ją w dłoń.
- Nie, to moja wina. Nie powinnam była pytać.
- Cieszę się, że się dowiedziałaś. Dzięki temu lepiej mnie znasz...
- Tak... A jak poradziłeś sobie z wychowaniem synka?
- Nie było łatwo — przyznał. - Mały tęsknił za matką, której nigdy nie poznał. Starałem się zrobić wszystko, by zagłuszyć ból. Pomagała mi matka, Sophie i Emilia, żona mojego starszego brata. Uczyły mnie, jak opiekować się takim malcem.
- A gdy wyjeżdżasz w interesach, kto z nim zostaje?
- Cała rodzina — uśmiechnął się lekko.
- Widziałam go tylko przez kilka minut, ale to naprawdę uroczy chłopiec. Chciałabym go kiedyś poznać.
- Mam nadzieję, że tak się stanie. Ale jeszcze nie teraz. Najpierw chcę cię dokładnie poznać. Gdybym teraz wprowadził cię w życie Henry'ego, prawdopodobnie zacząłby traktować cię jak swoją mamę, co w przypadku, gdybyśmy się rozstali, nie było zbyt mądre i dobre, bo musiałbym mu cię gwałtownie odebrać. Dlatego od razu ci o nim nie powiedziałem. Chciałem dać nam wszystkim czas.
- Rozumiem — kiwnęła stanowczo głową. - Dziękuję. Powiedz, królowa była bardzo zła, że opuściłam przyjęcie?
- Nie. Wzięła pod uwagę twoją wymówkę — puścił jej oczko. - A teraz mam dla ciebie propozycję.
- Jaką?
- Przyjemną. Ale najpierw odpowiedz mi na jedno ważne pytanie... Lubisz ciepło?
- Uwielbiam, a bo co?
- A bo muszę załatwić kilka spraw na Dominikanie. Pomyślałem sobie, że moglibyśmy polecieć tam razem. Poznalibyśmy się lepiej, pobawili, pozwiedzali i przywieźli mnóstwo zdjęć. Co ty na to?
- Dominikanę? - wyszeptała. - O, wow!
- Więc się zgadzasz? - uśmiechnął się szeroko.
- Jeśli tylko dostanę urlop...
- Myślę, że bez problemu — zachichotał. - A teraz chodź, porywam cię do hotelu — przywołał kelnera.
- Ale nie do mojego miejsca pracy?...
- Sheraton może być? - posłał jej całusa, uśmiechając się cwanie i płacąc szybko za posiłek.
- Pewnie, ale wiesz, że to ja zaprosiłam cię na obiad? - lekko podniosła brwi.
- Oczywiście, a moim obowiązkiem i przywilejem jest za niego zapłacić, kochanie — pocałował ją w dłoń. - Chodźmy.

- No, mów! - wydarła się Marta, gdy tylko odebrała połączenie od przyjaciółki. - Pogodziliście się?
- Tak — twarz Asi rozjaśnił szeroki uśmiech. - Jest dobrze i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.
- No pewnie, że będzie, tylko, błagam... Nie wywijaj już więcej takich akcji, dobrze?
- Postaram się. A teraz muszę kończyć, bo Ben właśnie wrócił, pa!
- Czekaj! Gdzie ty w ogóle jesteś?
- W hotelu...
- Czyli będzie bzykanko!
- Spływaj! - Asia zarumieniła się mocno, przerywając połączenie i obserwując swojego faceta.
- Piękne rumieńce — puścił jej oczko, kładąc na stoliku tacę z butelką drogiego szampana, dwoma kieliszkami i miseczką truskawek oraz drugą z płynną czekoladą. - Stwierdziłem, że trzeba uczcić fakt, że potrafiliśmy się dogadać — powiedział, uśmiechając się szeroko i obejmując ją w pasie. - Cudownie wyglądasz, a jeszcze bardziej bosko pachniesz — pochylił się, przeciągając nosem po jej szyi i delikatnie całując ją za uchem. - Maleńka z ciebie istotka — zachichotał, niespodziewanie podnosząc ją za tyłek. Pisnęła rozbawiona, zaplatając mu ręce na szyi, choć trzymał ją mocno.
- Albo ty taki wysoki...
- Cóż... Myślę jednak, że istnieje pewien sposób, żebyśmy się idealnie dograli — poruszył znacząco brwiami i trzymając ją jedną ręką, sięgnął po truskawkę, którą po chwili wsunął w usta Asi. Mruknęła zadowolona. Uwielbiała połączenie mlecznej czekolady i truskawki. Jej osobisty afrodyzjak... - Smakuje?
- Pycha — przyznała cicho, oblizując wargi. Nachylił się i delikatnie zassał jej dolną wargę. Jęknęła cichutko, wplatając mu dłoń we włosy. Przesunął dłonie na jej uda i podniósł ją tak, by objęła go nogami.
- W takim razie będę cię karmić taką słodyczą, skoro tylko tę jadasz — zachichotał, delikatnie kładąc się wraz z nią na łóżku. Przez chwilę całowali się w ciszy. W końcu jednak uniósł się na rękach, patrząc na nią badawczo, w jego oczach tańczyły iskierki radości. - Jesteś piękną, młodą kobietką, Joanno — cmoknął ją w nos. - Kręcisz mnie... Nie potrafię oderwać od ciebie wzroku, a gdy mnie całujesz... Po prostu brak mi słów. Chciałbym być z tobą bliżej — wyszeptał, nachylając się i całując ją w szyję. Jęknęła cichutko, odchylając głowę, by dać mu więcej miejsca. Po chwili poczuła, jak jego duża ciepła dłoń wślizguje się pod jej koszulkę. Syknął cicho, nieznacznie przygryzając jej skórę na barku. - Jesteś taka gładka... Tak bardzo chciałbym zobaczyć cię nagą i gotową — wyszeptał. - Pytanie brzmi, czy mi na to pozwolisz? Czy mi zaufasz?
- Ufam ci, Ben — wyszeptała. - Jesteś moim mężczyzną. A ja nie jestem dziewicą i doskonale wiem, z jaką przyjemnością wiąże się związek dwojga ludzi.
- Zdziwiłbym się, gdybyś była dziewicą, kochanie — mruknął ochryple, całując ją po obojczyku. - Jesteś piękna i czuję, że miałaś kogoś przede mną... Pozwolisz mi cię teraz rozebrać? - Usiadł na podwiniętych nogach, wpatrując się w jej opadające w rytm ciężkiego oddechu piersi. Kiwnęła głową, ciut nieśmiało przygryzając wargę. Ponownie cmoknął ją w nos i chwycił za rąbek bluzki, po czym ściągnął ją z niej wprawnie. Uśmiechnął się szeroko, widząc jej pełen biust skryty pod koronkowym, częściowo usztywnionym biustonoszem. - Idealna — wyszczerzył się, sięgając do guzika jej spodni. Po chwili te wraz ze szpilkami wylądowały na podłodze obok bluzeczki, a zaraz za nimi jego koszula. Wciągnęła głośno powietrze, patrząc z zachwytem na jego delikatnie wyrzeźbione ciało. - Podoba się? - wychrypiał, omiatając ją rozpalonym spojrzeniem.
- Bardzo — odparła. - Jesteś cudowny — podniosła się lekko, dotykając palcami jego twardego brzucha, na którym lekko odbijały się ukryte pod skórą mięśnie. Przesunęła dłoń ku paskowi jego spodni, uśmiechając się figlarnie. - Pokaż mi, co w nich skrywasz...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 3022 słów i 16504 znaków, zaktualizowała 30 lis 2020.

3 komentarze

 
  • Wielbiciel

    Baaardzo przyjemnie się czyta... brawo:)

  • elenawest

    @Wielbiciel dziekuje bardzo :-*

  • zgadnij

    Dałem plusa :-)  
    Pomimo żem nadal zablokowany i w dodatku nie wiem za co :-)

  • zgadnij

    Dałem plusa :-)