W świecie kłamstw rozdział 24

Dwa tygodnie później.
- Ja pierdolę — mruknęła Marta, gładząc się po brzuchu i kręcąc głową. - Nie wierzę, co za sucz z niej! Jak ona mogła?!
- Też nie wierzyłam, gdy to mówiła — westchnęła brunetka. - Czułam się tak, jakbym była dla niej jakąś upośledzoną służką, która przystawia się do jej syna.
- Wielki plus dla ciebie za wyrzucenie jej — zaśmiała się wrednie. - Chętnie skopałabym jej tyłek, gdyby nie to, że nie dosięgnę...
- Dzięki, kochana... Btw, ty się dobrze czujesz? Strasznie zbladłaś...
- Bo mnie zabolało — jęknęła dziewczyna, patrząc na przyjaciółkę wielkimi oczami.
- Zabolało? - Asia gwałtownie poczuła, jak zabrakło jej śliny w ustach. - Ty, na kiedy ty masz termin tak w ogóle?
- Na przedwczoraj — wyjawiła Marta, krzywiąc się ponownie. - Ał!
- Nie ruszaj się — zarządziła Asia, zrywając się natychmiast z kanapy. - Gdzie masz torbę?
- Przy drzwiach w sypialni.

Pół godziny później oparła się ciężko o ścianę w poczekalni przy porodówce, czekając niecierpliwie na Pawła, który utknął w korku, spiesząc do Marty. Najróżniejsze myśli kołatały się jej w głowie i niekoniecznie dotyczyły one przyjaciółki wydającej na świat swoje pierwsze dziecko. Co prawda po wizycie królowej i rozmowie z Benem przez chwilę było naprawdę super, ale książę musiał wracać na gwałt do Danii, gdzie oczekiwały go ważne spotkania i od tamtego czasu ich kontakt nieco osłabł. Miała wrażenie, że jeszcze chwila i straci go na zawsze. Nie myśląc więc wiele, wyciągnęła telefon i wybrała numer do Bena. Zgłosił się już po kilku sygnałach.
- Hej, piękna. Dlaczego nie otwierasz? - zapytał.
- Niby gdzie nie otwieram? - zdumiała się, nie bardzo rozumiejąc jego pytanie.
- Jestem u ciebie pod domem — wyjaśnił.
- Naprawdę? Przyleciałeś?!
- Oczywiście, tyle że chciałem zrobić ci niespodziankę. I gdy zadzwoniłaś, właśnie wybierałem numer do ciebie. No więc, gdzie jesteś?
- W szpitalu, Marta zaczęła rodzić — odparła.
- Podaj adres, zaraz tam będę...

Objął ją mocno, gdy tylko dołączył do niej na korytarzu, opierając brodę o jej lśniące, pachnące czekoladą i kokosem włosy.
- Wyglądasz na wycieńczoną, maleńka — wyszeptał, gładząc ją czule po plecach. - Może powinnaś jechać do domu? Czemu mam wrażenie, że nie sypiasz zbyt wiele?
Westchnęła, podnosząc głowę i patrząc na niego.
- Masz rację, ostatnio źle sypiam — przyznała w końcu. Zmarszczył brwi.
- A to dlaczego, księżniczko?
- Przestań — burknęła, wysuwając się z jego objęć. - Nie jestem księżniczką... No i właśnie dlatego nie śpię.
- O czym ty mówisz, Joanno? - zdumiał się. - Czyżby rozmowa z moją matką aż tak źle na ciebie wpłynęła? - gdy kiwnęła nieśmiało głową, objął ją jeszcze mocniej, niż wcześniej. - A ja ci mówię, że gdybyś tylko chciała, byłabyś nie tylko idealną księżną, ale też królową — wymruczał z ustami przy jej włosach. - Jesteś silną, młodą, niezależną kobietą o bojowym charakterku i jestem pewny, że nie dałabyś sobą pomiatać. Rządziłabyś twardą ręką i wprowadziła wiele potrzebnych zmian. Kochanie, proszę, nie myśl już o tym, dobrze? Rozmawiałem z moją matką i powiedziałem jej wprost, że jeśli cię nie zaakceptuje, to ja wypisuję się z rodziny, bo chcę być tylko z tobą, mała. Wiem, jak to szalenie brzmi, bo nie jesteśmy razem nawet jeszcze roku, ale taka właśnie jest prawda. Kocham cię całym sercem. Sprawiłaś, że jego kawałki po śmierci Lisy znów zostały sklejone w całość, za co jestem ci dozgonnie wdzięczny i zrobię dosłownie wszystko, by z tobą być. Choćby miało to oznaczać pokłócenie się z całą moją rodziną, rozumiesz?
Spojrzała na niego wielkimi oczami, niemal wstrzymując oddech.
- Ben... - wyszeptała, przygryzając wargę.
- Ja naprawdę cię kocham, maleńka i nic, co powie, bądź zrobi moja matka, nie zmieni moich uczuć do ciebie, rozumiesz? Ile razy mam jeszcze ci powtarzać, że tylko ty się dla mnie liczysz?
Nie zdążyła jednak odpowiedzieć, bo z sali porodowej wypadł Paweł.
- Mam córkę! - ryknął, po czym wrócił do Marty. Asia i Ben popatrzyli na siebie zaskoczeni.
- Co powiedział? - zapytał Ben.
- Że ma córkę — zachichotała Asia. - Oh, tak bardzo się cieszę, że już po wszystkim...
- Chodźmy więc do domu. Powinnaś się przespać. Ja w tym czasie ugotuję nam coś dobrego.
- Jeszcze chwila, chciałabym zobaczyć małą — poprosiła. - I przepraszam za swoje wątpliwości, kochanie.
- No ja myślę — mruknął, całując ją w nos. - Inaczej musiałbym przełożyć cię przez kolano i dać ci porządnego klapsa...
Zarumieniła się uroczo, słysząc te słowa, po czym stanęła na palcach i delikatnie go pocałowała, przygryzając mu przy tym wargę. Mruknął zadowolony.
- Nie mogę się doczekać — jęknęła mu w usta.

- Jezu, jaka ona jest śliczna — wyszeptała zachwycona, gdy półtorej godziny później razem z Benem weszli do sali, gdzie leżała Marta, trzymająca córeczkę na rękach.
- Joanna Marta — powiedział Paweł dumnie, uśmiechając się szeroko do nieco zaskoczonej przyjaciółki. - Od razu mówię, że to był pomysł Marty — zachichotał.
- Oczywiście — odparła zmęczona, ale szczęśliwa brunetka. - Jesteś dla mnie ja rodzina, Asiu, ni mogłam małej dać innego imienia.
- Dziękuję, jestem zaszczycona.
- No pewnie, a teraz dawaj łapki, weźmiesz ją na ręce...
- Zwariowałaś? Jeszcze ją upuszczę czy coś...
- Nie ma takiej opcji — Paweł uśmiechnął się delikatnie. Na nim również było widać oznaki wyczerpania po porodzie. - Ja też się bałem, gdy podała mi ją pielęgniarka, ale to wcale nie jest nic trudnego. Nie bój się.
Gdy po chwili wzięła swoją imienniczkę na ręce, uśmiechnęła się szeroko.
- Jest cudowna — wyszeptała, zerkając na Bena. Uśmiechał się, patrząc na nią z miłością.

- A teraz do łóżka — powiedział stanowczo, gdy po zakupach wrócili do domu Joanny. Ziewnęła, nie protestując zbyt zaciekle i powlokła się do sypialni, po drodze zrzucając buty i ubranie i zostając w samych koronkowych majteczkach. Na ten widok Ben wyszczerzył się szeroko, zmierzając z zakupami do kuchni.

Obudziła się dopiero cztery godziny później, gdy doleciał do niej zapach smażonej ryby. Uśmiechnęła się rozanielona, słysząc, jak Ben pogwizduje znaną melodię i wskoczyła pod prysznic.
- Widzę, że moja śpiąca królewna już wstała — uśmiechnął się na jej widok, gdy w bluzie sięgającej jej połowy uda i włosach spiętych w niedbały kok weszła do kuchni. - To dobrze, bo właśnie miałem cię budzić — przyznał, całując ją czule.
- Obudziłam się, gdy poczułam zapach ryby. Wspaniale pachnie, co to?
- Łosoś w pomarańczach z czerwonym winem. Do tego ziemniaczki w mundurkach i białe szparagi — odparł, nakładając danie na talerze.
- Łał, nie wiedziałam, że potrafisz gotować.
- Mam jeszcze kilka sekretów — zaśmiał się, siadając naprzeciw niej przy kuchennej wyspie.

- Muszę przyznać, że jesteś świetnym kucharzem — powiedziała, wstawiając talerze do zmywarki. Ben uśmiechnął się nieznacznie, bawiąc się nóżką od kieliszka. - To było pyszne.
- Zawsze lubiłem gotować. Niestety bycie księciem nie sprzyja tego rodzaju zainteresowaniom, głównie przez brak czasu — wzruszył ramionami, obserwując ją uważnie. - Joanno, to wszystko, co powiedziałem w szpitalu, jest prawdą. Nie chcę cię stracić, a teraz już przynajmniej wiem, jak bardzo się wystraszyłaś. Obiecuję, że jeśli nie zajdzie taka potrzeba, to już nie spotkasz się z moją matką. Mam własny dom, więc, nawet gdy zawitasz ponownie do Danii, nie będziesz zmuszona, by się z nią widzieć — powiedział, odstawiając kieliszek na blat i podchodząc do swej kobiety. - Nie umiem bez ciebie żyć...
Odwróciła się w jego stronę i wtuliła w jego szeroką pierś.
- Ja też cię kocham, Ben — wyznała, gładząc go dłońmi po plecach. - Po prostu to wszystko mocno mnie zabolało i jakimś sposobem doszłam do wniosku, że możesz się zgadzać ze słowami swojej mamy.
- Nigdy ponownie tak nie myśl, rozumiesz? - mruknął. - Jesteś moim szczęściem, maleńka.
- A ty moim, Ben — pocałowała go w klatę, mniej więcej tam, gdzie miał serce. - I ja również nie chciałabym cię tracić, ale jednocześnie też nie chciałabym cię skłócać z rodziną.
- Jestem już dorosły od pewnego czasu i powinni się wreszcie pogodzić z faktem, że decyduję sam za siebie. Poza tym nie mam żadnych szans na objęcie tronu, więc niech przestaną zachowywać się tak, jakbym był pierwszym następcą. Nawet wtedy mocno bym się nad tym zastanawiał. Wiesz, ja również nie lubię być czyjąś marionetką, dlatego zdecydowałem o życiu na własny rachunek. I do tej pory nie żałuję tej decyzji. Ale wiesz, dość o moim statusie, bo chciałbym teraz zaciągnąć cię do łóżka i przelecieć ostro na wszystkie możliwe sposoby, tak, byś do końca dnia nie usiadła na tym swoim zgrabnym tyłeczku — wymruczał jej do ucha, napierając biodrami na jej bok. Natychmiast wyczuła, jak twardy już był. W odpowiedzi stanęła na palcach i wpiła mu się zachłannie w usta. Podniósł ją za tyłek, ściskając jej mocno pośladki, aż syknęła z bólu pomieszanego z rozkoszą, po czym zaniósł ją do sypialni. Kilka chwil później oboje opadli nadzy na pościel. Uniósł jej ręce wysoko nad głowę i unieruchomił, ściskając w nadgarstkach, po czym zaczął jej ssać szyję, zostawiając delikatne czerwone ślady i schodząc coraz niżej, aż dotarł do piersi. Podniósł głowę, widząc, że Joanna zamknęła oczy z rozkoszy.
- Spójrz na mnie, Joanno — powiedział twardo, a gdy spełniła polecenie, uśmiechnął się łobuzersko. - Chcę, byś patrzyła na mnie, gdy będę cię zaspokajać.
Przygryzła wargę, gdy lekko ścisnął jej lewą pierś, biorąc sterczący sutek do ust i zaczynając go namiętnie ssać.
- Ben — jęknęła, czując, jak jego nabrzmiały penis coraz mocniej wbija się w jej udo. Mruknął w odpowiedzi i ostrożnie przygryzł sutek, po czym przeniósł się na drugi, jednocześnie puszczając jej ręce i wolną dłonią zjechał do jej najskrytszego miejsca. Przejechał palcami po wzgórku kobiety, wyczuwając paseczek włosków, który chwilę wcześniej wzbudził jego zachwyt i zaczął ostrożnie masować jej wyposzczoną łechtaczkę. Niemal miał pewność, że w czasie ich rozłąki Joanna nie zabawiała się sama. Z tego, co wiedział, robiła to niezwykle rzadko.
Po chwili jego palce pokryły się soczkami kobiety, które zaczęły obficie wypływać z jej różowego wnętrza. Z rozkoszą oblizał palce, delektując się naturalnym zapachem Joanny, po czym pocałował ją namiętnie. Mruknęła, z łatwością wyczuwając swój smak.
- Rozłóż nogi szeroko — powiedział, zsuwając się z łóżka na podłogę, gdzie uklęknął, a gdy wykonała prośbę, złapał ją za biodra i przysunął na krawędź. - Patrz na mnie. Chcę widzieć, gdy dochodzisz, jasne?
Kiwnęła głową, wspierając się na łokciach, by mieć lepszy widok. Puścił jej oczko, po czym rozsunął jej wargi palcami, by mieć łatwiejszy dostęp do łechtaczki i polizał ją mocno. Joanna wygięła się lekko, a jej ciałem wstrząsnął dreszcz rozkoszy, gdy jego język nacisnął na jej najwrażliwszy punkt. Po chwili zacisnął wargi na ów miejscu, ssąc go jak szalony i czując, jak po brodzie spływają mu jej pachnące pożądaniem soczki.
Wrzasnęła, gdy przeszedł ją ostry prąd, po czym opadła na poduszki.
- Patrz na mnie — warknął, wsuwając w nią dwa palce. Pod naporem jego nieustępliwego spojrzenia, uniosła ciężkie powieki, starając się znów nie odlecieć, a gdy to zrobiła, zaczął palcówkę, jednocześnie wciąż liżąc jej już nieco nabrzmiałą łechtaczkę.
- Ben! - pisnęła, czując, jak jej wnętrze zaciska się na nim mocno. Uśmiechnął się zadziornie, zwiększając tempo pchnięć.
- Tak właśnie, jęcz dla mnie, mała. Niech twoi sąsiedzi słyszą jak ci ze mną dobrze...
- Mocniej! - poprosiła błagalnie, podczas gdy jej ciałem wstrząsały pierwsze spazmy orgazmu.
- Wedle życzenia, mała — wstał z kolan i położył się obok niej, nadając palcom szaleńczy, ostry pęd, który sprawił, że już po chwili zaczęła tryskać niczym fontanna. Pisnęła zaskoczona intensywnością, wpijając się palcami w ramię Bena. Gdy opadła z sił, wyciągnął z niej mokre palce, z których wciąż skapywała jej słodycz i uniósł jej nogi, dociskając do jej klatki piersiowej, przez co jej tyłeczek został mocno wyeksponowany.
Dysząc ciężko po dopiero co przeżytym orgazmie, na wpół przytomnie obserwowała, jak jej mężczyzna ponownie klęka na podłodze, po czym niespodziewanie poczuła jego język na swojej dupce. I choć za każdym razem, gdy kochali się analnie, dawał jej zajebiste orgazmy, wciąż nie do końca była przekonana o tego typu pieszczotach, co zaowocowało tym, że niemal natychmiast się spięła, za co otrzymała od niego solidnego klapsa.
- Przestań, Joanno — mruknął, gdy pisnęła zaskoczona. - Wiem, że daje ci to przyjemność, więc po prostu się odpręż i daj ponieść.
Odetchnęła głęboko, ciesząc się w duchu, że wcześniej umyła się dokładnie i poszła za radą Bena. Po prostu dała mu się ponieść, a jego język niemal natychmiast zagłębił się w jej dupce. Wkrótce też dobiegł ją gardłowy pomruk Bena.

Wygięła się mocno w tył, gdy niemal dosłownie rozsadził ją od wewnątrz obezwładniający orgazm, jaki zafundował jej po raz kolejny tego dnia i trysnęła obficie, mocząc ich oboje w jej lepkich, białawych soczkach. Sapnął z rozkoszy, wbijając się głęboko w jej pulsującą dupkę, po czym spuścił, drgając spazmatycznie w jej wnętrzu, podczas gdy z jej rozgrzanej do czerwoności, napuchniętej szparki wciąż tryskał słodki nektar.
- Kurwa — jęknął, wysuwając się z niej. Część jego spermy niemal od razu wypłynęła z dziurki, brudząc jej pośladki i pościel, która i tak nadawała się już tylko do prania, po czym podniósł ją niemal bezwładną i położył obok siebie. - Jesteś cudowną kobietą, kochanie — wymruczał nieco sennie. - Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej, rozumiesz?
Kiwnęła głową, wykończona, opierając się na jego ramieniu.
- Moja dzielna dziewczynka — powiedział, gładząc ją po plecach. Po chwili oboje już głęboko spali.

Miesiąc później.
- Przepraszam, kochana, że dopiero teraz się widzimy, ale musiałam dojść do siebie po porodzie — powiedziała Marta, wpuszczając przyjaciółkę do mieszkania.
- Przecież ja to doskonale rozumiem i nie mam do ciebie żadnych pretensji — odparła Asia, wręczając blondynce sporą torebkę ozdobną. - To dla małej.
- Przecież nie było trzeba — zaśmiał się Paweł, pojawiając się w polu widzenia pań z córeczką na rękach. Asia niemal natychmiast pomyślała o tym, jak też seksownie wyglądałby Bez z ich dzieckiem, ale niemal równie szybko skarciła się za takie myślenie.
- Trzeba trzeba — zaprotestowała, odrywając się od swoich zaskakujących myśli. - Skoro mała została nazwana po mnie, to do czegoś to zobowiązuje.
- Jesteś niemożliwa — zaśmiała się Marta, wyciągając stos uroczych ubranek dla małej. - I kochana. Czy w związku z tym oprócz bycia moją świadkową, zostaniesz również matką chrzestną Joasi?
- Oczywiście, że tak... Ej, czekaj! Ty, jakieś świadkowej? - zreflektowała się, patrząc na przyjaciół wielkimi oczami.
- Zaręczyliśmy się — zawiadomiła ją Marta, przytulając się delikatnie do Pawła. - Chcielibyśmy wziąć ślub tak za pół roku. Wiesz, niewielka ceremonia, po co nam miliard gości?
- Oh, łał, gratulacje, kochani! - objęła ich delikatnie, ciesząc się wraz z nimi ich szczęściem. - I oczywiście, że zostanę i świadkową i matką chrzestną, choć muszę przyznać, że sądziłam, że na świadka weźmiesz swojego brata.
- Ostatnio urwał się nam kontakt, co wcale nie znaczy, że go nie zaproszę. Ale Paweł chce wziąć swojego kuzyna, więc w sumie głupio by było mieć dwóch męskich świadków.
- Pewnie tak...

- Wesele? - zaciekawił się Ben, gdy wieczorem opowiedziała mu wszystko podczas rozmowy na Skypie. - I chrzciny jednocześnie?
- Zgadza się. Będzie wyjątkowo — odparła, zaciskając dłonie pod stołem.
- Świetnie, dawno nie bawiłem się na takiej normalnej imprezie — uśmiechnął się szeroko.
- Wspaniale. Już się bałam, że nie będziesz chciał — przyznała.
- A dlaczego miałbym nie chcieć? - zmarszczył brwi. - Też lubię się bawić, kochanie. Przy okazji to oznacza, że będę mógł ci kupić obłędną kreację.
- Tylko nie przesadź, co? - zaśmiała się. - Ja nie mogę olśnić panny młodej.
- Spokojnie, ale i tak będziesz wyglądać olśniewająco. W związku z tym, co ty na to, by wybrać się na odpowiednie zakupy?
- A gdzie? - zainteresowała się.
- Wolisz Paryż, czy Mediolan?

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 3169 słów i 17397 znaków.

Dodaj komentarz