To na Ciebie czekałem cz.57

W obliczu czasu, człowiek jest bezsilny. To jedna z tych rzeczy, z którą jeszcze nikt nie wygrał. Grzegorz niemal czuł jego oddech na karku, wiedział że sekundy upływają a czasu zostało mu co raz mniej. Jeszcze nigdy nie był tak blisko końca jak teraz. Jeszcze nigdy nie żył w strachu, tak jak właśnie teraz. Jeszcze nigdy nie czuł się tak bardzo bezradny i bezsilny. Chciał spędzić z nią jak najwięcej czasu, a gdyby było to możliwe na te ostatnie godziny nie rozstawałby się z nią w ogóle.  
Zaproponował, że powiedzie ją na uczelnie. Gdy tylko wsiedli do auta, złączył ich dłonie w ciasnym uścisku, na tyle na ile pozwalał mu niedawny uraz, i nie puścił przez całą drogę. Z zewnątrz wydawał się spokojny, choć w środku wrzał z nagromadzonych emocji, które upominały się o ubranie w słowa. To wszystko było zbyt bolesne. Udawanie przed najważniejszą osobą, że wszystko jest w porządku, choć nie było. Rzucenie się w nurt prawdy i pozwolenie aby niosła go gdzie chce, też nie było najłatwiejsze.  
-O której masz samolot? - z rozmyślań wyrwał go głos Nikoli. Dziewczyna zwróciła się ku niemu i spoglądała na niego oczekując odpowiedzi.  
-O dziewiętnastej. Jutro o dziewiętnastej. - poprawił się szybko i przyciągnął jej dłoń do ust.  
Nie odpowiedziała już nic, tylko odwróciła głowę do szyby i opuszkami palców pogładziła wierzch jego dłoni.  
Resztę drogi pokonali w ciszy. Gdy zaparkował auto pod uczelnią, ponownie zwrócili twarze ku sobie ale nadal spowijało ich milczenie i tylko kilka kropel deszczu spadło na przednią szybę, dając tym samym znak, że świat wciąż istnieje.  
-Kocham cię. - szepnął i pochylił się w jej stronę, zamykając ją w uścisku swoich ramion. Zrobił to tak szybko, bo czuł jak łzy napływają mu do oczu. Nie chciał aby je zobaczyła.  
Patrzył za nią jak wysiada, jak odwraca się i z uśmiechem na ustach i miłością w oczach macha mu na pożegnanie i w ostatniej chwili gdy już miała zamykać drzwi, wypowiedział jej imię. Nie zwlekając wysiadł z auta, obszedł je dookoła i stanął przed nią. Przyciągnął ją do siebie i wciągnął w płuca zapach jej włosów.  
-Przyjadę po ciebie jak skończysz.  
-Ale przecież masz dużo pracy. - zaprotestowała lekko.  
-To co. - wzruszył ramionami. - Będę o szesnastej. Zrobimy coś innego. - uśmiechnął się do niej, wracając do miejsca kierowcy.  
-Czyli co? - na jej twarzy majaczył delikatny uśmiech.  
-To co robiliśmy na początku?  
-W porządku. Będę czekała na ciebie. - nie odwracając się zaczęła iść tyłem. Nie powiedziała tego na głos, ale odczytał to z ruchu jej ust.  
-Ja ciebie też. - wyszeptał i jeszcze przez chwilę patrzył jak znika w otchłaniach przestronnego holu.  
Poczuł na sercu jeszcze większy ciężar, wyobrażając sobie, że tak samo zniknie z jego życia. Już niedługo za niecałe dwa dni. Nie będzie jej, a jego jedynym towarzyszem będzie samotność.  
     
Wchodząc do holu, kątem oka zauważyła jakiś ruch z prawej strony. Odruchowo obejrzała się przez ramię i od razu zarejestrowała idącego w jej kierunku Wojtka. Przyjrzała mu się uważniej, przez jeden krótki moment, niczym błysk flesza, wydawało jej się, że zauważyła w jego oczach dziwny cień, który zaraz bezpowrotnie zniknął. Chłopak uśmiechnął się do niej tak jak zrobił to za pierwszym razem.  
-Więc teraz już wiem.
-Co wiesz? – zapytała spoglądając na niego.
-Dlaczego wczoraj tak energicznie zapewniałaś, że się ze mną nie umówisz.
Nie odpowiedziała nic, tylko pozwoliła aby jej twarz rozjaśniła się w uśmiechu. Wciąż czuła dotyk palców Grześka, na swojej skórze. Wspomnienie jego obecności, napawało ją spokojem.
-Masz faceta. – stwierdził melancholijnie, choć na początku zamierzał zapytać.
-Mam. – posłała mu przepraszający uśmiech.
-Nie lubię go.
Zaśmiała się krótko, idąc z nim ramię w ramię poprzez hol.
-Przecież go nie znasz. – zaoponowała z rozbawieniem w głosie.
-No i co z tego? Nie muszę go znać, aby stwierdzić, że go nie lubię. Jest twoim facetem, to wystarczający powód.
-Czy ty coś sugerujesz?
-Tak, że chciałbym się z tobą umówić. – urwał tak nagle, że spojrzała na niego w oczekiwaniu ciągu dalszego.
-I?
-I nic. – wzruszył ramionami, przepuszczając ją przodem pomiędzy innymi studentami. – Po prostu chciałem cię poznać.
Przez kilka długich kroków milczała bo absolutnie nie wiedziała, jak zareagować na tą szczerość, o którą nie prosiła.
-Nic nie powiesz? – zapytał, delikatnie szturchając ją w ramię, gdy na korytarzu zrobiło się tyle luzu, że mogli iść obok siebie.
-Nie wiem co mogłabym powiedzieć. – zatrzymała się i podniosła na niego wzrok. Był od niej wyższy o co najmniej głowę. Prawie tak wysoki jak Grzesiek. Tylko o tym pomyślała i od razu zdała sobie sprawę z tego co zrobiła. Podświadomie, każdego spotkanego faceta, porównuje do swojego ukochanego.
-W zasadzie ja też nie wiem, co jeszcze w tej sytuacji mogłabyś powiedzieć. – cisza jaka między nimi zapadła była nieco niezręczna.
-Muszę już iść. – nie spuszczając go z oczu, machnięciem ręki wskazała za siebie, na długi korytarz.
-Wiem. Ja też muszę. – on zrobił dokładnie ten sam ruch, tyle że w przeciwną stronę.
-Więc, do zobaczenia – uśmiechnęła się nieznacznie – bo na pewno jeszcze się spotkamy.
-Na pewno. – jego oczy rozjaśniły się w uśmiechu, a ona znów poczuła niezrozumiałą ulgę.
Skinęła głową i odwróciła się, widząc, że on robi to samo, ale zanim zrobiła dwa kroki, usłyszała za sobą jego głos.
-Nikola.
W pierwszej chwili zareagowała odruchowo. Ktoś zawołał ją po imieniu, więc się odwróciła ale zaraz dotarło do niej, to co ją zaskoczyło. Zawołał ją po imieniu, którego nie znał.  
Gdy spojrzała mu w oczy, uśmiechnął się z miną zwycięzcy.
-Masz bardzo ładne imię.
-Skąd? – zapytała.
-Twoja urocza koleżanka mi je zdradziła. Chyba nie obowiązuje ją ta, klauzula poufności. – zaśmiał się. – Jakbyś chciała się na niej zemścić, to od razu zdradzę ci, która to. Ta urocza blondynka.
Amelia. Pokręciła głową i zaśmiała się bezgłośnie. Dmuchnęła w grzywkę, która po chwili i tak wpadła jej w oczy i odwróciła się, machając mu na pożegnanie.

Wojtek stał jeszcze długo i wpatrywał się w jej plecy, dotąd aż zniknęła mu z pola widzenia, chowając się za kolejną ścianą. To co zrobiła ze swoją grzywką, wprawiło go w osłupienie. Ten gest był na wpół zabawny, a na wpół uroczy. Dla niej to było zwykle przyzwyczajenie do ciągłego poprawiania włosów, ale dla mężczyzn, którzy zwracali na nią uwagę, czymś więcej, czymś co na moment odbierało im zmysły. Lubił na nią patrzeć. Była jak rozległy krajobraz, który napawał człowieka spokojem. Ale teraz gdy zobaczył ją w ramionach innego faceta, poczuł się co najmniej dziwnie, tak jakby ktoś zajął jego ulubione miejsce przed tym krajobrazem, taki własny punkt widokowy i udawał, że wszystko jest w porządku. To absurdalne, wiedział o tym, bo przecież ta dziewczyna nigdy nie należała do niego, ale jednak jego męska duma, została wystawiona na szwank.  
          ***

Grzegorz był już w biurze, gdy zadzwonił jego telefon. Rzucił tylko wzrokiem na ekran i od razu poczuł jak żołądek ściska mu się z nerwów. To matka. Dzwoniła do niego od kilku dni, a dokładnie od tamtego, gdy wyjawiła mu prawdę o Elizie i Nikoli. Nie chciał rozmawiać ani z nią ani z ojcem, który odzywał się o połowę razy mniej niż ona. Ignorował ich połączenia, ale spodziewał się tego, że w końcu mogą przyjść do niego, przecież wiedzą gdzie mieszkają. Przez chwilę nawet zastanawiał się dlaczego jeszcze tego nie zrobili, skoro zamęczają go telefonami, ale szybko odgonił od siebie te rozważania, bo absolutnie nie chciał aby go odwiedzali. Nie tylko dlatego, że miał do nich żal, ale przede wszystkim dlatego, bo bał się, że wyjawią prawdę przy Nikoli. Tego by nie zniósł. Choć i tak od jego klęski, dzieliły go nieliczne godziny, jednak chciał zrobić to sam. Chciał wykorzystać każdą pozostałą mu chwilę.

Renata zamartwiała się o swojego syna. Wiedziała, że to co się wydarzyło, to był cios dla niego. Nie chciała go zranić, ale zrobiła to, zatajając przed nim prawdę. I owszem, wiedziała gdzie mieszka. Wiedziała, że mogłaby go tam znaleźć, ale nie chciała iść do jego mieszkania, bo oczywistym było to, że tam gdzie on, będzie też Nikola. Zdawała sobie sprawę z wielkości uczucia syna, do tej dziewczyny i dlatego chciała aby to on powiedział prawdę. Chciała dać mu wolną rękę, żeby załatwił to po swojemu, ale czekać w nieskończoność też nie mogła. Nie mogła pozwolić na to, aby jej jedyny syn trwał w kazirodczym związku, przecież gdyby ktoś się o tym dowiedział, nie zostawiłby na jej rodzinie suchej nitki. Jakub przekonywał ją aby pojechali do niego do domu, ale ona odwodziła go od tego pomysłu, nie chciała robić tego Grzegorzowi, najpierw planowała porozmawiać z nim na osobności. Dlatego gdy jej mąż, rzucił od niechcenia z nad porannej gazety, aby odwiedziła go w biurze, nie miała powodu aby powiedzieć nie.

I właśnie dziś, uprosiła Jakuba aby pojechali do niego, zaraz po śniadaniu. Początkowo opierał się, ale w końcu się zgodził, choć nadal dość niechętnie. Najwyraźniej los jego syna, jaki zresztą sam mu zgotował, nie był dla niego zbyt ważny.
-No co? – zapytał gdy kobieta nagle zatrzymała się z dłonią na klamce przeszklonych drzwi.
-Nic, po prostu się denerwuję.
-To ty chciałaś tu przyjść. – rzucił zniecierpliwiony, otwierając drzwi. – Trzecie piętro. – wskazał skinieniem głowy i ruszył po schodach nie oglądając się na żonę, która nagle stała się mniej pewna swojej decyzji, niż jeszcze godzinę wcześniej.
Gdy dotarli pod jego drzwi, zatrzymali się. Spojrzeli na siebie przez jedną sekundę, po czym Jakub zapukał i nie czekając na zaproszenie, otworzył.  

Grzegorz był w drugiej części pomieszczenia, z której nie było widać wejścia. Przeglądał właśnie zdjęcia nad którymi pracował, gdy usłyszał jak ktoś wchodzi. Skonsternowany, z dłonią zaciśniętą na fotografiach zrobił kilka kroków, spojrzał w stronę tego zamieszania i nie wierzył własnym oczom. Przez kilka sekund, które wydawały się śmiertelnie długie, cała trójka mierzyła się tylko wzrokiem. Nie mówili nic, tylko pozwalali by wszystkie niewypowiedziane myśli zawisły między nimi w, i tak już nieznośnie ciężkim, powietrzu.
-Co wy tu robicie? – głos ich syna wydawał się teraz zimny i dziwnie odległy.
-Nie odbierałeś telefonu. – rzucił zniecierpliwiony Jakub. – Matka się uparła, żeby przyjść.
-Cieszę się, że chociaż teraz nie kłamiesz, że ty też się martwiłeś.
-Grześ, synku. – Renata wyszła zza ramienia męża i wzrokiem pełnym napięcia, spojrzała na niego. Ale on nie stał tak długo. Odwrócił się i podszedł do biurka, tak jakby nie mógł patrzeć w zbolałe oczy matki. – Powinniśmy porozmawiać.
-A macie mi coś jeszcze do powiedzenia, oprócz tego co już usłyszałem?
-Widzisz? – Jakub, który zajął miejsce przed biurkiem, po przeciwnej stronie niż jego syn, znów ze zniecierpliwieniem spojrzał na swoją żonę. – Mówiłem, że przychodzenie tu nie ma sensu. On nie jest małym chłopcem, sam musi sobie z tym poradzić.
-Nie musisz się tak bardzo o mnie martwić. – rzucił patrząc na ojca. Złość powoli wypełniała mu żyły.
-Powiedziałeś jej? – Jakub zupełnie zignorował jego uwagę.
-Nie twoja sprawa!
-I tu się zdziwisz, bo właśnie, że moja. Jakbyś zapomniał, sypiasz z moją córką, a ze swoją siostrą.
Te słowa wywołały fale sprzecznych uczuć, zarówno w Renacie jak i w ich synu. Zaczynając od oburzenia, przez złość, po obrzydzenie, do bezsilności.
-Jakub! – Renata posłała mężowi karcące spojrzenie, ale jego to zbytnio nie dotknęło.
Grzegorz wstrzymywał powietrze w płucach, tak długo aż poczuł piekące kłucie w piersi. Nachylił się nad biurkiem w stronę ojca i patrząc mu prosto w oczy, wycedził przez zęby.
-Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo cię nienawidzę.
Jakub chyba nie spodziewał się takich słów od własnego syna, bo zacisnął usta w cienką kreskę i odwrócił wzrok.
-Grzegorz, porozmawiaj z nami. – jego matka, próbowała odwrócić uwagę panów od siebie, aby nie zaostrzać konfliktu.
-Przecież rozmawiamy.
-Tak, nie można.
-A to co wy zrobiliście, to jest w porządku? Tak można?
-Wiem, że dla ciebie to trudne, ale..
-Gówno wiesz! Gdybyś zdawała sobie z tego sprawę, nigdy nie pozwoliłabyś ojcu na to wszystko!
-Przecież mówiłam ci, że dowiedziałam się o tym niedawno. – próbowała się bronić.
-No i co z tego?! Nieważne kiedy się dowiedziałaś, ważne że wiedziałaś ale mimo to milczałaś! Milczałaś, nawet wtedy gdy ja przyszedłem do ciebie z wynikami w ręku. Milczałaś nawet wtedy gdy ci o tym mówiłem. Kłamałaś tak samo jak i on! – mówiąc to, wskazał na ojca palcem. Po policzkach kobiety popłynęły łzy.
-Co by to zmieniło, gdybyś dowiedział się kilka dni wcześniej? – zapytała cicho.
-Jeśli ty tego nie rozumiesz, to nie mamy o czym rozmawiać. – odpowiedział równie cicho, po czym odwrócił się w stronę okna.
Cisza jaka trwała między nimi, przedłużała się i tylko przerywał ją cichy szloch matki.
-Synu – kobieta spróbowała po raz kolejny, podchodząc do niego i kładąc mu dłoń na ramieniu. – tak nie można. Nie możesz z nią być. Musisz powiedzieć jej prawdę. – Grzegorz odwrócił się gwałtownie w jej stronę, strącając tym samym jej dłoń z ramienia. W jego oczach błyszczały łzy.
-Zniszczyliście mi życie i teraz oczekujecie tego, że się z tym pogodzę tak po prostu? Bez słowa sprzeciwu?
-Ale twój sprzeciw nic tu nie pomoże, nie rozumiesz?! – ojciec znów się odezwał, podnosząc się z krzesła. – wasz związek, to już powinna być przeszłość, a ty tylko niepotrzebnie przedłużasz to, co nieuniknione.
-Ty mi nie będziesz mówił jak mam żyć i co robić! Jesteś ostatnią osobą, jaka miałaby do tego prawo! – obaj mężczyźni podeszli do siebie omijając biurko. Stanęli twarzą w twarz i bez słowa mierzyli się wzrokiem ostrym jak brzytwa.
-Nigdy cię nie było wtedy, gdy cię potrzebowałem. Nie było cię wtedy gdy matka cię potrzebowała. Nie było cię gdy byłem mały, gdy dorastałem, gdy w końcu zrozumiałem, że masz nas w dupie. Nawet tym się nie przejąłeś. Nigdy nie mogłem liczyć na ojcowską radę, na pomoc. Więc i teraz, tym bardziej po tym, co zrobiłeś nie będziesz mi dawał swoich rad. Jesteś najgorszym ojcem, jakiego świat widział. Nikomu takiego nie życzę. Od dnia, w którym przyznałeś się do tego wszystkiego, od momentu w którym jakby nigdy nic, przedstawiłeś mi Elizę, uważam, że nie mam ojca. A dziś, tylko potwierdziłeś swoją i tak już straconą pozycję. Ja nie mam ojca. Mój ojciec umarł, a ty jesteś zupełnie obcym człowiekiem.
Renata, słysząc te wszystkie słowa, które z bolesną powolnością sączyły się z ust jej syna, zaczęła płakać zakrywając twarz dłońmi.
-Proszę bardzo. – Jakub zwrócił się do żony. – Słyszysz jak on mnie traktuje? Ja dla niego umarłem. A ty oczy przez niego wypłakujesz po nocy.
-Jeśli matka przez kogokolwiek wypłakuje oczy, to tylko i wyłącznie przez ciebie. To ty jesteś temu wszystkiemu winien.  
-Licz się ze słowami! Jestem twoim ojcem, masz mnie szanować! – mężczyzna mówiąc, to boleśnie wbił palec w klatkę piersiową syna.
-W dupie mam to, co powinienem. – Grzesiek strącił rękę ojca i odwrócił się do matki.  
-Widzisz? – wskazał na ojca. – Teraz masz to swoje przymykanie oczu, na wszystko co robił. Masz, to wieczne tłumaczenie go przed wszystkimi, wieczne usprawiedliwianie i zamydlanie oczu. Trzeba było odejść od niego wtedy na samym początku gdy zaczął cię niszczyć, a nie trwać ślepo przy nim tyle lat i wierzyć w jego kłamstwa. Nigdy cię nie szanował a ty mu na to pozwalałaś. Nigdy nie szanował mnie, a ty nie sprzeciwiałaś się temu. Bo się bałaś. Strach obezwładnił cię całkowicie. A ty nic z tym nie zrobiłaś. Zmarnowałaś życie na człowieka, który nie jest wart nawet pół minuty twojego czasu. Przez wszystkie lata żyłaś w jego cieniu, a on robił z tobą co chciał. Naprawdę takiego życia chciałaś?  
-Grzegorz nie mów tak. – kobieta załkała głucho.
-Dlaczego? Dlaczego mam milczeć? Podaj mi chociaż jeden powód?!
-Bo to twój ojciec. Powinieneś go szanować. – przez krótką chwilę wydawało mu się, że w oczach matki ujrzał coś na wzór potwierdzenia jego słów, ale to co powiedziała było zupełnym zaprzeczeniem tego co czuła.
-Już powiedziałem, że ja nie mam ojca. - odwrócił się do okna, zrobił dwa kroki przed siebie i po chwili znów wrócił. – Nikt nigdy nie upokorzył mnie tak jak wy. Nikt.  
-Musisz jakoś rozwiązać tą sytuację. – matka próbowała złapać go za rękę, ale on się odsunął.
-Ja mam rozwiązywać problemy, które ściągnął na mnie ten człowiek? Dlaczego ja ma ponosić odpowiedzialność za jego błędy?
-Bo to ty z nią jesteś, a nie ja?! – Jakub podniósł głos. – Owszem, zdradzałem matkę, ale przynajmniej nie sypiałem ze swoją siostrą.
Te słowa wytrąciły Grześka z równowagi. Zacisnął usta i w miarę możliwości pięści. Musiał się uspokoić, nie mógł dać ponieść się emocjom. Wziął głęboki oddech i patrząc ojcu prosto w oczy, powiedział.
-Jesteś śmieciem. Nikim więcej. Nic nie znaczącym śmieciem.
Nie spodziewał się, tego co nastąpiło chwilę później, ale rozbiło go to na miliony maleńkich kawałków.
Jakub bez mrugnięcia okiem podniósł rękę, wziął zamach i uderzył syna w twarz. Wstrząsnęło to nimi wszystkimi.  
W oczach Grześka pojawiły się łzy. W pierwszej chwili gdy jeszcze nie czuł pieczenia twarzy do głowy przyszło mu, aby oddać, aby zrobić to samo, ale szybko się opanował. Wiedział, że nie może tego zrobić i to nie dlatego, że ten człowiek był jego ojcem, że w jego żyłach płynęła ta sama krew, nie dlatego, że należał mu się szacunek, bo żaden szacunek mu się nie należał. Nie zrobił tego tylko dlatego, aby nie zniżać się do jego poziomu.
-Zrobił bym to samo. Ale tylko słabi ludzie zniżają się do użycia siły. Jeszcze nie upadłem tak nisko. A ty już jesteś nikim.
-Grzesiek, tak nie można! – kobieta po raz kolejny zaszlochała, ale teraz w jej głosie było słychać coś innego. Jakąś determinację. Gdy ręka jej męża zetknęła się z twarzą syna, wydała z siebie zbolały dźwięk, ale teraz wszystko zmieniło się niczym w kalejdoskopie. – Musisz powiedzieć jej prawdę, słyszysz?! – szarpnęła go za ramię. Mężczyzna odwrócił się bezwiednie w jej stronę, w jego oczach zebrały się łzy, które właśnie przełamały tamę i popłynęły po zaczerwionym policzku. – Musisz od niej odejść!
-Lepiej będzie dla ciebie jeśli zrobisz, to jak najszybciej. Bo jak nie, ja zrobię to za ciebie. – Jakub zagroził synowi, a później z wyrazem twarzy nieprzedstawiającym absolutnie żadnych ludzkich odruchów, dodał. – jesteś moją największą porażką, nic w życiu mi się tak nie udało, jak ty. Rzuciłeś studia, które mogły dać ci normalną pracę, dla tego czegoś. – mówiąc to, z drwiną rozejrzał się po jego biurze, na które sam zapracował. – Nigdy nie chciałeś być taki jak ja, a teraz jeszcze ten śmieszny związek. Wszyscy wiemy, że ty nie umiesz kochać, nie nadajesz się do tego. związałeś się z nią, tylko po to, żeby pójść z nią do łóżka, bo do niczego więcej nie jesteś zdolny. I jesteś zwykłym tchórzem, dlatego wciąż milczysz. I ty nie powiesz jej tego nigdy bo najnormalniej w świecie nie stać cię na szczerość, nie masz tyle odwagi.  
-Wynoście się stąd. – wyszeptał. Otworzył drzwi i wskazał im drogę. Jakub nie ociągał się z tym ani chwili, ale matka gdy przechodziła obok niego, otarła mu łzę z policzka. Strącił jej dłoń, a ona nie protestowała tylko poszła za mężem.  

Jakub Kilian miał to do siebie, że nigdy nie liczył się z niczyim zdaniem. Zawsze był bezwzględny, o czym Grzegorz przekonał się już nie raz, ale to co wydarzyło się tym razem ścięło go z nóg. Bezduszne zachowanie ojca, zraniło go tak jak jeszcze nigdy. Usiadł przy biurku, schował twarz w dłoniach i już nawet nie próbował udawać, że wszystko jakoś się ułoży. Pozwolił sobie na ten płacz, na tą bezsilność, która tylko czekała na jego poddanie się.  
Nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Zastanawiał się czym sobie na to zasłużył, że teraz nie może być szczęśliwy. Zrobiłby wszystko aby cały ten chaos okazał się tylko złudzeniem, złym koszmarem z którego można się otrząsnąć po otworzeniu oczu. Ale po każdej nocy, z której się budził, co raz boleśniej zdawał sobie sprawę z realizmu swojego położenia. To nie jest sen, to nie jest iluzja, to właśnie jego życie, które kawałek po kawałku odpada od całości.  

          ***
Nikola przeciskając się przez tłum, pisała wiadomość do Grześka, gdy tuż za plecami poczuła czyjąś obecność. Nie musiała się oglądać, wiedziała kogo tam zastanie.
-Żyje jeszcze? - Tym razem nie odwróciła się od razu gdy usłyszała za sobą jego głos. Podniosła tylko głowę z nad telefonu i pozwoliła, aby to on znów pojawił się przed nią.  
-To tylko kwestia czasu. - wyznała, robiąc taka sama minę jak on. Niby poważna ale w kącikach ust majaczył uśmiech.  
-Czyli naprawdę jesteś do tego zdolna. - stwierdził kiwać głową.  
-No wiesz, ona złamała wszelkie możliwe zasady, obowiązujące ludzkość. Zdradziła moje imię obcej osobie.  
-Jakiej obcej? - oburzył się zaglądając jej w oczy - Przecież ja nie jestem obcy.  
-Rodziną też nie jesteś.  
-Fakt, ale tak całkiem obcym też nie. - Uparcie przystawał przy swoim.  
Nikola pochyliła głowę i mrużąc oczy, jakby zamierzała ocenić jego prawdziwość, dodała:
-Ale słyszałam, że ją zamęczałeś o to, więc w końcu ci powiedziała.
-Tak. - przyznał, wskazując na wolną ławkę na końcu korytarza. - Jeśli mnie pamięć nie myli, to zapytałem ją o to, cztery razy i pół.  
-Cztery i pół? - zdziwiła się, siadając pod ścianą.  
-Zapytałem o to cztery razy i za każdym mnie olewała, tłumacząc, że jeśli chciałabyś abym znał twoje imię, to sama byś mnie poinformowała. Ale ja nie zamierzałem się poddać i gdy podszedłem do niej piąty raz i zanim skończyłem mówić, ona po prostu powiedziała twoje imię.  
-Interesujące.  
-Interesująca to jesteś ty. - uśmiechnął się szeroko i mrugnął.  
-Ty tak do każdej?  
-Nie, tylko do ciebie.  
-Czyżby?  
-Oczywiście.  
-Ty naprawdę masz taki kolor oczu? - spojrzała na niego.  
-Naprawdę. Daje ci słowo, że nie noszę żadnych soczewek.  
-Bardzo niespotykany kolor. To nawet niebieski nie jest.  
-Ja tam właśnie tak, to nazywam. A Ty nie?  
-Oczywiście, że nie. Masz oczy koloru jeziora skutego lodem z domieszką stalowych plamek.
-Jeszcze nigdy nikt w tak uroczy sposób, nie opisał moich oczu, naprawdę. - Posłał jej uśmiech, który zmiękczyłby najbardziej skamieniałe serce.  

Wydawało mu się, że przez chwilę się speszyła gdy odwracała wzrok, ale nie skomentował tego w żaden sposób.  
-Co teraz masz? - zapytał, zastanawiając się czy mógłby poprawić jej włosy, które właśnie wysunęły się z upięcia.
-Przerwę.  
-A po przerwie?
-Ćwiczenia.  
-Masz na kim ćwiczyć? Bo jeśli nie, to.. - nie zdążył dokończyć bo nagle obok pojawiła się Kinga.  
-Zapewniam cię, że ma na kim ćwiczyć.  
-Szkoda. - uśmiechnął się do niej.  
Wyciągnął do niej rękę i przedstawił się. Zrobił to normalne, nie tak efektownie jak w przypadku Nikoli. Kinga usiadła między nimi, choć nie było tam aż tyle miejsca, aby Wojtek nie musiał się przesuwać. Zamrugała do przyjaciółki, bo ta szybko zorientowała się, że zrobiła to specjalnie.  
-Tak mnie zastanawia jedna rzecz. - zaczęła, szukając czegoś w torbie.  
Oboje skierowali na nią wzrok w oczekiwaniu, na kontynuację.  
-Dlaczego ty się tak do niej przyczepiłeś? Wiesz, że ona ma faceta? - spojrzała na niego na chwilę jakby mówiła o tak prozaicznej rzeczy, jaką jest pogoda za oknem, poczym gdyby nigdy nic, wróciła do przekonywania swojej torby, w poszukiwaniu czegoś o istnieniu czego, tylko ona miała pojęcie.  
-Niestety wiem. - odpowiedział niezrażony szczerością dopiero co poznanej dziewczyny. Jego wzrok na krótką chwilę, odnalazł spojrzenie Nikoli, która bardzo szybko odwróciła głowę, skupiając się na czymś innym.  
-Nikola - teraz zwróciła się do przyjaciółki - po co ty z nim rozmawiasz?  
Dziewczyna nie odpowiedziała od razu, uśmiechnęła się tylko bo doskonale wiedziała, że Kinga, może nie do końca żartuje, ale w żartobliwy sposób próbuje dowiedzieć się prawdy. Właśnie takie miała poczucie humoru. Kto ją znał, był do tego przyzwyczajony. I choć teraz była ciekawa poczucia humoru Wojtka, chciała zareagować gdy Kinga nie przestała. Ale zanim zdążyła otworzyć usta, Wojtek jakby czytał w jej myślach, uciszył ją machnięciem ręki.  
-Nie. W porządku. Nie jestem zbytnio przewrażliwiony na swoim punkcie.  
-Z taką fryzurą? - mówiąc to spojrzała na niego wymownie. - aż dziwne.  
Nikola szturchnęła ją w ramię.  
-Kinga, nie bądź.. - nie dokończyła bo dziewczyna jej przerwała.  
-No co? Niki wyluzuj. Muszę sprawdzić czy nasz nowy kolega zna się na żartach. Bo jak nie, to nie widzę sensu marnowania czasu na niego.  
-Zapewniam cię, że zna się. - wtrącił Wojtek.  
-Och to dobrze - westchnęła Kinga - czyli nie będę musiała być przesadnie miła.  
-Nie, niekoniecznie. - przytaknął i posłał jej swój najlepszy uśmiech.
  
Przemawiali się tak jeszcze przez chwilę jakby znali się całe życie, co było niemałym zaskoczeniem dla Nikoli. Wojtek miał plastyczną osobowość, potrafił wpasować się w każdą grupę wiekową, czy to damską czy męską, nagiąć się do panujących, w danym miejscu, konwenansów i sprostać każdym wymaganiom towarzyskim. Nie był nachalny, nie narzucał się ale nie pozwalał też o sobie zapomnieć. Zagadywał, uśmiechał się, był miły, uprzejmy i absolutnie nie zagrażających nikomu.  
Już pierwszego dnia, wtedy gdy Nikola wpadła na niego chciał ją poznać. Było w niej coś, co trafiło do niego. Coś co uderzyło go razem z jej ciałem, gdy zamyślona najnormalniej w świecie nie zauważyła go. I nie chodzi tu o wygląd, o powierzchowność, która rzuca się w oczy na samym początku, ale coś w niej, w środku. Coś, co miała w oczach.  

         ***

Ten wieczór Grzesiek chciał spędzić inaczej niż większość pozostałych. Nie chciał wracać do domu, gdzie będzie otoczony czterema ścianami, które znały prawdę. Czuł się jak przestępca, jak oszust, który zwodzi i rani ukochaną osobę. Chciał się otrząsnąć z poczucia winy, choć te winy nie były jego. Chciał poczuć na twarzy zimny wiatr, który choć na chwilę, dałby mu wytchnienie. Zabrał Nikolę na kopiec Krakusa, na którym kiedyś już byli. Widok był niesamowity. Miasto rozpościerało się u podnóża ich stóp, światła w których skąpane były ulice, ten chłodny wiatr i ryk życia toczącego się w miejskiej aglomeracji zmieszany z silnikami aut, a do tego ukochana u boku. Z tego cieszył się najbardziej. Zamknął oczy, otulając ją ramionami i choć przez chwilę chciał myśleć, że wszystko jest dobrze.  
Gdy przyszli tutaj pierwszy raz, chciał jej powiedzieć, że wyjeżdża. Wtedy wahał się, nad sensem ich znajomości. Chciał ją chronić przed samym sobą, uważał że odejście od niej będzie najlepszym rozwiązaniem, ona tak nie uważała. Teraz znalazł się w podobnym położeniu. Znów stał na rozdrożu, tyle że tym razem życie podjęło decyzję za niego.

Tego wieczoru, bardzo długo chodzili krakowskimi ulicami, spacerowali, oglądali to co już znali, rozmawiali, przypominali sobie wszystkie swoje randki, odwiedzali wszystkie te miejsce, które były "ich". I przez te kilka godzin Grzegorz naprawdę czuł, że wszystko jest dobrze, a potem wrócili do domu i gdy ona już spała, on szeroko otwartymi oczyma uczył się jej na pamięć, bojąc się że później gdy już zostanie sam, czegoś zapomni.

Nazajutrz, od samego rana oboje byli przygnębieni. I nie pomogło wspólnie przygotowane śniadanie, rozmowa, objęcia, muśnięcia opuszkami palców czy pocałunki. Stojąc w obliczu rozłąki nic nie jest w stanie, odwrócić naszej uwagi od zbliżającej się godziny, która jest tak bardzo niechciana.  

Nikola cały dzień była rozkojarzona i nieobecna, czego nie przeoczył Wojtek. Starał się ją rozweselić, zagadać, sprawić że na jej twarzy znów pojawi się ten uśmiech, ale nawet on ze swoim niekończącym się optymizmem zaczął wątpić w swoje powodzenie.  
-Co jej jest? - zapytał Kingi, gdy po raz kolejny zamiast uśmiechu na twarzy jej przyjaciółki, zobaczył grymas smutku. - Próbowałem ją jakoś rozweselić ale nic nie pomaga.  
-Nie wysilaj się, jutro będzie jeszcze gorzej.  
-Jak to?  
-Jej facet dziś wyjeżdża za granicę. Po prostu jest jej smutno.  
-Na długo?  
-Na trzy tygodnie.  
-Niby tylko trzy tygodnie ale jak bardzo potrafią przygnębić człowieka.
  
Kinga nie odpowiedziała już nic, pokiwała tylko głową wiedząc jak bardzo cenne są te dwadzieścia jeden dni, gdy kogoś naprawdę się kocha.  
Wojtek poczuł znów to nieprzyjemne ukłucie. Próbował wywołać uśmiech na twarzy dziewczyny, która była przygnębiona rozłąką z chłopakiem. To bardzo dużo mówiło o sile ich uczucia. Poczuł się nieswojo gdy sobie to uświadomił. Nie chciał zawracać jej już głowy, nic nieznaczącymi rozmowami. Pożegnał się ze swoim stałym uśmiechem na twarzy i odszedł.  
Kinga posłała mu pokrzepiający uśmiech, takiego jakiego jeszcze u niej nie widział. Jej wyraz twarzy na chwilę zastanowił go, wydawało mu się, że przejrzała go, że przez jedną krótką chwilę widziała świat i Nikolę jego oczami. Że dowiedziała się o tym czego on zdawał się nie zauważać.  
         ***

Grzesiek standardowo poprosił Michała, o podrzucenie go na lotnisko i odebranie samochodu. Po drodze mieli zabrać jeszcze Nikolę z uczelni, która musiała zostać na zajęciach do końca.  
-Nie powiedziałeś jej? - usłyszał cichy głos kumpla, gdy zmieniał pas.  
Najpierw potwierdził ruchem głowy, dopiero później odezwał się.  
-Jeszcze nie. - zacisnął dłonie na kierownicy. - Nie wiem jak mam to zrobić. - po chwili ciszy dodał nieco głośniej i bardziej nerwowo - ojciec ma rację, jestem pieprzonym tchórzem.
-Nie, twój ojciec nie ma racji. I ty dobrze o tym wiesz. To wszystko jego wina, on to rozwalił a ty musisz teraz sprzątać. To nie tak powinno wyglądać.  
-Miałem powiedzieć jej to przed wyjazdem, nie będzie mnie trzy tygodnie, może to by jakoś nam pomogło. Ale jak? - zapytał chyba bardziej siebie niż Michała.  
-Teraz masz ostatnią szansę, albo odwleczesz to na następne tygodnie.  
-Nie. Muszę to zrobić teraz. Dziś. - powiedział pewnie gdy zaparkował pod uczelnią.

Zauważył ją jeszcze zanim wysiadł z auta. Musiał ją dotknąć, przytulić, musiał poczuć ją blisko przy sobie aby wiedzieć, że jeszcze żyje.  
Przyciągnął ją mocno do siebie i stali tak przez chwilę, jakby byli sami, na tym spowitym październikowym zmierzchem, chodniku. Nie musieli mówić nic, oboje czuli to samo.  
Gdy wsiedli do auta, nie puszczali swoich dłoni. Zanim jednak ruszyli, Michał zaproponował, że poprowadzi a oni będą mieli jeszcze chwilę dla siebie. Oczywistym było to, że Grzegorz nie powie jej prawdy na tylnym siedzeniu swojego auta, ale Michał niemal czuł ciężar ich smutku na własnym sercu gdy na nich patrzył, dlatego chciał chociaż tak im pomóc.  
Starał się nie skupiać uwagi na nich i na ich rzucającym się w oczy smutku, i szeptanych słowach pocieszenia i miłości, ale wzrok co chwilę zatrzymywał mu się na wstecznym lusterku, w którym odbijała się udręczona twarz jego przyjaciela, który tulił swoją dziewczynę i ocierał jej łzy z policzka. Był wściekły na jego ojca, miał ochotę pojechać do niego i mu przyłożyć, oddać cały ten ból jakim przez tyle lat, obarczał swojego syna, ale wiedział, że to nie jest żadne rozwiązanie problemu i w niczym mu to nie pomoże.
  
Gdy dojechali na lotnisko, wysiedli od razu i znaleźli się w tłumie obcych ludzi, którzy byli w podobnym położeniu co oni. Tylko w podobnym, bo oni witali przybyłych albo żegnali odjeżdżających, i na pewno nikomu świat nie walił się na głowę z taką szybkością jak im.  
-Tylko odwieź Nikolę do domu i dopilnuj aby bezpiecznie weszła do mieszkania. - powiedział do przyjaciela, gdy stali przed wejściem.  
-Jasne, odstawię ją do samego mieszkania. A może do Kingi? - zapytał spoglądając na nią.  
-Dobry pomysł. Może pojedz do Kingi. – podjął Grzesiek.
-Ale po co?  
-Bo nie chce żebyś była sama.  
-Jutro będę się z nią widziała w szkole.  
-No dobrze, jak wolisz. Tylko uważaj na siebie.  
-Jak zawsze. - mocniej się do niego przytuliła.
-No dobra - Michał odezwał się cicho - trzymaj się.  
Wymienili ze sobą wymowne spojrzenia ponad głową dziewczyny, których znaczenie znali tylko oni. Uścisnęli sobie dłonie i poklepali po plecach.  
-Poczekam w samochodzie. - skinął głową patrząc na Nikolę.  

Gdy zostali sami wśród ludzi o anonimowych twarzach, wziął ją w ramiona. Wtulił mocno twarz w jej włosy i nie mógł wydusić z siebie słowa. Powinien jej teraz wszystko powiedzieć, lepszego momentu nie będzie. Powinien wyjawić całą prawdę, ale nagle jakaś nieznana mu siła zacisnęła niewidzialne palce na gardle.  
-Kochanie. – ujął jej twarz w dłonie i zmusił do tego aby spojrzała mu w oczy. Spoglądali na siebie przez chwilę, tak jak wtedy wiele miesięcy temu, ten pierwszy raz. Po chwili podniósł głowę wbijając wzrok gdzieś daleko poza jej plecami. Czuł się jakby nagle ktoś zatrzymał cały świat, jakby wszystko zamarło w bezruchu, jakby ludzie zatrzymali się w pół kroku na chodniku, na przejściu dla pieszych, w wejściu, na ruchomych schodach, a ich rozmowy urwały się w pół zdania, w pół słowa. Niewypowiedziane myśli, niedokończone słowa, nieodwzajemnione spojrzenia. Wszystkie dźwięki świata zlały się w jeden niezrozumiały potok, który spowolniony do granic możliwości drażnił słuch. Wszystko się zatrzymało i tylko on jeden mógł na to spojrzeć z boku. Zamknął oczy, przygotowując się na najgorsze, gdy ułamek sekundy później otworzył je, wszystko wróciło do normy. Świat się ożywił, ludzie znów chodzili, krzyczeli, śmiali się, samochody jeździły, a czas płynął. Nachylił się i pocałował ją. Nie może tego zrobić. Nie teraz. Jeszcze nie. Znów przytulił ją i odnalazł wzrok Michała, który czekał po drugiej stronie ulicy przy samochodzie. Pokręcił tylko smutno głową. Wiedział, że nie da rady tego zrobić.

          ***

Michał odprowadzając Nikolę do domu, do samego końca upewniał się czy na pewno chce zostać sama. Dziewczyna była nieugięta. Nie miała ochoty na spotkania z kimkolwiek. Było jej smutno i dlatego chciała zostać sama. Marzyła tylko o tym aby zamknąć za sobą drzwi i położyć się do łóżka, aby otulić się jego zapachem i tak zasnąć.

Grzesiek wyjechał tylko na dwadzieścia jeden dni, wcześniej wyjeżdżał na dłużej, ale tym razem było jakoś gorzej. Ciężko było to znieść. Nie mogła wyzbyć się przeczucia, że coś jest nie tak. Chociaż codziennie rozmawiali na skype, bardzo za nim tęskniła i momentami nie dawała sobie rady z tym. Na uczelni starała się to ukrywać, nie chciała aby wszyscy się o nią martwili, ale Kinga znała ją na tyle dobrze, aby pod maską pozorów dostrzec prawdę.
-Jeszcze tylko jedenaście dni. – szturchnęła ją w ramie, gdy któregoś deszczowego dnia, siedziały razem na parapecie.  
-Dziesięć dni i dwadzieścia godzin. – poprawiła ją z delikatnym uśmiechem na ustach.
-No widzisz, jesteś lepiej zorientowana, więc co ja się tu wysilam. – odetchnęła z ulgą, gdy dziewczyna roześmiała się na głos. Roześmiała się szczerze i prawdziwie tak jak robiła to zawsze.

Wojtek przez wszystkie te dni, codziennie odnajdywał je na uczelnianych korytarzach i zagadywał pomiędzy zajęciami. Tradycją stało się to, że całą paczką łącznie z Leną i Amelią chodzili do bufetu na obiad. Każdego dnia starał się wywoływać uśmiech na twarzy Nikoli i im bliżej było do powrotu Grześka, tym częściej go dostrzegał. Dzień przed, Nikola miała naprawdę dobry humor. Śmiała się, rozmawiała i żartowała. Jej śmiech usłyszał już na początku korytarzu. Poczuł jak serce mu przyspiesza, gdy ich oczy się spotkały.
-Mam coś dla ciebie. – stanął przed nią z rękami schowanymi za plecami.
-Dla mnie?
-Tak.
-Czekoladki? – zapytała.
-Nie. Tym razem nic do jedzenia. – mówiąc to wyjął zza pleców książkę, która była jej potrzebna do przygotowania się do egzaminu semestralnego, a której nigdzie nie mogła dostać.  
Patrzył jak bierze ją do ręki, jak kartkuje ją, a oczy stają się jaśniejsze.
-Skąd masz? – zapytała podnosząc na niego wzrok.
-Masz trzy tygodnie. Wyrobisz się?  
-Jasne. Człowieku ratujesz mi tyłek.  
-Taki zgrabny tyłeczek mogę ratować codziennie. – dziewczyny na ten tekst wydały z siebie przeciągły dźwięk. Ale on zignorował to, podobnie jak Nikola, która z tej radości rzuciła mu się w ramiona i pocałowała go w policzek.  
Ta chwila dla niego wydawała się trwać w zwolnionym tempie. Nie spodziewał, że zdobędzie się na to aby w ramach podziękowania pocałować go, choćby tylko w policzek ale liczył się fakt. Gdy jej usta dotknęły jego skóry, krążenie w żyłach na moment mu ustało, aby po chwili ruszyć ze zdwojoną siłą, sprawiając że w głowie mu zawiruje.  
Nie liczyło się dla niego zupełnie nic, poza tą radością jaką widział w jej oczach. Ignorował docinki Amelki i Leny i spojrzenia Kingi, dopóki do jego uszu nie dotarło jedno zdanie, które trafiło w niego z bolesną dokładnością.
-Widzicie? – Amelia zaczęła - Grzesiek jutro wraca to i Nikola powraca do żywych. – zaczęła się śmiać.  
Po części to było prawdą, ale jemu nie było do śmiechu. Właśnie sobie uświadomił, że przez dwadzieścia dni starał się ją rozbawić, zagadywał, żartował, opowiadał zabawne historie, śmieszne anegdoty, odprowadzał na autobus, kupował ulubioną herbatę, przynosił czekoladki, załatwił jej potrzebne materiały do egzaminu, ale to nie to sprawiło, że znów zaczęła się uśmiechać. To po prostu te upływające dni, które przybliżały ją do powrotu swojego faceta. To dzięki temu, że już niedługo znów go zobaczy, uśmiechała się. Teraz było widać to jak na dłoni. Poczuł dziwne ukłucie między żebrami. Dał sobie mentalnego kopniaka za to co zrobił. Przecież Nikola nic mu nie obiecywała, nie robiła złudnych nadziei a jednak on właśnie tak się poczuł, jakby najpierw mu coś obiecała a teraz się z tego wymigała.  

Chciał się wycofać i odejść ale nie mógł się ruszyć. Patrzył na nią jakby była jednym z cudów świata, aż jego uwagę przykuł natarczywy wzrok Kingi. Dziewczyna wstała i absolutnie niezauważona przez resztę, podeszła do niego.
-Ej. – złapała go za rękę.
-Co? – starał się przybrać normalny wyraz twarzy, ale wiedział że już mu się to nie uda. Ta dziewczyna miała szósty zmysł.
-Tylko się w niej nie zakochaj. – powiedziała prosto z mostu.
-Co?
-Dobrze słyszałeś co powiedziałam. Nie zakochaj się w niej, bo zrobisz sobie krzywdę. Ona cię lubi, to widać. Ale w jej sercu jest tylko Grzesiek. Tego nie zmienisz.
Już nie miał ochoty udawać, że nie wie o co jej chodzi, jak jeszcze przed chwilą gdy miał taki zamiar. Spojrzał ponownie na Nikolę i odwrócił się do Kingi.
-Wiem. Doskonale o tym wiem.

          ***  
Kiedy wieczorem rozmawiała z Grześkiem, od razu zauważył, że jest weselsza. Powiedziała mu o zdobytych, z pomocą Wojtka, materiałach na egzamin. O tym chłopaku wspomniała mu już wcześniej, nie obawiała się tego, że będzie zazdrosny, bo nie uważała aby miał ku temu powód, po prostu chciała aby wiedział. I w normalnych warunkach, pewnie w jego głowie zapaliłaby się ostrzegawcza lampka, że przy jego ukochanej kręci się jakiś facet, ale teraz poczuł coś na wzór nadziei, że może to pozwoli jej zapomnieć gdy w końcu stanie na wysokości zadania i powie o tym co raniło go od środka. Przez całe te trzy tygodnie, każdego dnia wyrzucał sobie jakim jest kretynem. Nie powinien utrzymywać tego w tajemnicy przed nią, ale nie potrafił znaleźć słów, które by oddały jego stan.  
Tęsknił za nią tak samo bardzo jak i ona. Nie mógł się doczekać tego aż znów ją przytuli, ale teraz zrobi to ostatni raz. Postanowił o tym jeszcze wtedy, gdy tamtego chłodnego wieczoru samolot z nim na pokładzie, wzbił się w powietrze, pozostawiając na dole jego ukochaną.  

Wrócił do domu przed dwoma godzinami. A teraz chodził po pokoju, jak zwierzę po klatce. Miotał się, męczył i zadręczał. Nerwowo spoglądał na zegarek, częściej niż płyną czas. Odliczał minuty do powrotu Nikoli. Wiedział, że właśnie dotarł do ściany, do swego rodzaju mety. Wiedział, że tym razem nie ma już wyjścia ewakuacyjnego, strzałki która najszybszą drogą zaprowadzi go do bezpiecznego miejsca. Takiego miejsca już nie ma. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dziś musi wyjawić jej prawdę. Wszystko od początku do końca, począwszy od podejrzeń ojca, przez wyniki testu dna, na kłótni z rodzicami skończywszy. Dziś musi być dorosły i musi to skończyć.  
Teraz gdy ból fizyczny, po uderzeniu ojca, minął i gdy został ten psychiczny, przyznawał ojcu rację. Był tchórzem. Powinien powiedzieć jej przed wyjazdem. Ale zabrakło mu odwagi w kluczowym momencie. Zabrakło mu odwagi i przemilczał słowa, które powinna była usłyszeć. Czuł jak strach w najgorszej postaci pnie się do góry po jego ciele, jak oplata swoje pnącza wokół serca, spowalniając jego rytm i ostatecznie gnieździ się w gardle przybierają postać guli z żalu i goryczy, nie do przełknięcia.
  
Kilka dni temu dowiedział się, że będzie musiał jeszcze raz wrócić do Londynu. Wybór czasu pozostawał w jego decyzji. Nie powiedział o tym Nikoli, bo uznał, że to będzie najlepszym rozwiązaniem. Że gdy będzie już po wszystkim zabierze swoją walizkę i pojedzie prosto na lotnisko. Dogadał się z Michałem, który jak zwykle służył mu pomocą. Część rzeczy, które miał ze sobą zostawił tam, stąd zamierzał zabrać tylko kilka niezbędnych, aby wystarczyły mu na teraz. A reszta zajmie się później, gdy emocje opadną i będzie w stanie spojrzeć w tym kierunku, choć nie liczył na to, że ten moment nadejdzie szybko. Gdy po raz setny odtwarzał w myślach zaplanowaną rozmowę, postanowił że wyprowadzi się stąd, a mieszkanie zostawi dla niej. Tak naprawdę, to nie miało żadnego znaczenia co stanie się z tym miejscem, znacznie ważniejsze było to, że ich związek ma się skończy, że ich poukładane życie nagle przestanie istnieć. Czuł się tak jakby dostał zaproszenie na wykonanie wyroku śmierci, bliskiej mu osoby. Musiał w tym trwać. Musiał to oglądać z miejsca w pierwszym rzędzie.

Chodził dotąd aż nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Usiadł na łóżku, spojrzał na przygotowaną już walizkę i ukrył twarz w dłoniach. Teraz pozostało mu już tylko czekanie, w tak nieznośnej ciszy, że niemal słyszał bicie własnego serca.  

Nikola odliczała dni do jego powrotu. Każdy kolejny który był bliżej tego wyznaczonego dłużył się niemiłosiernie. Ale to właśnie dziś, najgorzej było znieść jej tą rozłąkę. Godzina trwała dwa razy dłużej niż normalnie, a pora jego przylotu wydawała się oddalać, a nie przybliżać. Wiedziała, że Grzesiek już na nią czeka, dlatego jak najprędzej chciała znaleźć się w domu. Po wejściu do budynku, podeszła do windy, ale okazało się że ta jest zajęta, więc niewiele myśląc, odwróciła się i zaczęła wbiegać po schodach. Uśmiechnęła się do siebie, zdając sobie sprawę z tego jak to wygląda. Biegnie na złamanie karku, na dziesiąte piętro, bo właśnie tam, gdzieś w jednym z pokoi czeka na nią człowiek, bez którego życie wydaje się niemożliwym. Gdy zatrzymała się pod drzwiami, wzięła głęboki wdech i włożyła klucz do zamka.  

Na ten dźwięk, Grzesiek wyprostował się gwałtownie jakby ktoś poraził go prądem. Spojrzał na swoje dłonie, trzęsły się. Zacisnął je w pięści i rozprostował, nie dało to żadnego efektu. Gdy rozprostował je drugi raz, w drzwiach pokoju pojawiła się Nikola, sekundę później była już w jego ramionach. Przytulił ją mocno, wdychając jej zapach. Nagle poczuł nieznośny ciężar w klatce piersiowej. Trzymał ją tak długo, aż oczy przestały go piec.  
-Jak dobrze, że już jesteś. - wyszeptała z ustami przyciśniętymi do jego szyi. A on niemal fizycznie odczuł wagę każdego z jej słów. - Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo za tobą tęskniłam.  
-Wyobrażam sobie, bo ja czułem dokładnie to samo.  
Chociaż miał zamknięte oczy bez problemu odnalazł jej usta. Musiał to zrobić. Ten pocałunek był jak ostatni oddech przed utonięciem. Jego smak pozostanie z nim na zawsze.  

Dziewczyna odsunęła się od niego na odległość ramion, ale wciąż utrzymywała z nim kontakt. Spojrzała na niego, jakby chciała się upewnić, że jest cały i zdrowy, że on to on, że nic się nie zmienił. Pozwolił jej aby mu się przyjrzała, ale miał wrażenie, że niecierpliwy czas stuka go w ramię aby przypomnieć mu, że ma coś ważnego do zrobienia. Coś, czego odwlekać już nie można. Chwycił ją za dłonie, w momencie w którym ona spojrzała na stojąca za nim walizkę.  
-Nie rozpakowałeś się jeszcze?  
-Rozpakowałem. - oboje chwilę milczeli tak jakby doskonale widzieli, że ta pauza to zapowiedź czegoś złego. - I spakowałem znowu.  
-Wyjeżdżasz jeszcze? - w jej słowach pobrzmiewała niechęć do tego pomysłu.  
-Tak.  
-Na długo?  
-Nie wiem. Ale muszę z tobą porozmawiać. - nie puszczając jej dłoni, przeniósł wzrok na swoją walizkę, która była nazbyt wymownym elementem tego dramatu.  
Wziął głęboki wdech i wstrzymując powietrze w płucach, przypomniał sobie słowa, które przygotował gdy na nią czekał. Teraz musi powiedzieć jej prawdę. Wypuścił powietrze z głośnym świstem i gdy był gotowy wyrecytować to wszystko, co bolało go od kilku tygodni, odwrócił twarz od walizki i spojrzał w jej szare oczy, które wyczekiwany jego reakcji. Coś ścisnęło go w dołku, w gardle poczuł formującą się gulę, która wydawało mu się, że już zniknęła, i znów poczuł to co wtedy na lotnisku. Wiedział, że tego nie zrobi. Nie da rady. Słowa ojca, który wykrzyczał mu w twarz, że jest nieudacznikiem i tchórzem wróciły, boleśnie raniąc mu serce. Ojciec wtedy miał rację, jest tchórzem. Nie zdoła powiedzieć jej teraz prawdy. I nie wiem czy kiedykolwiek będzie na to gotowy.
-Jesteś wszystkim co najlepsze w moim życiu. Kocham cię całym sercem, ale.. - zamilkł nagle, uświadamiają sobie, że niepotrzebnie przedłuża to, co nieuniknione.  
-Mówisz, to w taki sposób jakbyś chciał się przyznać do zdrady. - jej głos na początku lekki, nieco rozbawiony, jakby żartem chciała rozładować napięcie, został zastąpiony gwałtownym szeptem, przepełnionym strachem. - Masz kogoś? - Zapytała, widząc jego minę gdy wcale nie było mu do śmiechu. I w ciągu tych kilku sekund oczekiwania, miała wrażenie, że z tej niepewności serce spadło z setnego piętra rozbijając się o ziemię kilkakrotnie w ciągu jednej sekundy.
-Nie. - Zanim zadała kolejne pytanie, postanowił wszystko powiedzieć jednym tchem - Nie, ale pewne sprawy skomplikowały się tak bardzo, że nasz związek nie może dalej istnieć.  
Te słowa uderzyły w nią, jak grom z jasnego nieba. W uszach zaczęło jej piszczeć, przed oczami zrobiło się jej ciemno, a serce chyba przestało bić.  
-Choć bardzo cię kocham, nie możemy już razem być. Wybacz mi to, ale tak będzie lepiej. - wstał, wyswobadzając dłonie z jej uścisku.
-Jakie sprawy? O czym ty mówisz? - podeszła do niego, a on założył jej pasmo włosów za ucho.  
-Uwierz, tak będzie lepiej dla ciebie. Po prostu nie możemy.
Od samego początku właśnie tego się bałem, tego, że cię skrzywdzę, że nie dam ci tego wszystkiego na co zasługujesz, że swoją obecnością w twoim życiu ściągnę na ciebie nieszczęścia i właśnie to się teraz dzieje. A my nic z tym nie możemy zrobić. - ostatnie słowa były już szeptem, który zostanie w niej na zawsze.  
Odwrócił się aby już na nią nie patrzeć, aby nie widzieć tych wielkich oczu, które wypełniły się łzami. Przełknął żal, który nagromadził mu się w gardle i sięgając po walizkę, dodał:  
-Chce, żebyś tutaj została. Wracam teraz do Londynu, na co najmniej trzy tygodnie. Później zabiorę swoje rzeczy. Wybacz mi to. Proszę cię tylko o to. – jego zbolały szept rozdarł jej duszę na pół.  
Nie spojrzał na nią już ani razu gdy wychodził, wiedział że inaczej musiałby ją dotknąć, a gdyby to zrobił, zostałby tutaj i unieszczęśliwił ich oboje już na zawsze.

Wyszedł zostawiając za sobą cały swój świat, to co kochał i to co liczyło się najbardziej. Wyszedł zamykając cicho drzwi za plecami, odgradzając się od tego co było. Wyszedł a z chwilą gdy postawił pierwsze kroki na schodach, z nieba spadły pierwsze krople deszczu, które w zderzeniu z ziemią rozbiły się na miliony maleńkich, praktycznie niezauważalnych kropelek. Rozbiły się tak jak ich życie. Ich miłość właśnie zostaje poddana zniszczeniu, a nad takim dramatem nie można przejść obojętnie. Płaczą oni a razem z nimi, płacze świat.

______________
Kochani, dziękuję Wam za te miłe słowa, które nadal mnie motywują. Dziękuję, że mam dla kogo pisać. <3

Sensi11

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 9300 słów i 51171 znaków, zaktualizowała 30 cze 2018.

18 komentarzy

 
  • Olinek

    Nie mogłaś gorzej skończyć rozdziału! Popłakałam się jak bóbr. To okropne ich miłość była taka piękna. Wnioskuję, że jednak nie masz zamiaru zrobić szczęśliwego zakończenia, a wielka szkoda Wojtek jest wporządku chociaż nie skradł mojego serca tak bardzo jak Grzegorz który jest niezastępiony. Podoba mi się sposób w jaki Wojtek ukazuje swoje uczucia względem Nikoli to jest bardzo urocze. NIENAWIDZĘ ojca Grzesia to tak... kurka wodna jak określić takie bydlę? Skurczybyk to za mało przeklnełabym go, ale postanowiłam trzymać się kultury   niech zgnije w hadesie! Byłam dumna z naszego bohatera gdy wygadał ojcu i matce(bo jak nie patrzeć to też była winna nie w takim stopniu ,ale za bardzo wstawiała się wiecznie za mężem, a przecież to dziecko powinno być na pierwszym miejscu)   Kochana nawet nie masz pojęcia jakie wzbudzasz we mnie emocje gdy czytam. Jesteś moim mistrzem, naprawdę Pozdrawiam serdecznie i ściskam na odległość czekam niecierpliwie na nowy rozdział! Chociaż wielka szkoda, że na happy end się nie zapowiada bardzo lubię szczęśliwe zakończenia( mam dość słabe nerwy w stosunku do książek)    

  • Sensi11

    @Olinek och kochana właśnie takich komentarzy mi potrzeba. Dziękuję.   chciałam dodać jeszcze dwa nowe rozdziały przed świętami, ale rozchorowałam się i raczej nie zdążę.ledwo ten kończę.    ale planuję dodać w piątek więc już niedługo.

    jeśli chodzi o naszych bohaterów, to cóż przed nimi teraz trudne chwile. sama aż nie mogę się doczekać, gdy pokażę Wam to wszystko co przygotowałam, a jeszcze tego trochę będzie. Teraz akcja nabiera tempa, więc na pewno nie będziecie się nudzić.  

    Każdy chyba lubi szczęśliwe zakończenia ale ja tak naprawdę jeszcze nie podjęłam decyzji, więc wszystko może się zdarzyć.

    Jeszcze raz dziękuję i przepraszam, że tyle musicie czekać ale obiecuję, że będzie warto

  • Donka

    Dziewczyno doprowadzisz mnie do zawału albo rozpaczy. Zaglądam dwa razy dziennie czy już jest kolejna część, czekam niecierpliwie. Pozdrawiam cieplutko.

  • ~Miśka

    @Donka mam to samo hahaha????????

  • Sensi11

    @Donka och dziękuję.   
    wybacz, że tak się przeze mnie czujesz. obiecuję poprawę.   
    zaoszczędzę Ci fatygi, nowa część będzie w piątek wieczorem, więc już całkiem niedługo.
    możemy zacząć odliczanie...

    ps. żartuję z tą poprawą, uzbrój się w cierpliwość, chusteczkę czy co tam jeszcze chcesz, bo będzie się działo...

  • Sensi11

    Kochani wiem, że nowa część miała być w tym tygodniu i planowałam ją dodać w niedzielę, a sobote poświęcić na ostatnie poprawki i dopisanie jednego akapitu, ale dziś wypadła mi pracująca sobota i dlatego nie zdążę tego zrobić. :( przepraszam Was ale dodam nową cześć jak znajdę chwilę na jej dopracowanie. Pozdrawiam

  • Martaa

    Piekne. Dziekuje za to opowiadanie. Za to ze mam na co czekac I za powod do placzu. Prosze cie tylko aby mimo wszystko Grzes I Nikola byli razem bo inaczej I ja bede miala zlamane serce

  • Sensi11

    @Martaa aż nie wiem co powiedzieć, tak bardzo dotknął mnie ten komentarz. Powiem tylko dziękuję.  

  • Wiktor

    Pisz  dziewczyno bo Umiesz operować słowem.  Świetne opowiadanie.  Pozdrawiam Wiktor

  • Sensi11

    @Wiktor dziękuję

  • zabka815

    Kochana autorko świetna część jak wszystkie poprzednie, ale tym razem to łzy mi leciały i nie chciały przestać. Biedna Nikola  , uważam jednak że Grzesiek powinien z nią porozmawiać i powiedzieć całą prawdę. Powtórzę to jeszcze raz i pewnie nie ostatni ta piękna miłość powinna przezwyciężyć wszystko i dalej trwać, mam nadzieję że jednak nie są rodzeństwem. Jeszcze raz   Kochana autorko Czekam cierpliwie na następną część tyle ile będzie trzeba  

  • Sensi11

    @zabka815 myślę, że długo czekać nie trzeba będzie

    Co do zachowania Grześka, to na pewno powinien być z nią szczery, ale jak wszyscy wiemy to nie jest takie proste, zwłaszcza, że tak naprawdę tym razem to nie on zawinił. Powiedziałabym coś jeszcze  ale wtedy zdradzę dalszy ciąg, a jeszcze kilka ważnych rzeczy przed nami.

    Tak więc już niedługo...

    DZIĘKUJĘ

  • marTYNKA

    Boże w takim momencie   cudowne jest Twoje  opowiadanie najlepsze

  • Sensi11

    @marTYNKA uwierz, że będą jeszcze gorsze/lepsze momenty.   Dziękuję  

  • Adaś

    @Sensi11 jedno pytanie mam tylko do Ciebie!  Kiedy kolejne bo mi psychika się łamie  

  • Sensi11

    @Adaś dasz radę, wierzę w Ciebie. A kolejna część w przyszłym tygodniu trzymaj się

  • Kasia11

    Nikola pewnie teraz będzie z wojtkiem szkoda????

  • Sensi11

    @Kasia11 poczekaj cierpliwie a już niedługo sama się dowiesz jak to wszystko się zakończy. Będzie dużo wrażeń.

  • Aka

    Czuję ten ból i łza popłynęła ???? czekam na next ????

  • volvo960t6r

    Szkoda że tak to się skończyło...Ciekawe co będzie dalej z Nickolą  i Grześkiem

  • ~Miśka

    Normalnie popłakałam się dlaczego oni tak muszą cierpieć, przecież są stworzeni dla siebie. Mam nadzieję że to że są rodzeństwem okaże się słabym żartem. Ale to już tylko Ty jedyna wiesz jaki los im zgotowalas???? co byś nie wymyśliła będę czytać dalej i czekać z niecierpliwością na kolejne rozdziały. Pozdrawiam gorąco Miśka

  • Marcysia

    Uwielbiam to opowiadanie i kazda czesc czytam z bijacym sercem. Lakne kazde slowo i zdanie jak niemowlak mleko.  
    Tak bardzo bym jednak chciala zeby to wszystko okazalo sie jedna wielka pomylka. ( ale tu sie powtarzam).

  • Sensi11

    @Marcysia to nic ze się powtarzasz. Ja też się powtarzam jak czytam coś co mnie wciągnie, a fabuła niekoniecznie idzie po mojej myśli.
    Także śmiało, nie krępuj się

  • ja

    Booożżee, dziewczyno. Ale EMOCJE. Założę się, że gdyby ekranizowano to opowiadanie, to miałoby nie mniej fanów jak Mgda M, albo i więcej. Cudowne, pozdrawiam. Czytelniczka

  • Sensi11

    @ja Ty wiesz, że chciałabym się przekonać, jak to by było gdyby zekranizowano moje opowiadanie, ale chyba bała bym się, że nie pokażą tych wszystkich ważnych szczegółów, które pokazuje książka.

  • Sensi11

    @ja no a poza tym właśnie o te emocje chodzi, macie się czuć tak jakbyście sami to przeżywali
    Dziękuję i również pozdrawiam

  • ja

    @Sensi11 zapewne miałabyś cos do powiedzenia. Sparks ma udział we wszystkich swoich ekranizowanych powieściach. Myślę, że to zależałoby od tego jaką umowę byś podpisała. Tak czy owak, gdy czyta się Ciebie, to czuje się jak byśmy stali obok Twoich bohaterów, i odbierali ich emocje jakby to były nasze własne.

  • Sensi11

    @ja tak, pewnie masz rację. No ale do jakiejkolwiek ekranizacji jeszcze daleko. teraz postanowiłam zrobić z tego "książkę" i pracuje nad okładką.  

    A jeśli chodzi o to odbieranie emocji, to bardzo się cieszę, że właśnie tak to widzicie. Choć tak właśnie chciałam, trochę obawialam się, że nie do końca mi się uda, ale widzę że jednak tak
    Dziękuję

  • Wiktor

    @Sensi11 Sensi załóż konto na wattpad.  Tam tez dziewczyny i faceci robia okładki.  Mówię Ci sprobuj jeszcze tam zamieścić.  Swoją książkę

  • KatiaZula

    @Sensi11 jeśli po zakończeniu książka pojawi się w wersji papierowej (na co mam przeogromną nadzieję), będę po nią pierwsza stać w kolejce

  • Sensi11

    @Wiktor a mógłbyś mi kogoś polecić? Masz jakieś dokładniejsze informacje czy tak tylko ogólnie? Bo mam kilka pomysłów ale sama nie mogę się do tego zabrać

  • Sensi11

    @KatiaZula jeśli książka (ta czy jakakolwiek inna) pojawi się w wersji papierowej to nawet autograf dostaniesz haha

  • KatiaZula

    @Sensi11 na to liczę  

  • Sensi11

    Przejrzałam różne kategorie w jakich klasyfikowane są tutaj opowiadania (dobre, popularne, komentowane, poczekalnia) i z zadowoleniem muszę stwierdzić, że w "dobrych" jest aż 43 części mojego opowiadania. Z 57 to całkiem niezły wynik. Przyznam, że dawno już zaglądałam do starszych części, ale jak zrobiłam to dziś rano to poczułam miłe zaskoczenie. Spora ilość poprzednich rozdziałów ma ponad 10tys odsłon. Kochani to, dzięki Wam. Naprawdę, to wszystko Wy zrobiliście. Jestem Wam bardzo wdzięczna.
    Zdaje sobie sprawę z tego, że przez moje niesystematyczne publikacje straciłam sporo czytelników, wiem ale jednak ktoś jeszcze został. I to się dla mnie liczy, że część z Was jest ze mną mimo wszystko.  
    Sporo osób zarzucało mi, że mogę szybciej pisać i regularnie dodawać. Otóż nie, kochani nie mogę szybciej pisać. Już szybciej się nie da. Większość przerw w pisaniu spowodowane były przygotowaniem do egzaminów i nauka. Ale zdarzały się też takie, z braku weny do pisania. W głowie mam już całość (nawet zakończenie!) ale czasem mam trudności aby przelać to na papier, w brew pozorom to nie jest takie łatwe. Wtedy gdy naprawdę nie mogłam pisać, próbowałam niejednokrotnie ale to do niczego nie było podobne. Nie zadowalało mnie, tak jakbym chciała. Wiem, że gdybym pisała mimo to, to większość części, które tu są nie miałby aż tyle odsłon i komentarzy, bo po prostu byłyby słabe. Nie mogę zmusić się do wymyślania czegoś, wtedy gdy naprawdę nie dam rady. Mam nadzieję, że to rozumiecie. I że, poprzednie części, jak i te które jeszcze napiszą, zrekompensują ten czas.
    Może zabrzmi to nieskromnie, ale ja jestem zadowolona ze swojej pracy. To prawda, że trening czyni mistrza. A ja patrząc na swoje poprzednie opowiadania, widzę poprawę.  

    Także, proszę Was o to żebyscie jednak niezniezniechęcali się tym czekanie, i byli ze mną mimo wszystko.

    A teraz tak szczerze, co myślicie o nowej części? Czy Grzegorz dobrze zrobił? A Wy co byście zrobili na jego miejscu?

  • Zuza

    Piękne. Cudnie piszesz. Jakiś czas temu pochłonełam części dostępne niemalże na raz i teraz czekam niecierpliwie na ciąg dalszy

  • Sensi11

    @Zuza czekaj czekaj, bo będzie się działo. Właśnie znaleźliśmy się w oku cyklonu.

  • cukiereczek1

    Czekam na kolejną z niecierpliwością !!

  • KatiaZula

    Pięknie napisane. I choć bardzo mi smutno, wiem że w końcu ten moment musiał nadejść. Wierzę autorko, że jeszcze ich połączysz, a przynajmniej mam taką nadzieję.  
    Piszesz pięknie, tak cudownie opisujesz emocje, że czułam to wszystko, co Twoi bohaterowie ????

  • Sensi11

    @KatiaZula właśnie o to najbardziej się starałam, gdy to pisałam, abyście mieli wrażenie, że to wy sami tam jesteście. Dziękuję

  • KatiaZula

    @Sensi11 udało Ci się. Masz bardzo lekkie pióro. Jestem pod naprawdę ogromnym wrażeniem