To na Ciebie czekałem cz. 67

EDIT  


Sala przesłuchań nie była najprzytulniejszym miejscem na świecie. Szare ściany, stolik, trzy krzesła, lustro weneckie za plecami policjantów i małe, zakratowane okno, które nie wpuszczało za wiele światła. Aneta siedziała po jednej stronie stolika i wpatrując się w niewielki fragment nieba, kołysała na krześle.

-A więc słuchamy. – młody policjant chwycił długopis w dłoń i zachęcającym ruchem ręki, ponaglił ją do mówienia. – Proszę opowiedzieć co wydarzyło się tamtego dnia na dworcu PKP.

-Wiedziałam, że ma przyjechać jej matka.  

-Skąd?  

-Sama do tego doprowadziłam. Taki był plan. Dzień wcześniej pojechałam do niej, do Nowego Targu, podałam się za przyjaciółkę jej córki. Opowiedziałam całą historię, przynajmniej na tyle na ile znałam szczegóły. Dodając od siebie, że jej córeczka jest roztrzęsiona i naprawdę jej potrzebuję.  

-Czy wtedy pani Alicja powiedziała prawdę?

-Tak. Potwierdziła tylko to, co wiedziałam już wcześniej. Oni nie byli żadnym rodzeństwem. Nie mogłam pozwolić na to, aby wszystko wyszło na jaw. Musiałam coś zrobić.

-W jaki sposób w ogóle się o tym dowiedziałaś? O tym, że Nikola Wysocka może być córką Jakuba Kiliana.  

-Kilka tygodni wcześniej byłam pod mieszkaniem Grześka, wtedy zobaczyłam jak ze środka wychodzi mężczyzna łudząco podobny do niego. Dziwnie się zachowywał. Tak jakby źle się czuł. Usiadł na ławce, zapytałam czy wszystko w porządku. Nie musiałam się bardzo starać aby się wszystkiego dowiedzieć. Sam powiedział, a ja tylko poskładałam wszystkie elementy w całość. – uśmiechała się triumfująco. – po prostu trafił na nieodpowiednią osobę.

-I co było dalej?

-Skoro okazja, aby ich rozdzielić przyszła do mnie sama, nie mogła z niej nie skorzystać.  

-I co zrobiłaś?  

-Najpierw powiedziałam prawdę Grześkowi, bo wiedziałam, że ojciec tego nie zrobił. A później po prostu go śledziłam i starałam się wyprzedzać go o krok, albo przynajmniej być tuż za nim.  

Aneta nie kryła satysfakcji opowiadając o tym co robiła podczas minionych kilku tygodni. Zachowywała się jakby ta opowieść była częścią scenariusza filmowego, a nie realnymi wydarzeniami.  

-I tak trafiłaś do laboratorium genetycznego, w którym Grzegorz robił badania?

-Właśnie tak. Gdy tam wchodziłam, nie miałam przygotowanego planu. Szłam na żywioł. Dopiero na miejscu okazało się, że los mi sprzyja.  

-To znaczy?  

-Znałam tą dziewczynę, która pracowała tam jako laborantka. Wiedziałam, że ma trudną sytuację, że potrzebuje pieniędzy. Więc poszłam z nią na układ.  

-Od razu się zgodziła?

-Jasne, że nie. Najpierw wcale nie chciała o tym słyszeć. Zrobiła te badania i od razu mi powiedziała, że oni nie są spokrewnieni więc mój plan się nie powiedzie i tym sprowokowała mnie do tego, abym sięgnęła po mocniejszy argument.

-Jakim był jej chore dziecko? – ton policjanta pobrzmiewał wyrzutem, pretensją i złością. W pracy widział już niejedno, ale takie perfidne zachowanie zawsze budziło w nim odrazę i złość.  

-Bingo! – z szerokim uśmiechem wskazała na niego palcem.  

-Nie bałaś się, że coś pójdzie nie tak? Że na przykład matka Nikoli mogłaby powiedzieć prawdę wcześniej?

-Nie. Akurat tego się nie bałam. Bo o całym tym zamieszaniu dowiedziała się ode mnie. Nikt wcześniej jej nie powiedział, ani jej córeczka, ani Grzesiek, ani jego ojciec. Tu nie miało prawa cokolwiek pójść nie tak. – wycedziła przez zęby.

-Ale poszło. Nie spodziewałaś się, że policja zatrzyma was w ostatnim momencie.

-Już dawno zapomniałabym o całej tej sprawie i podziwiałabym Niemieckie krajobrazy, gdyby nie ten idiota Przemek.  

-Czyli przyznajesz się do usiłowania podwójnego zabójstwa? - młodszy z policjantów zamarł z długopisem w dłoni, tuż nad kartką papieru, spoglądając w jej twarz.
Aneta wyprostowała krzesło i oparła ręce na blacie stolika, maksymalnie pochylając się w jego stronę. - Nie.  

-Ale jednak dopuściłaś się tego.  

-Wtedy chciałam zabić jej matkę. Nie wiedziałam, że ta małolata też będzie na dworcu. To wyszło tylko przy okazji. A skoro już tak wyszło, więc jak to się mówi, chciałam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.  

-To upiekłaś prawie trzy. – starszy z mężczyzn przypatrywał się jej spod ściągniętych brwi. – wiesz, że ta dziewczyna była w ciąży? I że w wyniku wypadku poroniła? – mówiąc to, pochylił się nad stołem w jej stronę.

Aneta zrobiła to samo i mrużąc oczy w wyrazie satysfakcji, wycedziła powoli i wyraźnie każde słowo. – Wiem. I bardzo się z tego powodu cieszę. Gdybym wiedziała o tym wcześniej, musiałabym kombinować jak pozbyć się jej i tego dzieciaka, a tak problem sam się rozwiązał.  

-Teraz tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia - policjant przesunął kartkę w jej stronę, pokazując gdzie ma podpisać. - Prokurator będzie wiedział co z tym zrobić.  

-Co teraz ze mną będzie? - zapytała gdy do środka wszedł wysoki umundurowany mężczyzna, który miał ją zabrać do aresztu.  

-Oboje ze swoim partnerem zostajecie zatrzymani do czasu rozprawy.


                           *** trzy miesiące później ***


   Minęło kilka długich tygodni w czasie których wszyscy się wyciszyli. Emocje opadły, ale ból wciąż był wyczuwalny. Tego nie dało się przeskoczyć. Nie dało się zapomnieć o wydarzeniach, które na wielu osobach odbiły swoje traumatyczne piętno.  

Grzegorz stał na środku sali sądowej z dłońmi opartymi na drewnianej barierce. Słuchał pytań sędzi, ale wzrok skupiał na Anecie. Przez jego głowę przelatywało setki myśli i wspomnień. Ciężko było patrzeć na to wszystko z boku, z miejsca w którym można być tylko obserwatorem i nie trzeba brać udziału w przedstawieniu i wiedzieć, że już nic nie można zrobić, a jedyne co pozostało to odtwarzać film tamtych dni.  

Tak się właśnie teraz czuł, jakby siedział w kinie na znienawidzonym seansie i nie mógł wyjść wcześniej niż po napisach końcowych. Nie chciał tu być, a obecność Anety, która wpatrywała się w niego z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, absolutnie nie pomagał mu w powrocie do wspomnień, o których wolałby nie pamiętać.  

Wiedział, że na dzisiejszą rozprawę wezwanie dostała też Nikola. I tylko ta myśl, że może ją zobaczyć po tylu długich tygodniach, trzymała go w tym miejscu.  
Nie widzieli się od tego dnia, gdy wybiegła zapłakana ze szpitala. Dzwonił do niej i pisał, ale ona nie reagowała. Kilka razy jeździł pod jej uczelnię aby zobaczyć ją z daleka choć przez chwilę. Zawsze z kimś była, albo z Kingą, albo z Wojtkiem i nigdy się nie uśmiechała. Była jak robot, który robi wszystko automatycznie, bez namysłu, bez cienia człowieczeństwa czy krzty uczuć. Ostatni raz zadzwonił do niej po spotkaniu z laborantką, która opowiedziała mu całą prawdę. Chciał jej to powtórzyć, wyjaśnić, być przy niej. Ale ona nie zgodziła się na spotkanie. Powiedziała tylko, że teraz żadna nowa informacja nie zmieni tego co się wydarzyło. Dodając, że potrzebuje czasu zakończyła połączenie. Odcięła się od niego i od przeszłości, a on jej na to pozwolił.  

Nie chciał naciskać na nią, zmuszać ją do czegokolwiek czy wywierać presję. Chciał aby decyzja o powrocie do niego była jej świadomą i przemyślaną decyzją, jeżeli w ogóle była mowa o jakimkolwiek powrocie. Potrzebował jej i choć zdawał sobie sprawę z tego, że odbudowanie tego co kiedyś było między nimi nie będzie łatwe, miał nadzieję, że ona potrzebuje go tak samo.  

Na początku miał tą nadzieję. Trzymał się kolejnego dnia, który razem ze świtem miał przynieść zmiany. Niestety dni upływały jeden za drugim, świt przemieniał się w zmierzch, a jego telefon milczał, do drzwi nikt nie dzwonił, a połowa łóżka, którą niegdyś zajmowała Nikola, była pusta.  

Chciał ją, ale gdzieś po drodze zrozumiał, że wydarzyło się między nimi zbyt wiele rzeczy aby tak po prostu mogli wrócić do swojego dawnego życia. Jednak teraz stojąc na środku sali sądowej, będąc kilka kroków przed wyjazdem z kraju, czuł że nie może tego tak zostawić. Czuł, że zanim wsiądzie na pokład samolotu musi z nią porozmawiać, choćby na chwilę, musi spojrzeć w te oczy, które tak bardzo pokochał.  

Pamiętał ten dzień, gdy temperatura na zewnątrz spadła, niebo zasnuło się ciemnymi chmurami, a po szybach spływały krople deszczu. Kinga siedząc w miękkim fotelu, spojrzała na niego i jakby obawiając się, że głośne wypowiedzenie słów bardziej go zrani, wyszeptała.  

-On dał jej pierścionek po swojej babci.  

I wtedy jego świat się zatrzymał, jeżeli jeszcze cokolwiek w jego wszechświecie dawało oznaki życia, tamtego deszczowego popołudnia przestało. Zamarło. Zatrzymało się.  
Zabolało go to. Oczywiście, że każdym milimetrem skóry odczuł ten paraliżujący ból, ale ukrył go głęboko na dnie złamanego serca. Bo co innego miał zrobić? Miał pobiec do niej i błagać ją o powrót, o to aby chciała go wysłuchać? Oczywiście, że tego chciał, ale wiedział, że ona nie. Nikola nie była gotowa, nie potrafiła przełamać tego dystansu, który oddalał ich od siebie co raz bardziej.  

-Przyjęła?  

-Nie chciała, ale on też nie chciał go z powrotem. To nie były oświadczyny, ale zapewnił ją, że będzie o nią dbał, że chce przy niej być i ją wspierać.

-Więc chyba dotarliśmy już do mety. - jego drżący głos zamarł w cząsteczkach powietrza.  
Kinga kolejny raz próbowała przekonać Grześka do zmiany zdania, do jakiegoś działania ale on był głuchy na wszelkie jej argumenty. Nie reagował. Ona mówiła, on milczał. Zapadał się w swoim milczeniu, tak jakby tylko cisza mogła dać mu spokój, ale tak nie było. I on dobrze o tym wiedział. Wiedział, że w całym wszechświecie jest tylko jedna jedyna osoba, która ukoiłaby jego poszarpane nerwy.  

Nikola.  

Dlatego wychodząc z sali sądowej, wiedział, że nie opuści budynku sądu dopóki jej nie zobaczy.

Stał na korytarzu, rozglądając się na wszystkie strony. I wtedy ją zobaczył. Stała kilka metrów od niego, oparta o barierkę nad schodami. Była odwrócona plecami do niego, ale sekundę później jakby wyczuła, że ktoś ją obserwuje. Spojrzała na niego przez ramie.  
Przytrzymał jej wzrok dotąd aż odległość między nimi zmniejszyła się na wyciągnięcie ręki. Dzieliło i tylko kilkadziesiąt centymetrów powietrza, masa nieporozumień, niewyjaśnionych spraw, niezliczona ilość bólu i ogrom milczenia, które swoją wagą zabijało wszystko.  

Jej twarz była bez wyrazu. Jakby ukryła się za kamienną maską obojętności, ale oczy - ich nie zdołała ani ukryć, ani powstrzymać przed ukazaniem prawdy.  
Cierpiała. Nadal cierpiała. Nosiła w sobie niewyobrażalny ból, którego mgiełka przyćmiła cały świat. Cierpiała ale nie zamierzała prosić o pomoc, a nawet odtrącała jedyną możliwość ukojenia. Odtrącała Grzegorza, choć podświadomie wiedziała, że tylko on może wyprowadzić ją na prostą.  

-Cześć. - powiedzieli w tym samym momencie, a później na jeden najkrótszy ułamek sekundy pozwolili aby kąciki ich ust drgnęły ku górze, by zaraz powrócić na swoje miejsce.  

-Myślałam, że nie przyjdziesz. - zaczęła niepewnie.  

-Dlaczego miałbym tego nie zrobić?  

-W sumie już nic nas nie...  

Nie dał jej dokończyć, bo choć zdawał sobie sprawę z tego, że z dnia na dzień rzeczy, które kiedyś ich łączyły było co raz mniej, nie chciał słyszeć tych słów. Co innego jest mieć to w głowie, a co innego słyszeć jak ktoś kto w całym życiu znaczył najwięcej, wypowiada to na głos.  

-Ta sprawa dotyczy tak samo ciebie jak i mnie.  

Zacisnęła usta w cienką linie i patrzyła na niego. Patrzyła tak jak zawsze. Wkładając w to całą intensywność. Odetchnęła szybko i głęboko i w chwili, w której chciała coś powiedzieć, z głośnika nad drzwiami rozległ się komunikat, że jest proszona na salę rozpraw.  

Odsunęła się od niego powoli, krok po kroku jakby chciała się przekonać czy nadal jest zdolna do jakiegokolwiek ruchu. Otworzyła drzwi i zanim zniknęła za nimi, spojrzała na niego nieco dłużej niż wyglądałoby na obojętność. W oczach miała prośbę, niewypowiedzianą, ubraną w ból milczenia prośbę.  

                                       ***  
Gdy trzydzieści trzy minuty później wychodziła z sali, czuła się wyczerpana tą rozmową, świadomością, że po raz kolejny musiała mówić o swoim bólu i myślą, że Aneta absolutnie nie przejawiała żadnej skruchy. Gdy zamknęła za sobą drzwi i omiotła spojrzeniem korytarz, do uczucia zmęczenia dołączyło rozczarowanie.  

Nie było go.  

Stała nieruchomo w jednym miejscu i nie potrafiła pojąć tego, dlaczego nagle czuje ciężar w sercu. Próbowała się przekonać, że nie chce już go, że nie potrzebuje żadnej rozmowy z nim, że żadne słowa już nic tutaj nie zmienią, że lepiej jest tak jak jest teraz, ale jej serce uważało nieco inaczej. Jego zniknięcie sprawiło, że otworzyła się jedna z licznych ran na jej duszy i zaczęła krwawić. Miała cichą nadzieję, że porozmawiają jeszcze, ten ostatni raz zanim każde z nich pójdzie w swoją stronę. Ale on wyszedł.

Szła ze spuszczoną głową. Do wyjścia na świeże powietrze dzieliły ją jeszcze jedne szklane drzwi, gdy nagle ktoś zaszedł jej drogę. Stanęła dosłownie kilka centymetrów przed nim i ze wszystkich sił starała się nie pokazać jak bardzo się cieszy faktem, że jednak nie wyszedł, że czekał na nią, że stał tam przed nią i czegoś od niej chciał.  

Grzesiek wziął głęboki wdech i na chwilę spojrzał na ścianę tuż nad jej głową, tak jakby szukał odwagi, by sekundę później wrócić spojrzeniem do jej oczu. Na jednym wydechu wypowiedział kilka słów, które zabrzmiały jak dramatyczne wołanie o pomoc.  

-Nikola porozmawiaj ze mną, proszę. Zanim to wszystko się skończy i każde z nas pójdzie w swoją stronę, porozmawiaj ze mną, albo chociaż mnie wysłuchaj. Ja muszę. Muszę to powiedzieć, muszę to wyrzucić z siebie. Nie zajmę ci dużo czasu.  

Zamilkł tak szybko jak i szybko zaczął mówić, oczekując na jej odpowiedź. Wpatrywał się w nią i nie potrafił ukryć tej nadziei w oczach, a ona nadal milczała.

Choć w środku krzyczała z natłoku emocji jakie budził w niej Grzegorz, choć jej serce zaczynało szybciej bić, a płuca dopominać się o następną dawkę tlenu, ona nadal milczała. Tłumiła w sobie to wszystko, przypominając sobie jedną z rozmów z Kingą.  

-Nie zamykaj się w sobie. - głos przyjaciółki rozległ się w głowie. - Słyszysz? Wyjdź temu na przeciw. Pozwól aby te emocje doszły do głosu. Nie mów, że go nie chcesz wtedy gdy on jest jedynym człowiekiem, który może cię pozbierać. Na miłość boską, Nikola, nie oszukuj siebie samej!  

Wtedy na te słowa nie odpowiedziała nic, tak jak na wiele innych kierowanych do niej, ale w głębi duszy wiedziała, że Kinga ma rację.

Nikola odtrącała Grześka raz po raz, zdając sobie sprawę z tego, że kolejnego razu może nie być, że pewnego dnia zgodnie z jej życzeniem może odejść i już nie wróci. Wiedziała o tym, ale nie umiała przestać, a już na pewno nie zdobyłaby się na to aby powiedzieć mu, że go potrzebuje.  

-Okej. - powiedziała nagle przerywając ciszę. Włożyła płaszcz i ruszyła w stronę drzwi.  
Sekundę później uderzyło w nich jeszcze zimne ale już wiosenne powietrze.  

-Wyjeżdżasz? - zapytała, po raz kolejny wytrącając go z zamyślenia. Czuł się skołowany. Owszem prosił ją o rozmowę ale w głębi serca chyba nie spodziewał się, że Nikola wyrazi zgodę.

-Tak. Chyba tak. Znaczy wyjeżdżam na pewno, tylko nie wiem na jak długo.  

Pokiwała smętnie głową. Chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewała, choć sama nie była w stanie jednoznacznie stwierdzić na co liczyła, na to że zostanie, że zapewni ją o swojej dozgonnej miłości, że będzie czekał? Przecież to bez sensu. On już to mówił, a ona tego nie chciała.  

-Kinga mówiła, że ty też... - urwał w pół zdania - że jedziesz...  

-Tak. Wojtek po obronie wraca do Warszawy, chce żebym wyjechała z nim. Ja chyba też tego potrzebuję. Zmiany. Odpoczynku.  

-Wrócisz tu? - zapytał cicho, tak że niemal nie usłyszał własnych słów.  

-Nie wiem. - wzruszyła ramionami - nie wiem jak to będzie. Masz ochotę na czekoladę? - zapytała, wskazując ruchem głowy przeciwną stronę ulicy, na której znajdowała się mała kawiarnia, skąd niejednokrotnie kupowali gorące napoje na wynos.  

Karmili się milczeniem do momentu aż ich dłonie rozgrzały gorące kubki. Ruszyli przed siebie, a Grzesiek co raz bardziej odczuwał świadomość, że czas im ucieka, że kurczy się z sekundy na sekundę i już nigdy nie będą mieli go tyle ile mają teraz.  

-Pewnie już to wiesz, ale... - zaczął niepewnie, spoglądające na nią z ukosa jakby obawiając się jej reakcji.  

-Nie wszystko, ale wiem. Ale chcę żebyś mi to opowiedział.  

Przez chwilę wpatrywał się w nią, upajając się jej widokiem. Wiatr rozwiewał jej włosy, a on zastanawiał się dlaczego tak się stało, że ich miłość rozpadła się niczym dmuchawiec na wietrze.  

Później opowiedział jej wszystko co się wtedy wydarzyło, a z czym nie umieli sobie poradzić.  

Opowiedział o tym jak laborantka, która wykonywała badania została przekupiona. Ich nieszczęściem było to, że Aneta dobrze znała tą dziewczynę. Wiedziała, że samotnie wychowuje syna, który ma poważną wadę serca, że zbiera pieniądze na jego operację. Wiedziała gdzie uderzyć aby otrzymać informację zwrotną. Miała tą wiedzę i dobrze ją wykorzystała. Dała jej brakujące pieniądze na operację, w zamian za sfałszowanie wyników. Zrobiła to. Zagrała na cudzych uczuciach, wykorzystała ból matki, która patrzy na cierpienie swojego dziecka.  

-Przeprowadzili tę operację? - zapytała szeptem.  

-Tak. Mały wraca do zdrowia.

-To dobrze. Dobrze, że chociaż im się udało.  

Laborantka wyjaśniła Grześkowi pobudki jakimi się kierowała, przeprosiła go choć zdawał sobie sprawę z tego, że to już nic nie da, że jej decyzja odbiła piętno na niewinnych ludziach. Ale sumienie nie dawało jej spokoju, próbowała się skontaktować z Grześkiem, ale wtedy on ignorował cały świat.  

-Kto wie jakby to teraz wyglądało. Może gdybym wtedy odebrał ten telefon, może gdybym dowiedział się prawdy, nie stalibyśmy w tym miejscu. - wzruszył ramionami, ledwo radząc sobie z uczuciami, które od środka rozdrapywały mu duszę. – Może teraz potrafilibyśmy…
  
-Może. Nikt tego nie wie. - spojrzała mu w oczy nie kryjąc szalejącej w niej rozpaczy. Tylko tej wewnątrz, bo na zewnątrz pokryła ją kamienna powłoka.  

Wiedzieli, że właśnie docierają do mety, do końca etapu, po którym nie wiadomo co będzie. Oboje to wiedzieli, czuli, że ich czas się kończy, a żadne z nich nie odważy się aby wypowiedzieć zaklęcie, które przedłuży tą chwilę.  

-Chciałbym, żebyś wiedziała, że bardzo żałuję tego jak to wszystko się potoczyło. Że ta ciąża, nasze dziecko…  

-Nie, nie mów tego. – podniosła rękę tak jakby mogła tym sposobem zatrzymać jego słowa.  

-To naprawdę koniec? - zapytał cicho po krótkiej chwili, starając się aby głos mu się nie załamał.  

Nikola dopiła swoją czekoladę, wyrzuciła kubek do kosza i dopiero wtedy na niego spojrzała. - Czasem na ludzi spada zbyt wiele rzeczy na raz. Nie potrafią sobie z tym poradzić, przygniata ich to i jedyne co wtedy mogą zrobić to odejść od siebie.  

Przyjął jej słowa w spokoju, który od wewnątrz rozdzierał go na pół. Jeśli dziesięć minut temu mógł pozwolić sobie na cień nadziei, tak teraz nie miał złudzeń. To był koniec. Przynajmniej na dziś, na teraz, na ten czas, może i na to życie. Wiedział, że ona ma rację, że zbyt wiele się między nimi wydarzyło, ale mimo wszystko nie potrafił nie czuć bólu na myśl o tym, że już ich nie ma. Że właśnie teraz, dziś, tutaj - kończą się.  

Przesunął wzrok po jej twarzy jakby chciał zapamiętać każdy szczegół. Zatrzymał się na jej ustach i gdy serce mu zadrżało, wiedział. Wiedział, że musi to zrobić, że smak jej ust, będzie ostatnim wspomnieniem, gdy nie będzie już nic innego.  

W ułamku sekundy zmniejszył do zera, dzielącą ich odległość. Chwycił jej twarz w dłonie i złączył ich usta w pocałunku. Smak czekolady, który rozlewał się na jej języku, zapisał się w nim na stałe, w najodleglejszych zakamarkach jego umysłu.

Ten pocałunek był zachłanny, intensywny, bolesny, naszpikowany emocjami. Wstrzymujący akcję serca i burzący krew w żyłach. Był pożegnalny, odwzajemniony z całą pasją i ostatni. Ostatni, po którym nie będzie już nic.  

Nikola odsunęła się od niego, łapiąc powietrze. Po jej twarzy płynęły łzy. Dotknęło ją to do żywego. Otworzyła usta aby coś powiedzieć, ale wtedy oboje jak na zawołanie, spojrzeli w to samo miejsce.  

Kilka metrów od nich stał Wojtek, który obserwował ich przez szybę auta. Miał dziwny wyraz twarzy, ale nie wykonał absolutnie żadnego gestu, tylko siedział i patrzył.

-Muszę iść. - szepnęła, odwracając się od Grześka. Nie pożegnała się, nie powiedziała cześć, do widzenia czy żegnaj. Nic. Szła przed siebie zostawiając za sobą swoje życie i serce.  

-Nikola! - usłyszała jego głos, odwróciła się i jeszcze raz spojrzała w te zrozpaczone oczy.  
-Czy ty... czy ty go...?  

Nie dokończył, bo się zawahał, a ona wykorzystała całą swoją pewność, aby nie musiał kończyć. - Nie.  

Jedno słowo, które sprawiło, że choć przez chwilę ogarnęła go ulga. Tylko jedno słowo. Nie powiedziała nic więcej, wsiadła to auta nie zważając na łzy, które zamazywały jej obraz i odjechali.  

                                        ***  

  Do domu wrócił późnym popołudniem. Wchodził po schodach powoli, krok za krokiem, noga za nogą. Już mu się nie spieszyło, choć dopiero teraz powinno. Za trzy godziny miał samolot do Londynu i bilet w jedną stronę.  

Wcale go nie zdziwiło gdy pod drzwiami swojego mieszkania zobaczył Kingę. Gdy ich oczy się spotkały, dziewczyna zerwała się na równe nogi.  

-I co? - zapytała. Jej postawa sprawiała wrażenie nabuzowanej emocjami, ożywionej i energicznej, podczas gdy on był już spokojny, zrezygnowany, a nawet wycofany. Ona była jak wrząca lawa, on jak gasnące pogorzelisko. Ona miała jeszcze nadzieję. On już nie miał złudzeń.  

-Nic. - wzruszył ramionami, wchodząc do środka. Kinga niezrażona jego rezygnacją szła za nim i bacznie obserwowała każdy jego ruch. Wiedziała, że dziś mieli się spotkać w sądzie. Miała cichą nadzieję na to, że porozmawiają, a ta rozmowa im pomoże. – widzieliście się?

-Tak.

-Rozmawialiście? – westchnęła.

-Tak.

-No i co? – przewróciła oczami. – Czy ciebie trzeba tak ciągnąć za język?

-No i nic. – powtórzył. – Za trzy godziny mam samolot. – na potwierdzenie swoich słów, położył na łóżko walizkę i zaczął się krzątać po pokoju, jakby nigdy nic.

-Ale jak to?

-Nikola też wyjeżdża. Z Wojtkiem. – powiedział cicho. – powiedziała mi to.

-No i co? Chyba nie zamierzasz się poddać. - założyła ręce na piersi, czekając na odpowiedź, podczas gdy on dopakowywał walizkę. - Ona cię potrzebuje.  

-Nie Kinga, jedyne czego potrzebuje Nikola, to spokoju. A ja jej tego nie dam. Moja obecność ciągle będzie jej wszystko przypominała.  

-Ale Grzesiek... - podniosła ręce do góry, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów.  

-Kinga, proszę. Daj spokój. - ucisnął nasadę nosa, przymykając oczy. - Czy ona ci powiedziała, że mnie potrzebuje?  

Gdy dziewczyna milczała, domyślając się do czego Grzesiek zmierza, on ponaglił ją drugim pytaniem. - no powiedz?

-Nie. Nigdy tego nie powiedziała, nie wprost ale ja wiem, że tak jest. Że ona ciebie kocha, a nie Wojtka.

-Tego nie podważam, nigdy nie wątpiłem w jej uczucia, ale zrozum, że teraz to co oboje czujemy, może być dla niej zbyt bolesne. A Wojtek daje jej spokój i poczucie bezpieczeństwa, to on był przy niej cały czas.  

Wystarczyło tylko kilka słów, aby Kinga straciła cierpliwość i wybuchła. W jednej sekundzie z rozentuzjazmowanej dziewczyny zamieniła się w kłębek złości i nerwów.  

-Przestań pieprzyć! Dobrze?! Co z wami, do cholery jest nie tak?! Kochacie się, każdy o tym wie, tylko wy coś kombinujecie. Dlaczego po prostu do siebie nie wrócicie?!  

-Kinga uspokój się. - poprosił cicho.

Podczas gdy siła jej złości zwiększała się z sekundy na sekundę, on co raz bardziej zamykał się w sobie. Był spokojny, niczym powierzchnia jeziora o poranku, ale to było tylko złudzenie, pozory, powierzchowność. W środku czuł ból złamanego serca, rozerwanej duszy, przebijanych płuc, braku powietrza i utraty nadziei.  

-Uspokój się?! - podeszła do niego i oderwała jego ręce od walizki, którą próbował zamknąć. Popchnęła go, ocierając z twarzy łzy. Ona płakała, a on nadal stał spokojnie. Czekał cierpliwie aż żal wspinający się po jego ciele, zaciśnie swoje łapska na szyi, pozbawiając go tlenu. Stał i pozwalał aby Kinga wyładowywała na nim swoje emocje, czekając aż jego własne wzbiorą, zrywając tamę.  

-Jak ja mam się uspokoić, kiedy muszę biernie patrzeć na was gdy niszczycie sobie życie? - uderzyła go w klatę piersiową - Przecież kochaliście się, tak bardzo siebie potrzebowaliście - uderzyła drugi raz - Przeszliście razem tyle złych rzeczy i co? Na darmo to wszystko?!  

Gdy zatoczył się trzeci raz w skutek jej uderzenia, złapał ją za ramiona, blokując tym samym kolejny cios jaki chciała mu zadać. - Uspokój się Kinga!  

Głos mu się załamał, a pod powiekami poczuł znajome pieczenie. Przycisnął ją do siebie, choć na początku próbowała się od niego odsunąć. Nie zważał na to, tylko trzymał ją blisko siebie, czekając aż się uspokoi.  

Nie zajęło im to długo. Kinga rozkleiła się na dobre i zapadając się w jego ramiona, zaczęła szlochać. - Przecież wy mieliście być razem. Mieliście być szczęśliwi. Mieliście...  
-Niczego tak nie pragnąłem na tym popapranym świecie jak tego, aby z nią być, aby mieć ją obok siebie, aby być częścią jej życia.  

-Więc dlaczego teraz się poddajecie? - zapytała cicho, z ustami przytkniętymi do jego barku. - Wojtek nie jest facetem dla niej.  

-A jednak Nikola woli być z nim. - zauważył, ocierając zaczerwienione oczy.  

-Ale przecież wy nie będziecie szczęśliwi bez siebie.  

-Kinga, czasem tak się dzieje, że ludzie rozchodzą się, choć nadal się kochają. Dzieje się tak wtedy gdy spadnie na nich za dużo rzeczy na raz. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale najlepsze co w takiej sytuacji można zrobić to po prostu odpuścić. Przeczekać to. Pozwolić sobie na oddech, na wytchnienie. Wiesz?  

-Pozwolisz jej na to wytchnienie przy kimś obcym? Przy człowieku, który zabił kogoś przez narkotyki? Który spowodował wypadek?  

Chwytała się ostatniej ratunku, choć wiedziała, że to nie do końca czyste zagranie. Gdy dowiedziała się o tym co wydarzyło się w życiu Wojtka, a co pośrednio zmusiło go do przeprowadzki do Krakowa, nie bała się, że może on skrzywdzić Nikole. Nie wiedziała skąd ale miała pewność, że ten człowiek zrobiłby wiele dla bezpieczeństwa jej przyjaciółki.  

Ale mimo całej sympatii jaką miała do Wojtka, jego błędy z przeszłości chciała użyć jako kartę przetargową aby zmusić Grześka do walki o swoją miłość.  

Grzesiek nie odpowiedział od razu. Wrócił myślami do tego dnia, kiedy Eliza opowiedziała mu dlaczego tak naprawdę znalazł się tu Wojtek. Chyba powinien się martwić tym komu powierza bezpieczeństwo ukochanej kobiety. Ale gdzieś w środku miał pewność, że Wojtek jej nie skrzywdzi, że tak samo jak on będzie walczył o jej bezpieczeństwo, będzie ją chronił i dbał o nią. W jego oczach były te same emocje. Ta sama miłość, desperacja i potrzeba bycia blisko niej.  

-Nie ma znaczenia to, co on zrobił rok czy dwa lata temu. Ważne jest to, że przez cały czas jaki przy niej spędził nie skrzywdził jej, rozumiesz? Liczy się to, że ona dla niego jest kimś wyjątkowym. On będzie o nią dbał. Będzie się troszczył o nią i nie powoli jej skrzywdzić. Tylko to się liczy.  

-Skąd to wszystko wiesz?  

-Skąd to wiem? Wystarczy spojrzeć na niego. Ma w oczach te same uczucia, które kiedyś miałem ja, zanim życie postanowiło skopać nam tyłki.  

Grzegorz zamyślił się na chwilę, przypominając sobie dzisiejsze spotkanie z Wojtkiem. Czekał na niego pod blokiem, schowany w cieniu drzewa tuż przy wejściu do klatki schodowej. Wahał się do ostatniej chwili, bo nie miał pojęcia czy przypadkiem nie będzie z nim Nikoli, ale gdy okazało się, że jest sam, postanowił spełnić zamiar z jakim tu przyjechał.

W ciągu kilku sekund zastąpił mu drogę, przycisnął go do ściany i zdejmując kaptur z głowy spojrzał prosto w oczy,  

-Odbiło ci? – Wojtek chciał wyszarpać się z jego uścisku, ale zrezygnował gdy Grzesiek użył więcej sił.

-Nie przyszedłem cię straszyć, ani błagać o to abyś zniknął z naszego życia. Nie. Chciałem abyś wiedział, że wiem dlaczego się tu znalazłeś i żebyś miał świadomość tego, że jeśli Nikola chociaż raz przez ciebie zapłacze, znajdę cię. Rozumiesz? Znajdę cię bez względu na to gdzie będziesz. Wierz mi, nie chciałbyś być wtedy w swojej skórze. Masz o nią dbać, rozumiesz?  

-Zawsze tego chciałem. – dodał cicho.  

-Wystarczy już jej łez. Ty masz dać jej poczucie bezpieczeństwa. – Grzesiek z każdą sekundą luzował pięści na kurtce Wojtka. – A jakby po drodze zmieniły ci się priorytety i skrzywdzisz ją, to pamiętaj, że ja skrzywdzę ciebie.  

Po tych słowach rozprostował dłonie, posłał mu ostatnie spojrzenie, po czym odwrócił się i zamierzał odejść. Ale Wojtek jeszcze go zatrzymał.

-Dlaczego to robisz? Albo dlaczego tego nie zrobisz?

-Czego?

-Dlaczego pozwalasz abym zajął twoje miejsce w jej życiu, zamiast obić mi mordę i pozbyć się mnie?

-Po pierwsze ty nie zajmujesz mojego miejsca w jej życiu, nigdy tego nie zrobisz, nie łudź się. Ty masz inne miejsce. Po drugie nie obije ci mordy tylko dlatego, że aktualnie jesteś jedyną osobą przy której ona chce być, a po trzecie – zrobił stosowną pauzę, aby jego słowa dotarły do Wojtka – bo ją kocham. I zrobię dla niej wszystko. Wszystko co ją uszczęśliwi. Co jej w jakiś sposób pomoże.  


     Gdy otrząsnął się ze wspomnień, Kinga siedziała obok niego na podłodze z głową opartą na ręku. Wzrok miała wbity w dywan, a na policzkach ślady po łzach.  
-Ja też nie mogę się z tym pogodzić, wiesz? – szturchnął ją w ramię. –A najbardziej boli mnie fakt, że miałem być ojcem, a nie jestem. Że Nikola nosiła pod sercem moje dziecko, a teraz nie ma już nic. Rozumiesz? Wszystko się rozpadło.

-Jestem rozczarowana.  

-A ja zrozpaczony.  

-To nie tak miało być. Mieliście sobie radzić ze wszystkim.

-Ale sobie nie poradziliśmy. Od samego początku walczyliśmy o naszą miłość. Wygraliśmy z całym światem, a przegraliśmy ze sobą.

     Dwie godziny później, gdy siedział na pokładzie samolotu wzbijającego się w powietrze, nie miał poczucia, że zostawia coś za sobą, tam na dole, między malejącymi budynkami i samochodami, między niemal niewidocznymi ludźmi na oddalającej się ziemi. Nie miał poczucia, że opuszcza swoje miejsce, bo jego miejsca już nie było. Jego świat się rozpadł. Jego serce się złamało, a dusza była w strzępach.

I właśnie wtedy zrozumiał, że to nie ich miłość się rozpadła, to oni się złamali pod ciężarem życia, to oni się rozpadli, ale miłość która ich połączyła będzie trwała zawsze. Nic jej nie zniszczy.  

Wylatując z kraju miał ze sobą tylko trzy najważniejsze rzeczy; świadomość, że kawałki jego serca na zawsze będą należały do jednej kobiety, wspomnienie smaku czekolady na jej ustach i pierścionek zaręczynowy, którego nigdy jej nie dał.  

KONIEC

Ps. przekonaliście mnie. zapraszam na epilog w niedzielę po 20:00!

21 komentarze

 
  • Nati

    Nati · 14 paź 2018 · 194064204

    No I gdzie jest ten epilog? Czekam z niecierpliwoscia

  • Martaa

    Martaa · 14 paź 2018 · 193164199

    Czekamy z niecierpliwoscia 😍

  • zabka815

    zabka815 · 13 paź 2018

    Nie tak sobie wyobrażałam zakończenie szkoda mi tej miłość którą jak się wydawało przezwycięży wszystko, a teraz tylko pozostały łzy. Jest mi strasznie smutno, ale cóż to nie moje opowiadanie lecz Twoje droga autorko mam nadzieję że jednak w epilogu Miłość okaże się silniejsza od tego ciężaru. Dziękuję Ci za wspaniałą książkę i warto było czekać na każdy Twój rozdział i mam nadzieję że kiedyś wydadzą ją i będę mogła mieć ją na półce w domu 😁

  • Czekoladowytorcik

    Czekoladowytorcik · 13 paź 2018

    Już się skończyło :( złamali się pod ciężarem życia a ja złamałam się po 67 rozdziale ' To na Ciebie czekałem' :( dziękuję za te wszystkie części bo czytałam je z ogromną chęcią! Od pierwszego aż do teraz targały mną emocje. Umiesz uchwycić odpowiedni moment który zaczaruje każdego niestety muszę Ci powiedzieć że ta historia miała się skończyć inaczej. Bynajmniej w moim odczuciu. Nie wiem jakie słowa jeszcze tutaj wpisać bo strasznie ciężko jest ze świadomością że jest to mój ostatni komentarz pod tym opowiadaniem. Czekam na epilog i 2 część zlituj się nad nami i nie zostawiaj nas ze smutkiem w serduszku.

  • Almach99

    Almach99 · 12 paź 2018

    Zaniemowilem. Nie wiem co myslec, nie wiem co powiedziec.  
    Jedno musze Ci przyznac, potrafisz w niesamowity sposob opisac uczucia bohaterow.  
    Moze troche szokowac rozdzwiek pomiedzy pierwszymi odcinkami a tymi ostatnimi - OD wielkiej milosci po bolesne rozstanie, zlamanych przez zycie kochankow. Niesamowite, smutne, tragiczne a jakze prawdziwe.
    Dodam tylko, ze postac Anety stworzylas perfekcyjnie. Prawdziwa psychopatka.

  • wero1350

    wero1350 · 11 paź 2018 · 198285550

    Aż łzy płyną jak się czyta. Czekam na epilog, ale aż szkoda, że już koniec opowiadania.  
    Opowiadanie super, od pierwszego rozdziału aż ciągnie i trzyma w napięciu co się wydarzy dalej. Wyśmienite 😘

  • marTYNKA

    marTYNKA · 11 paź 2018

    I co to ma się tak skończyć? Przecież to niemożliwe!! Chcę happy endu

  • Martaa

    Martaa · 10 paź 2018 · 193164199

    Poplakalam sie. Piekne opowiadanie.  Ale jestem bardzo zawiedzona koncowka. Przeciez oni musza byc razem!

  • Aka

    Aka · 10 paź 2018 · 212429620

    Wiadomość o epilogu bardzo mnie cieszy  

  • Convallaria

    Convallaria · 10 paź 2018

    Cudownie! Dziękuję Ci za to. Zapewne nie tylko ja 😉 i czekam z niecierpliwością 😊

  • ~Miśka

    ~Miśka · 10 paź 2018 · 202236477

    Nie to nie może być koniec. Nie będzie happy endu :(

  • grafoman

    grafoman · 10 paź 2018

    Ja to napisałem już 2 lata temu - tasiemiec jak klan i szkoda na to czasu. Nie wszystko musi kończyć się  dobrze ale po kiego grzyba autorka rozwlekała dramę zamiast skończyć szybko. Minus za koniec.

  • Fanka

    Fanka · 10 paź 2018

    O nie...Kurczę to już druga opowieść,która porusza wszystkie emocje,a kończy się smutno...No tak to nie może być...Cholerka jasna! Kochana zrób drugą część,i wtedy będzie świetnie Na prawdę zostawiłaś duże sobie pole do popisu na drugą część
    Dziękuję Ci za te 67 części wspaniałych emocji jesteś wyjatkowa! i życzę Ci z całego serca zebys wydała książkę

  • volvo960t6r

    volvo960t6r · 10 paź 2018

    Taka miła część i koniec szkoda...

  • Mimi

    Mimi · 10 paź 2018 · 193422569

    Proszę napisz jeszcze trochę, tak długo trwało to opowiadanie jak sama przyznałaś, że nie może się ono tak skończyć, mam depreche przez to 😀

  • Lolissss

    Lolissss · 9 paź 2018 · 193629794

    Szkoda ze smutne zakończenie ale nie zawsze jest w życiu wesoło. Ostatnie zdanie naprawdę wzruszające jak i całość.  
    W takim razie mam nadzieje ze pojawi się druga cześć  
    Pozdrawiam

  • Halusien

    Halusien · 9 paź 2018

    Mnie też dzisiaj złamałaś serce!
    Nie mogę pojąć tego co się stało!

  • Mimi

    Mimi · 9 paź 2018 · 193422569

    Tak wzruszająca część szczególnie ostatnie zdanie... Dlaczego nie będzie kolejnych części i ze szczęśliwym zakończeniem? Wszystkie Twoje opowiadania go miały i liczyłam na to samo... Mam nadzieję że będzie kontynuacja

  • milenka25

    milenka25 · 9 paź 2018

    To nie moze sie tak skonczyc oni mieli byc razem czemu tak postanowilas prosze powiedz ze bedzie kontynuacja prosze :-(

  • MT

    MT · 9 paź 2018 · 284235622

    Mam nadzieję, że będzie kontynuacja.

  • AnonimS

    AnonimS · 9 paź 2018

    To jest takie ...dramatyczne. zestaw na tak. Pozdrawiam