To na Ciebie czekałem cz. 64

Cisza jaka zalegała między Pawłem i Elizą, stawała się co raz bardziej krępująca. Stali na klatce schodowej po przeciwnych stronach korytarza i bardzo starali się na siebie nie patrzeć, ale mimo to ich oczy co chwilę się spotykały. Eliza nadal kipiała ze złości na myśl o zachowaniu Pawła. A jej nastrój nie poprawił się, gdy zauważyła jak Paweł przesuwa wzrokiem po jej ciele, które było bardziej odkryte niż zakryte. Odruchowo przycisnęła do siebie ręcznik, z którym nieświadomie wyszła z mieszkania.  

-No i co się tak gapisz? – syknęła, przestępując z nogi na nogę.  

Paweł poczuł się przyłapany. Powoli podniósł wzrok z jej nóg i zatrzymał na piwnych oczach, które płonęły żywą niechęcią do jego osoby. Choć jej spojrzenie było intensywne, wytrzymał to. Wpatrywał się w nią tak długo, aż się speszyła i pierwsza odwróciła głowę. A wtedy on mógł triumfować.

-Na ciebie nie trzeba patrzeć, wystarczy posłuchać i już wiadomo czyją jesteś córką.  

-Co chcesz przez to powiedzieć?

-Że jesteś pyskata tak jak twój ojciec.

      Dziewczyna zmrużyła złowrogo oczy. Zamierzała się odgryźć, gdy nagle drzwi mieszkania otworzyły się z impetem, a ze środka wybiegła Nikola. Zatrzymała się w pół kroku widząc ich pytające miny. Spojrzała najpierw na Elizę, która na twarzy miała wymalowane szczere współczucie, a później na Pawła. On z kolei wpatrywał się w nią niepewnie. Chciał coś powiedzieć, ale Nikola go ubiegła.

-Wy też wiedzieliście? – jej głos, podobnie jak i dłonie, drżały. – Tak? – powtórzyła gdy nie usłyszała odpowiedzi.  

     Paweł poczuł jak serce mu się kraje z żalu, gdy wpatrywał się w jej zapłakaną twarz. Był bezradny, podobnie jak i cała reszta, zupełnie nie wiedział jak może im pomóc.  

-Oczywiście, że wiedzieliście. – załkała, chowając twarz w dłoniach – wszyscy wiedzieliście.  

-Nikola – Paweł podszedł do niej, kładąc jej dłoń na ramieniu, którą ona natychmiast strąciła – chodź, odwiozę cię do domu.

-Nie. – odsunęła się od niego, ostrzegawczo podnosząc rękę.  -Ale..  

-Ale chcę być sama. – Nie czekając już na ich reakcję, zbiegła po schodach.  


       I znów nastała cisza tyle, że tym razem wpatrywali się w siebie bez tego walecznego zacięcia, oboje mieli przygaszone spojrzenia. Eliza zaplotła palce na karku, spoglądając w sufit.

-Co teraz zrobimy? – zapytała nagle, wbijając w Pawła wzrok.  

Nie zdążył odpowiedzieć bo z głębi mieszkania dobiegł ich dźwięk bitej szyby, a chwilę później jakby coś ciężkiego spadło na podłogę. Oboje nie czekając dłużej, weszli do środka.
  
     Cała podłoga w salonie pokryta była szkłem z blatu stolika, a obok leżały porozbijane ramki na zdjęcia. Grzegorz stał przodem do ściany, oparty o nią rękami dokładnie w tym miejscu, w którym jeszcze do niedawna wisiały ich wspólne fotografie. Milczał, ale jego klatka piersiowa unosiła się i gwałtownie opadała. Gdy się odwrócił dopiero wtedy Paweł i Eliza zobaczyli jego czerwone oczy i udręczony wyraz twarzy. Żadne z nich nie miało odwagi się odezwać do niego, choć Eliza miała ochotę przytulić go i zapewnić, że to tylko zły sen, który skończy się wraz z nadejściem świtu.

-Co ja takiego zrobiłem? – Grzesiek kręcił się po pokoju, ze wzrokiem wbitym w podłogę. – Co ja takiego zrobiłem, że nie mogę po prostu być szczęśliwy?  

-Grzesiek.. –Eliza podeszła do niego i złapała go za rękę.  

-Ona.. – zamilkł nagle bo głos odmówił mu posłuszeństwa. Poczuł żal ściskający go za gardło i pieczenie pod powiekami – Nikola jest w ciąży.  

      Gdy podniósł na nich wzrok, poczuł jak uderza w niego nowa fala wściekłości. Zacisnął pięści w dłonie, bo złość znowu zaczynała brać nad nim górę, znowu miał ochotę aby w coś uderzyć, coś rozbić. Ale ulga jaką by wtedy poczuł choć przez chwilę, nie była by ulgą umysłową tylko fizyczną. Rozładowałby swoją złość, spożytkował energię ale tego wewnętrznego bólu nie pozbył by się nadal.  

     Bezsilność ma to do siebie, że wyniszcza człowieka od środka, kruszy go, łamie, spala, pozostawiając tylko pustą skorupę. I nic nie daje ukojenia i żadna rzecz na świecie nie sprawi, że ten niewidoczny ciężar wypełniający płuca, ustąpi. Możesz zdemolować mieszkanie, możesz pobić przypadkowego człowieka, podpalić świat, porwać w strzępy niebo, a i tak nie poczujesz ulgi.  
    Grzesiek nadal niespokojnie krążył po pokoju jak uwięzione zwierzę. A Eliza próbowała powstrzymać łzy cisnące się do oczu. Nie znajdowała dla niego słów pocieszenia. Z każdym dniem czuła co raz większy żal do ojca, za to jak potraktował swojego syna. Przez tyle lat swojego życia miała dobre stosunki z ojcem, ale w dniu, w którym dowiedziała się o istnieniu brata, coś zaczęło się psuć. Zaczęło docierać do niej co raz więcej rzeczy, na które kiedyś nie zwracała uwagi. Choć ciężko było jej to przyznać, jej ojciec nie był tak idealnym człowiekiem, jak zawsze go widziała.  

    Odwróciła się, aby pójść po odkurzacz i stanęła twarzą w twarz właśnie z ojcem. Spojrzała na niego pytająco, a on uśmiechnął się do niej szeroko, jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy z problemów jego syna.  

-Otwarte było, to wszedłem. – Mówiąc to, machnął lekceważąco w stronę drzwi. –Dlaczego nie odbierasz moich telefonów? – zapytał córki, zamierzając założyć jej włosy za ucho, ale ona się odsunęła.  

Zmarszczył brwi, wpatrując się w nią. Ewidentnie nie rozumiał nagłej zmiany jej zachowania.  

-Po co przyszedłeś? – Eliza skrzyżowała ręce na piersi, cofając się o krok. Obejrzała się za siebie, a gdy zauważyła zbolały wzrok Grześka, wiedziała, że to wszystko nie może skończyć się dobrze.  

-Bo nie odbierasz moich telefonów? – zapytał, niecierpliwiąc się nieco. – Mama mówiła, że tu cię znajdę. Co tu w ogóle robisz? Dlaczego mieszkasz u niego?  

     Słysząc to określenie, Grzesiek tylko prychnął. Właśnie tym był dla swojego ojca. Nic nieznaczącym elementem otoczenia. Anonimowym przechodniem w jego życiu, bez twarzy i tożsamości, na który czasem się spoglądało bez większego zainteresowania.  

-To twój syn, jakbyś zapomniał. – syknęła przez zęby zirytowana. – Jestem tu dlatego bo chcę go wspierać, chociaż ty też – mówiąc to wymierzyła w niego palcem - powinieneś to robić.

-On jest dorosły.  – prychnął zniesmaczony, zupełnie tak jakby dziewczyna zażyczyła sobie wycieczkę na księżyc.  

-Więc po co tu przyszedłeś? – Grzesiek spojrzał na ojca, oczekując odpowiedzi. Był ostatnią osobą, którą chciał widzieć w swoim mieszkaniu, w tym i każdym innym momencie.  

Jakub ominął córkę bez słowa i zatrzymał się nad rozbitym szkłem.  
-Co tu się stało? – omiótł spojrzeniem pomieszczenie, twarz córki, Pawła i zatrzymał wzrok na Grześku.  

Posłał mu kpiący uśmiech. – Co, jeszcze się nie pozbierałeś po tym?  

-Tato! – Eliza krzyknęła, robiąc krok w jego stronę. – Jak możesz? –zamierzała złapać go za rękę, ale nie zdążyła.

      W chwili, w której Jakub zamierzał dorzucić następny kąśliwy komentarz, Grzegorz jednym krokiem pokonał odległość jaka ich dzieliła i złapał go za poły marynarki. Jego samokontrola była teraz bardzo zachwiana. Wpatrywał się identyczne oczy jak swoje i gdzieś w tym chaosie jaki panował w jego głowie, próbował wyodrębnić głos rozsądku. Te kilka sekund, w których każdy próbował się odnaleźć w sytuacji, ciągnęły się bardzo długo.  

       Grzesiek nie chciał się zniżać do poziomu jaki prezentował jego ojciec, wiedział, że bójka z nim nie wniesie nic pozytywnego do sprawy, nie chciał być taki jak on, bezduszny i lekceważący innych, ale cierpienie jakie od niego dostał, osłabiało jego silny charakter.  

Jakub najpierw był zaskoczony zwrotem sytuacji, ale te kilka chwil zawahania Grzegorza, przekuł na swoją korzyść. Wiedział, że Grzesiek tego nie zrobi.

-No uderz! – warknął przez zaciśnięte zęby.  

-Grzesiek – Paweł położył dłoń na jego ramieniu – nie warto. To ci nie pomoże.    

      Grzegorz słysząc głos Pawła obejrzał się przez ramię, jakby w jego oczach szukał potwierdzenia dla swoich myśli. – Odpuść, to ci nie pomoże.  

-Dlaczego? Niech mnie uderzy! Niech chociaż raz pokaże, że jest prawdziwym facetem! – na dźwięk tych słów, Eliza wydała z siebie zduszony jęk, a Grzesiek znów wrócił wzrokiem do ojca. Przez chwilę patrzył mu prosto w oczy, a później bez słowa puścił go i odwrócił się do niego plecami. Nagle zabrakło mu sił, utrzymanie pionowej postawy wymagało naprawdę ogromnego wysiłku, zacisnął palce na nasadzie nosa i ciężko westchnął.  

-Wyjdź już stąd. – powiedział, nie odwracając się. – Wyjdź z mojego mieszkania.  

-Tu jest moja córka. – powiedział z odrazą w głosie, wygładzając koszulę.  
      
Chciał coś jeszcze dodać, ale nie zdążył. Bo Paweł pozwolił ponieść się emocjom. Nie wiele myśląc, wziął zamach i uderzył go prosto w nos. Jakub nie spodziewał się tego, zachwiał się na nogach, przykrywając twarz dłonią.  

Grzesiek słysząc ten charakterystyczny dźwięk, zamarł w miejscu. Nie wierzył, że to się stało.  

-Co ty zrobiłeś gówniarzu?!– oglądając swoją zakrwawioną dłoń, zaczął wrzeszczeć na Pawła, który stał niewzruszony jak gdyby sytuacja z przed chwili, nigdy nie miała miejsca.

-To na co zasługiwałeś od dawna.  

-Myślę, że teraz trafisz do wyjścia. – Grzesiek po raz ostatni spojrzał na człowieka, w żyłach którego płynęła ta sama krew i wyszedł na balkon, zostawiając za sobą cały ten bałagan.  

                                                                        ***

       -Tchórzysz? – kobieta siedząca za kierownicą czarnego, sportowego auta uważnie obserwowała dom wznoszący się na górce. W rytm melodii, którą słyszała tylko ona, uderzała palcami o kierownicę. Po przedłużającej się ciszy, przeniosła wzrok na swojego pasażera.
  
       -Jasne, że nie. A ty? – mężczyzna spojrzał na nią zaczepnie.

       -Nie żartuj. Zaczęłam to, więc doprowadzę to do końca.  
  
       -Do końca?  
        
       -Tak. – znów odwróciła wzrok od domu i spojrzała w prawo. – Znasz mnie, wiesz, że mało jest rzeczy, które powstrzymały by mnie przed osiągnięciem swojego celu.  
  
       -I właśnie to najbardziej mnie w tobie kręci. – chwycił ją za kark i przyciągając do siebie, gwałtownie pocałował.  

      -Teraz nie możemy tego tak zostawić, przecież to się zaraz wyda. Wszyscy poznają prawdę, a nasz plan szlag trafi w najważniejszym punkcie.  

      Mężczyzna obserwował kobietę z dziką satysfakcją wymalowaną na twarzy i bezwiednie dotykał miejsca za uchem, w którym wytatuowanego miał skorpiona.  

     -Ten zakaz zbliżania się, tylko bardziej mnie nakręcił. – parsknęła śmiechem – może i nie będę go miała, ale ta mała gówniara też nie. Chętnie popatrzę na ich dramat.  

Zaczęła się śmiać, ale nie był to najcieplejszy dźwięk świata. Jej głos pobrzmiewał zimną wręcz lodowatą pustką.  

     -Czas na mnie. – uniosła wysoko brew, gotowa do siania zniszczenia.  
  
      -A więc do dzieła. – posłał jej zachęcający uśmiech.  

     Nie zwlekając dłużej, otworzyła drzwi i wysiadła na zewnątrz. Naciągnęła kaptur na głowę, gdy poczuła na skórze uderzenie zimnego powietrza. Nie wahając się ani chwili, pchnęła bramkę i skierowała się w stronę frontowych drzwi.  


        Alicja usłyszała dzwonek do drzwi, gdy ktoś stojący po drugiej stronie wcisnął go trzy razy pod rząd. Była akurat w kuchni, przyrządzała kolację dla gości, kiedy została zmuszona do przerwania tego zajęcia. Wycierając ręce w ścierkę, weszła do przedpokoju. Gdy otworzyła drzwi jej oczy zatrzymały się na twarzy młodej kobiety, na której malowało się przejęcie i smutek.
  
      -Słucham? – przyjrzała się uważniej kobiecie. Spod kaptura wystawały jej czarne, lśniące włosy, a zielone oczy błądziły niepewnie po jej twarzy. Wydawała się zdenerwowana i spięta.  
    
       -Pani Wysocka? – zapytała cicho.

       -Tak. O co chodzi? – Alicja w skupieniu wpatrywała się w twarz młodej dziewczyny i oczekiwała wyjaśnień jej obecności tu.  

       -Dzień dobry – przywitała się, milknąc na chwilę aby nadać sytuacji więcej dramatu. Rozejrzała się niepewnie dookoła, a gdy napotkała spojrzenie mężczyzny czekającego na nią w samochodzie, zaśmiała się w duchu. Musi być pewna, nie może się zawahać, nie teraz gdy zaszła tak daleko.  

     – Jestem Kinga. Kinga Kamińska – gdy Alicja zmarszczyła brwi, kojarząc to imię i szybko próbując zrozumieć o co tu chodzi, kobieta dodała – jestem przyjaciółką Nikoli.  

     Na dźwięk imienia swojej córki Alicja poczuła jak po plecach przebiega jej zimny dreszcz. Nigdy nie poznała osobiście dziewczyny, która ją odwiedziła ale wiele razy o niej słyszała. Jej matczyna intuicja od razu się obudziła, mówiąc jej, że coś jest nie tak.  

       Gdy usłyszała całą historię, zrobiło jej się słabo. Usiadła przy stole i schowała twarz w dłoniach.

     -Przecież to nie tak, to nie tak. Jak on mógł? Jak on mógł im to powiedzieć? – zerwała się z krzesła i zaczęła szybko chodzić w tę i z powrotem. – Mogłam sama to załatwić, mogłam jej powiedzieć. – zatrzymała się nagle, spoglądając na dziewczynę, która uważnie śledziła każdy jej ruch. Zdawała sobie sprawę z tego, że przyjaciółka jej córki zna tylko małą część prawdy, tej najważniejszej nie zna nikt. Nikt prócz jej jednej.

    -Nikola jest załamana. – mówiąc to przypomniała sobie jak obserwowała dziewczynę, która zapłakana wybiegła z mieszkania Grzegorza. Zasiała już ziarno niepewności, teraz musiała podtrzymać to zamieszanie możliwie jak najdłużej.  
    
    -Gdzie ona teraz jest? Ja muszę z nią porozmawiać. – kobieta roztargnionym gestem złapała, za leżący na kuchennym blacie telefon i drążącymi palcami zaczęła wybierać numer córki.  

    -Ale spokojnie. – dziewczyna podeszła do niej, kładąc jej rękę na plecach w uspokajającym geście. – Ona jest u mnie. Jest bezpieczna. Jak odjeżdżałam to spała, raczej nie dodzwoni się pani do niej. Ale ona teraz pani potrzebuje. – mówiąc to, patrzyła jej prosto w oczy z pełnym przekonaniem i jednocześnie wyjęła jej z dłoni telefon.  

    Nie mogła pozwolić na to, aby Alicja zadzwoniła teraz do córki i tak po prostu przez telefon wyznała jej całą prawdę. Cały czas musiała trzymać rękę na pulsie.  

       -Nie mogę dziś do niej pojechać. Jestem sama, kilka osób jest zameldowanych, nie mogę. – ku uciesze młodej kobiety, jej nerwy wcale nie malały, wręcz przeciwnie z każdą sekundą była spanikowana co raz bardziej.  

       -Ja się nią zajmę. – zapewniła ją – dopóki pani nie przyjedzie do Krakowa.  
  
      -Tak? – zapytała z nadzieją w głosie. Jej szare oczy w jednej sekundzie stały się wilgotne. – Dopiero jutro będę mogła przyjechać, jak mąż mnie zmieni. – mówiła cicho, z twarzą ukrytą w dłoniach.  

Miała wyrzuty sumienia, że nie może być przy swojej córce, właśnie teraz gdy ta najbardziej jej potrzebuje. To wszystko nie tak powinno wyglądać, teraz czuła ciężar odpowiedzialności, za wydarzenia sprzed kilkunastu lat. Już wtedy gdy poznała Grzegorza, w głowie zapaliła jej się ostrzegawcza lampka, powinna była się domyślić, połączyć pewne fakty, zapobiec temu co się teraz wydarzyło, ale z jakiegoś powodu nie zrobiła tego. Nie wyjawiła swojej córce prawdy, nie powiedziała tego nikomu. Skryła tamte wydarzenia na dnie swojego serca, nie spodziewając się, że nadejdzie czas, w którym prawda ujrzy światło dzienne.  

      Ale właśnie  taki jest wszechświat, sprawiedliwy i trzymający rękę na pulsie. Między niebem, a ziemią nic nie dzieje się bez przyczyny, nic nie pozostanie niewyjaśnione, na wszystko przyjdzie odpowiedni czas i pora, czasem ciągnie się to latami, czasem ludzie zapominają, albo starają się wyprzeć to z pamięci, ale wszystko co ma swój początek musi mieć i koniec.  

      Alicja podnosiła głowę z dłoni, ocierając łzy z policzka. Dziewczyna, która kucnęła przy niej, wpatrywała się w nią intensywnie zielonymi tęczówkami. Mówiła coś, ale ta nie słyszała, nie rozumiała słów.

     - Więc kiedy może pani przyjechać?  

      -Jutro. Jutro w południe, przyjadę. Zajmiesz się nią? – spojrzała na nią błagalnie. – Zaopiekuj się moją córeczką, proszę. – mówiąc to chwyciła jej dłonie.  
      
     Kobieta skinęła głową na znak zgody. Na twarz przyoblekła maskę współczucia i troski, a w duchu już świętowała swoje zwycięstwo. Oczami wyobraźni widziała jak doprowadza do końca swój plan.  

    Wracając do samochodu nie potrafiła się nie uśmiechać. Usiadła za kierownicą i patrząc daleko przed siebie, powiedziała – jutro, jutro w południe będzie po wszystkim.  

                                                                         ***

       Była piąta nad ranem, gdy Nikola kręcąc się niespokojnie z boku na bok, obudziła się, gwałtownie siadając na łóżku. Była zlana potem, jej dłonie od razu mimowolnym ruchem powędrowały do brzucha, który jeszcze nie dawał żadnych objawów, nadchodzących zmian w jej życiu, ale w jej sercu już zaszczepiła się miłość do tego maleństwa.  

Pod powiekami migały jej urywki niespokojnego snu, który dręczył ją kilka godzin. Gdy otrząsnęła się z tego dyskomfortu, od razu dopadły ją wspomnienia ostatnich dni. Opadła ciężko na poduszkę, mając nadzieję, że nadal śni koszmar. Niestety prawdą było to, że jej życie pęka w szwach i odpada kawałek po kawałku.  

Leżała tak nieruchomo, zupełnie nie wiedząc co powinna teraz zrobić. Nie tak sobie to wyobrażała, nie w ten sposób. Gdy szukała powodu ich rozstania, brała pod uwagę wszystko. Wszystko ale nie to, że są rodzeństwem. Nie to, że w ich żyłach płynie ta sama krew. Ta wiadomość spadła na nią tak nagle, że nawet nie zdążyła poczuć bólu, gdy została przyduszona do ziemi przez rzeczywistość. Jeśli wcześniej miała jakąkolwiek nadzieję, to teraz została obdarta z wszelkich złudzeń, nic już jej nie zostało. Zupełnie nie wiedziała co powinna teraz zrobić, jaką decyzję podjąć, kogo prosić o pomoc, nie wiedziała co będzie z jej dzieckiem. A najgorsze było to, że teraz w najgorszym momencie swojego życia, gdy najbardziej potrzebowała tych silnych ramion, została sama.  

Z uczuciem ciężaru w płucach sięgnęła po telefon. Przytrzymała dłużej przycisk zasilania. Wyłączyła go poprzedniego dnia, gdy wyszła od Grześka. Chciała chociaż na moment odsunąć w czasie lawinę troski, która spadnie na nią ze strony przyjaciół. Była im wdzięczna za pomoc i wsparcie, ale teraz chciała być sama, a zwłaszcza gdy się dowiedziała, że wszyscy oprócz niej znali prawdę. Wszyscy łącznie z Wojtkiem, ale mimo wszystko to do niego zadzwoniła prosząc aby zabrał ją do siebie.  

      Gdy zobaczyła nieodczytaną wiadomość, poczuła jak serce jej przyspiesza. Ostatnio cały czas towarzyszyło jej to uczucie, bo za każdym razem miała nadzieję, że to Grzegorz, że może chce jej powiedzieć coś ważnego. Tym razem była to mama.  

  „Nikola, skarbie mój, przepraszam cię. To nie tak, to wszystko nie tak miało wyglądać. Kinga u mnie była, wszystko mi powiedziała. Powinnam była wyjawić ci prawdę już dawno. Jutro przyjadę do ciebie, zaopiekuję się tobą, wszystko naprawię. Obiecuję, że wszystko ci wyjaśnię.”

       Przeczytała tą wiadomość kilka razy. Te słowa, które przesyłała jej mama, budziły w niej dziwne emocje. Raz spokój, zaraz potem złość, smutek i przerażenie, by chwilę później znów poczuć ten ciężar rozczarowania. Powoli zaczynała łączyć fakty, jej matka o wszystkim wiedziała. Czyli Grzegorz musiał mówić prawdę, wszyscy mówili prawdą. Jak mogła wierzyć, że jej ojcem jest człowiek, z którym nigdy nie mogła złapać kontaktu, gdy w rzeczywistości prawda była zupełnie inna, o wiele bardziej przerażająca.        


                                                                       ***  
      
     Aneta w napięciu spoglądała na zegarek przyczepiony do nadgarstka. Jeszcze trzy minuty. Jeszcze trzy minuty i wybije dwunasta. Południe i wszystko się skończy. Znów bębniła palcami w kierownicę, choć radio było wyłączone.  
     Stała w bocznej uliczce, prowadzącej na dworzec autobusowy i uważnie obserwowała wjazd na plac dla autokarów. Miała nadzieję, że matka Nikoli nie przyjechała do Krakowa wcześniej. Wczoraj nie mogła uwierzyć w swoje szczęście, gdy usłyszała, że kobieta jest sama i do tego ma gości, a to oznaczało, że nie może zostawić domu. Dzięki temu miała pole do popisu, nie musiała nic zmieniać, przyjmować żadnych wyjść awaryjnych, wszystko szło zgodnie z jej myślą.  

     -Jesteś pewna, że to jest jedyne wyjście? – Krzysiek pierwszy przerwał ciszę, czym wywołał jej irytację.  

     -A ty nie jesteś pewny? – syknęła posyłając mu szybkie, wściekłe spojrzenie, aby zaraz wrócić do obserwacji. – Masz lepszy pomysł? Przecież jak one się spotkają, to matka powtórzy jej to samo co i mi, a później po kolei jak po sznureczku dojdą do wszystkiego. Już nie mamy czasu na zmianę działania.  

     Krzysiek nie odezwał się nic, jedynie skinął głową w stronę wąskiej uliczki, w którą właśnie wjechał autobus. Aneta poczuła jak jej serce przyspiesza. Uruchomiła silnik, gdy ze środka wysiadła kobieta, którą od razu rozpoznała. Każdy by ją poznał, nawet ten kto nie widział jej wcześniej. Nikola była tak bardzo podobna do swojej matki, że nie było tutaj miejsca na wątpliwości.  

     Autobus odjechał, Alicja wymijając ludzi, odeszła na bok. Rozglądała się jakby kogoś szukała. Została sama, w promieniu kilkudziesięciu metrów nie było nikogo. Aneta wiedziała, że właśnie zaczęło się odliczanie. Ruszyła, powoli wyjeżdżając ze swojego miejsca, powoli zaczynała nabierać prędkości, gdy nagle w polu jej widzenia pojawiła się jakaś szczupła, kobieca postać.  

Zawahała się gdy Alicja chwyciła w ramiona dziewczynę, ale sekundę później wszystkie elementy połączyły się w całość.  

        -To Nikola. – syknęła, przez zaciśnięte zęby. – Ta cholerna Nikola. Miało jej tu nie być.

        -Ale jest i co teraz? – w głosie Krzyśka przez jedną, krótką chwilę słychać było zwątpienie.  

        -Słowo się rzekło. – ostatni raz spojrzała na niego i zanim zdążył jakkolwiek zareagować, ruszyła z piskiem opon.  

     Alicja odwróciła głowę, gdy do jej uszu dobiegł niepokojący dźwięk. Strach zajrzał jej w oczy, gdy zdała sobie sprawę, że wprost na nich mknie rozpędzone auto. Miała wrażenie jakby ktoś przyszpilił jej stopy do ziemi, nie mogła się ruszyć. W uszach słyszała już tylko szalone bicie własnego serca, a chwilę później swój własny krzyk. Jedyne co zdążyła zrobić, to odwrócić się plecami, osłaniając Nikolę własnym ciałem.  
                
To była sekunda. Uderzenie czuły tylko przez jedną, niesamowicie krótko trwającą sekundę, a później zupełnie jakby film się skończył, a światło na sali kinowej zgasło, zapadła ciemność i cisza.

3 944 czyt.
100%5522
Sensi11

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 4260 słów i 23353 znaków

Komentarze (22)

 
  • Lilat

    Lilat 3 sierpnia ip:94254162

    Czy ktoś ma link do wattpada gdzie są kolejne części?

  • fisiu

    fisiu 1 sierpnia ip:3747110

    Kiedy coś dodasz ?

  • Halusien

    Halusien 20 lipca ip:79212111

    Ktoś życzliwy podał mi link i z Wattpada przeskoczyłem do kolejnych rozdziałów. Jest niesamowicie. Wzruszam się co rozdział. Śmieję się z nimi i płaczę,podziwiam te głębokie uczucie, które ich łączy. Serce mi się kraje nad ich nieszczęściem. Psychopatka Aneta, niestety, ma się za dobrze! Wierzę jednak, że i ją los ukarze!

  • Wera

    Wera 15 lipca ip:94254230

    Aż łzy same płyną😢😢 Mam nadziej ze w dalszej części się wszystko wyjaśni. Grzesiek i Nikola muszą być razem. Czekam na kolejną część!! ☺️

  • NickToCzytelnik

    NickToCzytelnik 12 lipca ip:8331141

    Jak zawsze genialne opowiadanie. I pomyśleć, że tak źli ludzie naprawdę stąpają po naszej planecie.

  • Gett

    Gett 12 lipca ip:94254162

    Zmierzaj w końcu do finału

  • dreamer1897

    dreamer1897 12 lipca

    Czytając takie opowieści mogę napisać tyle, że pisanie to ciągła nauka a ja mam od kogo brać lekcje

  • Convallaria

    Convallaria 12 lipca

    Już chyba bardziej się ich skrzywdzić nie da. Szkoda że to w takim kierunku idzie bo większość opowiadania mimo przeróżnych problemów była pozytywna a teraz to dramat. No ale czekam co dalej się wydarzy mając nadzieję że jednak znowu będzie pozytywnie.

  • Nunulinkusiak

    Nunulinkusiak 11 lipca ip:77112106

    Cudo . Mam nadzieje ze juz niedlugo bede trzymac Twoja ksiazke.

  • anonimos456

    anonimos456 11 lipca ip:374769

    Miło się to czyta bedzie nastepna część

  • volvo960t6r

    volvo960t6r 11 lipca

    Cudowna część miło się czytało....

  • AnonimS

    AnonimS 11 lipca

    Twoje pisanie wzbudza w czytelnikach emocje. To rzadki dar . O jakości tego co piszesz świadczą: ilość komentarzy i łapek . I tak trzymaj bo jesteś na właściwym kursie, używając terminologii żeglarskiej. Pozdrawiam

  • Wiktor

    Wiktor 11 lipca ip:82160125

    Witaj. I znowu Aneta się wpieprzyła. Świetna cześć

  • ~Miśka

    ~Miśka 11 lipca ip:9124031

    Teraz to już przeszłas sama siebie z tym rozdzialem ehh wierze jednak ze wszystko się dobrze skończy 😘 jesteś bardzo utalentowana i mam nadzieję że spełni się w końcu Twoje Marzenie i wydasz książkę. Szkoda by było trzymać taki talent w szufladzie ściskam mocno

  • Aka

    Aka 11 lipca ip:77234224

    Co tu się właśnie stało ? 😱 Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie już zdążyłam zapomnieć o Krzyśku

  • Marcysia

    Marcysia 10 lipca

    Mowilam !!! Aneta !! Od poczatku wiedzialam ze maczala w tym swoje !!!

  • ja

    ja 10 lipca ip:37248163

    No kochana, takiego scenariusza się nie spodziewałam. Mam nadzieje, ze nie usmiercilas Nikoli i jej matki, i że w końcu poznamy prawdę jakakolwiek by nie była. Głęboko wierzę,że rodzeństwem nie są. Takie prawdziwe uczucie nie może przecież zakończyć się cierpieniem do końca życia, tu musi być szczęśliwy koniec. pozdrawiam. czytelniczka

  • zabka815

    zabka815 10 lipca

    Tylko nie to .Nikola i Grzegorz zasługują na szczęście dość już wycierpieli. Kochana autorko oni muszą być razem to musi się skończyć szczęśliwie. Wszystko psuje tą wredna ....... trzeba jej porządnie . Tak mi smutno, aż . Oczywiście czekam na kolejną część

  • Ferdolina

    Ferdolina 10 lipca ip:8923050

    Droga Sensi, bardzo się wzruszyłam czytając te część opowiadania. Mam nadzieję, że Nikola i Grzegorz będą razem i że te nieszczęścia, które ich spotykają jeszcze bardziej ich połączą ze sobą. Trzymajmy kciuki za nich i miejmy nadzieję, że ta sprawa z rodzeństwem to wielka pomyłka. Oczywiście czekam na kolejną część. Pozdrawiam.

  • santak

    santak 10 lipca

    Witam. Powiem otwarcie, nie spodziewałam się takiego scenariusza. Czy Nikola mało już wycierpiała? No cóż nieszczęścia chodzą ponoć parami, może to jeszcze mocniej zbliży Nikole i Grzegorza? Może w końcu poznają prawdę i będą mogli ułożyć wspólnie dalsze życie? Wiele nasuwa się pytań na które nie znajduje odpowiedzi. Opowiadanie świetnie się czyta, a jego treść nie pozwala przestać o nim myśleć. Mimo że pisanie zajmuje wiele czasu ale to Ty podkręciłaś atmosferę, więc z niecierpliwością czekam na opis dalszych losów Nikoli i Grzegorza. Pozdrawiam i dziękuję. Santa.

  • Burnme

    Burnme 10 lipca ip:314218

    Wow, cudowny rozdział, aczkolwiek czekam na to aż się okaże że nie są rodzeństwem, bo mam nadzieje ze nie są

  • Fanka

    Fanka 10 lipca

    Boże nie tak nie może być! Nie! Nie i jeszcze raz nie! przez ten rozdział Dziękuję Ci