To na Ciebie czekałem cz.53

Jakub był wstrząśnięty obrazem jaki malował się przed jego oczami. Elementy drewnianej półki walały się po podłodze wśród różnych papierów, a po środku tego siedział jego zrozpaczony syn, z zakrwawioną ręką. Wiedział, że to będzie dla niego cios ale nie podejrzewał, że aż taki. Czuł się jak w potrzasku, zupełnie nie wiedział jak się teraz zachować, co zrobić, powiedzieć. Jego serce ścisnęło się z bólu, naprawdę chciałby mu tego zaoszczędzić. Gdyby tylko mógł, bez wahania cofnąłby czas, poszedłby w inną stronę, podjąłby inne decyzje aby tylko nie doprowadziły ich do tego punktu, w jakim znaleźli się właśnie teraz.  

Grzesiek nigdy nie podejrzewał, że można kochać kogoś tak bardzo, jak on Nikolę. Dopóki nie zjawiła się w jego życiu, nie wiedział co to jest miłość, i nie czuł takiej potrzeby aby dowiadywać się tego. Ale w dniu, w którym pierwszy raz spojrzał w te niesamowite oczy, zrozumiał czego tak naprawdę mu brakowało. Nagle wszystkie jego stare znajomości, wszystkie kobiety, które lgnęły do niego jak opiłki żelaza do magnesu, cały ten imprezowy tryb życia, wszystko to przestało być ważne. Bo ona z dnia na dzień, z godziny na godzinę stała się centrum jego wszechświata. I nie liczyło się nic więcej. To przy niej chciał budzić się i zasypiać każdego dnia. To na jej twarzy chciał wywoływać uśmiech, i ocierać z niej łzy. To z nią chciał spędzać każdą chwilę. A gdy w końcu to wszystko, tak po prostu dostał, rozpierała go radość i duma, że wybrała właśnie jego. To dla niej chciał się zmienić, i nauczyć się miłości. Chciał się starać i pracować nad ich związkiem. Wiele razy obserwując ją w nocy, gdy spokojnie spała u jego boku, zastanawiał się jak to się stało. W którym momencie oddał jej swoje serce, ale nie potrafił wskazać konkretnego dnia, godziny czy minuty. Tego nie da się wskazać. To się dzieje w nas ale bez naszej wiedzy. Był spokojny bo miał ją. Bo, mimo wszelkich przeciwności losu stała przy nim murem. Czy padał deszcz, czy wiał wiatr czy świeciło słońce, ona nieustannie zapewniała go o swojej miłości i wspierała go, w najcięższych chwilach. Czy można chcieć od życia czegoś więcej? Chyba nie. I on nie chciał nic prócz niej. A teraz nagle to wszystko zostanie mu odebrane.
To, ta myśl budziła największe poruszenie, powodowała nieznośną pustkę i wiercąc mu dziurę w podświadomości, zadawała ból. Siedział na podłodze bardzo długo. Dotąd aż nie potrafił już płakać, a wszystkie myśli zamieniły się w niezrozumiały szum i zagłuszyły bicie własnego serca.

-Pozwól sobie pomóc. - gdzieś daleko z tyłu usłyszał cichy głos ojca.  
-Mi się nie da pomóc. - wychrypiał, bo od długiego płaczu i ciągłego krzyku, nadwyrężył sobie głos.  
-Mówiłem o dłoni. Ciągle krwawi.  
Grzegorz niespiesznie otworzył oczy i spojrzał na nią. Kłykcie miał zasiniałe a palce opuchnięte i całe we krwi, która spływając aż do nadgarstka zakrzepła się tworząc małe strupy. Trochę za szybko chciał zacisnąć dłoń w pięść, bo poczuł promieniujący ból, który przepłynął przez jego dłoń, aż do połowy przedramienia. Odetchnął ciężko, opierając głowę o ścianę. Znów dopadło go odrętwienie, które stopniowo przejmowało kontrolę nad jego ciałem. Miał wrażenie, że znajduje się za grubą wyciszającą szybą, która oddziela go od rzeczywistości. Wszystko widzi, wie co się dzieje, ale dźwięki docierają do niego z opóźnieniem. Tak samo było z ostatnimi wydarzeniami, zdawał sobie sprawę z tego co się stało, ale było coś co nie pozwalało mu w to wierzyć. Coś, co pozostawiało ostatni wątły cień nadziei, że być może to tylko zły sen, który skończy się gdy otworzy oczy.  
Powieki miał ciężkie jak z ołowiu, ale otworzył je, mając nadzieję, że to wszystko okaże się nieprawdą. Niestety, wciąż siedział w swoim zaciemnionym biurze, wśród tego bałaganu, który sam zrobił w szaleńczym amoku rozpaczy, a ręka zaczynała co raz bardziej boleć.  

-To powinien obejrzeć lekarz. - znów głos ojca, wydobywający się z półmroku. - Chodź, zawiozę cię na pogotowie.
-Nic mi nie jest. - jego głos był wyprany z emocji. Spokojny i zupełnie nijaki. Był cichy, jak zwiastujący burzę spokój.  
-Chodź, odwiozę cię później do domu. - na tą propozycję zareagował szybko i gwałtownie.
-Nie. - odmówił stanowczo. - Chcę tutaj wrócić.
-Dobrze, ale przecież do domu też będziesz musiał wrócić. Tak samo jak będziesz musiał porozmawiać z Nikolą. - Jakub zasugerował delikatnie, niepewny reakcji syna. Ale Grzegorz nie powiedział absolutnie nic. Wstał, zabrał z fotela kurtkę, w której był portfel z dokumentami i wyszedł, nie czekając na ojca. Milczał, bo po prostu nie potrafił znaleźć odpowiednich słów, które opisałyby to co się teraz z nim dzieje.

Całą drogę na pogotowie pokonali w zupełnej ciszy, Jakub tylko co chwilę rzucał mu ukradkowe spojrzenia, aby sprawdzić co się z nim dzieje. Czuł się winny temu wszystkiemu. W poczekalni, w której spędzili prawie całą godzinę, Grzesiek też nie zaprzątał sobie głowy pogawędkami. Nie zwracał uwagi na nikogo i tylko raz po raz odtwarzał w głowie usłyszane słowa, które były jak nóż prosto w serce. Nawet w gabinecie  odpowiadał zdawkowo na wszelkie pytania, patrzył się tylko w jeden punkt. Dopiero gdy młody, jego zdaniem, nadgorliwy ortopeda po raz trzeci zapytał czy nie jest pod wpływem środków odurzających, wyrwał się ze szponów marazmu, i zmierzył go śmiertelnie chłodnym wzrokiem i warknął, że jeśli mu nie wierzy, może poddać go odpowiednim badaniom. Oczywiście nie zrobił tego. Dokończył czym prędzej opatrywanie zranień i odetchnął z ulgą, gdy za jego pacjentem zamknęły się drzwi.

Odezwał się do ojca dopiero wtedy, gdy ponownie weszli do biura. Jakub odwołał swoje służbowe spotkania, chciał przy nim być choćby teraz, bo wiedział, że później będzie musiał wyjść i zostawić go samego. Obserwując go, próbował wydobyć z czeluści pamięci, sytuacje, w których tak bardzo jak teraz martwił się o swojego syna. Ale nie znalazł takich. Wiedział, że to jest cholernie podłe i egoistyczne ale taka była prawda. Kochał go, to nie podlegało żadnej wątpliwości ale mało było momentów, w których mu to okazywał. Zawsze uważał, że facet powinien być twardy i absolutnie nie może się mazać. W jego umyśle niczym nowa wiadomość w skrzynce pocztowej, zawitało wspomnienie pewnego niedzielnego popołudnia. Grzesiek był wtedy ośmioletnim chłopcem z rozczochranymi włosami i roześmianym spojrzeniem. To był jeden z tych nielicznych dni, które spędzali razem. Jeździli rowerami po ścieżce w pobliskim lasku, kiedy nagle w wyniku nieuwagi chłopiec stracił kontrolę nad swoim rowerem i spadł z niego, rozbijając sobie kolano.  Był tylko ośmioletnim dzieckiem, które choć bardzo się starało nie potrafiło powstrzymać łez. Rana na rozbitej nodze była zabrudzona i strasznie piekła, a on chciał aby tata przytulił go i pocieszył. Niestety, nic takiego się nie stało. Widok łez syna, wyprowadził Jakuba z równowagi. Kazał mu przestać beczeć i wziąć się w garść, bo jest facetem, a prawdziwi faceci są silni i nie przejmują się byle ranką. Grzesiek nie był do końca pewny czy dobrze zrozumiał ojca ale jedno zapamiętał dość szybko, musiał się przy nim pilnować i pokazać mu, że nie jest żadną mazepą.
Jako mały chłopiec logicznie rozumując, chciał zadowalać ojca uważając, że w zamian kupi sobie tym samym jego czas i uznanie, którego tak bardzo pragnął. Niestety, to tak nie działało. Jakub rygorystycznie traktował syna bo uważał, że gdy wychowa go twardą ręką, on stanie się silnym człowiekiem, dzięki czemu nad całym swoim życiem będzie miał kontrolę i wszystko będzie przychodziło mu łatwo. Błędnie podchodził do wychowania dziecka, bo uważał, że każde wyznanie miłości małemu brzdącowi równa się z jego rozpieszczaniem, dlatego rzadko kiedy mówił swojemu synowi, że go kocha. A tak naprawdę to dwie rzeczy nie mają ze sobą nic wspólnego. Można kochać swoje dziecko całym sercem, ciągle mu to powtarzać i jednocześnie wychować go na odpowiedzialnego i silnego człowieka. To wiara i miłość rodziców, rozwija w nas poczucie, że jesteśmy coś warci. A gdy tych dwóch rzeczy braknie, stajemy się wybrakowani, przez co deformują nam się poglądy na niektóre sprawy.
Jakub dość szybko zrozumiał, że nie jest najlepszym ojcem, bo jak można nim być skoro większość czasu jest się poza domem, ale skutki jego nieobecności docierały do niego dopiero teraz, gdy patrzył na swojego dorosłego już syna, który cierpiał od ciosu jaki sam mu zadał.  
Teraz zaczynał żałować tego, że nie poświęcał mu więcej czasu, że nie rozczulał się nad jego rozbitymi kolanami czy zdartymi łokciami, że nie świętował z nim jego wygranych zawodów w szkole, że nie było go wtedy gdy na jego torcie przybywało świeczek. Wtedy uważał, że nie okazywanie mu uczuć będzie doskonałym sposobem wychowawczym, niestety nie przewidział tego, że Grzesiek tylko do pewnego czasu będzie czegokolwiek od niego oczekiwał, a później po prostu zacznie się od niego odsuwać. Przez lata jego nieobecności, wytworzył się między nimi dystans, którego zniwelowanie będzie kosztowało dużo pracy.  

-Opowiedz mi to. - szepnął cicho, siadając na swoim fotelu i tak jak poprzednio odwrócił się w stronę okna. Słońce powoli schodziło z najwyższego punktu na niebie, zmierzając ku ziemi, aby ostatecznie ustąpić miejsca księżycowi.  
Chociaż jego prośba była możliwa do przewidzenia, jego ojciec był zaskoczony. W ciągu ostatnich dni dokładnie wszystko sobie przypomniał, każdy szczegół ze swojej historii, która nigdy nie powinna się wydarzyć, ale nie sądził, że będzie musiał podzielić się nią z kimkolwiek, a już na pewno nie z Grześkiem. Milczał przez chwilę, a jego syn zwrócony plecami do niego, cierpliwie czekał. Po upływie kilku sekund usłyszał jak ojciec siada na krześle przed biurkiem i głośno wzdycha.  
-Alicję poznałem jeszcze w liceum, byłem w drugiej klasie gdy ona zaczynała. Od samego początku rzucała się w oczy, choć nie od razu się nią zainteresowałem. Często mijaliśmy się na korytarzach ale to się z niczym nie wiązało. Darek chodził z nią do jednej klasy. Wiedziałem, że on się nią interesuje, to było widać, a oni znali się już wcześniej, ale nie zawracałem sobie tym głowy. Dopiero gdy byłem przed maturą, wpadliśmy na siebie na jednej z domówek, ktoś nas sobie przedstawił i tak to poszło. Zaczęliśmy się spotykać, nasza znajomość była krótka ale burzliwa. Ona chciała zobowiązań, deklaracji i całej tej powagi, ja tego nie widziałem.  Była bardzo rozczarowana gdy jej o tym powiedziałem. Chyba nawet złamałem jej serce, ona naprawdę się w to zaangażowała.
Grzesiek pokiwał tylko głową, czując jak paraliżujący ból rozprzestrzenia się po jego ciele.
-Chyba zrozumiała, że nie dam jej tego czego chce. Odeszła, a ja jej nie zatrzymywałem. Wyjechałem na studia, dość szybko w moim życiu pojawiła się twoja mama. Zaabsorbowała całą moją uwagę, więc wspomnienie Alicji zaczęło się rozmazywać.

Grzegorz poczuł jak uderza w niego kolejna fala bezsilności. Odwrócił się i spoglądając ojcu w oczy, rzucił mu prosto w twarz.  
-Widocznie nie dość skutecznie zaabsorbowała twoją uwagę, skoro kilka lat później mając już rodzinę, wdałeś się w romans.

Ojciec przymrużył lekko oczy gdy na niego patrzył, w normalnych warunkach pewnie zarzucił by mu, że nie powinien się wtrącać w sprawy, które jego nie dotyczą. Ale dziś zignorował tą uwagę, bo gdzieś w głębi serca wiedział, że każdy kryzys w jego małżeństwie miał odbicie na psychice syna.
-Na początku było dobrze, ale później zaczęły pojawiać się problemy. Nie układało nam się z twoją mamą.  
-I to był powód do zdrady? - zamilkł na moment a po chwili ostrej walki na spojrzenia, dodał - problemy się rozwiązuje a nie robi się z nimi coś takiego.
-Nie planowałem tego, to wydarzyło się tak po prostu. – odparł.
-No no, cóż za szlachetność. Nie planowałeś tego – zakpił – jak miło, w końcu od jakiś dziesięciu lat byłeś już żonaty.
-Mieliśmy wtedy z mamą chwilę przerwy. Co zresztą sam pamiętasz.
-To w małżeństwie bierze się urlop jak coś jest nie tak? Nie wiedziałem. I nie, nie pamiętam. – Grzegorz powiedział przez zaciśnięte zęby. - Nie wiedziałem nic o żadnej przerwie, ciebie wiecznie w domu nie było a mama mówiła, że musiałeś wyjechać służbowo.
-Byłeś mały, nie chcieliśmy cię obarczać naszymi problemami.
-Jasne. Tak, jakby to, wcale się na mnie nie odbiło. – parsknął, co Jakub znów zignorował.
-Nie miałem o niej żadnych wieści, przez wiele długich lat. Aż do dnia, w którym przypadkowo na siebie wpadliśmy w centrum handlowym. Zaczęliśmy rozmawiać, poszliśmy na kawę, to wszystko potoczyło się szybko. Wylądowaliśmy w hotelu. A ona za pięć tygodni miała brać ślub z Wysockim.
-Uwiodłeś kobietę, która już praktycznie stała przed ołtarzem? – zapytał z niedowierzaniem. Gdy zaczął orientować się w sprawach dorosłych, szybko połapał się, że jego matka nie jest jedyną kobietą w życiu ojca. W późniejszych latach też wiedział o różnych kobietach, które były w jego życiu ale zawsze dowiadywał się o tym od osób postronnych, nigdy od ojca, a słuchanie teraz tego z jego ust, sprawiało mu dziwny ból.
-Nie zmuszałem jej. – bronił się - To był tylko jeden raz. Ona też.. – Grzesiek podniósł dłoń na znak, że nie chce tego słuchać.
-Dobra, nie obchodzą mnie twoje sztuki podrywu.
-Tydzień przed ślubem, znów ją spotkałem, powiedziała mi, że jest w ciąży. Była rozbita i nie wiedziała co ma zrobić.
-Więc co ty zrobiłeś? – chciał wiedzieć co było dalej, bo do końca miał nadzieję, że to co jego ojciec powiedział na początku okaże się nieprawdą.
-Przez ten czas zdążyliśmy już wrócić do siebie z mamą i było naprawdę dobrze, nie chciałem niczego psuć.
-Tak jakbyś już wcześniej tego nie zrobił. – mruknął pod nosem, ale Jakub nie zareagował na to.
-Ona chyba naprawdę coś do mnie czuła, bo wiedziałem, że wtedy po tych latach to wszystko w niej odżyło. Chciała abym zostawił was i sama była gotowa odwołać ślub. Nie zgodziłem się, powiedziałem, że nie odejdę od żony, że nie zostawię was.
-Czyli innymi słowy, olałeś własne dziecko?
-Ja po prostu już miałem swoje życie, nie chciałem niczego zmieniać.
-A czy tamto dziecko nie było by częścią twojego życia? Człowieku ty słyszysz co mówisz? Ona była w ciąży z tobą. Nosiła twoje dziecko. A ty jej kazałeś spieprzać? Co ty nie umiesz ponosić odpowiedzialności za swoje czyny? Ode mnie zawsze tego wymagałeś, a sam co zrobiłeś? – zarzucił ojcu, wstając z fotela. Zrobił kilka kroków a po chwili wrócił do biurka i nachylił się nad nim, w stronę człowieka, którego teraz nienawidził całym sercem. – gdybyś umiał to robić i gdybyś wtedy zrobił – po wypowiedzeniu tych słów, jego głos zaczął się łamać - teraz nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. – opadł na fotel, przecierając twarz dłonią, zupełnie tak jakby wypowiedzenie tych kilku zdań było dla niego wielkim wysiłkiem.
-Wtedy nie było jeszcze wiadomo czy to chłopiec czy dziewczynka. Ale ja nie chciałem w ogóle tego wiedzieć. Na początku nie wierzyłem, że to ze mną zaszła w ciąże, chciałem aby się myliła, przecież była już z Darkiem, ale ona była pewna. Wiedziała kto jest ojcem. Poprosiłem aby nie kontaktowała się ze mną więcej. Spełniła moją prośbę. Więcej jej nie spotkałem. Jakiś czas później  dowiedziałem się od wspólnych znajomych, że ostatecznie wzięli ten ślub i wyjechali z Krakowa, ale nie pytałem dokąd. Choć mogłem się domyślić, ze wrócili do Nowego Targu. Nie widziałem jej przez ponad dwadzieścia lat, nie miałem żadnych wieści, nic zupełnie nic, dopóki ty nie przedstawiłeś mi Nikoli. Od razu dostrzegłem to podobieństwo, które je łączy. Na początku nie chciałem w to wierzyć. Odrzucałem tę myśl raz po raz, ale to nie dawało mi spokoju. Musiałem to sprawdzić.
-To dlatego tak wypytywałeś ją o jej rodziców, o rodzinne miasto. – spojrzał na ojca z zarzutem w oczach. Dopiero teraz wszystkie elementy układanki zaczęły trafiać na swoje miejsce. –Czuje się jak idiota, ty wcale nie chciałeś spędzić z nami więcej czasu, aby po prostu tak zwyczajnie ją poznać, ty chciałeś się upewnić, że ona jest twoją córką.
-Nie, ja chciałem się upewnić, że ona nie jest moją córką. Naprawdę tego nie chciałem. Wiedziałem, jak bardzo ją kochasz, nie chciałem ci tego odbierać, ale teraz gdy najgorsze obawy stały się prawdą, nie mogłem tego przed tobą ukrywać.
-To nie może być możliwe.
-Ale jest. Liczyłem to wszystko kilka razy, liczyłem miesiące, które minęły od naszego spotkania. I z tego wynikało, że Nikola powinna urodzić się na przełomie nowego roku. – wyznał zawieszając głos.
-No i się urodziła. Trzy dni po nowym roku. – na moment zapadła między mężczyznami cisza - I co ja mam teraz zrobić? – wstał i po chichu podszedł do okna, opierając się o ścianę. W szybie ujrzał swoje odbicie, w oczach malowała mu się rozpacz, a na twarzy udręczenie. – Co ja mam zrobić z tą pieprzoną wiedzą?! –krzyknął czując jak rozpacz znów rozdziera mu duszę.
-Synu przepraszam.
-Żadne twoje przepraszam tego nie zmieni. Nic już tego nie zmieni. Kocham dziewczynę, która jest moją siostrą, jak ja mam dalej żyć, jak ja mam jej to powiedzieć? Powiedz mi, co ja mam teraz zrobić? To wszystko twoja wina! – oskarżał go – nigdy nie szanowałeś matki, ani mnie. Nigdy nie byliśmy dla ciebie na tyle ważni abyś liczył się z naszymi uczuciami.
-Masz rację, nigdy nie byłem dobrym ojcem. – zawahał się zastanawiając się, czy powiedzieć to co dryfowało mu na powierzchni świadomości. – Jeśli chcesz to ja z nią porozmawiam. Ja wyznam Nikoli prawdę. – Grzesiek odwrócił się powoli do niego, po policzkach spływały mu łzy.
-Nie. – odpowiedział twardo. – Sam to zrobię, ty już się w to nie mieszaj.
-Ale..
-Nie chcę twojej pomocy! Rozumiesz? I daj mi już święty spokój. Proszę cię wyjdź stąd. – resztkami sił, zdobył się na spokój. Ojciec patrzył na niego jeszcze przez chwilę, po czym odwrócił się i skierował do drzwi. Wtedy posłał mu ostatnie spojrzenie i zniknął. Był tak samo zdezorientowany jak i Grzegorz, nie wiedział co ma robić, a najgorsze było to, że nie było nikogo z kim mógłby teraz o tym porozmawiać.

                             ***
Szyby okienne w znacznym stopniu tłumiły gwar ulic ale gdy w pomieszczeniu panowała cisza można było to wszystko usłyszeć, Grzesiek siedział cicho na podłodze i wsłuchiwał się w odgłosy miasta, które tak bardzo kochał. Teraz równie silnie nienawidził. Przymknął oczy i zacisnął zdrową dłoń na szyjce butelki z whiskey, którą dostał od jakiegoś wdzięcznego klienta. Pociągnął kolejny łyk, była mocna i piekąca. Tak naprawdę nie lubił takiego alkoholu, ale teraz nie sprawiało mu to różnicy, chciał znieczulić się aby w końcu przestać czuć. Spojrzał na swoją prawą dłoń, prawie cała była zabandażowana i usztywniona, oprócz tego co widział gołym okiem, dowiedział się jeszcze, że trzy palce ma wybite ze stawów, lekarz powiedział, że cudem nie doszło do złamania. To też go nie obchodziło. Teraz zupełnie nic nie miało znaczenia, oprócz tego, że na głowę wali mu się świat.
Spojrzał na zegarek, dochodziła szesnasta. Nie mógł dzisiaj pójść z Nikolą na umówioną kolację, musiał coś wymyślić aby to przełożyć, i to jak najprędzej. Nie potrafiłby udawać, że wszystko jest w porządku. W jego oczach nie było by teraz bezgranicznej czystej miłości, tylko żal z rozpaczą. Miał wrażenie jakby nagle na jego szyi znalazła się czyjaś niewidzialna dłoń, która powoli zaciskała się, stopniowo odcinając mu powietrze.
Opróżnił butelkę do połowy, wiedział, że to w połączeniu z jego rozpaczą zmieniło mu głos. Nie chciał ryzykować dlatego postanowił napisać do swojej dziewczyny wiadomość. Wyjął z kieszeni telefon i wystukał szybko kilka słów z przeprosinami. Miał nadzieję, że Nikola nie obrazi się na niego a przede wszystkim, że nie przyjdzie jej do głowy aby oddzwonić. Niestety, po krótkiej chwili rozległa się melodia. Wpatrywał się przez chwilę w ekran, na którym wyświetliło się jej zdjęcie. Była uśmiechnięta i radosna, zastanowił się jaka będzie gdy dowie się prawdy. Odchrząknął, mając nadzieję, że nic nie usłyszy i odebrał.
-Tak?
-Cześć kochanie. – przywitała go jak zwykle. – co się stało?
-Przepraszam cię mała, ale musimy to przełożyć. Jestem zawalony pracą, dostałem nowe zlecenie na już i będę tu do późna.
-Szkoda, bo ja niedługo kończę. No ale dobrze przeniesiemy to na inny dzień. Tak?
-Oczywiście. – po chwili ciszy z obu stron dodał. – Gniewasz się?
-Nie, no co ty. Pewnie, że nie. – powiedziała z czułością w głosie, na co jemu z żalu ścisnęło się serce, a oczy zaszkliły się łzami. Odchrząknął aby zniwelować ten dyskomfort.
-To dobrze. Kocham cię, wiesz?
Czy to jest ostatni raz kiedy jej to mówi? Czy może jeszcze będzie miał szansę?
-Ja ciebie też.
-No dobrze, to będę kończyć. – chciał już się rozłączyć, nie miał siły udawać.
-Poczekaj. Źle się czujesz?
To pytanie zapaliło w jego głowie ostrzegawczą lampkę.
-Nie, dlaczego? – zapytał ostrożnie. Zdał sobie sprawę z tego, że w oczekiwaniu na odpowiedź wstrzymał oddech.
-Jakiś głos masz zmieniony.
-Nie, wydaje ci się.
-Na pewno jest w porządku? – uśmiechnął się niemo. Cała Nikola zawsze dbała o innych i przejmowała się ich losem, a jego szczególnie.
-Może to przez klimatyzację w aucie.
-Oj ty biedaku mój. Jak wrócisz to cię wyleczymy. – zamknął oczy i znów pozwolił sobie  na cień uśmiechu. Gdzieś w jego sercu, w całej tej gmatwaninie uczuć i emocji, poczuł kiełkujące ciepło, które dało mu nadzieję na to, że jeszcze będzie dobrze. Przez moment poczuł się jakby to był dopiero początek ich drogi, jakby wszystko było przed nimi. Gdy otworzył oczy, wszystkie złudzenia prysły jak bańka mydlana, a on stanął twarzą w twarz z okrutną i bolesną rzeczywistością.
***
Słońce już chowało się za linię horyzontu, wpadając wąskim prześwitem do biura. Po raz kolejny usiadł przy biurku i sięgnął po butelkę, która jak się okazało była już pusta. Czuł jak szumi mu w głowie. Wziął zamach i rzucił ją o ścianę, ale ta nie rozbiła się, tylko z głośnym dźwiękiem spadła na podłogę. Wstał i zaczął krążyć po pomieszczeniu. Od jednej ściany do drugiej, od drzwi do okien i tak w kółko. Zraniona dłoń zaczynała pobolewać, spojrzał na nią z odrazą. Wiedział, że nie powinien pić, dostał leki przeciwbólowe, ale nie obchodziło go to. Musiał jakoś ugasić ten palący ból. Miał już nieźle w czubie, ale chciał jeszcze więcej. Chciał aby urwał mu się film, chciał na moment wyłączyć się z tego życia, chciał nie czuć, nie myśleć i nie być. Wyszedł z biura, poświęcając więcej czasu niż zazwyczaj, na zamknięcie drzwi. Wyszedł na zewnątrz i minął swój samochód, który stał na opustoszałym parkingu. Szedł przed siebie zdając się na swoje nogi i chwilę obecną. Wiedział tylko tyle, że chce pójść do jakiegoś baru, a jakiego i gdzie to się nie liczyło. Ale zanim zatrzymał się w jakiejś knajpie, wstąpił do alkoholowego, po następną butelkę tego trunku, którego nie lubił. Dobrze, że ekspedientka była młoda i z rozanieleniem na twarzy, przymknęła oko, na wiszącą za jej plecami tabliczkę, z napisem, że nietrzeźwym i nieletnim alkoholu nie sprzedają. Nie obchodziło go to, że dziewczyna rzucała mu flirciarskie uśmiechy. Zapłacił, podziękował i wyszedł. Chodził dotąd aż miał siłę. Przeżywał swój mały wielki dramat, i zupełnie miał gdzieś to, że co raz bardziej się zatacza, a ludzie rzucają mu zgorszone spojrzenia, omijając go szerokim łukiem, jakby był przybyszem z kosmosu.
Zamówił taksówkę, która jak nigdy zjawiła się po kilku minutach. Chciał pojechać do baru na swoim starym osiedlu. Chodził tam czasem z chłopakami. Bar ten nie był tak oblegany jak większość znanych klubów w centrum, dlatego zawsze go wybierał gdy nie miał ochoty na towarzystwo. Wskazówki zegara przesuwały się co raz dalej, niebo na zewnątrz z wolna zasnuwało się nocnymi chmurami, powietrze stawało się chłodniejsze, obraz przed oczami co raz bardziej mu się rozmazywał, we krwi była większa ilość alkoholu, a jego serce wciąż krwawiło. Mylił się, alkohol mu nie pomógł, nie uśmierzył bólu, tylko wyostrzył go, nadał mu większego znaczenia. Sprawił, że wszystko stało się mocniejsze i wyraźniejsze. Czuł się tak, jakby ktoś zdjął z niego naskórek, który był warstwą ochronną, czuł bardziej, więcej i mocniej. Był niemal w stanie, zobaczyć jak kolejne elementy z obrazu jego szczęśliwego życia, odpadają pozostawiając tylko to co najgorsze, najciemniejsze i najbardziej bolesne. Wypił kolejną setkę, którą podał mu barman i ukrył twarz w zgięciu ręki, opierając się na barze. Miał w sobie niezliczoną ilość sprzecznych emocji, które walczyły o jego uwagę. Bał się, że zaraz wybuchnie, że do oczu napłynął mu łzy, którym nie będzie końca, bał się, że zacznie krzyczeć. Miał ochotę zdemolować cały świat, aby tylko się wyżyć, aby pozbyć się nadmiaru uciążliwego napięcia, a potem wtulić się w ciepłe ciało ukochanej dziewczyny i spokojnie zasnąć u jej boku, z przekonaniem, że jutro będzie dzień. Lepszy dzień.

Gdy wyszedł z baru, zegarek na jego nadgarstku wskazywał godzinę pierwszą dwadzieścia. Wyłączył telefon jeszcze zanim Nikola zadzwoniła pierwszy raz. Wiedział, że za to będzie się złościła, wiedział, że pewnie się martwiła ale od momentu gdy usłyszał te najgorsze słowa, nie był sobą.

Uprzedził ją, że wróci późno ale nie sądziła, że to późno okaże się tak bardzo późno. Pierwszy raz zadzwoniła do niego przed dwudziestą drugą, zaniepokoiła się gdy usłyszała, że jego telefon jest poza zasięgiem. Do jej głowy od razu napłynęły setki myśli, w których wyobrażała sobie różne rzeczy, które mogły się z nim stać. Martwiła się o niego, nigdy tak nie robił. Zawsze uprzedzał ją, o której wróci. Mówił co będzie się z nim działo, ale tym razem było inaczej. Czuła niepokój. Intuicja podpowiadała jej, że coś jest nie tak. Nie chciała wyjść na histeryczkę, która do granic możliwości kontroluje swojego faceta, zawsze dawali sobie tyle luzu ile tego potrzebowali ale tak aby ta druga strona była spokojna. Poszła pod prysznic z nadzieją, że gdy wróci będzie miała jakąkolwiek wiadomość od niego. Niestety. Próbowała się uspokoić, tłumacząc sobie jego milczenie najprostszymi rzeczami, powtarzała, że pewnie telefon mu się rozładował. Nie miała zamiaru robić mu awantury, chciała tylko mieć pewność, że jest bezpieczny. Gdy położyła się do łóżka, po raz drugi do niego zadzwoniła, wszystko było po staremu, dlatego napisała tylko jedną wiadomość z prośbą o kontakt, ponieważ się martwi. A później ułożyła głowę na poduszce zmuszając się do snu. Bezskutecznie. Przewracała się z boku na bok kilka godzin, żeby dopiero po drugiej w nocy zasnąć. Chwilę potem Grzegorz otworzył drzwi ich mieszkania, zrobił to oczywiście głośniej niż zamierzał. Ledwo stał na nogach, więc spodziewał się tego, że za chwilę narobi takiego hałasu, że obudzi cały blok. Odczekał chwilę i gdy nie usłyszał żadnych zbliżających się kroków, sam po cichu poszedł do ich pokoju. Gdy otworzył drzwi i ujrzał ją śpiącą, zakopaną w ich pościeli żal ścisnął go za serce. Podszedł do niej i przykucnął przy łóżku. Patrzył na nią kilka jeśli nie kilkanaście minut i płakał w milczeniu. Do tej pory była całym jego życiem, słońcem na niebie w deszczowy dzień, światłem, które rozprasza ciemności, powodem dla którego wstawał każdego dnia, była jego szczęściem, celem życia, powodem do radości. I zawsze tak zostanie, bez względu na to co się stanie, jak potoczą się ich losy, zawsze będzie kimś najważniejszym. Ale czy możliwe jest życie bez niej? Czy później jeszcze go coś czeka? Czy będzie umiał żyć w ciemności?
Pocałował ją najdelikatniej jak umiał i wyszedł. Postanowił się położyć w drugim pokoju aby jej nie budzić. Wiedział, że takim zachowaniem sprawił jej przykrość ale z tego tłumaczył będzie się później. Był tak zmęczony, że zasnął zaraz po tym jak przyłożył głowę do poduszki.

***
Nikola obudziła się wcześnie rano. Przewróciła się na bok chcąc wtulić się w ciepłe ciało swojego ukochanego, tak jak zawsze to robiła ale w łóżku była sama. Najpierw jej umysł to zignorował, ale szybko dotarły do niej strzępki wczorajszego dnia. Usiadła gwałtownie, otrząsając się z resztek snu. Rozejrzała się i z niepokojem stwierdziła, że nie widzi tu nic co by świadczyło o jakiejkolwiek obecności Grześka. Wsunęła bose stopy w ciepłe kapcie i wyszła z pokoju. Zajrzała do kuchni, ale była ona pusta, łazienka też. Już zaczynała panikować, że nie wrócił na noc gdy zauważyła jego kurtkę na wieszaku. Podeszła do niej i delikatnie ją dotknęła, tak jakby chciała się upewnić, że jest ona prawdziwa a nie tylko wytworem jej, jeszcze uśpionej, wyobraźni. Uspokoiła się nieco, ale nie na tyle aby nie zadać sobie pytania, co się z nim działo całą noc, no i oczywiście gdzie jest teraz. Zamierzała wrócić do sypialni po telefon, gdy kątem oka zauważyła uchylone drzwi, do pokoju, który na samym początku należał do niej. Popchnęła je delikatnie, a w jej rozgrzane jeszcze snem, ciało uderzyła fala chłodnego porannego powietrza. Okno było otwarte, a zwiewna firanka powiewała na wietrze. Wzdrygnęła się z zimna. I skierowała swój wzrok na łóżko, na którym spał Grzegorz. Przyglądała mu się przez chwilę, zupełnie nie wiedząc co ma o tym myśleć. W końcu podeszła i dotknęła jego twarzy. Teraz czuła prawdziwą ulgę, że jest cały i zdrowy w domu. Nie widziała jego zranionej ręki, która schowana była pod kołdrą. Kiedy spostrzegła, że jest w pełni ubrany, od razu zrozumiała, że wrócił pijany. Teraz poczuła się jak na karuzeli, która szybko zmieniała kierunki a ona nie nadążała za tym wszystkim. Czuła ulgę ale i złość. Mimo to naciągnęła na niego kołdrę, otulając go nią szczelniej i wyszła.
Zrobiła sobie śniadanie i z kubkiem gorącej herbaty wyszła na balkon. Powietrze stopniowo się nagrzewało. Wpatrywała się w niebo, które teraz przecinał wielki metalowy ptak. Miała nadzieję, że Grzegorz wstanie nim ona będzie musiała wyjść na uczelnię. Jej życzenie zostało spełnione, po kilka minutach usłyszała kroki w przedpokoju, a zaraz potem szum wody w łazience. Po upływie kwadransa stanął w progu z butelką wody. Czuł jak serce boleśnie obija mu się o żebra. Bał się tego co było przed nim. Bał się tego, że ją zrani, skrzywdzi, że ją straci. Siedziała na fotelu a wiatr delikatnie targał jej włosy, które tak uwielbiał. Tak bardzo pragnął ją przytulić, ale liczył się z tym, że teraz może go odtrącić. Wziął głęboki wdech i wszedł do środka.

Nikola od razu odwróciła głowę i spojrzała mu w oczy, co sprawiło, że przeszył go dreszcz. Próbował wywnioskować z wyrazu jej twarz, czy bardzo jest zła, ale nie udało mu się to. Cały czas przeszywała go wzrokiem, którego nie mógł rozszyfrować ale milczała, co wzbudziło jego niepokój.
-Cześć. – powiedział w końcu.
-Cześć.
Usiadł obok na drugim fotelu i przez moment oboje wpatrywali się w poranne niebo.
-Przepraszam. – dziewczyna znów na niego spojrzała i dopiero wtedy zauważyła jego zabandażowaną dłoń.
-Powiesz mi co się stało?
-Pytasz o.. – podniósł rękę aby się upewnić.
-Pytam o wszystko, o to też.
-Przepraszam.
-Nie przepraszaj mnie, tylko wyjaśnij co się stało.
Zamrugał kilka razy aby odgonić od siebie zdradzieckie łzy. Co miał jej powiedzieć? Że był w barze, że musiał się napić? Ale dlaczego? Dlatego, że ojciec uraczył go wspaniałą nowiną? Dlatego, że byli rodzeństwem? Dlatego, że miłość jego życia jest jednocześnie jego przyrodnią siostrą? Nie, jeszcze nie teraz. Jeszcze jej nie powie.
-Byłem w barze.
-Wiem, zdążyłam to zauważyć. Spałeś w ubraniu. – upiła łyk herbaty i zadała kolejne pytanie. – A co z twoją ręką?
-To nic takiego. – machnął lekceważąco.
-A z jakiej to okazji tak świętowałeś? Zakończyłeś jakiś projekt? Podobno byłeś zawalony robotą, przełożyłeś naszą kolację ale na bar znalazłeś czas.
-Przepraszam. To wszystko wyszło tak nagle. Nie planowałem tego. Naprawdę.
-Masz jakieś problemy?
-Nie.
-Więc o co chodzi? – chociaż Grzesiek szedł w zaparte, ona czuła, że coś ukrywa.
-O nic. To nic poważnego. Poradzę sobie sam. Nie martw się. – nie chodziło mu o to, żeby coś przed nią ukryć, co w jednak robił, chciał jej zaoszczędzić zmartwień, tak jakby w tej sytuacji było to możliwe. Źle dobrał słowa, a ona źle to odebrała.
-Więc do czego ja ci jestem potrzebna, skoro ty sam chcesz sobie radzić z problemami? – zapytała głośniej niż poprzednio. Wstała chcąc wrócić do środka, ale złapał ją za rękę.
-Gdzie idziesz? – zapytał.
-Na uczelnię.
-Przecież zaczynasz za dwie godziny. – zauważył. A ona choć nie przyznała by się do tego nigdy, była zadowolona w duchu, że mimo kaca jakiego teraz na pewno miał, pamiętał o godzinach jej zajęć.  
-Ale chcę wyjść wcześniej.
-Zła jesteś? – wstał przysuwając się do niej. Nadal trzymał jej dłoń w swojej.
-Nie, no skąd. – zadrwiła. – Jestem szczęśliwa, że wróciłeś do domu cały i zdrowy. - po chwili ciszy, dodała. – Martwiłam się. Nie pomyślałeś o tym? Tu nie chodzi o to, że się upiłeś. Masz do tego prawo, pij ile chcesz. Nie chodzi już o to, że to miał być nasz wieczór. Ale o to, że olałeś mnie. Imprezujesz sobie całą noc a o mnie nawet nie pomyślisz. Mogłeś napisać głupiego smsa, że wszystko jest w porządku.                        
-Nie całą noc. – dodał szybko i jeszcze szybciej pożałował tych słów.
-Aha. Świetnie! – wrzasnęła. - Nie całą noc. No tak, czemu ja się czepiam? – teraz była naprawdę zła. Wyrwała rękę z jego uścisku i weszła do środka.
-Nikola! – krzyknął za nią, ale jedyne co usłyszał to łoskot zamykanych drzwi.
***
Dziewczyna naprawdę nie rozumiała o co chodzi. Chociaż była zła, martwiła się o niego. Nie chciała się z nim kłócić, ale to jedno zdanie, które padło z jego ust wyprowadziło ją z równowagi. Ona naprawdę się martwiła, zwłaszcza po ostatnich przejściach z Anetą. Ta kobieta była nieobliczalna, i nigdy nie wiadomo czego można się po niej spodziewać. W oczach Nikoli jej ukochany wydawał się jakiś tajemniczy. To niepokoiło ją jeszcze bardziej. I ta ręka. Nie miała pojęcia, gdzie zranił się aż tak bardzo, że trzeba było opatrzyć całą dłoń. Czy bił się z kimś? A jeśli tak to z kim, i po co? W jej głowie były setki pytań a z każdym kolejnym czuła się bardziej sfrustrowana. Na uczelnie dotarła półtorej godziny przed zajęciami. Miała sporo czasu aby przemyśleć to wszystko i ostatecznie się uspokoić. Wchodząc do wielkiego budynku była tak bardzo pogrążona w swoim świecie, że nikogo nie zauważała. Od razu podjęła decyzję, że pójdzie do bufetu i tam przeczeka na zajęcia. W holu skręciła w prawo, a później przez mały korytarzyk na schody do piwnicy. Gdy zeszła z ostatniego stopnia, nagle zatrzymała się na czymś. A raczej na kimś. Otrząsnęła się i podniosła głowę, ale jedyne co zobaczyła to czyjąś klatkę piersiową odzianą w koszulkę z nadrukiem czaski. Spojrzała do góry i od razu napotkała parę niebieskich oczu. Ich właścicielem był chłopak, na którego właśnie wpadła.
-Przepraszam, nie zauważyłam cię. – rzuciła grzeczny i oklepany tekst i już szykowała się aby ominąć swoją przeszkodę gdy nagle ta ożyła. Chłopak przesunął się, zastępując jej drogę.
-Nie szkodzi. – posłał jej perlisty uśmiech, ale jej nie było ani trochę wesoło.
Milcząc znów przesunęła się aby go ominąć ale on też to zrobił. Zatrzymała się i w niemym pytaniu uniosła brew. Była naprawdę zła, a on, kimkolwiek był, nie pomagał jej się uspokoić.
-No i? – zapytała w końcu.
-Co, no i?
-Przepuścisz mnie?
-Ach tak. Proszę. – odsunął się nagle, jakby rzeczywiście sobie przypomniał, że zagradza jej drogę.
Nikola spojrzała na niego ostatni raz i nie odwracając się weszła do bufetu, przez co nie widziała, że odprowadzał ją wzrokiem. Dziwny gość, pomyślała. A potem pozwoliła aby jej myśli poszybowały do Grzegorza.
***
Grzesiek z kolei bardzo długo zastanawiał się jak ma to rozegrać, ale im więcej myślał, tym gorzej z tym się czuł. Dziś też odpuścił sobie pracę. Nie miał siły nigdzie wychodzić. Czuł jak te wszystkie słowa ojca i Anety przytłaczają go, jak powoli ale skutecznie przyduszają go do ziemi. Jeszcze ta sprzeczka z Nikolą. Wiedział, że spieprzył to po całości. Ale nie miał pojęcia jak ma to wszystko rozegrać. Jedyne co przyszło mu do głowy, to aby przyrządzić dla niej kolację w ramach przeprosin. Martwiła się o niego, a on ją zranił, teraz póki jeszcze miał czas, musiał to naprawić.
Niecierpliwie oczekiwał jej powrotu, a gdy w końcu późnym popołudniem usłyszał zamek w drzwiach, serce mocniej mu zabiło. Wyszedł do przedpokoju w momencie gdy ona otworzyła drzwi. Spojrzała na niego spod przymrużonych powiek i nic nie mówiąc odwiesiła płaszcz na wieszak. Kiedy się odwróciła Grzesiek trzymał wielki bukiet czerwonych róż. Wymieniali się przez chwilę spojrzeniami.
-Proszę. – szepnął.
-To dla mnie? – przyjęła kwiaty gdy kiwnął głową. – dziękuję, a za co? – zapytała jakby naprawdę nie wiedziała.
-Za rano i za wczorajszy wieczór.
Dziewczyna najpierw kiwnęła głową w zamyśleniu.
-Są ładne, ale chyba nie myślisz, że załatwią sprawę? – w jej głosie słyszalny był smutek.
-Nie. Jestem o tym przekonany, że nie. Po prostu chciałem aby było ci miło. Zrobiłem kolację. Zjemy? – zapytał przepełniony nadzieję.
Zwlekała trochę z odpowiedzią. Owszem była na niego zła, ale nie zamierzała teraz się do niego nie odzywać, skoro on chciał to naprawić, to musiała i przede wszystkim chciała dać mu szansę.
-Idę najpierw pod prysznic.

Grzesiek przygotował jej ulubioną, zapiekankę z kurczakiem. Choć było mu ciężko pracować jedną ręką i do tego lewą, kiedy on był praworęczny i wszystkie czynności zajmowały mu dwa razy więcej czasu, poradził sobie. Robił to dla niej. Gdy wyszła z łazienki, owinięta tylko w ręcznik, a jej skóra rozgrzana gorącą wodą, tak pięknie pachniała kremowym żelem pod prysznic, poczuł jak budzą się jego wszystkie męskie zmysł. Tak bardzo chciałby teraz ją pocałować, zdjąć z niej ten ręcznik i wtulić się w jej drobne ciało, które tak bardzo kochał. Wziął głęboki oddech aby odpędzić wszystkie te myśli. W głowie pobrzmiewały mu słowa ojca. Nikola to jego siostra, a on już niejednokrotnie z nią sypiał. Ale skąd do cholery miał wiedzieć? A teraz gdy już wszystko wie, gdy jest w pełni świadomy konsekwencji takiego związku, nie może z nią tak po prostu sypiać, nie może jej kochać, nie może jej pragnąć, nie może w niej widzieć swojego anioła. Nic nie może. Jego serce skurczyło się boleśnie, gdy sobie to uświadomił. To wszystko było chore, a żal do ojca w tym momencie był nieznośny. To jego wina, bo gdyby szanował swoją żonę, nie wdałby się w żaden romans, a nawet jeśli już to się stało, to mógł zachować się jak prawdziwy facet i zaopiekować się swoim dzieckiem, a nie udawać, że nigdy nic takiego nie miało miejsca w jego życiu. Gdyby jego ojciec uczestniczył w życiu Nikoli od zawsze, on też by ją znał. Znałby i wiedział, że to jego młodsza siostra, siostra którą musi się opiekować, a nie kobieta, która nic nie robiąc wywróciła całe jego i tak chaotyczne życie do góry nogami. Grzegorz tak bardzo dał się wciągnąć w wir swoich myśli, że Nikola dwa razy musiała do niego mówić.
-Co mówiłaś, kochanie? – zamrugał szybko i spojrzał na nią. Dziewczyna siedziała na podłodze przy małym stoliku, centralnie naprzeciwko niego. I z widelcem przy ustach wpatrywała się mu.
-Mówiłam, że zrobiłeś dobrą zapiekankę. Smakuje mi. – na jej pochwałę uśmiechnął się. – czemu nie jesz?
-Jem jem. – na dowód tego wziął widelec w lewą dłoń, co nie szło mu zbyt sprawnie i zaczął przeżuwać małe kęsy.  
-Wczoraj, dostałem nowe zlecenie, klientowi zależało na czasie, dlatego musiałem dłużej zostać w biurze. – mówiąc to nie patrzył jej w oczy, bo to było kłamstwo, a na prawdę nie był jeszcze gotowy.
-I dlatego całą noc piłeś? – zaśmiał się lekko.
-Nie, pokłóciłem się z ojcem. – to akurat była prawda.
-O co?
-Takie tam dawne nieporozumienia. Jemu zawsze coś nie pasowało.
-Więc dlatego poszedłeś do baru?
-No, w sumie to tak. Zdenerwowałem się. – kolejna naciągana prawda.
-Ja nie wiem czemu wy się nie dogadujecie. Dla mnie on jest naprawdę miły.
-Dla ciebie.
Po chwili ciszy, Nikola znów się odezwała.
-A ręka? Co, tak się pokłóciliście, że uderzyłeś w ścianę? – zaśmiała się, a Grzesiek zamarł z widelcem w połowie drogi do ust. Uśmiechnął się szybko aby odzyskać rezon. Nikola czekała na wyjaśnienia, musiał coś wymyślić.
-Nie. – uśmiechnął się blado. – To, po drodze zrobiłem.
-Biłeś się z kimś? – przyjrzała mu się uważnie.
-A jak powiem ci, że niefortunnie się wywróciłem, to uwierzysz? – grał na czas.
-Oczywiście. – odstawiła szklankę z sokiem, i dokończyła jedzenie.
Wiedział, że nie uwierzyła mu. Ktoś naiwny może by uwierzył ale nie ona.
-Gdy szedłem, na przystanku autobusowym jakiś gnojek zaatakował starszą kobietę, chciał jej wyrwać torebkę. Więc mu przeszkodziłem. – kolejne kłamstwo, które nie przyszło mu łatwo.
-I co z tą ręką?
-Wybity palec.
-Jeden?
-Dwa.
-Dwa? I dlatego cała jest zabandażowana?
-Nie cała tylko cztery palce. – na dowód tego chciał szybko poruszyć kciukiem, który był wolny od jakikolwiek ran i opatrunków, co nie było najlepszym wyjściem. Poczuł promieniujący ból w nadgarstku. Skrzywił się co nie umknęło uwadze Nikoli.
-Dobra, wystarczy już. – spojrzała na niego z czułością, za co miał ochotę ją pocałować.    
Uwielbiał ją. Ta dziewczyna jak nikt inny, potrafiła przewiercić go na wylot jednym spojrzeniem, zawsze potrafiła zauważyć, że coś jest nie tak, że coś go gryzie i męczy. Dlatego gdy teraz przyglądała mu się chwilę dłużej, spiął się. Nie chciał aby odkryła jego kłamstwo. Jeszcze nie był gotowy na to aby ją stracić. Jeżeli w ogóle można się na coś takiego przygotować.

Odłożyła sztućce na pusty talerz, otarła usta serwetką i podeszła do niego. Usiadła przodem do niego opierając się o stolik. Jego napięcie było niemal namacalne, a strach odebrał mu oddech.
-Kocham cię. – powiedziała w końcu, a on poczuł jak kamień spada mu z serca. – nie chciałam się z tobą kłócić dziś rano ale zdenerwowało mnie to, że nie napisałeś mi nawet jednej wiadomości. Ja naprawdę się martwiłam.
-Niki.. – zaczął ale mu przerwała.
-Jesteś cudownym facetem, jestem z tobą szalenie szczęśliwa i nie chcę, aby dla ciebie nasz związek był więzieniem. Masz ochotę się upić? Okej zrób to. Upij się w domu, upij się w barze, upij się na rynku, a później zarób mandat za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym, zrób to gdzie chcesz, jesteś dorosły. Ale nie każ mi się martwić o ciebie, bo tego nie zniosę. Pamiętasz? Obiecaliśmy sobie, że damy sobie tyle swobody ile będziemy potrzebowali, ale wszystko w ramach zdrowego rozsądku. Tak?
-Tak, masz rację zawaliłem.
-Więc już nie zawalaj więcej i pocałuj mnie teraz. – jedną dłoń położyła mu na ramieniu nachylając się nad nim, a drugą na karku. Przesunęła palcami po jego skórze, a on poczuł jak przeszywa go przyjemny dreszcz. Szybko się połapała w tym co lubi, czego absolutnie nie znosi, a co nie pozwala mu się obronić. Uśmiechnęła się wiedząc, że poczuł to co chciała mu pokazać.  
Grzesiek był jak zwierze w potrzasku. Z jednej strony czuł przyjemne ciepło od jej ciała, które było co raz bliżej, a z drugiej wiedział, ze nie powinien. Zamknął oczy i pocałował ją, Tak jak chciała, tak jak uwielbiała. Nie pozostała mu dłużna, odwzajemniła tą pieszczotę. A on gorączkowo zaczął szukać sposobu aby zatrzymać, to co mknie na nich z prędkością światła. Złapała w zęby jego wargę i lekko przygryzła, na co poczuł ciepło w lędźwiach. Na krótką chwilę wyłączając myślenie, przyciągnął ją do siebie i posadził sobie na kolanach. Nikola nie przestając go całować, powolnymi ruchami zaczęła rozpinać jego koszulę. To owe coś co było jeszcze bliżej niż ostatnio, a co swoją siłą zmiecie ich z powierzchni ziemi, mknęło wprost na nich i nie sprawiało wrażenie jakby nagle miało zmienić kierunek. Grzegorz może się temu albo poddać, albo zginąć.

Gdy uporała się z wszystkimi guzikami, popchnęła go na miękki dywan a sama zaczęła znaczyć ustami drogę od jego szyi do paska spodni. Każdy kolejny pocałunek był dla niego jak wybuch bomby. Niszczycielski bo niszczył jego opór, którego  tak bardzo nie chciał pokazać i dezorientował, bo nie wiedząc gdzie będzie następny, odbierał resztki logicznego myślenia. Jego   myśli teraz były niczym ostatni krzyk człowieka przed utonięciem. Słyszał już tylko co drugą, która zaraz ginęła w odmętach jego nieświadomości. Zamknął oczy, gdy jej usta zetknęły sie z jego skórą na brzuchu. Musiał się opanować, musiał zrobić coś aby przestać. Gdy dziewczyna znów pochyliła się nad nim aby go pocałować, wykorzystał to, lekko unosząc się na łokciach.
-Kochanie. – odchrząknął, uznają, że boląca ręka będzie najlepszym wyjściem z sytuacji.  Podniósł prawą rękę ale nie zdążył nic powiedzieć,  uprzedziła go.
-Spokojnie skarbie. Wiem, że cię boli ale ręki dotykać nie będziemy. - uśmiechnęła się rozbrajająco i pomogła przełożyć mu zabandażowaną dłoń przez rękaw koszuli. Wiedział ze właśnie w tym momencie  jego silna wola poległa. Przyciągnął ją do  siebie i zmiażdżył jej miękkie usta w pocałunku. Obiecał sobie, że to będzie tylko ten jeden raz, ten ostatni raz. A jego ostatnia logiczna myśl była, prośbą do Boga. Boże niech mnie szlag tragi jeśli jej nie pragnę.

Żadne z nich nie pamiętało jak znaleźli się w łóżku, ani to jak ścielili do niego drogę ze swoich ubrań. Nie liczyło się prócz nich, nic. Zawsze tak było, gdy się kochali oddawali się sobie nawzajem, bezgranicznie i bez reszty. Pozwalali aby mgiełka zmysłowości porwała ich w swoje objęcia. Grzegorz pochylił się nad nią i delikatnymi pocałunkami obsypał jej szyję, co jakiś czas delikatnie muskając językiem jej gorącą skórę. Dziewczyna miała zamknięte oczy, ale caly czas przesuwała dłońmi po jego plecach. Gdy przez kilka długich sekund nie poczuła jego dotyku, zdezorientowana otworzyła oczy, jej spojrzenie było zamglone i na w pół nieobecne. Mruknęła coś niezrozumiale co miało być jej pytanie o to czemu tak nagle znieruchomiał. Nie odpowiedział nic, tylko delikatnie się uśmiechnął i ułożył się między jej nogami. Nikola wysunęła do niego biodra, chciała aby to już się stało, chciała go poczuć i złączyć się z nim w jedną nierozerwalną całość. Jego twarz znów rozjaśniła się w uśmiechu. Wiedział o co jej chodziło, on też bardzo tego chciał ale najpierw musiał się na nią napatrzyć. Chciał zapamiętać każdy jej szczegół, aby później gdy wszyscy dowiedzą się prawdy, móc odtwarzać go tysiące razy. Pocałował ją delikatnie, zmysłowo a później bez żadnego ostrzeżenia wszedł w nią jednym gwałtownym ruchem. Nikola otworzyła szeroko oczy ale zupełnie nic nie widziała, ogarnęła ją ciemność, najprzyjemniejsza w jej życiu ciemność. Przylgnęła do niego całym ciałem mocno go przytulając. A on znieruchomiał na moment, czuł jak zniewalający dreszcz rozlewa się po jego ciele. Zanim znów pozwolił sobie na jakikolwiek ruch wyszeptał drżącym głosem do jej ucha, jak bardzo ją kocha. A później oboje rzucili się w przepaść rozkoszy i pragnienia.
  
***

Podczas gdy ona spokojnie i ufnie spała u jego boku, nawet nie podejrzewając, że w jej życiu ale póki co bez jej udziału toczy się dramat. On wpatrywał się w nią szeroko otwartymi oczami. Nie chciał spać, chciał na nią patrzeć. Bał się, że niedługo i to będzie mu odebrane, że nie długo będzie zasypiał w pustym łóżku, a po niej nie będzie nawet śladu. Omiótł wzrokiem jej nagie ciało, które okryte tylko cienkim prześcieradłem idealnie wpasowało się w jego własne. W jego podświadomości co chwilę pojawiały się nowe myśli, kolejne wspomnienia, zupełnie nie wiadomo skąd, niczym stada ptaków na bezchmurnym niebie, były i nagle ich nie ma, a po chwili znów są. Tak samo w jego głowie jedne wspomnienia zastępowane były drugimi. Przypomniał sobie pierwsze spotkanie, to uczucie, które mu towarzyszyło od samego początku, jej spojrzenie, które zaparło mu dech w piersi. Te pierwsze dni kiedy chciał ją zobaczyć ale udawał, że tak nie jest. Pierwszy taniec, pierwszy pocałunek i ten deszcz, który zupełnie im nie przeszkadzał. To wszystko działo się tak szybko, jego życie zmieniło się tak nagle i on sam. Odkąd ją ma stał się lepszą wersją samego siebie. A to wszystko dla niej. Przed jego oczami niczym w kalejdoskopie przesuwały się kolejne obrazy. Dobrze pamiętał to uczucie, która czuł gdy mimo oskarżeń Anety ona nadal trwała przy nim, tą radość, że nie zwątpiła, że nie odwróciła się, że nie zrezygnowała z niego. To wszystko zapisało się w jego umyśle niezniszczalnym tuszem i nadal wywoływało różne emocje. Od radości, niedowierzania, przez szczęście, po łzy, rozpacz i ból. Wróciły też ostatnie wspomnienia, poczuł ich smak, był gorzki i cierpki. Z każdą kolejną chwilą co raz bardziej docierało do niego to, że to wszystko jest prawdą. Trudną i ciężką do przełknięcia, ale prawdą. Prawdą, która zniszczy mu życie. Tak bardzo nie chciał jej stracić, ale zupełnie nie wiedział co będzie dalej, nie widział już swojej przyszłości, a tylko ją chciał widzieć. Miał wrażenie jakby ktoś wstrzyknął mu pod skórę truciznę, a zdradliwy jad płyną w jego żyłach, obracając w nicość jego samego, jego marzenia, plany, jego życie. Spojrzał w jej twarz, była taka spokojna. Nie potrafił się powstrzymać. Pozwolił sobie na tą słabość i przytulając ją mocno, zaczął cicho płakać. Łzy spływały po jego twarzy jedna za drugą, wsiąkając w kołdrę. Znikały i już ich nie było, tak jak jego marzenia. Jedno po drugim. Poczuł rosnącą gulę w gardle. Odgarnął jej włosy z czoło i przytykając do niego usta, wyszeptał łamiącym się głosem.
-Zawsze będę cię kochał mój skarbie. Bez względu na wszystko. Będę cię kochał do ostatniego oddechu. Do ostatniej sekundy życia.

8 427 czyt.
99%12626
Sensi11

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 9701 słów i 53095 znaków.

26 komentarzy

 
  • moonka

    moonka 21 cze 2017 ip:311168

    Czytam to opowiadanie już od ponad roku. Dawno nie komentowałam, więc postaram się zrobić to teraz.  
    Masz świetny talent pisarski, którego nie jedna osoba może Tobie pozazdrościć. Bardzo spodobało mi się to porównanie o bobmach. Bardzo żal mi Grześka, to co przeżywa jest wprost  niewyobrażalne.Czytając to wszystko prawie się  popłakałam. Całe opowiadanie jest przecudowne. Nie wiem jak będę funkcjonować, gdy dobiegnie ono końca, także nie kończ szybko, proszę ^^  
    Nie mogę się doczekać następnej części.  
    Pozdrawiam ^^
    Ps. Gdyby tylko kiedyś spotkała taką osobę jakim jest Grześ...

  • Olaxx

    Olaxx 20 cze 2017 ip:5172236

    Czytam od początku i jest świetne! Kiedy będzie kolejna cześć?

  • Kasia13

    Kasia13 5 cze 2017 ip:37470

    Cudowne opowiadanie! Kiedy możemy się spodziewać następnej części?

  • Kasia13

    Kasia13 5 cze 2017 ip:37470

    Wspaniałe

  • MamaMajki

    MamaMajki 27 maj 2017 ip:31037

    Witam. Kiedy możemy spodziewać się nowej części ?

  • Hopelessbae

    Hopelessbae 15 maj 2017 ip:21314662

    Kiedy możemy się spodziewać kolejnej czesci  

  • Olinek

    Olinek 15 maj 2017 ip:17823543

    Może jak jej powie zrobią testy na ojcostwo przecież musi być jakieś szczęśliwe rozwiązanie ????????????

  • Zuzi

    Zuzi 11 maj 2017

    Rodzeństwo? Cooo? Tylko nie to!! Mam nadzieję że wszystko dobrze się skończy    

  • mariplosa

    mariplosa 8 maj 2017

    Przeczytałam dwie ostatnie części i nawet nie wiem w którym momencie oczy zrobiły mi się mokre... Szczerze to tego się  obawiałam najbardziej :( Tyle juz przeszli żeby byc razem a tu taki  cios w serce. Moja droga kochana autorko wierzę  że masz jakiś dobry plan i jednak Grześ i Niki dostana w prezencie.."i żyli długo i szczęśliwie" A czy mi się wydaje czy nowego bohatera wprowadzasz? Ten chłopak z uczelni...hmm....  
    Aż się boję co będzie w kolejnej części, kurczę chyba za często to mowie czytając twoje opowiadania no ale to wszystko te twoje pomysły
    Pozdrawiam cieplutko i niecierpliwie oczekuje dalszych losów  naszych drogich bohaterów  

  • Zuziq

    Zuziq 2 maj 2017 ip:8331177

    Jak czyta się te wcześniejsze części, to trochę zalatuje Ciemniejszą stroną Greya. Może nie do końca ale prawie, że identycznie Trochę szkoda mi się zrobiło Grześka i Nikoli, ale coz.

  • Kate94

    Kate94 1 maj 2017 ip:164126240

    Błagam oni nie mogą być rodzeństwem. Kochana Autorko wierzę w Ciebie i w to że znajdziesz dla nich jakieś logiczne wyjście z tej sytuacji. W końcu tytuł opowiadania do czegoś zobowiązuje. Przemyślenia Grześka z tej części łamią mi serce ♥

  • ansik

    ansik 1 maj 2017

    Man taką cichą nadzieję, że w następnej części wszytko się wyjaśni i gadka ojca Grześka będzie fikcją.

  • zxcvb

    zxcvb 1 maj 2017 ip:19216295

    ja cos czuję że będzie jakiś wątek z tym chłopakiem na którego Nikola wpadła świetna część

  • mjja

    mjja 30 kwi 2017 ip:378246

    :( rozpacz

  • Czekoladowytorcik

    Czekoladowytorcik 29 kwi 2017

    '' byle by było szczęśliwe zakończę " łezki lecą same. Ale część fantastyczna, pozdrawiam Czekoladka.

  • ja

    ja 29 kwi 2017 ip:37248166

    droga Autorko.  Przeszłaś samą siebie. Część bardzo, ale to bardzo emocjonująca. Liczę, że znajdziesz rozwiązanie do ich wspólnego szczęścia. Ich los, stworzony przez Autorke, naprawdę ich doświadcza. A więc droga Autorko, ich szczęście w Twoich rękach. pozdrawiam serdecznie. czytelniczka

  • Aka

    Aka 29 kwi 2017 ip:19317174

    Aż chce mi się płakać to nie może być prawda

  • Kamiśka

    Kamiśka 28 kwi 2017 ip:31039

    Kolejna część, która mnie rozłożyła... Wszystko wokół mi przeszkadzało, gdy to czytałam, bo chciałam się skupić na każdym zdaniu, każdej wypowiedzi.  
    Bardzo wzruszająca i głęboka część! Pomijając fakt, że nie spodziewałam się, że dodasz, Autorko, tę część tak szybko (z uwagi na te emocje, które nam zawsze fundujesz), to kolejny raz czapki z głów za tak przejmującą i pełną emocji treść   
    Pozdrawiam gorąco i oczywiście trzymam kciuki za kolejną część   
    PS: Czekam z niecierpliwością!

  • Mimi

    Mimi 28 kwi 2017 ip:5172233

    Niech Grzesiek powie Nikoli o wszystkim i muszą zrobić badania, koniecznie! A Jakub jest raczej Grześka ojcem, bo w opowiadaniu padły pare razy słowa, że są bardzo podobni, więc liczmy na to, że Nikola nie jest jego siostrą, bo jest podobna do mamy :-D nie wytrzymam do kolejnej części...

  • Wero1350

    Wero1350 28 kwi 2017 ip:94254130

    Chce  zmianę scenariusza!!...  Oni nie mogą być rodzeństwem.  
    Czekam na kolejną część!  

  • volvo960t6r

    volvo960t6r 28 kwi 2017

    Cudowna część

  • ~Miśka

    ~Miśka 28 kwi 2017 ip:9124031

    Nie nie może się to tak potoczyć ze będą rodzeństwem... aż łezka się kręci w oku.. pozdrawiam

  • Farmaceutka

    Farmaceutka 28 kwi 2017

    Niech się okaże ze np. Grzegorz nie jest jego synem i po kłopocie. Oni muszą być razem.

  • zabka815

    zabka815 28 kwi 2017

    Super       Czekam z niecierpliwością na kolejną część . Tak mi ich szkoda.... te uczucie które ich łączy jest naprawdę wspaniałe..... Szkoda mi Niki i jestem ciekawa jej reakcji. Jesteś autorką i możesz wszystko......

  • cukiereczek1

    cukiereczek1 28 kwi 2017

    Czekam na kolejną z z niecierpliwością dodaj coś szybko

  • Wiktor

    Wiktor 28 kwi 2017 ip:18814618

    Witaj. Ciekawe jak to dalej się potoczy.  Czy Nikola jest jego siostrą?. Kiedy jej powie prawdę.  Dziękuję za cześć.  Pozdrawiam autorkę Wiktor