To na Ciebie czekałem cz.51

Ludzie pod wpływem emocji robią różne głupie rzeczy. Czasem aby przestali wystarczy im jeden zimny prysznic, a czasem takie ostrzeżenie prowokuje ich do dalszego działania. I tak jest w przypadku Anety. Dostała sądowy zakaz zbliżania się do Grzegorza, ale dla niej to nie był dostatecznie jasny sygnał, że powinna przystopować. Była wściekła, a jej wściekłość była jak wulkan, który groził erupcją. Nie zamierzała tak po prostu się poddać, obrała sobie cel i postanowiła doprowadzić swój plan do końca, choć tak naprawdę nie miała jeszcze jego wszystkich składowych. A to oznaczało nic poza tym, że teraz mogła zrobić wszystko, dosłownie wszystko.

  

     Podeszła do małego Stolika, który stał przed skórzaną kanapą i szybkim ruchem wypiłam przezroczystą zawartość małego kieliszka, skrzywiła się i pokazała Krzyśkowi aby nalał jej jeszcze. Spojrzał na nią wzrokiem zatroskanego ojca, ale zrobił to o co go prosiła. W tym samym czasie rozległ się dzwonek do drzwi. Oboje wiedzieli kto to. Krzysiek otworzył drzwi a mieszkanie od razu wypełniło się śmiechem Przemka.  

-Zakaz zbliżania się, poważnie? – zapytał, wchodząc do salonu.  

-Zamknij się. - syknęła, mierząc go wściekłym wzrokiem.  

-Muszę przyznać, że cię nie doceniałem.- pokiwał głową z uznaniem, siadając na kanapie. Rozciągnął się wygodnie nie spuszczając wzroku z dziewczyny.  

-Powiedziałam, żebyś się zamknął. - znów go zgromiła wzrokiem - musisz nam pomóc.

-Ja? Niby jak?  

-Musisz nas z tego wyciągnąć. – Przemek wyprostował się na siedzeniu gdy dotarł do niego sens jej słów. Spojrzał na kumpla, który od początku nie odezwał się ani razu, chciał się upewnić, że ona tylko żartuje, ale mina Krzyśka utwierdziła go w przekonaniu, że Aneta mówi to na poważnie. Ona naprawdę oczekuje pomocy od niego.

-Niby jak? – zapytał ostrożnie.

-Nie wiem - wzruszyła ramionami – wymyśl coś.

-Ja mam coś wymyśleć? A dlaczego ja? Dlaczego mam się w to jeszcze mieszać?

-Ty już jesteś w to zamieszany. Byłeś od początku. – pochyliła się nad nim i wycedziła te słowa przez zaciśnięte zęby.

-Nie. – wstał, unosząc ręce w geście poddania. – Ja wam w niczym nie będę pomagał, a w zasadzie tobie. – wskazał na nią palcem, przecinając ostrym ruchem powietrze. - bo póki co, to ty masz problem. W końcu ty dostałaś ten cholerny wyrok.

-Krzysiek też mi w tym pomagał. Myślisz, że skąd miałabym numer tej małej wywłoki?

-Jakie to ma znaczenie, co on zrobił a co nie, skoro cała odpowiedzialność i tak spadła na ciebie? To, że jego wciągnęłaś w te swoje gierki, nie oznacza, że ja też ci się poddam. Już dawno dałem  ci jasno do zrozumienia, że wypisuję się z tego chorego układu. Nie przyjęłaś jeszcze tego do wiadomości?

-A ty nie przyjąłeś do wiadomości tego, że ja nie spocznę póki nie dostanę tego co chcę?

-Ty się zachowujesz, jakbyś była chora psychicznie. Zresztą nikt normalny sam z własnej woli nie pcha się pod nóż. Dziewczyno dostałaś wyrok za stalking. Nie rozumiesz, że to już nie są żarty?

  

W pokoju na moment zapadła cisza, Przemek spojrzał na kumpla i tym razem odezwał się do niego.

-A ty co? Nie możesz jej tego wytłumaczyć? Już zapomniałeś jak sam miałeś problemy? Nie ma takiej opcji aby jakimś cudem ominąć sądowy zakaz zbliżania się. Nie da się. To nie jest jakiś tam przepis, który można nagiąć. To jest zakaz. – szczególnie zaakcentował ostanie słowo.

-Nie wymądrzaj się, okej? Miałeś nam pomóc. – z głośnym hukiem odstawiła prawie pustą butelkę na stolik.

-Nic nie miałem. Ja wiedziałem, że z tobą będę problemy. Ja to wiedziałem. Dostawałaś wcześniej ostrzeżenia, a teraz masz zakaz, jak go złamiesz, pójdziesz siedzieć.

-Jak masz tak pieprzyć bez sensu, to lepiej stąd wyjdź. – dziewczyna nie wytrzymała i pokazała mu drzwi.

-Wychodzę stąd z wielką chęcią. Ja też kiedyś byłem taki głupi i uważałem, że nikt nic mi nie może zrobić, i może teraz nie świeci nade mną aureola, a po śmierci nie zostanę wyniesiony na ołtarze ale nie chcę następnych kłopotów, nie będę się w to pakował. Dzięki. – zatrzymał się w przedpokoju i odwrócił do Krzyśka.

-A ty zastanów się czy na pewno tego chcesz. Bo przy niej nie ominiesz problemów.

  

   Nie czekając na odpowiedź wyszedł. Gdy tylko zamknął drzwi usłyszał jak z głośnym trzaskiem zatrzymuje się na nich butelka, która spada na podłogę i rozbija się na drobne kawałki.

  

***

Kinga dokładnie pamiętała tamte dni, kiedy miała ochotę rzucić studia, aby tylko uniknąć wszelkich spotkań z Laurą, jej spojrzeń, próby rozmowy. Nie czuła do niej żalu czy złości, co być może było dziwne w tej sytuacji, ale po prostu nie chciała z nią rozmawiać. Fakty były proste, nie byli z Michałem już parą, każde z nich mogło iść w swoją stronę i robić to co chcieli, ale jednak gdzieś na dnie serca nadal czuła ten ćmiący ból na wspomnienie tamtego poranka. Michał nie wiedział, że Laura jest wykładowcą Kingi, więc nie mógł tego zrobić specjalnie, zresztą nawet nie podejrzewał, że jego była dziewczyna zamierzała go odwiedzić tamtego dnia. Przez pewien czas udawało jej się unikać Laury, udawała, że nie ma czasu, że się spieszy albo po prostu omijała ją szerokim łukiem, udając, że nie słyszy jej wołania. Nie mogła na nią patrzeć, bo za każdym razem jej umysł zalewała fala obrazów, na których Laura była z Michałem. Jej podświadomość katowała ją i nie miała dla niej litości. Widziała ją w jego objęciach i czuła jak żołądek zamienia się jej w mały supeł.

Była świadoma tego, że nie będzie mogła unikać jej w nieskończoność. Przecież w końcu nadejdzie ten dzień, w którym będzie musiała stanąć z nią oko w oko i wyjaśnić wszystko. Ten dzień jednak nadszedł szybciej niż by sobie tego życzyła. Wychodziła wtedy z uczelni, Laura właśnie parkowała auto. Wysiadła szybko gdy ją zobaczyła i wyszła jej naprzeciw. Kinga spojrzała nieporadnie na Nikolę, która szła obok i wiedziała, że nie ma już ucieczki.

-Kinga! – zawołała. – Możemy porozmawiać?

Dziewczyna zatrzymała się niechętnie. Wszystkie trzy kobiety spojrzały po sobie i zapadła niezręczna cisza. Laura nie miała najmniejszego zamiaru robić Kindze jakichkolwiek wyrzutów ani sprawiać jej przykrość, choć wiedziała, że zrobiła to już zupełnie nieświadomie.

-To ja poczekam na ciebie przed bramą. – Nikola skinęła głową w stronę wyjścia i odeszła.

-Kinga, musimy w końcu porozmawiać.

-Skoro tak pani uważa. – wzruszyła niechętnie ramionami.

-Kinga, ja nie miałam zielonego pojęcia, że ty znasz Michała. – skrzywiła się na dźwięk jego imienia w jej ustach. –Nie wiedziałam, że wy jesteście razem.

-Bo nie jesteśmy.

-To znaczy wiem. – dodała skruszona, gdy dziewczyna spojrzała na nią spod przymkniętych powiek. – Rozmawiałam z nim później i..

-No i?

-Przepraszam. Wiem co czujesz i wiem, że jesteś na mnie zła. Masz do tego prawo ale proszę cię uwierz mi, ja nie miałam zielonego pojęcia o was. To wszystko wyszło tak nagle. Wiem, że stawia mnie to w złym świetle jako twojego wykładowcę ale ja też jestem tylko człowiekiem, mam prawo do normalnego życia i do popełniania błędów.

-Ale ja to wszystko rozumiem. – odpowiedziała tak łagodnym głosem, że sama była zaskoczona. – nie mam zamiaru wtrącać się w pani życie. To nie moja sprawa. Tylko po prostu on wciąż jest dla mnie ważny, a wasz widok nie pomógł mi w niczym.

-Wszyscy jesteśmy dorośli i wszyscy powinniśmy ponosić odpowiedzialność za swoje czyny, ale też każdy z nas ma prawo do drugiej szansy. Ty, on i ja też.

Kinga wpatrywała się w nią i nie wiedziała co powiedzieć.

-Jeśli w jakiś sposób uspokoi cię to co powiem, to wiedz, że  nie mam z nim żadnego kontaktu. Spotkałam się z nim jeszcze raz aby wyjaśnić tą sytuację, ale to był ostatni raz. W ogóle gdy go poznałam nie miałam zamiaru wiązać się z nim, możesz być spokojna.

-Ale my już nie jesteśmy razem, więc nie powinno mnie to obchodzić.

-Kinga, on cierpi tak samo jak ty. – zaskoczyło ją to co powiedziała Laura. Te słowa rozpaliły w niej płomyk nadziei. Poczuła jak do jej oczu napływają łzy, zamrugała szybko aby je odgonić.

-Może wy też powinniście szczerze porozmawiać?

Dziewczyna na to pytanie wzruszyła tylko ramionami.

-Dziękuję, że mnie wysłuchałaś. Nie chcę żebyśmy prowadziły jakąś wojnę, obie wiemy, że gdybyśmy tylko chciały to na wzajem mogłybyśmy narobić sobie problemów, ale to bez sensu.

-Ja po prostu nie chciałam o tym rozmawiać.

-Wiem, ale uwierz, że często szczera rozmowa jest lepsza niż milczenie.

-Tak. – na moment zapadła cisza, którą pierwsza przerwała Kinga. – Przepraszam ale muszę już iść.

Laura pokiwała głową. Było jej o wiele lżej, bo w końcu powiedziała to wszystko. Spojrzała jeszcze na nią i cicho szepnęła, dziękuję. A później odeszła.

  

Kinga dyskretnie otarła spływającą po policzku łzę i wyszła na chodnik, ciągnący się wzdłuż ruchliwej ulicy, na którym czekała Nikola.

-W porządku? – zapytała widząc, zaszklone oczy przyjaciółki.

Kinga wzruszyła ramionami. O to chodziło, że nie miała pojęcia czy było w porządku. Nie mogło być skoro jej serce wciąż bolało, na każde wspomnienie Michała.

  

                                

                                ***

Był czwartkowy wieczór. Nikola wyszła z łazienki w szlafroku. W dłoni trzymała ręcznik, którym osuszała włosy.

-Rozmawiałeś z kimś? – zapytała siadając na podłokietniku fotela, na którym siedział Grzesiek.

-Tak. Mamy jakieś plany na niedzielę?

-Nie. A co? – spojrzała na niego spod opadających na twarz włosów.

-No to już mamy. Pojedziemy na obiad do mamy.

-Do mamy?

-Znaczy do rodziców. – powiedział niechętnie. – Już najwyższa pora, żeby teściowa cię poznała. – uśmiechnął się do niej. Objął ją w pasie i ściągnął na swoje kolana, mocno się w nią wtulając.

-Twój tata też będzie?

-Tak.

-Nie cieszysz się? – Grzesiek wzruszył ramionami. – Mama pytała się go czy ma jakieś plany, powiedział, że nie ale ja i tak nie wierzę.

-Czemu?

-Bo go znam. Wiem na co stać i wiem też, że jego nie było zawsze gdy ja chciałem żeby był. Więc teraz wcale się nie nastawiam na jego obecność.

-Nie martw się na zapas. Może tym razem będzie inaczej. Skoro powiedział, że będzie to będzie.

-Mógłbym się założyć, że.. – nie dokończył bo Nikola ujęła jego twarz w dłonie i spojrzała na niego takim wzrokiem, przed którym nigdy nie potrafił się obronić. Uśmiechnął się do niej przepraszająco i pocałował ją, nie przestał nawet wtedy gdy poły szlafroka jej się rozsunęły a oni sami spadli na podłogę.

  

  

                                ***

  

Kinga siedziała w swoim pokoju, pogrążona w ciemności i w myślach. Muzyka cicho sączyła się z głośników, ale tak naprawdę nie słuchała jej. Od kilku tygodni, tak właśnie wyglądały jej wieczory. Spędzała je sama, wspominając ich wspólne chwile, analizując każdy błąd, każdą złą decyzję.

  

Poprzedniego dnia wrócili jej rodzice, więc przez jakiś czas oderwała się od swoich rozmyślań. Spędziła z nimi popołudnie a gdy oni zajęci byli sobą, ona znów wróciła do swojej samotni.

  

Nie od dziś wiadomo, że dopóki człowiek czegoś nie straci, to tego nie doceni. W jej przypadku było dokładnie tak samo. Nie przemyślała odpowiednio wcześnie swojego zachowania i zadała ból człowiekowi, którego kochała, raniąc przy okazji siebie samą. A teraz poczucie winy dręczyło ją i nie dawało spokoju. Ciągle miała w głowie słowa Laury, że on cierpi tak samo. W ogóle nie spodziewała się, że ta rozmowa pójdzie im tak łatwo, spodziewała się innego nastawienia ze strony Laury.

  

Minęło już kilka długich miesięcy od ich rozstania a ona nadal za nim tęskniła, nadal czuła tą pustkę jaka po nim została i wciąż chciała cofnąć czas aby nigdy nie zobaczyć tego bólu w jego oczach.

  

Dokładnie dwa miesiące temu, wpadli na siebie przypadkiem w centrum handlowym. Nie wyglądał wtedy lepiej niż trzy miesiące wcześniej, cztery czy pół roku, jego oczy wciąż były zaćmione bólem, brak mu było radości i tego poczucia humoru. Trudno, żeby tryskał radością gdy wciąż nie mógł się pozbierać po tym co przeżyli. Od tamtej pory jakimś cudem nie widzieli się ani razu. Kinga nie raz nosiła się z zamiarem zadzwonienia do niego, ale wciąż nie była pewna czy on by tego chciał. Od tego dnia gdy z jego mieszkania wyszła Laura, nie rozmawiali ze sobą ale ona czuła, że powinni. Chciała mu powiedzieć, że ma prawo do tego aby ułożył sobie życie i przez długi czas myślała, że robi to właśnie z nią, ale najpierw Grzegorz wyprowadził ją z błędu a później na potwierdzenie jego słów, dostała wyjaśnienia Laury. Chciała mu to wszystko powiedzieć ale nie była do końca pewna czy jest gotowa na to aby patrzeć na jego szczęście. To nie było ważne, bo chyba dorosła do tej prawdziwej miłości, w której odkłada się na bok swoje szczęście a dba się o tą drugą osobę. Chciała mu dać chociaż tyle po tym jak bardzo go zraniła.

  

Jej rozmyślania przerwał dźwięk wiadomości. Pierwsza myśl jaka pojawiła się w jej głowie, była taka, że to pewnie Nikola, ale gdy spojrzała na ekran telefonu, jej serce zamarło na moment, tylko po to aby gwałtownie przyspieszyć. To Michał. Pytał czy spotka się z nim za pół godziny. Nie wierzyła własnym oczom, musiała przeczytać kilka razy to jedno zdanie, sprawdzić nadawcę wiadomości, i upewnić się czy aby przypadkiem nie zamieniła się z nikim na telefon, aby uwierzyć, że ta wiadomość była przeznaczona dla niej. Dla nikogo innego, tylko dla niej. On naprawdę chciał się z nią spotkać. Bez wahania, jeśli można pominąć te pięć minut przez, które nie wierzyła własnym oczom, zgodziła się.

  

  

Michał zawsze był punktualny. Dokładnie pół godziny później rozległ się dzwonek do drzwi. Wybiegła z pokoju słysząc kroki mamy zbliżającej się do przedpokoju, krzyknęła, że ona otworzy i z prędkością światła pokonała schody na dół i stanęła z nim twarzą w twarz.

-Cześć. – jego głos cichy i ciepły zawsze koił wszelkie jej bóle.

-Cześć. – odpowiedziała, próbując jednocześnie uspokoić oddech.

Przez krótką chwilę, która dla nich wydawała się nieskończenie długa, patrzyli na siebie w zupełnym milczeniu. Ich zbolałe spojrzenia odzwierciedlały wszystko co chcieli i nie chcieli, każde słowo, każdy gest, każdą niespełnioną prośbę, cały ten ból, który ich rozdzielił i ogień, który połączył. Każdą nieprzespaną noc i bezbarwny dzień.

-Przejdziemy się? – zapytał odwracając się w stronę bramy.

  

Wieczór był ciepły i pogodny. Zmierzch zakradał się niespiesznie i okrywał ziemię peleryną z półmroku. Z centrum miasta dobiegał ryk aut, ale tu między nimi panowała cisza. Szli ramię w ramię, powoli przemierzając drogę, która prowadziła ich do małego parku, na obrzeżach osiedla. To była taka mała granica, oddzielająca miasto, które nigdy nie śpi od osiedla, które jest wyciszone i spokojne. Wystarczy przejść tylko przez pas zieleni aby znaleźć się w mieście. To tak jak z nimi. Chcą zachować pozory obojętności, chcą wierzyć, że nic dla siebie nie znaczą ale w głębi serca szaleją za sobą, szaleją z miłości i z rozpaczy. Wystarczy tylko jeden krok aby znów wszystko się zmieniło.

-Kinga, czy to coś jeszcze do mnie czujesz? – jego pytanie zadane bez żadnego wstępu, trochę ją zaskoczyło. Nie tego się spodziewała.

-Czemu o to pytasz? Czy to ma jeszcze jakieś znacznie?

-Właśnie tego próbuję się dowiedzieć.

-A ty? – w napięciu czekała aż się odezwie, aż powie te kilka słów, które albo na nowo rozpalą w niej nadzieję, albo pozbawią jej już na zawsze.

-To co się wydarzyło, naprawdę mnie zabolało. Myślałem, że to będzie mój koniec świata, nie mogłem się pozbierać. – po chwili dodał ciszej -  i w sumie nadal nie mogę. Nie chciałem w to wierzyć, nie chciałem wierzyć w to, że mi to zrobiłaś. Chciałem cię znienawidzić, chciałem aby w końcu nadszedł ten dzień, w którym spojrzę na ciebie i nie będę czuł już nic. Ale nie nadszedł. I chyba nigdy nie nadejdzie. Kinga.. - zatrzymał się i odwrócił do niej. Dziewczyna zrobiła to samo, chciała coś powiedzieć ale nie pozwolił jej.  

-Być może przyjdzie taki moment, w którym będę żałował tego, że ci to powiedziałem ale wolę postawić wszystko na jedną kartę i być pewnym tego co mam i tego co nigdy nie będzie moje. - zamilkł na moment, wziął głęboki oddech i znów się odezwał.  

-Nie potrafię o tobie zapomnieć. W sumie to jest chyba niemożliwe bo znamy się całe życie, ale nie potrafię zapomnieć tego co było między nami, chodź to wszystko trwało bardzo krótko. Sądziłem, że zapełnię pustkę po tobie inną kobietą.

-To chyba teraz jesteśmy kwita. – ruszyła do przodu nie czekając na niego. Spojrzał na nią a potem zrównał z nią kroki.

-Sądzisz, że zrobiłem to specjalnie? Że chciałem się na tobie zemścić i wszystko zaplanowałem?

-Tego nie powiedziałam.

-Nie zrobiłem tego na złość tobie. Chciałem sobie udowodnić, że już się wyleczyłem, że zapomniałem, że mogę dalej normalnie żyć, ale sam siebie ukarałem.

-I jak się z tym czujesz?

-Źle. – Kinga zatrzymała się i spojrzała na niego. Stali w kręgu światła latarni, połowa jego twarzy kryła się w mroku. Nagle poczuła przemożoną chęć przytulenia go, chciała utonąć w jego niedźwiedzim uścisku, poczuć zapach jego skóry, ciepło jego ciała. – podejrzewam, że tak samo źle, jak czułaś się ty.

-I nadal tak się czuję.

-Czemu wtedy przyszłaś do mnie?

Nie odpowiedziała od razu. Zastanowiła się nad tym chwilę, a potem wzruszyła ramionami.

-Sama teraz nie wiem. Tyle czasu minęło, tyle różnych uczuć i myśli porwało mnie w swój wir. Nie wiem jak mam teraz to nazwać.

-To nazwij to tak jak chciałaś wtedy. Nie teraz, tylko wtedy.

-Chciałam cię przeprosić. – wyznała cicho, niemal szeptem. Ale to właśnie ten dźwięk sprawił, że jego serce zadrżało z żalu.

-Nie chciałem narobić ci żadnych problemów na uczelni.

-Nie mam żadnych problemów jeśli chodzi o Laurę, ja po prostu nie chciałam z nią rozmawiać. Wszyscy jesteśmy dorośli, a ty masz prawo spotykać się z kim chcesz, nawet gdybyś wybrał ją nie miałabym nic do powiedzenia.

-Ale nie wybrałem. To był tylko przygodny seks, który miał mi pomóc a zaszkodził.

-Wtedy gdy was razem zobaczyłam, dopiero wtedy zrozumiałam co tak naprawdę czułeś, gdy dowiedziałeś się, że to Adam..

  

Nie odpowiedział na to nic, ale skinął głową, przypominając sobie ten szok jakiego wtedy doznał, to niedowierzanie, że jego kolega i ukochana dziewczyna.

-Może gdybym jej nie znała, nie bolałoby tak bardzo.

-Może gdybym go nie znał, nie bolałoby tak bardzo.

-Skoro boli to znaczy, że nadal coś czujesz. – spojrzała mu głęboko w oczy.

-Czuję, nie potrafię już zaprzeczać, że nie.

-Będziesz w stanie mi kiedyś wybaczyć? – zapytała.

-A ty mi?

-Ale to ja zawaliłam, to ja zniszczyłam nasz związek.

-Nie, zniszczyliśmy go oboje.

-Chciałabym cofnąć czas, wrócić do tego co było dobre.

-Wiesz, że na to potrzeba wiele czasu? –zapytał, gdy zatrzymali się obok ławki, w głębi paku

-Wiem.

-Siądziemy?

  

Tego wieczoru nie spieszyli się. Milczeli wtedy gdy brakło im słów, i mówili gdy myśli płynęły jedna za drugą. Obserwowali jak niebo zasypia a gwiazdy budzą się do życia. Cieszyli się swoją obecnością.

-A co z nim? – zapytał niepewnie, tak jakby obawiał się, że powie coś czego nie chce usłyszeć. Nie wypowiedział jego imienia, ale Kinga i tak wiedziała o kim mowa.

-A co ma być?

-No, spotykacie się? Odzywa się?

-Gdybym chciała się z nim spotykać to nie byłabym tu z tobą.

-No tak, niby to jest oczywiste ale chciałem to usłyszeć. – pozwoliła sobie na lekki uśmiech.

-Ulżyło ci?

-No pewnie. – posłał je ciepły uśmiech i lekko szturchnął ramieniem. Odwzajemniła jego spojrzenie, a jego oczy wtedy pojaśniały.

-Odzywał się przez jakiś czas, twierdząc, że zakochał się ale ja to zignorowałam.

-A jak naprawdę się zakochał?

-No to co? To nie jest ważne.

  

Tym razem to on nic nie odpowiedział.

-Boże, chciałabym zapomnieć o tym wszystkim, nie myśleć, nie analizować, nie czuć. Chciałabym to zmienić, sprawić, żeby ogarnął mnie spokój.

-Czy jeszcze kiedyś uda nam się to osiągnąć? – zapytał, sięgając po jej dłoń. Pogłaskał ją delikatnie a później zamknął w swoich. – Kinga, ja przez długi czas nie dostrzegałem w tobie kobiety, tylko siostrę mojego najlepszego przyjaciela, aż nagle gdy pojawił się ten cały Przemek, uderzyło mnie jak grom z jasnego nieba. Jego obecność uświadomiła mi, że ty masz to wszystko, czego przez te lata szukałem. Pokochałem cię całym sercem i wiem, że ty to odwzajemniłaś szczerze. Czułem to. Zamiast walczyć poddaliśmy się przy pierwszym problemie, tak nie powinno być, powinniśmy dać z siebie wszystko aby to uratować, a my daliśmy z siebie wszystko aby o sobie zapomnieć, aby nie czuć. Przynajmniej ja tak chciałem. Ale mi się nie udało, nie wiem czy umiem jeszcze żyć z tobą, ale bez ciebie też nie umiem. Czuje, że musze zrobić wszystko, aby mieć tą pewność, że wykorzystałem każdą daną mi szansę.

  

Jego słowa były tak szczere, że z oczu popłynęły jej łzy, a w gardle poczuła gule, która uniemożliwiała jej mówienie.

-Czy ty naprawdę jesteś w stanie mi to wybaczyć?

-A czy ty jesteś w stanie dać z siebie wszystko, aby podnieść się jeszcze raz i odbudować to co zrujnowaliśmy? Masz siłę?

  

Teraz na dobre się rozpłakała, z jej oczu, jedna za drugą płynęły łzy, ujął jej twarz w dłonie i otarł policzki kciukami.

-Myślałam, że nienawidzisz mnie. – zaszlochała.

-Chciałem ale nie wyszło. – uśmiechnął się a on znów dała upust swoim emocjom.

-Nie płacz. Przecież ja chcę wszystko naprawić. – przytulił ją, czule kołysząc w ramionach.

-Ale to ja powinnam.

-To zrobimy to razem.

-Naprawdę chcesz wszystko, od początku?

-Tak.

-Jesteś pewien?

-Tak. – jego usta z każdym kolejnym jej pytaniem, unosiły się w co raz większym uśmiechu.

-I nie zmienisz zdania?

-Nie.

-Dlaczego?

-Bo nie umiem bez ciebie żyć, ale chcę się przekonać, że nadal potrafię z tobą.

-Zaczniemy wszystko od początku?

-Tak.

-Zupełnie od początku?

-Oczywiście.

-A gdzie był początek? – zapytała.

-Początek? – udał, że się zastanawia. – Początek był na wierzy mariackiej.

  

Odsunęła się od niego i ze smutkiem w głosie powiedziała.

-Ja chyba potrzebuję czasu.

-Na co? – poczuł czający się w pobliżu niepokój.

-Na to aby uwierzyć, że znów będziemy.

Uśmiechnął się z wyraźną ulgą.

-Okej, ile chcesz tego czasu? Dzień? Dwa? Tydzień? Codziennie będę ci powtarzał, że chcę spróbować jeszcze raz, chcę pokonać demony przeszłości, chcę zacząć od nowa. Będę powtarzał ci to dotąd aż uwierzysz, że możemy. Będzie ciężko, bo na pewno będzie ale muszę mieć pewność, że zrobiłem wszystko. A później zabiorę cię na rynek, na wierzę i zaczniemy jeszcze raz.

  

  

                                 ***

  

Nikola już w sobotę wieczorem czuła zdenerwowanie, na myśl o jutrzejszej wizycie u rodziców Grzegorza. Chciała dobrze wypaść, chciała aby jego mama ją polubiła. I mimo zapewnień swojego ukochanego, że na pewno tak będzie nie potrafiła powstrzymać tego łańcucha myśli.

W niedzielę wstała wcześniej niż było to konieczne, kręciła się po domu bez celu i absolutnie nie dała się z powrotem zaciągnąć do łóżka, a na tłumaczenia i śmiech Grzegorza reagowała jeszcze bardziej nerwowo.

-Dlaczego ty się tak stresujesz? – zapytał, gdy w końcu złapał ją i zaniósł do łóżka, przykrywając kołdrą.

-Nie wiem. Bo to twoi rodzice, bo co jak jej się nie spodobasz?

-Spodobasz się. Zobaczysz. A nawet jeśli nie, to co? Ty jesteś moim wyborem, muszą go zaakceptować. – uśmiechnął się i zanim zdążyła jakkolwiek zareagować zamknął jej usta pocałunkiem.

  
Obiad minął w przyjemnej atmosferze, choć już na samym początku Grzegorz odgadł, że niewiele się pomylił ze swoimi oczekiwaniami względem dzisiejszego dnia.
-Gdzie ojciec? - zapytał gdy usiedli w salonie, po tym jak przedstawił matce swoją ukochaną.
-Znasz go. - pani Beata spojrzała na syna przepraszającym wzrokiem.  
-Znam go i wiem, że jego nigdy nic nie obchodziło. -Nikola przez krótką chwilę nie wiedziała jak się zachować, ale po chwili sięgnęła po jego dłoń i splotła jego palce ze swoimi. Wiedziała, że Grzesiek starał się aby ten dzień był udany, aby wszystko było tak jak sobie zaplanował.  
-Grześ, synku przepraszam cię za niego.
-Mamo, daj spokój. Ja nie oczekuję od ciebie żadnych przeprosin, po prostu chciałem aby było normalnie. Ale wyszło jak zwykle. Dla ojca zawsze wszystko było ważniejsze niż rodzina.
Kobieta nie odpowiedziała nic, tylko smętnie pokiwała głową, potwierdzając tym samym słowa syna. Chcąc sprowadzić rozmowę na inne, bardziej neutralne tory, zaczęła wypytywać Nikolę o to czym się zajmuje, jak się poznali z Grzegorzem i o wszystkie inne rzeczy, które każda matka chciałaby wiedzieć.

Matka Grzegorza okazała się bardzo miłą i sympatyczną osobą. Nikolę przyjęła do swojego domu jak własną córkę i naprawdę była szczęśliwa, że jej ukochany jedynak odnalazł bratnią duszę.  
Dziewczyna musiała przyznać, że nieco inaczej wyobrażała ją sobie, obawiała się, że kobieta okaże się chłodna i pełna dystansu. Ale już po kilku minutach rozmowy wiedziała, że jej obawy były niepotrzebne.  A wychodząc z rodzinnego domu Grzegorza, wiedziała że będzie chciała wrócić tu następnym razem.  

Wieczorem gdy już leżeli w łóżku, przytuliła się do Grześka i powiedziała.
-Szkoda, że nie było twojego taty.
-Może kiedyś będziesz miała okazję go poznać. - westchnął ironicznie, odkładając książkę.
-Powiesz mi coś o nim?
-Ale co?
-Wszystko. - uśmiechnęła się - podejrzewam, że jesteś do niego podobny, bo nie dostrzegłam żadnego podobieństwa między tobą a mamą.
-Jak byłem młodszy, to wszyscy mówili, że wyglądam jak jego wierna kopia z przed lat.  
-Nadal tak jest?
-Nie wiem, może trochę. Jak już w końcu go poznasz, to sama ocenisz. - uśmiechnął się do niej i zgasił lampkę przy łóżku.
Grzegorz znał swojego ojca i jego nikłe zainteresowanie swoją rodziną tak dobrze, że nie powinien być zaskoczony tym, że wyszedł z domu chociaż wiedział, że jego syn chce przedstawić im dziewczynę, ale jednak czuł się zawiedziony jego zachowaniem. Miał nadzieję, że tym razem będzie inaczej, niestety wyszło jak zwykle.  


Dwa tygodnie później, Grzegorz pierwszy wrócił do domu. Nikola miała zajęcia do wieczoram przygotowywał kolację gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Wycierając ręce w ścierkę poszedł do przedpokoju. Nie spojrzał przez judasza, tylko od razu je otworzył i zaniemówił. Za progiem stał jego ojciec.  
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem w zupełnym milczeniu.  
-Cześć synu. - uśmiechnął się. Na pierwszy rzut oka ten uśmiech wydawał się sympatyczny i ciepły ale tak naprawdę taki nie był.  
-Co tu robisz? - Grzesiek stał nieruchomo i mierzył ojca podejrzliwym wzrokiem. Odsunął się dopiero wtedy gdy jego gość zapytał czy go wspuści do środka.
-Przyszedłem cię odwiedzić. Mama mówiła, że byliście ostatnio.
-Mama mówiła. - przedrzeźnił go. - Bo ty przecież nie wiedziałeś, że będziemy, tylko oczywiście po fakcie biedny, się dowiedziałeś.  
-Czemu się tak denerwujesz? - zapytał, siadając na kanapie.
-Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?
-Mama mi powiedziała.
-No tak. - Grzesiek skinął głową. - Co ty byś bez niej zrobił.
Ojciec nie odpowiedział nic, tylko uniósł lekko kącik ust, co miało uchodzić za pół uśmiech a w rzeczywistości wyglądało jak grymas zniesmaczenia.
-To gdzie ta moja synowa?  
-Na uczelni. Jakbyś raczył wcześniej powiedzieć, że przyjdziesz to by była.  
-Zawsze mogę poczekać. Chyba mnie nie wyrzucisz. - uśmiechnął się i wstał, powoli podchodząc do szafki na której poustawiane były różne zdjęcia w ramkach. Podniósł to na którym jego syn obejmował drobną dziewczynę o dużych szarych oczach, przez dłuższą chwilę przyglądał się fotografi, obserwował postać na zdjęciu z dziwnym zaciekawieniem.
-To ona? - zapytał w końcu, spoglądając na swojego syna.
-Zdjęcia byłej raczej bym nie trzymał.  
-Ty nic się nie zmieniłeś, dalej masz naturę buntownika. - nagle stracił zainteresowanie fotografią i spojrzał w oczy idrntyczne jak jego.
-Co się dziwisz, miałem dobrego nauczyciela.
-Nie musiałeś patrzeć na mnie.
-Jasne. Bo przecież to jest dziwne, że mały dzieciak jest wpatrzony w swojego ojca jak w obrazek. - na moment zapadła cisza - Gdzie byłeś w niedzielę?  
-Interesy załatwiałem.  
-Interesy. - zakpił - jak ten interes wygląda? Nie ma przypadkiem długich nóg i rudych włosów?  
Grzesiek wpatrywał się w ojca oczekując na odpowiedź, ale ten mierzył go spokojnym wzrokiem, miał niewzruszoną minę, tak jakby jego twarz była wykuta z kamienia.  
-Skąd ci to przyszło do głowy? - znów rozsiadł się na kanapie.
-Jak ty możesz tak mamę okłamywać?  
-A czy ty nie robiłeś przypakiem tego samego? Nie spotykałeś się z wieloma dziewczynami?
-Może i się spotykałem ale z żadną z nich nie byłem, żadnej nic nie obiecywałem i przy okazji nikogo nie okłamywałem.
-To są sprawy między mną a twoją matką. - Grzegorz chciał coś powiedzieć ale nagle usłyszał dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Obaj spojrzeli w stronę przedpokoju, tak jakby chcieli wzrokiem przewiercić się przez ścianę i zobaczyć co dzieje się w sąsiednim pomieszczeniu.  

Nikola niczego nieświadoma, zamknęła za sobą drzwi, rzuciła klucze na szafkę, zdjęła buty i odwiesiła kurtkę.
-Jesteś kochanie? - zapytała gdy z każdej strony otoczyła ją cisza.
Nagle w przedpokoju pojawił się Grzesiek.
-Hej. - musnął jej czoło ustami - mamy gościa.
-Tak? Kogo? - zapytała gdy szli w stronę salonu.  
Nie zrobiła trzech kroków, gdy zza sciany wyszedł mężczyzna. Niby obcy dla niej ale wyglądał znajomo. Nie mogła się pomylić co do niego. Od razu wiedziała kim jest.
-Dzień dobry. - przywitał się i posłał jej czarujący uśmiech, na widok, którego jego syn przewrócił oczami.  
-Niki, to mój ojciec. - wyraźnie nie był zadowolony jego obecnością tutaj.
-Jakub Kilian. - uśmiechnął się, chwytając jej dłoń.
-Nikola Wysocka. - przedstawiła się i nie zauważyła, że ojciec jej ukochanego na dźwięk jej nazwiska drgnął na moment. Niestety Grzesiek znał go na wylot, i każdą nawet najmniejszą zmianę nastroju czy mały grymas, potrafił wyłapać.
Zmarszczył brwi, spoglądając na niego. Zastanawiał się co to miało znaczyć, ale jego uwagę odwróciła dziewczyna, która się odezwała.
-Grześ mówił, że jest do pana podobny ale nie sądziłam, że aż tak bardzo.  
Obaj panowie byli tak samo wysocy i barczyści, mieli taki sam styl chodzenia, identyczne bursztynowe oczy, jasne na zewnątrz, ściemniające się do środka. Podobną barwę głosu, kolor włosów, tylko Jakuba opruszone siwizną na skroniach. Robili nawet takie same miny, tylko rysy twarzy Grzegorza były łagodniejsze niż ojca. I gdyby nie ciemny zarost na policzkach starszego Kiliana, ktoś kto ich nie zna zbyt dobrze, na pierwszy rzut oka mógłby ich pomylić.  
-Czasem tak wychodzi, że syn jest wierną kopią ojca. - uśmiechnął się spoglądając ponad ramieniem Nikoli na Grześka.
-Na szczęscie to tylko wygląd. - prychnął kładąc ręce na ramionach dziewczyny.
-Oj synu, przecież ty też masz smykałke do interesów. - zaśmiał się tubalnym głosem
Spojrzał na dziewczynę i mrugną do niej z rozbawieniem, a ona nie widząc miny Grzegorza, który wyczuł ironię ojca, uśmiechnęła się niepewnie.

Jakub nie zajął im już dużo czasu, zamienili jeszcze kilka zdań, podczas których bacznie przyglądał się drobnej dziewczynie, poczym pożegnał się i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

-Jesteś zły? - zapytała gdy bez słowa wrócił do kuchni.
-Nie.
-Kochanie? - wzięła go za rękę i zmusiła aby odwrócił się do niej i spojrzał na nią.
-Oj po prostu ojciec mnie wkurza.
-Dlaczego? Przecież był miły.
-Tak co się tylko wydaje, bo go nie znasz.
-Nie rozumiem.  
-Zawsze miałem napięte stosunki z ojcem i to się nie zmieni, wkurza mnie to, że on robi to co mu się podoba i nie liczy się z innymi. Ale nieważne maleńka, nie zawracaj sobie tym teraz głowy. Jak go lepiej poznasz to wtedy zrozumiesz.  
Dziewczyna chciała coś powiedzieć ale Grzesiek już jej nie pozwolił. Było jej przykro, z tego powodu, że jej ukochany nie dogaduje się z ojcem. Po tym pierwszym spotkaniu wydał się jej miłym człowiekiem, gdyby tylko wiedziała, że to on zrobi zamieszanie i ściągnie na nich kłopoty, na pewno by tak nie myślała.

Sensi11

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 6198 słów i 33795 znaków.

12 komentarze

 
  • Aliss

    Kiedy cos dodasz?

  • Sensi11

    @Aliss nie wiem, postaram się do końca tygodnia.

  • mariplosa

    Oj kobieto co ty kombinujesz? Ojciec Grzegorza co dziwnie zareagowal hmmm Mam nadzoeje że się nie okaże ze Niki  i Grześ to rodzenstwo :mad: Nie nie  noe możesz tego zrobić!! Protestuje jakby co oficjalnie :D;)  
    Co do Kingi i Misia to jej..cudownie ci to wyszło ehhh

  • Sensi11

    @mariplosa co ja kombinuje? :D hmm już nie mogę się doczekać dalszego ciągu. Ja autorka, nie mogę się doczekać ;)

    Dziękuję za komentarze, są dla mnie bardzo ważne. To właśnie one motywują mnie do dalszego pisania, dziękuję. :)

  • mariplosa

    @Sensi11 no ja też się nie mogę doczekać:)

  • nicol11

    Świetna część czekam  na następną  :kiss:

  • wero1350

    super opowiadanie... czekam na kolejną część!!!

  • mjja

    Tez mi se wydaje, ze ojcirb Grzeska mial cos wspolnego z mama Nikoli ;) Zreszta jego reakca duzo mowi. Tak samo jak reakcja mamy Nikoli na wyglad Grzeska :D zobaczymy jak to sie dalej potoczy odnosnie tych osob :D

  • reset

    @mjja Może Nikola i Grzesiek rzeczywiście są przyrodnim rodzeństwem ? :)

  • Arggela

    mam nadzieję że nie

  • mjja

    @reset oby nie -.- :D

  • volvo960t6r

    Cudowna część którą się miło czytało  ;)

  • Kamiśka

    Czapki z głów dla autorki :)  
    Świetny nowy wątek  <3

  • Sensi11

    @Kamiśka Aaaaaa dziękuję :)

  • Sensi11

    I jak Wam się podoba? :)

  • reset

    @Sensi11 Co za pytanie ... :) Pewnie, że się podoba !  :bravo:

  • Arggela

    Cześć o Kindze i Michale wycisnela że mnie morze łez. Piękne.

  • Sensi11

    @Arggela o jej dziękuję <3 A wiecie jak zaczynałam to pisać to nie sadziłam, że mi to aż tak wyjdzie, chciałam tylko zacząć, zrobić jakąś tam wstawkę a w następnej części dopisać resztę a tu proszę, wyszło tak pięknie. Dziękuję.

  • Arggela

    @Sensi11 mam tylko nadzieję że nie okaże się że Kilian i Nikola to rodzeństwo bo chyba mi serce peknie.

  • Wiktor

    Witaj.  Sensi i o to chodzi.  Część rewelacja.  Chociaż jestem system starszym  facetem, ale na to opowiadanie chce  się czekać.  Pozdrawiam Wiktor  <3

  • ~Miśka

    Oj coś się boję że starszy Kilian miał coś wspólnego z mama Nikoli.... Ale część jak zwykle świetna i w końcu Michał i Kinga porozmawiali ;)

  • Ferdolina

    @~Miśka to samo pomyślałam..

  • karmelowa

    Jak zwykle rewelacja  :jupi:  <3  
    P.S. Tak z czystej ciekawości. Ile to opowiadanie ma stron w wordzie? :kiss:

  • Sensi11

    @karmelowa Zazwyczaj ok 20 :D

  • Sensi11

    @karmelowa zawsze jak piszę i mam gotowy cały plan, to się martwię, że wyjdzie nieproporcjonalnie krótka część, ale jak już zacznę opisywać to nie mogę przestać. :)

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością :* :)