Murtagh - 44(fanfiction)

Cierń i Fírnen wzbili się wysoko w powietrze, podczas gdy Safira leciała dużo niżej, niemal nad linią drzew. Kategoryczna odmowa Murtagh’a na postawione przez Szary Lud warunki zaowocowała atakiem na rodzinne strony Eragona. Uprzedzeni jednak zawczasu o możliwości ataku ludzie z Carvahall i Terisford stawili nadzwyczaj skuteczny opór. Niestety nawet i on zaczął się chwiać pod naporem ogromnej masy wojowników Szarego Ludu. Pomimo jednak dużych strat własnych, od tygodni nie oddali pola, co było zasługą strategii Rorana oraz starej warowni Jeźdźców, do której wejście udało się wykuć ludziom z wioski, dzięki czemu została ona znów obsadzona, przez niemal dwa tuziny ciężkozbrojnych kuszników na niższych piętrach i łuczników na wyższych. Teraz jednak ich przewaga wywalczona z takim trudem chyliła się ku upadkowi. Byli odcięci od dostaw i pomocy z zewnątrz, dlatego tak usilnie liczyli na pomoc ze strony Jeźdźców.
Lecieli więc szybko, lecz spokojnie i płynnie, obserwując jednocześnie teren przed nimi, lecz nic nie wskazywało na to, by Szary Lud podzielił swoje siły i ruszył na Ilireę mniej uczęszczanymi traktami.
Po trzech dniach niezmordowanego lotu i jednym ciut dłuższym, bo godzinnym postoju, dostrzegli w końcu majaczącą na horyzoncie czarną linię wroga. Wtedy też Sarifa dołączyła do swych braci i w trójkę wlecieli w wysoko płynące po niebie chmury. Dzięki temu fortelowi ich atak miał pozostać w ukryciu aż do ostatniej chwili. A dzięki niosącym się odgłosom bitwy, z niemal chirurgiczną precyzją mogli ocenić, kiedy należy atakować.
Safira ryknęła ogłuszająco i wykręcając ostrą pętlę w tył, runęła ku wrogom. Cierń i Fírnen zawtórowały jej sekundę później i również skierowały się ku walczącym. Spotężniony przez gęstą powałę chmur ryk trzech smoków przetoczył się ponad walczącymi niczym uderzenie pioruna. W chwilę później trzy ogromne śmiertelnie groźne jaszczury wyprysnęły z chmur niczym kolorowe pociski z ciasno włożonymi po bokach skrzydłami, ciągnąc za sobą wstęgi mroźnego, wilgotnego powietrza. Walka w dole zamarła. Ludzie i Szary Lud z niemal nabożną trwogą wpatrywali się to pierwotne piękno. A potem nagle wszystko się załamało. Ludzie rozpoczęli gwałtowny odwrót, by zająć jak najlepsze pozycje do strzałów, a wojownicy Szarego Ludu unieśli w górę swe łuki. Furknęły w powietrzu wypuszczone z cięciw strzały. Część z nich odbiły bariery ochronne nałożone na smoki, reszta z przerażającym chrzęstem spadła na wroga – to mieszkańcy Doliny Pallancar przypuścili niespodziewany, acz niebywale skuteczny atak. Safira warknęła groźnie i rozwarła szeroko paszczę. Spomiędzy jej błyszczących kłów spłynęła na ziemię kaskada huczących płomieni. Jej bracia niezwłocznie uczynili to samo po obydwu jej bokach. Szary Lud zdołał się jednak uchronić, choć nie wszyscy uczynili to dostatecznie szybko. Spalili się niczym suche gałązki ognisku. Szafirowa smoczyca kłapnęła szczękami, odcinając dopływ tlenu do mieszanki gazów i w chwilę później rozpostarła szeroko skrzydła, zwalniając upadek. Zadrgały potężne mięśnie, gdy zadziałało przeciążenie. Śmignęła nad głoami rozwścieczonego Ludu, siejąc zniszczenie potężnymi zamachami ogona i łap. Siedzący na jej grzebiecie Eragon wspomagał ją magią, likwidując niedobitków. Wrzaski bólu umierających mieszały się z okrzykami ludzi i rykiem wściekłości nieprzyjaciół. Skręciła ostro, szykując się do kolejnego ataku na tych-którzy-żyli-tylko-w-legendach, gdy nagle jakiś niespodziewany ruch przykuł jej uwagę. Obejrzała się, jednoczenie wzlatując nieco wyżej i spostrzegła, jak daleko na horyzoncie wzbija się ogromny tuman kurzu. Ciągnął się od Kośćca w ich stronę!
- Eragonie, spójrz! – usłyszała naraz w myślach okrzyk pół-krwi-brata-Murtagh’a.
- Na bogów! – wykrzyknął jej Jeździec, lecz w jego głosie dało się słyszeć radość. – Safiro! Kolejny Jeździec!
Podążyła za jego spojrzeniem i w końcu go dostrzegła. Smok był już całkiem spory, a więc musiał mieć kilka miesięcy. I z tego, co wyczuła, była to samica! Zatrąbiła radośnie, a jej „okrzyk” powtórzyła jej młodsza kuzynka. Zajęta jednak obserwacją przybysza, nie dostrzegła tego, co działo się w dole. A była niemal o krok od śmierci!
- Uważaj! – ryknął Murtagh, dostrzegając, że jego brat znajduje się w niebezpieczeństwie. To otrzeźwiło nieroztropnych wojowników. Safira szarpnęła się w bok, a w sekundę po tym miejsce, w którym jeszcze chwilę temu się znajdowała, przeszyła błyszcząca czerwona lanca. Dwukrotnie większa od Dauthaert! W mig pojęli jak blisko śmierci byli. Rycząc straszliwie, wzbiła się wysoko w górę i ściągając prawe skrzydło, wykonała gwałtowny skręt ku ziemi przez bark. Eragon nieomal wyleciał z siodła… Tymczasem Cierń śmignął ku zdradzieckiej broni i broniących ją wojowników. Żar jego płomienia spopielił wszystko oprócz potężnych włóczni.
- Ich nie można zniszczyć! – wrzasnął rozzłoszczony Murtagh, gdy Cierń przemknął nad pogorzeliskiem.
Eragon zaklął pod nosem i spojrzał w twarz nowego Jeźdźca. Na siodle bursztynowej smoczyczy siedział Nar Garzhvog! A więc urgale przybyły z pomocą! Pozdrowili się uniesieniem dłoni, po czym zaatakowali wspólnie.
- Pierzchają! – krzyknęła naraz Arya, wskazując na część armii wroga idącą w rozsypkę. Ocaleli uciekali w stepy, chroniąc się przed zmasowanym atakiem rozwścieczonych urgali. Wygrali! Wielka bitwa nadciągała nadal…

Jakiś czas później Safira wylądowała na ziemi w potężnym tumanie kurzu wśród wrzeszczących z uciechy ludzi.
- Eragon! – zakrzyknął uradowany i zakrwawiony Roran biegnący do nich z młotem w ręce.
- Roran! – zawtórował mu jasnowłosy Jeździec, zdzierając przytrzymujące mu nogi rzemienie i zsuwając się po boku smoczycy. – W porządku? – zapytał, patrząc podejrzliwie na zakrwawioną kolczugę kuzyna.
- Oczywiście! To nie moja krew… Dzięki, że zjawiliście się tak szybko… Bez was nie dalibyśmy rady…
- Dzielnie się broniliście, więc chyba nie było tak źle, co?...
- A jednak…straciliśmy wielu wojowników… Ale zwyciężyliśmy! Ten nowy Jeździec, Eragonie! To wspaniale, że go wyszkoliliście…
- niestety, to nie nasza robota… To Nar Garzhvog i jego lud…
- Urgale? – zdumiał się Młotoręki, patrząc na blondyna w szoku.
- Dokładnie. Udało się i sądzę, że ten Jeździec nie będzie mieć nic przeciwko patrolowaniu tej okolicy… Ale widzę, że i ty nie próżnowałeś… Udało ci się odbudować garnizon wieży.
- Nie było to łatwe, bo wejście do niej jest na wysokości lecącego smoka, ale w końcu udało nam się przebić do środka… - przyznał Roran. – Eragonie, pojmaliśmy kilku z Szarego Ludu. Co chcesz, aby z nimi zrobić?
- O tym zdecyduję, gdy dołączą do nas pozostali a teraz…
Nagle Safira ryknęła krótko, złowrogo i plunęła strumieniem ognia, który spalił kilku zdążających do niej śmiałków.
- Strzec Safiry! – ryknął Roran, chwytając swój miecz oburącz.
- Spokojnie, chyba już sobie poradziła… - stwierdził spokojnie Eragon, patrząc uważnie na przyjaciółkę.
Nagle wszystkimi dokoła targnął potężny podmuch wiatru. To Cierń zahamował ostro nad rozmawiającymi.
- Eragonie! – krzyknął donośnie Murtagh. – Szary Lud umknął w stronę Pustyni Hadarackiej. Jeśli dotrą do stolicy...
- Leć! – blrat kiwnął mu tylko głową. – Zostanę tutaj z Nar Garzhvogiem i dopilnuję wszystkiego. Co zrobić z jeńcami?
- Zabić! – odkrzyknął czarnowłosy i Cierń zataczając koło poszybował w stronę Ilirei i Pustynii. Arya po chwili skierowała się za nim.

434 czyt.
100%42
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1395 słów i 7952 znaków.

2 komentarze

 
  • Vesper

    Vesper · 23 gru 2018 · 193487181

    Kiedy następna część?

  • AnonimS

    AnonimS · 10 gru 2018

    Ciekawa ta bitwa .pozdrawiam