Murtagh - 38(fanfiction)

Murtagh - 38(fanfiction)- Co jest?... – wyszeptał, przekraczając ciało. Nagle kątem oka dostrzegł zmierzające w jego stronę ostrze topora. W ostatniej niemal chwili odparował potężny cios, lecz jego siła i tak powaliła Jeźdźca na podłogę. Nad sobą ujrzał odzianą jak strażnik z Kausty nieznaną sobie dotąd istotę z ogromnymi oczami i fioletowymi włosami. Dotarło do niego, że był to podstęp, który wprowadził do zamku wroga! Wściekły kopnął przeciwnika i przeturlał się w bok, tym samym unikając kolejnego ciosu. Poderwał się na nogi i silnym zamachem odrąbał dłoń "potwora” zbrojną w topór. Stwór zawył przeraźliwie, skupiając całą swą uwagę na krwawiącym obficie kikucie. To dało Eragonowi możność wyprowadzenia kolejnego ataku. Głowa z nieprzyjemnym plaśnięciem uderzyła w kamienną posadzkę. Eragon odetchnął głęboko i rozejrzał się uważnie. Gdzieś z oddali dobiegły go dziwne odgłosy. Ruszył natychmiast w ich kierunku. W obszernej kuchni zastał kolejnych trzech przedstawicieli Szarego Ludu buszujących wśród garów oraz kilku rycerzy i dwóch kucharzy związanych pod ścianą.
- Te rzeczy raczej nie należą do was! – powiedział donośnie, robiąc krok w stronę napastników, którzy całkowicie zaskoczeni jego pojawieniem się, podskoczyli, upuszczając trzymane w objęciach rzeczy. Byli co prawda nieuzbrojeni, co dawało mu przewagę, ale pomny tego, co opowiadał o nich Murtagh, wzmógł czujność. Przypomniał sobie natychmiast słowa Oromisa, by nigdy nie lekceważył nawet najsłabszego elfa! A ci pochodzili przecież od Szarego Ludu!
Okazało się jednak, że ci najwyraźniej już pofolgowali sobie z mocnym ilirejskim winem, bowiem ruchy ich były dość niezgrabne, a reakcje spowolnione, wobec czego Jeźdźcowi udało się ich pokonać po niecałych piętnastu minutach walki, odnosząc jeno niegroźną, lecz bolesną ranę ramienia, gdy jeden z przybyszów zamachnął się na niego długim nożem. Szybko sprawdził, czy w pobliżu nie kręcą się już żadni nieprzyjaciele i wrócił prędko do kuchni, gdzie niezwłocznie zwrócił wolność uwięzionym mężczyznom. W momencie, gdy kończył rozwiązywać ostatniego z nich, gdzieś w górze rozległ się odległy kobiecy krzyk.
- Nasuada! – pomyślał z przerażeniem. – Za mną! – ryknął do oszołomionych jeszcze nieco rycerzy, którzy zdołali odzyskać już swą broń. Popędzili więc w te pędy schodami na piętro, gdzie znajdowała się królewska sypialnia. Eragon bowiem nie miał wątpliwości, że to właśnie stamtąd dobiegał krzyk. Wkrótce okazało się, że miał rację. Natknęli się bowiem w drzwiach do komnaty na dwa ciała Nocnych Jastrzębi.
- Bronić królowej! – rozkazał szeptem i wbiegł do pomieszczenia. Opuścił jednak zaraz potem broń, widząc, że królewscy strażnicy poradzili sobie już z zagrożeniem. Odetchnął też z ulgą, gdy Nasuada wyszła z łazni cała i zdrowa, choć przestraszona.
- Nic ci nie jest, Nasuado? – zapytał, podchodząc do niej.
- Nie – odparła. – Co tu się właściwie stało?
- Zostaliśmy oszukani – wyjaśnił ponuro. – Szary Lud zdołał nas niestety zwieść. Przypuszczam, że Kausta mogła faktycznie zostać przez nich zaatakowana, lecz przejęli władzę w mieście.
- Więc Murtagh może być w niebezpieczeństwie! – zaniepokoiła się.
- Niestety nie wykluczam tego – przyznał niechętnie. – Nie mogę cię jednak opuścić, by to sprawdzić…

- Czyżby była to tak niebezpieczna droga, że musimy iść w otoczeniu tylu gwardzistów? – zainteresował się niby od niechcenia Murtagh. Namiestnik Kausty obdarzył go łagodnym uśmiechem, lecz nie odpowiedział. Jeźdźcy wymienili między sobą pełne powagi spojrzenia.
- Jako twój król żądam udzielenia mi odpowiedzi, namiestniku! – powiedział Murtagh ostro, nie zdejmując dłoni z rękojeści Zar’rocka. Mężczyzna obrócił się w jego stronę. Oczy jego płonęły gniewem, którego nie był w stanie powstrzymać, czy zamaskować. Murtagh natychmiast domyślił się, że to pułapka. Do połowy wyciągnął miecz z pochwy, tym samym dając do zrozumienia, że Jeźdźca nie tak łatwo zaskoczyć, czy przestraszyć.
- Pragniesz ze mną walczyć, Jeźdźcze? – zapytał Normi, a głos jego nie przypominał wcześniejszego tembru. W tym samym czasie za plecami Jeźdźców dało się słyszeć liczne odgłosy wysuwanych z pochew mieczy. I w momencie, gdy zaatakował ich od tyłu jeden z gwardzistów, z nieba na ziemię spłynęła hucząca rzeczka płomieni w kolorze czerwono-złotym, a tuż po tym dało się słyszeć przerażający ryk wściekłego smoka. Część "strażników’ rozbiegła się, starając się uniknąć spalenia żywcem, co dało obydwu Jeźdźcom szansę na walkę i ucieczkę. Ich miecze śmignęły w powietrzu, odbijając wymierzone w nich ciosy. Krok za krokiem zaczęli wycofywać się na środek głównego placu, skąd powinny zabrać ich smoki.
- Jierda! – wrzasnęła Arya i w tym samym momencie pękł fragment placu, oddzielając ich od atakujących. Przynajmniej od części… - Ale zabawa! – zakpiła, parując kolejny cios. Niestety nawet ona miała świadomość, że może nie pokonać Szarego Ludu. Była za słaba w porównaniu do tej antycznej rasy.
Zachwiała się, gdy tuż za nią wylądował z impetem Fírnen. Błyskawicznie schwycił w zęby jednego z atakujących i krótkim ruchem skręcił mu kark.
- Właź! – wrzasnął do niej Murtagh.
- Nie zostawię cię tutaj! – odkrzyknęła, wycofując się jednak do swego smoka.
- Nic mi nie będzie! Idź!
Przeklinając w myślach własną słabość, wdrapała się na zielonego jaszczura, który przez cały czas odganiał się skutecznie od napastników. I gdy tylko znalazła się w siodle na jego grzbiecie, rozpostarł błoniaste skrzydła i skoczył w powietrze ponad atakującymi. Podmuch powietrza spod jego skrzydeł poprzewracał większość z nich.
Murtagh w tym czasie zamachnął się potężnie i ku własnemu zaskoczeniu odrąbał łeb jednego z nacierających na niego agresorów. Cofnął się w głąb placu w tym samym czasie, w którym owionął go potężny podmuch spod skrzydeł Ciernia. Rubinowy smok ryknął ogłuszająco i schwycił łapą swego Jeźdźca, by zaraz potem znów wzbić się w powietrze. Osiadł prędko na dachu najbliższego budynku, który stęknął niebezpiecznie pod jego ciężarem. Uwolniony z uścisku mięsistej łapy Murtagh zgrabnie wdrapał się na grzbiet Ciernia. Jaszczur ryknął ponownie i cofnął głowę. W jego trzewiach tlen połączył się z toksyczną mieszanką. Ogień buchnął spomiędzy rozwartych szczęk bestii. Huczące płomienie natychmiast ogarnęły kilku z Szarego Ludu, a ich wrzask poniósł się wokół nieprzyjemnym echem. Fírnen dołączył do kuzyna, ogarniając zielonym jęzorem ognia pobliski budynek.
- Musimy ich zabić! – Arya odezwała się w myślach Murtagh’a. – I jak najprędzej wracać do Ilirei. Ostrzec mieszkańców!
- Wiem – przytknął drugi Jeździec i spojrzał w dół w tym samym momencie, w którym Cierń ponownie plunął śmiercionośnym strumieniem ognia. Atak ten nie trwał jednak długo, bo już po chwili z głośnym kłapnięciem zamknął szczęki i warknął ostrzegawczo, wykonując gwałtowny zwrot w tył przez lewe skrzydło.
- Co się dzieje? – zapytał go zaniepokojony brunet.
- "Czuję coś” – odparł smok, rozglądając się nieco nerwowo. – "Tam!” – wstrząsnął łbem we wskazanym kierunku. Jeździec podążył wzrokiem za jego spojrzeniem i dostrzegł na nieboskłonie niebywale jasny punkt. Nie miał jednak większej możliwości obserwować niezwykłe zjawisko, bowiem Cierń zerwał się gwałtownie do lotu, a tuż po nim zrobił to jego zielony kuzyn, gdy w ich kierunku wystrzeliły dwie potężne włócznie zdolne bez trudu powalić nawet Shruikaina. A potem na plac spadła masa płynnego ognia, szerokości co najmniej połowy długości całego Ciernia (jeśli liczyć z ogonem), zalewając wszystko w dole huczącymi płomieniami. Murtagh spojrzał w górę i zamarł, bowiem to, co ujrzał, zmroziło mu krew w żyłach. Wysoko nad nimi wisiał nieruchomo gigantycznych rozmiarów smok, o oślepiająco białych łuskach.

443 czyt.
100%5
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1443 słów i 8365 znaków, zaktualizowała 20 sie 2018.

Dodaj komentarz