Murtagh - 36 (fanfiction)

- Jesteś pewny? – zapytała szeptem Arya.
- Niestety tak – mruknął, na powrót okrywając truchło zakrwawionym płótnem. Zwrócił się do zamkowych strażników. – Spalcie je gdzieś na uboczu. Postarajcie się nie rzucać nikomu w oczy… A wy… - przeniósł spojrzenie na zmęczony oddział z Kausty. – Wykazaliście się prawdziwym męstwem. Królowa na pewno zgodzi się was odznaczyć i awansować. Teraz jednak należy wam się porządne jadło i odpoczynek. Skorzystajcie z gościnności zamkowej kuchni. Dowódca straży zaprowadzi was na miejsce i wskaże wam komnatę do odpoczynku.
Gdy odeszli, rozpoczął niecierpliwy spacer po dziedzińcu.
- Co teraz? – zapytał go Eragon, opierając się nieco zbyt nonszalancko o mur.
- Właśnie myślę – mruknął Murtagh, nie przerywając spaceru. – Obawiam się, moi drodzy, że nie mamy innego wyjścia i musimy po prostu lecieć na wybrzeże.
- Po co? - zdumiał się Eragon. – Przecież Kausta została uratowana!...
- Jesteś aż tak pijany? – prychnął Murtagh. – Kausta po prostu mogła mieć niebywałe szczęście i dlatego udało się ją obronić. Inne miasta i wsie mogły zostać doszczętnie zniszczone.
- Tego nie wiemy…
- Bo nikt nie dotarł do nas z taką informacją! Przypominam ci, że twoim obowiązkiem jako Smoczego Jeźdźca jest obrona ludzkich istnień przed złem, które przekracza granice Alagaesii! Zapomniałeś o tym?
- Nie, nie zapomniałem! – naburmuszył się natychmiast blondyn.
- To wybornie! Lećmy tam więc!
- Chcesz zginąć? O ile jeszcze mnie pamięć nie zawodzi, masz zostać ojcem!
- Ojcem dziecka, które stracę, jeśli Szary Lud stanie u naszych bram, a my kompletnie nie będziemy gotowi na ten atak. Dlatego byłbym ci zaprawdę wdzięczny, gdybyś rzucił jakieś zaklęcie na kaca i wziął się w garść, zaczynając sumiennie wypełniać swoje obowiązki! – zezłościł się Murtagh.
- Wypełniałem obowiązki, gdy ty zażywałeś życia poza granicami! Chroniłem twoją kobietę przed śmiercią! – wrzasnął Eragon, płosząc swym głosem przysiadłe na dachu kawki.
- Myślisz, że poza granicami było tak kolorowo? Każdego dnia walczyłem o przeżycie ze stworami, o których nigdy nie mieliśmy pojęcia! Walczyłem ze skutkami magii Galbatorix’a, którą mnie ongiś spętał! Sądzisz, że conocne koszmary są czymś miłym? Sądzisz, że widok grobu własnego dziecka napawa optymizmem?!
- O czym ty mówisz? – zapytała zaskoczona Arya. – Jaki grób?
- Smoki wytłumaczyły mi, że magia króla wyrządziła w mojej głowie tak wielkie szkody, że moje marzenia stały się jednocześnie moimi koszmarami i lękami – powiedział brunet, zaciskając kurczowo palce na rękojeści Zar’roca. Po chwili znów odwrócił się do brata. – Nasuada jest dla mnie wszystkim. Nie mogę jej stracić, bo ty za dużo wypiłeś i nie potrafisz już walczyć!
- Nie twierdzę, że nie potrafię walczyć! – odciął się natychmiast Jeździec Safiry. – Nie sądzę jednak, by lot na wybrzeże był teraz najrozsądniejszym pomysłem. Według mnie winniśmy poczekać…
- Na co?! – ryknął Murtagh, tracąc cierpliwość. – Na rzeź naszych poddanych, Eragonie?!... Nie przekonam was siłą, więc jeśli chcecie tu zostać, zrozumiem. Jednak, jeśli choć trochę zależy wam na bezpieczeństwie Alagaesii, jak również Du Weldenvarden, dołączcie do mnie za godzinę przed główną bramą.
Zawrócił na pięcie i ruszył do zamku, z każdym krokiem przyspieszając coraz bardziej. W końcu zostawił dwójkę Jeźdźców całkiem sporo w tyle. Wtargnął do komnaty i z hukiem zatrzasnął za sobą drzwi.
- Cholera! – zaklął, odpinając pas z mieczem i bezmyślnie rzucając go na posadzkę.
- Co się stało? – zapytała zaniepokojona Nasuada, wychodząc z łaźni. – Czemu jesteś taki zdenerwowany?
- Szary Lud się objawił! Zaatakował mieszkańców Kausty i tylko niebywałe szczęście pozwoliło im wyjść z tego pojedynku zwycięsko. Zaproponowałem Aryi i Eragonowi lot na wybrzeże, by sprawdzić, by z mieszkańcami pozostałych miejscowości na pewno jest wszystko w porządku – powiedział na wydechu, ściągając z siebie odzienie, by przywdziać zbroję.
- Co oni na to? – zapytała, sięgając po suknię.
- Co ty robisz? – zdumiał się.
- Lecę z tobą.
- Nie ma mowy! Zostajesz tutaj, Nasuado. Masz być bezpieczna, rozumiesz? Poinstruuję Nocne Jastrzębie. Nie mogę cię stracić. Ani tego dziecka. Jesteście dla mnie najważniejsi – powiedział twardo, obejmując ją delikatnie. – Nie wiem, co bym zrobił, gdyby coś się wam stało…
- Nic mi nie będzie, Murtagh’u…
- Nie zgadzam się! Lot będzie szybki. Nie wiem, co zastaniemy na miejscu. Nie mogę narażać cię na żadną walkę, gdy pod sercem nosisz moje dziecko… Błagam, Nasuado, nie sprzeciwiaj mi się – wyszeptał błagalnie, patrząc jej w oczy.
- Dobrze – zgodziła się niechętnie. – Zostanę w zamku, lecz musisz mi obiecać, że nie wdasz się w walkę, jeśli będą mieć nad tobą przewagę!
- Obiecuję, najmilsza ma.
W kilka chwil później wyszedł na korytarz. Nie spotkał na nim ani Eragona, ani Aryi, co nieco go zaskoczyło, bowiem miał jednak nadzieję, że elfka przekona jego brata, by mu pomogli. Westchnął i skontaktował się z Cierniem, prosząc smoka, by ten jak najszybciej wracał z polowania. Młody Jeździec miał szczęście, że smoki zbliżały się już do Ilirei, więc mógł żywić nadzieję, iż długo nie będzie musiał czekać, a każda sekunda była teraz na wagę złota! Ze zbrojowni zabrał jeszcze siodło dla Ciernia i wyszedł na dziedziniec akurat w momencie, gdy czerwony jaszczur osiadał nań właśnie, wzniecając wokół siebie tumany kurzu spod potężnych skrzydeł.
- „Co się dzieje?” – zapytał natychmiast jaszczur, opadając na tyle nisko, by Jeździec był w stanie założyć mu siodło.
- Szary Lud zaatakował Kaustę. Trzeba tam lecieć – powiedział Mustagh, wprawnie posługując się rzemieniami.
- „Sami? Gdzie Arya i Eragon?”
- Nie obchodzi mnie to! – rzekł brunet nieco wojowniczo, zgrabnie zdrapując się na grzbiet smoka. Gdy tylko zajął miejsce w siodle i zaciągnął paski wokół nóg, Cierń podniósł się z bruku. – Eragon nie zgadza się z moją decyzją, a Arya pozostaje nieodgadniona, jak zawsze. – skrzywił się lekko, gdy zabolały go uszy od gwałtownej zmiany ciśnienia, gdy rubinowy smok rozpostarł skrzydła i skoczył w powietrze.
- „Nie lękasz się? Lecimy w nieznane, a fakt, że udało nam się uciec od Szarego Ludu, jest tylko i wyłącznie szczęściem… Możemy już nie wrócić do Ilirei. Chciałbyś, by Nasuada ostała się sama z twym dzieckiem?”
- Nie, dlatego tam lecimy! – odparł Murtagh w myślach, opatulając się szczelniej szalem, by nie zmarznąć. – Nie mogę jej stracić. Ani tego dziecka, rozumiesz? Nie teraz, gdy dostałem taką szansę!
- „Wiem, przyjacielu i dlatego się martwię… Za bardzo ryzykujesz. Co się z nimi stanie, gdy zostaniemy tam pojmani lub zabici? Kto się nimi zaopiekuje?”
- Jeśli nie sprawdzimy sytuacji na wybrzeżu, siły Szarego Ludu zaatakują nas i tak. Wolę walczyć z nieprzyjacielem, niż chować się w norze, jak szczur! – warknął Murtagh. – Poza tym, jeśli nie sprawdzimy, co się tam dzieje i gdzie są siły Szarego Ludu, wkrótce mogę stracić nie tylko życie, ale również Nasuadę i dziecko. A do tego nie mogę dopuścić!
Jego zdenerwowanie i determinacja odbiły się w końcu i na Cierniu, który samorzutnie przyspieszył, szaleńczo bijąc skrzydłami. Również czuł, że czas płynie na ich niekorzyść, a droga nad wybrzeże wcale nie była taka szybka i krótka, jakby chciał…
- „Mustagh’u, co będzie, gdy ich tam odnajdziemy?” – zadał w końcu pytanie, które nieco go nurtowało.
- Jeszcze dokładnie nie wiem, ale na pewno nie pozwolę im się panoszyć po kraju – odparł młodzieniec. – Oni nie powinni już istnieć, a Alagaësia nie należy już do nich. Winniśmy im o tym przypo… - nie skończył, bowiem obok nich, nie dalej, niż pięćdziesiąt jardów, przemknął zielono-złoty pióropusz ognia. Cierń skrzeknął i wykręcił zwariowaną beczkę niemal w miejscu, by tylko znaleźć się na wprost potencjalnego przeciwnika.
- Spokojnie, to tylko my! – krzyknęła w ich myślach Arya, gdy wraz z Fírnenem znaleźli się w ich polu widzenia. Zielony smok wyhamował ostro nieopodal, z pewnym wysiłkiem bijąc powietrze skrzydłami. – Postanowiliśmy wam pomóc. – wyjaśniła elfka.
- A Eragon? – zapytał identyczną drogą Murtagh.
- Buntował się przeciw mojej decyzji. Uśpiłam go za pomocą swej magii. Wczorajszej nocy nieco przesadził z królewskim napitkiem. W tej sytuacji mógłby nam tylko zaszkodzić i najpewniej by nas mocno spowolnił. I wątpię, czy utrzymałby się na Safirze. Ona jednak zgodziła się ci pomóc. Leci do Kausty od strony Surdy. Być może spostrzeże coś, czego nie dostrzeżemy my…
- Jesteś pewna, że chcesz aż tak się narażać, Aryo? Jesteś królową…
- Ty również, Murtagh’u. No i zostaniesz ojcem. Na mnie taki obowiązek nie spoczywa… Nie martw się. Przez wiele lat woziłam jajo Safiry i nie lękam się walki. Ponadto jestem Smoczym Jeźdźcem i winnam wszystkim istotom ten patrol. To ty powinieneś pozostać w pałacu, Mustagh’u. Narażasz się o wiele bardziej niż ja…
- Mam takie same powody, jak ty, by tam lecieć. I te same obowiązki Jeźdźca – przypomniał jej Murtagh.
- Lećmy więc, zamiast marnować jeszcze więcej czasu na pogaduszki – zauważyła Arya.
- Lećmy – powtórzył brunet. Cierń złożył lewe skrzydło i zawrócił, śmigając naprzód. Fírnen wkrótce do niego dołączył, starając się nadążyć za starszym i silniejszym bratem.

597 czyt.
100%51
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1720 słów i 9923 znaków.

1 komentarz

 
  • WereWolfMax

    WereWolfMax · 2 lip 2018

    Mam jedno pytanie. Czy Eragon u Ciebie ma taki temperament czy jego zachowanie było spowodowane alkoholem? Po prostu nie pasuje mi to do książkowego Eragona. Wydaje mi się, że książkowy Eragon nie wachałby się bronić ludów Alagaëstii.