Murtagh - 33 (fanfiction)

Murtagh - 33 (fanfiction)

Nasuada westchnęła głęboko, starając się opanować drżenie rąk. Poranek był stosunkowo chłodny, lecz bezchmurny i zapowiadało się na to, że słoneczko trochę przygrzeje w późniejszych godzinach. Tej nocy spała sama w sypialni, jako że Murtagh wedle zwyczaju nie mógł jej widzieć w dzień zaślubin. Nim z resztą zajmował się teraz sztab doradców, którzy informowali go, jak powinien się zachowywać w czasie uroczystości. Żaden z nich nie miał pojęcia, że przekazane mu informacje okażą się zbędne wobec tego, co oboje zaplanowali, a mianowicie jego koronacji, o której oprócz przybyłych Jeźdźców i Jormundura nie wiedział nikt. Dzień wcześniej po incydencie pod bramą cytadeli i interwencji Aryi, na polach przed Ilireą było stosunkowo spokojnie, chociaż z tego, co młoda kobieta zdążyła zauważyć przez okna swojej komnaty, przybyło jeszcze więcej poddanych. Nie miała tylko pojęcia, czy zjawili się tutaj z dobrymi intencjami, czy raczej nie bardzo…
Odeszła szybko od okna i stanęła przy buduarze, gdzie na wysokim wieszaku wisiała jej ślubna suknia. Uśmiechnęła się na samą myśl o minie Murtagh’a, gdy zaprezentuje mu się w tej kreacji. Po chwili jednak uśmiech zniknął jej z twarzy, gdy na korytarzu usłyszała bieganinę zbrojnych. Podeszła do drzwi akurat w momencie, gdy otworzyły się gwałtownie, o mały włos nie spotykając się boleśnie z jej nosem. Zdążyła odskoczyć w ostatniej chwili i uchronić nos przed niechybnym złamaniem.
- Ach, to ty, Aryo – powiedziała, spoglądając na elfkę. – Co się dzieje? Skąd ten pośpiech?
- Spokojnie, to tylko twój narzeczony – zaśmiała się ostroucha kobieta.
- Nie bardzo rozumiem.
- Kazał posłać po wino do kuchni, bo jak twierdził, od słuchania tych starych kretynów boli go głowa i musi się uspokoić, a wkrótce potem zemdlał. Eragon nie miał więc innego wyjścia, jak posłać po medyka, by ten ocucił twojego Jeźdźca.
- Murtagh zemdlał? – zapytała z niedowierzaniem Nasuada, kręcąc głową.
- Tak – przytaknęła elfka, patrząc poważnie na przyszłą pannę młodą. Nie miała ochoty mówić jej na kilka chwil przed ceremonią, że cudem udaremnili próbę zamachu na jej przyszłego małżonka. Komuś bowiem udało się dostać do pałacu pomimo doskonałej ochrony i niemal wedrzeć do komnaty, w której przebywał Murtagh. Jedynie błyskawiczna reakcja Eragona i straży zamkowej zdołała uchronić Jeźdźca przed prawdopodobnie poważnymi uszkodzeniami ciała.
- Ale już nic mu nie jest? – wolała się upewnić, nawet niczego nie podejrzewając. – Nie chciałabym teraz odwoływać całej ceremonii. Ludzie gotowi byliby wtedy pomyśleć, że robimy sobie z nich żarty…
- Spokojnie, wszystko jest w porządku i zapewniam cię, że nic nie zakłóci tej pięknej chwili… Jesteś jednak pewna, że to Orik powinien być mistrzem ceremonii?
- Obawiasz się, iż ludzie uznają, że stałam się od niego zależna? – domyśliła się natychmiast ludzka królowa.
- Istnieje przecież taka możliwość… Tego raczej z Murtagh’iem byście nie chcieli.
- Masz rację, nie byłoby to dobre rozwiązanie… Jednak, jeśli zrobisz to ty, Orik poczuje się urażony, a ludzie z kolei dojdą do wniosku, że staję się waszym suwerenem lub czymś podobnym. A jeśli poproszę zaś Orina, ten prawdopodobnie będzie oczekiwać czegoś więcej, niż tylko mojej wdzięczności. Poza tym on nie znosi Murtagh’a.
- Podobnie, jak kiedyś Orik – mruknęła Arya z błyskiem rozbawienia w oczach. – Wiem, dlaczego wybrałaś jego, a nie mnie, Nasuado. Orik i jego lud zawsze był ci drogim sojusznikiem, poza tym, jeśli to on koronuje Murtagh’a, pokaże, że stać go na taki gest…
- Nie jesteś na mnie o to zła? – zaniepokoiła się czarnoskóra dziewczyna.
- W końcu królestwo twej matki również czynnie wspierało Vardenów.
- Ale tylko do czasu, gdy porwał mnie Durza… Nie, nie jestem na ciebie zła, Nasuado. Co więcej, powiem ci, iż rada jestem, że dokonaliście takiego wyboru. Orik świetnie sprawdzi się w tej roli, a jego pozycja w waszym świecie jest tak silna, że nikt nie zarzuci mu czegokolwiek… Teraz jednak nadszedł czas, byś uspokoiła swe nerwy, a na twej twarzy zagościł uśmiech, bo coś mi się zdaje, iż na korytarzu słyszę już Eragona…
Faktycznie, w kilka chwil później do komnaty wszedł ubrany w drogą zbroję Eragon z szerokim uśmiechem na ustach.
- Cudownie wyglądasz, Nasuado – powiedział, oddając jej pokłon. Następnie ucałował ją szarmancko w dłoń i wyprostował się. – Jak się czujesz? Zdenerwowana?
- Odrobinkę – przyznała młoda kobieta. – Ufam jednak, że wszystko potoczy się tak, jak to sobie zaplanowaliśmy i nikt otwarcie nie wystąpi przeciwko Murtagh’owi w czasie jego koronacji. Najbardziej obawiam się reakcji moich ministrów.
- Czy chciałabyś, abyśmy coś w tej sprawie uczynili? – zapytała Arya.
- Jeśli mamy jeszcze na to czas, to chciałabym prosić was, byście wysłali do Sali tronowej dodatkowych zbrojnych, którzy nie wzbudzą podejrzeń, a stać będą na tyle blisko, by zatorować moim doradcom drogę – wyjaśniła.
- Jeśli tylko taka jest twa wola, to w twoim imieniu wydam odpowiednie instrukcje strażom. Nie wydaje mi się jednak, by ci głupcy uczynili jakiś nierozsądny krok w obecności trójki Jeźdźców i tylu obecnych na uroczystości smoków – powiedział Eragon i wyszedł z komnaty, by wydać odpowiednie instrukcje.

Pół godziny później Jeździec znów zjawił się w komnacie Nasuady.
- Już czas, przyjaciółko – powiedział, wyciągając doń dłoń. – Arya i Murtagh są już w sali tronowej. Musimy więc iść.
- Oczywiście – mruknęła przejęta kobieta, przygładzając nerwowo suknię ślubną. Na głowie miała misternie spleciony wianek z polnych kwiatów. Jej oczy błyszczały szczęściem, lecz dłonie zdradzały, jak mocno była zdenerwowana. Kiedy więc w końcu pojawiła się wraz z Eragonem we wspomnianym pomieszczeniu i ujrzała przy prowizorycznym, lecz eleganckim ołtarzu swego ukochanego w srebrnej zbroi, całe napięcie zniknęło. W jego oczach dojrzała miłość i na jej ustach wykwitł natychmiast delikatny uśmiech.
Eragon poprowadził ją ku ołtarzowi. Gdy stanęła obok Murtagh’a, sam zajął miejsce przy Aryi, która miała występować tu w imieniu Nasuasy, w imieniu swego przyrodniego brata.
Gdy pieśni się skończyły, Orik wystąpił krok naprzód i rzekł głosem czystym i stanowczym:
- Drodzy przyjaciele. W ten oto dzień zebraliśmy się tutaj, by być świadkami małżeńskiej przysięgi, jaką złożyć mają Nasuada córa Ajihada, królowa Imperium oraz Murtagh Morzansson, Smoczy Jeździec. Czy na sali jest ktoś, kto rzecze w ich imieniu?
Obok przyszłego małżeństwa ustawili się natychmiast Arya i Eragon. Jako pierwsza głos zabrała elfia królowa.
- Jako że Nasuada nie ma matki, ani ciotki, które mogłby przemówić w jej imieniu, zrobię to ja, Arya Dröttning, Smoczy Jeździec, królowa Du Weldenvarden. W imieniu Nasuady, do jej małżeństwa wnoszę ciepło domowego ogniska, miłość, oddanie rodzinie, szacunek i wierność. Wnoszę również wiano.
Przez kolejne kilka minut Arya dokładnie opisywała każdą rzecz znajdującą się w skrzyni, którą przynieśli jej słudzy. Gdy skończyła, głos zabrał Eragon.
- Jako że Murtagh nie posiada ojca, ni wuja, którzy mogliby wystąpić w jego imieniu, uczynię to ja, Eragon Bromsson, Smoczy Jeździec, przybrany brat Murtagh’a Morzansson’a. W imieniu Murtagh’a, wnoszę w to małżeństwo szacunek, wierność, miłość. Wnoszę również obronę domu przed wszelkimi napaściami. Wnoszę siłę własnych rąk. I wnoszę wiano.
Ku zaskoczeniu Nasuady i prawdopodobnie wszystkich pozostałych gości przez niemal pół godziny Eragon opisywał kolejne kosztowności, jakimi dysponował Murtagh. Kiedy w końcu prezentacja się skończyła, odezwał się ponownie Orik, mówiąc:
- Jako że nie ma innych osób, które mogłby wyrazić swe zdanie o przyszłym małżeństwie tej dwójki, ja Orik z klanu Dȗrgrimst Ingeitum, król krasnoludów, ogłaszam Jeźdźca Murtagh’a i królową Nasuadę mężem i żoną i błogosławię ich związkowi. Niech Gȗntera i inni bogowie wam błogosławią.
Związał wyciągnięte dłonie kochanków długą wstęgą, a wtedy wśród zebranych rozległ się ogłuszający ryk radości. Wiwatów i oklasków nie było końca. Szczęśliwy Murtagh odwrócił się w stronę Nasuady i wziąwszy ją w czułe objęcia, złożył na jej ustach pocałunek pełen miłości i oddania.
- Jesteś gotowy? – zapytała go szeptem. Skinął jej głową, uśmiechając się lekko.
Nasuada uniosła dłoń do góry, uciszając wiwatujący tłum.
- Na mocy nadanej poprzez koronację na waszą królową, mianuję mego świeżo poślubionego małżonka, królem, przy jednoczesnym zachowaniu swojego tytułu i pełni praw.
Na sali zapadła głucha cisza. Wszyscy w szoku wpatrywali się w swoją władczynię, która wystudiowanym, opanowanym gestem nałożyła klęczącemu przed nią Jeźdźcowi koronę na głowę. Gdy Jeździec podniósł się z klęczek, jedynymi osobami, które nagrodziły tę sytuację wiwatami, byli Eragon z Aryą, Orik, Grimr Półłapy i Nar Garzhvog. Reszta trwała w totalnej ciszy. Nasuada rozejrzała się uważnie po sali, starając się dojrzeć jakieś oznaki niezadowolenia wśród zebranych. Najwyraźniej dostrzegła je u swych ministrów, gdy jeden z nich wystąpił przed szereg i rzekł donośnym głosem:
- Zdrada, wasza wysokość!

465 czyt.
100%51
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1736 słów i 9711 znaków, zaktualizowała 12 lut o 23:41

Komentarze (1)

 
  • WereWolfMax

    WereWolfMax 13 lutego

    Czemu skończyłeś w takim miejscu? To troszkę denerwujące, chociaż gratuluję tak dobrego cliffhanger'a.