Murtagh - 28 (fanfiction)

- Kiedy im powiesz? – zapytał młodzieniec, patrząc na siedzącą nad papierami Nasuadę. Kobieta podniosła głowę i wzruszyła lekko odkrytymi ramionami.
- Jeszcze się nie zdecydowałam.
- Minęły już dwa tygodnie, odkąd wiemy o dziecku... A za dwa miesiące z hakiem nie będziesz mogła już dłużej tego ukrywać. Wtedy w kraju wybuchnie niemały skandal – zauważył. – Ludzie się wściekną. Nie jesteś przecie moją ślubną.
- A może ja wcale nie chcę hucznego ślubu, na który będę musiała zaprosić większość szlachciców, których tak naprawdę nie znam? – zapytała ze złością. – Może mnie marzy się cicha ceremonia gdzieś w głuchym lesie w otoczeniu sosen i najbliższych przyjaciół? Ale tego oczywiście nikt nie bierze nawet pod uwagę! Ba! Nawet nie zapytano się mnie, czego ja pragnę! – warknęła.
- Ukochana, ja to biorę pod uwagę i wiedz, że uczyniłbym wszystko, bylebyś tylko miała taką uroczystość, jakiej pragniesz, ale oboje doskonale wiemy, że twa pozycja niestety to wyklucza. Lud wymaga, a ty musisz temu podołać, Nasuado. Teraz wymagać będzie, byśmy zawarli małżeństwo, skoro już cię bez niego posiadłem – powiedział Jeździec, podchodząc do niej szybko i bioąc ją w ramiona. – Okryłem cię hańbą, Nasuado, a taka jak oboje dobrze wiemy, taka osoba nie może sprawować władzy.
- Mówisz mi o tym, jakbym tego nie wiedziała – skrzywiła się lekko. – Dlatego też, by nie wywołać tak bardzo niechcianego teraz zamieszania, powiemy im o dziecku dopiero po tym, jak taniemy się małżeństwem, Murtagh’u... Wiem, że uczyniliśmy poważny błąd, ale już nie możemy się z tego wycofać. Możemy jednak nagiąć prawdę do swej woli i tak też właśnie planuję zrobić i byłabym zaprawdę rada, gdybyś się zgodził na mój plan. Kocham cię, Murtagh’u i naprawdę cieszę się, że rozwija się we mnie nowe życie i nie chcę, by się to zmieniło. I to pomimo zbliżającej się wojny.
- Nasuado – wyszeptał tylko Jeździec, przytulając twarz do jej miękkich loków. – Cokolwiek, by się nie działo, wiedz, że zawsze już będę trwać przy twym boku!
- Cieszę się – odparła cichutko i pocałowała go lekko. – Jednakże z widmem powrotu szarego Ludu, wydaje mi się, że najrozsądniej będzie, jeśli powiadomimy naszych sojuszników nie tylko z Alagaësii, lecz również spoza niej.
- Kogo masz na myśli? – zdumiał się.
- Mówię o twoim bracie. Wydaje mi się, iż ma prawo wiedzieć o tym, co nam wszystkim grozi...
- Dlaczegóż niby? Eragon z Safirą znajdują się teraz poza granicami królestwa i bardzo wątpię, by obchodziło ich jeszcze, co tutaj się dzieje. Opuścili kraj.
- Bo mieli swoje powody – powiedziała, patrząc mu w oczy. – Podobnie jak ty z Cierniem.
- Oni wcale nie musieli odchodzić! My nie mieliśmy tej możliwości. Nie po tym, co zrobiliśmy. Oboje byliśmy zbyt niebezpieczni. Zwłaszcza ja dla ciebie.
- Pozwolisz, że się z tym częściowo nie zgodzę, dobrze? Nie mniej jednak wydaje mi się, iż uda mi się przekonać go do powrotu... Poza tym ty wróciłeś, więc może i jemu się to uda!
- Ja miałem powód! Nie mówię, że bez zagrożenia ze strony szarego Lubu, bym tego nie zrobił, ale przypuszczam, że wtedy jeszcze przez kilka lat byśmy się nie widzieli.
- On też może mieć powód, by tu wrócić... Ma tu rodzinę... I ukochaną – mruknęła po chwili.
- Ukochaną? Kogo?!
- Aryę...
- Aryę?! – wykrzyknął zdumiony. – Nie... Poczekaj, bo muszę się upewnić... Mówimy o tej samej osobie? O elfce Aryi, Smoczej Jeźdźczyni, królowej Du Weldenvadren?
- Tak – przytaknęła spokojnie. – O niej właśnie mówimy.
- Aha... Jestem zaskoczony... Więc...więc myślisz, że dla niej może wrócić?
- Kto wie, jak silne jest jego uczucie do niej... Poza tym, gdy powiem mu, co również jej grozi. Może wtedy wróci, gdyż on dalej nie wie, że tutaj jesteś i oprócz niej w kraju jest jeszcze inny Jeździec i całkiem sporo smoków... Z tego, co wiem, nie przesłał nam jeszcze żadnych jaj, jak to zapowiedział, więc przypuszczam niestety, że odbudowa zakonu Jeźdźców jeszcze trochę potrwa, a na to nas nie stać... Skontaktuję się z nim i poproszę o jak najszybszą rozmowę.
- Jak chcesz to uczynić? Przecież nie przyleci do Ilirei, skoro tak mówi ta jego przepowiednia.
- Mam zwierciadło, dzięki któremu możemy się kontaktować. Poproszę któregoś maga, by przesłał mu wiadomość, że chcę z nim porozmawiać. Gdy się ze mną skontaktuje, przedstawię mu część tego, co nam grozi. Całość jednak wyłożę mu na spotkaniu twarzą w twarz, o które będę zabiegać. Prosiłabym cię w związku z tym, byś w czasie naszej rozmowy jeszcze nie ujawniał swej obecności.
- Jeszcze? – zapytał zaskoczony.
- Jeszcze – przyświadczyła, a na jej ustach wykwitł wręcz szelmowski uśmiech. – Chcę, byś ujawnił się dopiero na spotkaniu z nim.
- Dlaczego?
- Chcę pokazać mu, że los można odwrócić, nawet spisany w przepowiedni!
- Chcesz go zawstydzić! – wykrzyknął.
- Chcę, byś pokazał mu, co znaczy honor i poświęcenie dla sprawy, Murtagh’u.
- Jesteś coraz bardziej przebiegła, moja droga! Podoba mi się to, moja lisiczko!

878 czyt.
100%3
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 957 słów i 5309 znaków.

Dodaj komentarz