Murtagh - 14 (fanfiction)

- Myślisz, że dokąd lecimy? - zapytał w myślach Murtagh, z całych sił starając się utrzymać w siodle. Był krańcowo wycieńczony, tak samo, jak Cierń, który coraz ociężale poruszał skrzydłami. Choć wciąż utrzymywał jednakowe tempo, Jeździec doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli lot potrwa jeszcze dłużej, to będzie z nimi kiepsko i mogą tego nie przetrwać. W tej chwili bardzo brakowało mu pomocy eldunarí.
- "Nie mam pojęcia, ale chciałbym, by to się wreszcie skończyło. Pali mnie każdy najmniejszy mięsień" - poskarżył się cierpko rubinowy jaszczur. Ledwo przebrzmiało echo jego słów w głowie Murtagha, kiedy złocista bestia złożyła lekko skrzydła i zaczęła schodzić ku ziemi. Po wzięciu ostrego zakrętu oczom zdumionej dwójki towarzyszy ukazała się ogromna, spalona żarem ziemia, otoczona wysokimi skałami, w których znajdowały się głębokie groty, a także liczne półki.
- Smoki! Setki smoków! - wykrzyknął podniecony młodzieniec, patrząc, jak promienie słoneczne cudownie rozświetlają różnokolorowe łuski potężnych jaszczurów. Cierń zatrzymał się powoli w powietrzu i nabierając powietrza do płuc, ryknął ogłuszająco. Natychmiast odpowiedział mu huk ryków jego dzikich pobratymców, które jeden po drugim zaczęły wzbijać się w niebo. Wkrótce też zaczęły przesłaniać słońce i ziemię, na której wylądowali, pokrył mrok, który wydobył z łusek Ciernia i ich złotego przewodnika matowy odcień. Wkrótce Murtagh musiał ochronić się zaklęciem przed tumanami kurzu, jakie wznieciły osiadające wokół nich na piaszczystej ziemi dziesiątki zaintrygowanych smoków. Jedne, co odważniejsze ośmielały się wąchać wycieńczonego Ciernia, inne były wobec niego nieufne i wyniosłe. Inne jeszcze traktowały go jak powietrze i oni oboje doskonale wiedzieli, że spowodowane to było strachem, jaki wzbudzili, w co poniektórych osobnikach.
- Skulblaka, eka celöbra ono un malabra ono un onr Shur'tugal né haina. Atra nosu waíse fricai — powiedział powoli Murtagh, zdając sobie sprawę, że wspomnienie o Jeźdźcu może rozgniewać smoki, ale nie miał innego pomysłu, jak mógłby pozdrowić te pradawne bestie. Zauważył natychmiast, że niektóre wyszczerzyły w jego kierunku groźne kły, ale większość, chyba tych starszych, przyjęła jego słowa z wyraźną ulgą. Widział bowiem, jak mięśnie ich potężnych barków się rozluźniają. Wtedy też przemówił złocisty jaszczur.
- Towarzysze... Zastanawiacie się... zapewne dlaczego... oni są... wśród nas. Bo... uciekli od... Szarego Ludu!
- Szary Lud! - wykrzyknął wstrząśnięty tą informacją Murtagh. - Sądziłem, że ta rasa wyginęła przed setkami lat!
- Nie, nie... wyginęli, lecz usunęli... się w cień, ... stając się złymi... i pokrętnymi. Ich jedynym... pragnieniem... jest ponowne przejęcie... władzy na tym... świecie, lecz... są... nadal zbyt słabi, by tego... dokonać! - prychnął największy jaszczur, a z jego nosa wypłynął szarawy obłok dymu, który spowił dwójkę nieznajomych grubym kokonem. Natychmiast poczuli ulgę, gdy zostały ukojone ich zmęczone mięśnie. Ulga była tak wielka, że Cierń osunął się na ziemię.
- Widzę, ... że nadal... jesteście zmęczeni. Chodźcie, ... pokażę wam, gdzie... odpoczniecie nie... niepokojeni przez nikogo.
- Dlaczego Szary Lud nie może dojść do władzy, skoro nas z łatwością pokonał? - zapytał go Murtagh, gdy kołysząc się w siodle, podążał na Cierniu za ich przewodnikiem i obrońcą.
- Bo... nas jest zbyt... wiele, byśmy mogli na to... pozwolić! Jednakże... dla ludów Alagaësii... wciąż są skrajnie niebezpieczni... i dlatego... trzymamy ich poza... granicami waszej... krainy — wyjaśnił spokojnie, zatrzymując się przed jedną z grot. - Tu... odpoczniecie. W środku znajdziesz... trochę... mięsa — zwrócił się do Ciernia. - Dla ciebie... niestety... nic nie mam...
- To nic. Mam swoje zapasy. Chętnie też pożywię się mięsem.
- Jest... surowe — przestrzegł go smok.
- "To nic... Upiekę mu go moim ogniem" — odparł Cierń i powoli wszedł do ciemnej jaskini. Zaraz po tym, jak jego Jeździec ściągnął mu z grzbietu juki i niewygodne siodło, padł na ziemię, oznajmiając przyjacielowi, że zamorduje każdego z zimną krwią, kto ośmieli się przerwać im odpoczynek. Murtagh kiwnął jedynie ze zrozumieniem głową i po wyciągnięciu koców z juków, rozłożył je na zimnej skale i zaległ ciężko, przy głowie kładąc sobie Zar'roca w ten sposób, by mógł dobyć go w każdej chwili. Ledwie złożył głowę na ramionach, zasnął snem sprawiedliwego, choć uczciwie należy przyznać, że początkowo obojga męczyły koszmary. Budzili się przez to, co jakiś czas, lecz w końcu ogólne zmęczenie tak dało im w kość, że nawet sny nie miały dostępu do ich umysłów.
Zasypiając, nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że na zewnątrz toczy się zażarta dyskusja na ich temat i że oni sami za niedługi czas staną się inicjatorami wielkich zmian, jakie miały nawiedzić Alagaësię w przeciągu kolejnych kilkunastu miesięcy.

1 620 czyt.
100%41
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 918 słów i 5241 znaków, zaktualizowała 5 lis 2016.

1 komentarz

 
  • EloGieniu

    EloGieniu · 5 lis 2016 · 200823671

    Czytając to mam wrażenie że Cierń zachowuje się jak psychofan. :>