Murtagh - 12 (fanfiction)

- Uciekaj! - wrzasnął Murtagh, zarówno w myślach, jak i na głos. Ale Cierniowi nie trzeba było tego mówić. Sam wiedział, że grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo. Skrzeknął jakoś tak dziwnie i machnął mocno skrzydłami, jednocześnie wykręcając tak dziwną beczkę w tył, że o mało nie zrzucił z siodła własnego Jeźdźca. Kiedy wyrównał lot, zaczął wzbijać się coraz wyżej i szybciej, choć miał świadomość, że starsze i bardziej doświadczone jaszczury mają więcej sił i z łatwością mogą go dogonić. Skupił się więc na prędkości, szaleńczo bijąc skrzydłami powietrze. Wiatr huczał Murtaghowi w uszach, chłopak, prawie że dotykał nosem łusek na szyi smoka. Bał się, wiedział, że przy takiej sile nawet jego magia na niewiele się zda!
- Nie mam pojęcia co zrobisz, ale ucieknij im! - powiedział do smoka. Nie miał jednak pewności czy ten w ogóle go usłyszał, tak bardzo skupiony był na prędkości. Śmignął wąskim przesmykiem między wzgórzami i wtedy najwyraźniej zaświtała mu jakaś szaleńcza myśl, bo ryknął desperacko i zaczął się za czymś rozglądać. Po kilkudziesięciu metrach ściągnął nagle lewe skrzydło i zaczął lecieć w stronę wyższych wzgórz, pomiędzy którymi znajdowały się wąskie przesmyki. Murtagh po zastanowieniu się doszedł do wniosku, że jego smok chce uwięzić większych pobratymców pomiędzy ostrymi skałami. Wzdrygnął się na samą myśl, co stanie się z nimi, jeśli sami tam utkną...
- Na pewno wiesz, co robisz? - zapytał smoka.
- "Nie, ale czyż od samego początku tej szaleńczej wyprawy wiemy, co robić?" - odparł pytaniem Cierń i obniżył lot. Zaczął manewrować, wymijając ostre skały sterczące z podłoża. Najwyraźniej chciał choć trochę zaszkodzić pościgowi bez względu na to, że sami mogą znaleźć się w niebezpieczeństwie! Syknął ze złością, gdy zdał sobie trochę za późno sprawę, że nie zmieści się do jednej z jaskiń, co zaowocowało tym, że przeorał łapami skały w szaleńczym locie wzbijającym. A później ponownie śmignął w dół. Za sobą słyszeli wściekłe ryki goniących go smoków i huk niewielkiej lawiny, gdy któryś ze smoków zahaczył ogonem o luźne skały.
- Szybciej! - mruknął młodzieniec w myślach, gdy koło nich przemknął huczący strumień ognia. Cierń ryknął wściekle i obracając się na plecy, zgiął się wpół i plunął ogniem. Następnie powrócił do pozycji wyjściowej i poleciał dalej. Murtagh sięgnął przez barierę w umyśle i czerpiąc ze znajdującej się tam magii, rzucił zaklęcie, koncentrując się na lewym skrzydle pierwszego ze smoków.
- Jierda! - warknął przez zaciśnięte zęby. Jego gëdwey ignasia rozbłysła jasnym światłem, a skrzydło brązowego smoka złamało się w dwóch miejscach. Zraniony jaszczur ryknął przerażająco i rozpoczął nieuchronny lot ku ziemi. Jego dwaj towarzysze zatrzymali się niezdecydowani, lecz kiedy brązowa bestia tąpnęła tępo o twardą ziemię, łamiąc sobie dodatkowo łapę i obijając się boleśnie, zaniechali dalszego pościgu. Najwyraźniej doszli do wniosku, że nie będą się aż tak narażać i walczyć z czymś, o czym nie mają bladego pojęcia. Cierń zatrzymał się również i ze smutkiem popatrzył na uziemionego pobratymca.
- "Musiałeś go od razu zabijać?" - zapytał.
- Przecież żyje! - zdziwił się Jeździec.
- "Jest poważnie ranny. Wątpię, by zdołał sobie coś upolować. Prędzej sam padnie ofiarą innych smoków" - wyjaśnił czerwony jaszczur.
- No to, co zrobisz? Przecież mu nie pomożesz?
- "I właśnie to mnie dobija" - przyznał i zawrócił, starając się nie słuchać żałosnego skowytu rannego smoka.

Minął kolejny dzień lotu. Byłby spokojny, gdyby nie ostry wiatr, który spowolnił mocno ich podróż. Pod koniec dnia zarówno Cierń, jak i Murtagh byli bardzo zmęczeni.
- Może zrobimy przerwę? - powiedział w myślach Murtagh, obserwując, jak jaszczur drży mocno przy każdym uderzeniu skrzydeł. Był naprawdę wyczerpany!
- "Spokojnie. Dam radę jeszcze trochę lecieć" - odparł smok, lecz kiedy silniejszy wiatr zatrzymał go w powietrzu i przez chwilę uniemożliwił dalszy lot, nawet i on musiał się poddać. Zły z powodu swojej słabości zaczął opadać ku ziemi lekką spiralą. Wzbił potężny tuman kurzu, gdy machnął skrzydłami, by się wreszcie zatrzymać. Gdy tylko Murtagh pozbawił go obciążenia, smok zwinął się w ciasny kłębek i natychmiast zasnął. Jeździec przez chwilę jeszcze sprawdzał, czy juki są dobrze zapakowane, a następnie podsunął je bliżej Ciernia i sam udał się na spoczynek.

Zdawało im się, że przespali może kilka minut, gdy się zbudzili. Faktem jest, że musieli spać co najmniej sześć godzin, bo dzień już wstał i było jasno. A tym, co gwałtownie wyrwało ich z błogiego snu, był wściekły ryk kilkunastu gardeł. I to bynajmniej nie ludzkich. Kiedy oboje spojrzeli na południowy nieboskłon, zamarli. W ich stronę zmierzało stado smoków różnego koloru i wielkości, składające się z kilkunastu osobników!
- Zginiemy! - powiedział Murtagh, patrząc na zbliżające się do nich bestie.
- "Najpewniej tak... Bo wkroczyliśmy na ich terytorium."
- Skąd to wiesz?
- "Rozejrzyj się. Spójrz, gdzie stoimy. To legowiska smoków!"
Tocząc tę rozmowę, Jeździec w pośpiechu zakładał Cierniowi siodło.
- "Do końca?" - zapytał go rubinowy jaszczur.
- Z tobą zawsze i wszędzie, przyjacielu.
Cierń rozpostarł skrzydła i z dzikiem rykiem wyprysnął w powietrze, gotowy do bitwy, która najpewniej miała położyć kres jego żywotu. Z jednej strony radował się z tego, bo to zakończyłoby jego męki po torturach Zabójcy Jaj, lecz z drugiej strony nie chciał tego — był jeszcze młody i chciał zemrzeć w chwale wieku, a nie jako nieznany osobnik na jeszcze bardziej nieznanych ziemiach. Jego Jeździec martwił się natomiast tym, że już nigdy przenigdy nie ujrzy swej ukochanej, na co głęboko w sercu jeszcze liczył
Jego rozmyślania przerwało jednak mocne szarpnięcie, gdy Cierń zderzył się z pierwszym przeciwnikiem, zażarcie wpijając mu się pazurami i kłami w korpus. Był mniejszy od niego, ale i tak miał duże szanse poważnie go skaleczyć, bo ciemnografitowy jaszczur nie był tak potężnych rozmiarów, jak Gleadr czy Shruikan.

1 683 czyt.
100%3
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1163 słów i 6523 znaków.

Dodaj komentarz