Murtagh - 25 (fanfiction)

Cierń ryknął cicho, wykręcając ostrą beczkę, w pogoni za swoimi pobratymcami, co ostatnimi czasy stało się ich zwyczajem. Murtagh zadarł głowę, widząc tylko niewielkie postacie bestii krążące w zawrotnym tempie po niebie, lecz doskonale czuł szczęście swego jaszczura.
- Jest szczęśliwy – powiedziała Nasuada, przytulając się do pleców nagiego Jeźdźca. Sama okryta była tylko cienką tkaniną.
- Podobnie do mnie – mruknął młody mężczyzna, uśmiechając się lekko. Jego umięśniony tors lśnił potem w promieniach słońca po namiętnych chwilach w łóżku z ukochaną.
- Wiem – gładząc go po plecach. – Cieszę się, że sytuacja się nieco uspokoiła.
- Wiesz jednak, że niebezpieczeństwo nadal nad nami wisi i jeśli tego nie rozwiążemy, sytuacja mocno nam się pogorszy!
- Niestety moi ludzie twierdzą, że szerzysz herezję, by wywołać wojnę domową i przejąć władzę w Imperium.
- Przecież doskonale wiesz, że nie o to mi chodzi! – prychnął, odwracając się w jej stronę. Oczy mu rozbłysły mocniej, gdy poczuł przyjemne krągłości kobiety. Przejechał dłońmi po jej ciele i uśmiechając się lekko, schylił się, by pocałować ją w szyję. Nasuada odchyliła głowę, poddając się kolejnej fali dzikiej namiętności.
- Przez te kilka chwil nie martwmy się tym, co może się zdarzyć, dobrze? – zapytała cichutko, coraz mocniej oddychając, gdy młodzieniec klęknął przed nią. Jego odpowiedzią był tylko cichy pomruk spomiędzy jej ud.

Jormundur wszedł powoli do sali obrad. Spiął się wyraźnie, widząc przy boku królowej Jeźdźca.
- Pani – skłonił się jej lekko i usiadł naprzeciw pary.
- Witam. – Nasuada uśmiechnęła się do niego delikatnie. – Dobrze, że już jesteś. Rozmawiałam z Murtagh’iem. Uzgodniliśmy, że powinniśmy wzmocnić granice.
- Nasuado...czy ty podejmujesz decyzje poza naszymi plecami?
Ciemnoskóra dziewczyna wyprostowała się na krześle i spojrzała na niego uważnie.
- Jadło lub napitek ci zaszkodziły? – zapytała zimno, mrużąc niebezpiecznie oczy. – Nie podejmuję decyzji za waszymi plecami, tylko rozważam różne opcje i ta właśnie wydaje mi się w obecnej chwili najwłaściwsza!
Jormundur przygiął się lekko, słysząc stanowczy ton głosu kobiety.
- Wybacz, poniosło mnie – mruknął, spuszczając wzrok.
- W rzeczy samej – przyznał spokojnie Murtagh. – Teraz jednak musisz poprzeć Nasuadę w tym planie.
- A więc jest już on zaakceptowany?
- Oczywiście, że nie! – kobieta machnęła lekceważąco ręką. – Ale obecnie, jak już powiedziałam, jest to jedyna rozsądna decyzja, jaką możemy podjąć. Wszystkie inne doprowadzą nas do wojny gorszej, niż ta, z która przyszło nam się mierzyć jeszcze kilka miesięcy temu! I tej już z pewnością nie wygramy, ponosząc druzgoczące koszty i ofiary. Dzięki smokom i Murtagh’owi przynajmniej wiemy, że cokolwiek nam grozi i możemy stosownie się nań przygotować... I walczyć!
- Wiesz, że to niebywale trudne przedsięwzięcie – zauważył mężczyzna spokojnie. – Ludzie nadal zmęczeni są niedawną wojną, a ty chcesz, by ruszyli na kolejną i to z kimś, kto należy właściwie tylko do starych legend... Poza ty...ludzie mu nie ufają. Wciąż w ich sercach i pamięci pozostaje żal do twego kochanka, za to, co zrobił. Że służył Galbatorix’owi, dwukrotnie próbował pojmać Eragona z Safirą, zabił Hrothgar’a, Oromisa i Gleadr’a oraz torturował cię w tych oto murach!
- Tak, to wszystko prawda, lecz również przyczynił się do obalenia i zgładzenia Galbatorix’a oraz do mego uwolnienia... – przerwała mu zniecierpliwiona władczyni. Bębniła smukłymi palcami o blat stołu, przy którym siedzieli i patrzyła na swego zastępcę ponurym spojrzeniem. – Tylko to oraz fakt, że zjawił się tu z tak potężnymi sojusznikami, by nas ostrzec, odsuwa w niepamięć wszystko złe, co uczynił wcześniej – oznajmiła sucho.
- Oczywiście...
- Cieszę się, ze się rozumiemy... Nie mniej jednak nadal oczekuję od ciebie, że wesprzesz mnie w rozmowie z Radą!
- Zadanie nie będzie łatwe, przypominam ci! Rada jest uparta i niezbyt jej w smak jest to, że znów musimy się mobilizować. Na dodatek na jego rozkaz...
- Rozkaz wydaje Nasuada, a nie ja! A Rada przez te miesiące zdążyła tu już zgnuśnieć! – sarknął Murtagh. Kobieta zerknęła na niego z lekkim błyskiem w oku.
- Niestety... Muszę przyznać ci rację w tej kwestii — westchnął Jormundur, zwracając się do Jeźdźca. - Dobrze...jestem gotowy uwierzyć twojemu partnerowi - poinformował kobietę. - I wesprę cię w rozmowie.

- A co zrobisz, jeśli Rada się nie zgodzi? - zainteresował się po chwili Jeździec.
- Jeszcze nie wiem — przyznała ponuro. - Nie chciałabym wchodzić z nimi w spór, zwłaszcza w tak złym dla nas okresie, lecz jeśli zajdzie taka potrzeba, publicznie ogłoszę, że działają przeciw dobru ogółu, narażając nas wszystkich na śmierć i usunę ich ze swej drogi — oznajmiła.
- Uważaj, byś nie zaczęła kroczyć ścieżką wydeptaną przez Galbatorix'a — przestrzegł ją młodzieniec stanowczo.
- Uważam — odparła. - Nie mam zamiaru kroczyć drogą, którą on krwawo utorował. Mówię tylko, że nikt i nic nie przeszkodzi mi w ochronie mego ludu!
Mężczyźni spojrzeli na siebie niepewnie, wymieniając niespokojne spojrzenia, lecz nie odezwali się już ani słowem.

- Dość! - Nasuada trzasnęła otwartą dłonią w stół. W sali obrad niemal natychmiast zapadła głucha cisza. Kłócący się dotąd mężczyźni spojrzeli na nią niepewnie. - Kłócicie się o coś zupełnie nieistotnego, a każda poświęcona temu sekunda przybliża nas do realnego niebezpieczeństwa, które wisi nad nami niczym katowski miecz!
Murtagh ledwo zauważalnie rozparł się wygodniej na swoim krześle. Podejrzewał, że jego ukochana dopiero się rozkręca...
- Cieszycie się tutaj poważaniem i spokojem, podczas gdy ten oto Jeździec wraz ze swoim smokiem ryzykowali własne życie, by tu przybyć i nas ostrzec, wiedząc jednocześnie, jak zostaną tu przyjęci. Przyprowadzili do nas potężnych sojuszników. A mogli przecie jeno mnie od tej krzywdy uchronić, skazując Alagäesię na jarzmo wojny i niechybnej śmierci! - powiedziała, podnosząc się powoli z krzesła i wspierając dłońmi o blat stołu. Jeździec miał wrażenie, jakoby temperatura w pomieszczeniu spadła poniżej zera naraz i nieomal widział obłoczki pary dobywające się z ust zebranych. Ton głosu Naduady to sprawił, a jej oczy niemal ciskały błyskawice!
- Pani miłościwie nam panująca, racz łaskawie zauważyć, że dopiero miesiąc przed przybyciem owego Jeźdźca pożegnaliśmy naszego sojusznika, Jeźdźca Eragona i jego smoczycę oraz tych, którzy zdecydowali się z nim tu przylecieć i tych, których uwolnił... Nadal leczymy potężne rany po rządach Galbatorix'a, jesteśmy zmęczeni, a ty pragniesz znów postawić nas wszystkich do krwawej wojny, której możemy nie przetrwać! - odezwał się siedzący najbliżej doradca królowej.
- Czy mam zrozumieć, że odmawiasz pomocy swojej prawowitej władczyni? - zapytał cicho Murtagh, przenosząc na mężczyznę swe nieprzychylne spojrzenie.
- Nie! Twierdzę tylko, że chyba lepiej będzie, jeśli się stąd usuniemy — zasugerował.
- Chcesz znów się ukryć? - zapytała zdumiona Nasuada. Gdy jej doradca przytaknął, zapytała zimno. - A gdzie według ciebie możemy to zrobić, bowiem owa kwestia niebywale mnie interesuje...
- Tam, gdzie wcześniej...
- Znów mamy stać się Vardenami?! Zauważ, proszę, mości panie, że obecnie mój lud jest trzykrotnie większy, niż przed wojną i posiadając własne królestwo, wielkim nietaktem byłoby prosić króla Orika o ponowne schronienie. I zupełnie nie rozumiem twej postawy, mój panie, bowiem doskonale znasz moje stanowisko wobec dezercji i chowania głowy w piasek! Nie podoba mi się twoja decyzja...
- Pani, nie chodzi bynajmniej o chowanie głowy w piasek, a tym bardziej o dezercję, jak to byłaś łaskawa określić, lecz o dobro waszej wysokości poddanych, którzy ucierpią w tej nierównej walce. Według mnie lepszym rozwiązaniem będzie przeczekanie tej inwazji i powstanie z popiołów.
- " O ile będzie tu jeszcze cokolwiek do odbudowywania" - pomyślał ponuro Murtagh, nie mogąc uwierzyć w tchórzostwo owego ministra.
- Być może istnieje szansa na pertraktacje z Szarym Ludem — zasugerował dobrodusznie kolejny mężczyzna.
- "Nie ma takiej szansy, mości panowie!" - w ich głowach odezwał się nagle złoty smok, a łopot jego skrzydeł rozległ się za oknami sali, w której siedzieli. Większość osób wzdrygnęła się, słysząc naganę w głosie starego jaszczura. Po chwili murami cytadeli wstrząsnął grzmot, gdy bestia osiadła na blankach. - "I za pozwoleniem, królowo, chciałbym wejść w wasze umysły i okazać wam kilka istotnych wspomnień o Szarym Ludzie. "
Zdumiona kobieta spojrzała na nie mnie zaskoczonego Jeźdźca, ale ten tylko wzruszył ramionami, zostawiając jej decyzję.
- Dobrze — odparła.
- " Otwórzcie zatem przede mną swe umysły!"

947 czyt.
100%4
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1614 słów i 9305 znaków.

Dodaj komentarz