Murtagh - 42(fanfiction)

Cierń ryknął ogłuszająco i rozpostarł szeroko skrzydła w odpowiedzi na triumfalne trąbienie Safiry. Już z daleka widać było, jak jest zadowolona. Okrążyła powoli cytadelę, wypuszczając z pyska jęzor ognia, który ciągnął się za nią niczym peleryna, i który tylko dzięki zaklęciom ochronnym nie spopielił znajdującego się na jej grzbiecie Eragona, by w końcu zatrzymać się gwałtownie w powietrzu. Po chwili dołączyło do niej pięć młodzików i dwa całkiem sporem dorosłe osobniki. Zdecydowanie starsze od Safiry. Cierń zerknął ku nim ciekawie i parsknął z aprobatą.
- „Pomogą nam” – powiedział radośnie, podczas gdy Safira opadała powoli na dziedziniec.
- Kim one są? – zapytał Murtagh.
- „Tego jeszcze nie wiem, ale podejrzewam, że nie są tu bez powodu... Eragon powinien ci wszystko wyjaśnić”.
- Mam taką nadzieję...
Gdy w końcu Safira złożyła skrzydła ciasno po bokach, z jego grzbietu zsunął się całkiem zadowolony Eragon.
- Przyprowadziłem pomoc! – krzyknął radośnie, podchodząc szybko do brata.
- Właśnie widzę! – ryknął Murtagh, by przekrzyczeć huk powstały od uderzeń skrzydeł. – Kim one są?
- Wejdźmy do środka – zaproponował Eragon. – Te młodziki wykluły się z jaj, które znalazłem tam, gdzie pozostałe Eldunarí. Ich przeznaczeniem nie jest złączenie się z Jeźdźcami. Mają pozostać dzikie... Natomiast te dwa dorosłe były kiedyś związane z Jeźdźcami, którzy zginęli w czasie, gdy Galbatorix i Zaprzysiężeni przejmowali władzę w Alagaësii. Jakimś cudem udało im się zbiec z tej rzezi. Odlecieli daleko poza granice kraju, wiedząc, że tutaj nie przetrwają... Galbatorix ich nie szukał, może sądził, że również zginęły, jak ich Jeźdźcy. Nie mniej jednak teraz postanowiły nam pomóc.
- Jak to w ogóle możliwe? Jak je znalazłeś? – zdumiał się Murtagh.
- To one jakoś mnie znalazły. Może sprowadziło je Eldunarí Gleadra. Kiedyś z Oromisem byli ich mistrzami...
- Dlaczego nie pomogły nam wcześniej?
- Tego nie wiem – odparł Eragon, rozglądając się po korytarzu. – Murtagh’u, gdzie Nasuada?
- Nie czuje się najlepiej. Rankiem tego dnia straciła przytomność. Medyk twierdzi, że Nasuada musi teraz przede wszystkim odpoczywać.
- Dlaczego? Czy to coś poważnego?
- Możemy stracić to dziecko – wyznał Murtagh ponuro, zatrzymując się gwałtownie i patrząc na brata zrozpaczonym wzrokiem. Eragona wyraźnie zamurowało. – Najgorsze jest to, że nie mogę jej nijak pomóc! Świadomość tej beznadziejnej bezsilności jest wręcz obezwładniająca, Eragonie...
- Uspokój się, Murtagh’u – położył mu dłoń na ramieniu. – Jestem pewny, że wszystko będzie dobrze. Nasuada jest nadzwyczaj silna. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak szybko wróciła do formy po uwolnieniu z Urû’baenu. Wystarczył jej jeden solidny posiłek i kilka godzin snu, a znów była dawną sobą.
- Nigdy nie daruję sobie tego, że ją torturowałem – szepnął, przejeżdżając dłońmi po twarzy. – Wciąż wydaje mi się, że nie zasługuję na to szczęście, które mi codziennie daje... I wiem, że jest niebywale silna. Ale ta sytuacja z Szarym Ludem i ciąża pozbawiły jej sił. Tak nie powinno być...
- Zobaczysz, że wszystko się ułoży. Myślę, że gdy usłyszy o pomocy, jaką sprowadziłem, a może nawet ją ujrzy, pomoże jej i postawi na nogi.
- Naprawdę tego pragnę... Teraz jednak musimy zająć się sprawą Szarego Ludu. Czy udało ci się zdziałać coś jeszcze?
- Owszem. Roran i część mężczyzn z Carvahall i Terinsford dołączą do nas w przeciągu najbliższego miesiąca, ponadto Orin obiecał mieszkańcom pomoc i wpuszczenie ich w granice Surdy.
- Jak udało ci się ego dokonać?! – wykrzyknął zdumiony Murtagh.
- Nie mnie, Aryi – zaśmiał się drugi Jeździec. – Elfia królowa posiada znakomity dar perswazji. Słyszałem, że Orin trząsł portkami w czasie rozmowy z nią. Myślę, że gdy Arya się tu zjawi, opowie ci resztę...
- Dobrze, poczekam więc... Czy przed dalszymi ustaleniami, chciałbyś wiedzieć coś jeszcze?
- Owszem. Streścisz mi, co tu się działo w czasie mojej nieobecności?
- Ogólnie niewiele, choć straciliśmy Teirm oraz jezioro Woadark. Z treści wiadomości przesyłanych nam przez mieszkańców Dras-Leony i Gil’eadu, te miasta nie zostały jeszcze zaatakowane, więc istnieje szansa, że na razie tylko się przyczaili i nie będą postępować dalej. Martwi mnie jednak to, że są tak blisko Kośćca.
- Martwisz się o Rorana, tak?
- Dokładnie... Wiem, że jest silny, ale ma teraz własną rodzinę, mieszkańcy również pewnie zajmują się swoimi sprawami...
- A Urgale?
- Nie otrzymaliśmy od nich żadnej wiadomości... Nie wiem, czy twój plan wypalił, Eragonie.
- Musimy dać im jeszcze trochę czasu. Niełatwo im pewnie zapomnieć o setkach lat tradycji... Sądzę jednak, że Nar Garzvog nie dopuści, by Urgale zerwały umowę, jaką z nami zawarły...
Murtagh kiwnął tylko nieprzekonywująco głową.

Następnego dnia.
Murtagh obrócił się gwałtownie, by uniknąć ataku brata. Ćwiczyli już na świeżym powietrzu od dobrych kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu minut, i choć zawsze uważał się za znakomitego wojownika, w żaden sposób nie potrafił przebić obrony Eragona. Brat był od niego dużo szybszy i silniejszy niż kiedyś i zdawać by się mogło, że zna każde uderzenie Murtagh’a, zanim te zdąży je nawet wyprowadzić...
- Mam ciebie dość! – warknął poirytowany Murtagh, rzucając w końcu drewniany miecz w trawę. – Za chwilę mnie zatłuczesz!
- Wiesz, że powinniśmy codziennie ćwiczyć. Prawdziwa wojna może wybuchnąć w każdej chwili... Smoki ćwiczą niestrudzenie...
- Wiem! – warknął poirytowany Morzansson. – Lecz co przyjdzie mi z tych treningów, jeśli przyjdzie mi naprawę walczyć, jednocześnie będąc wycieńczonym po takiej sesji z tobą?!
Eragon wzruszył tylko ramionami i patrząc gdzieś w bok, zapytał:
- Jak dzisiaj czuje się Nasuada?
- Ani wcale lepiej niż wczoraj. Pociesza mnie jednak fakt, że przynajmniej jej stan się nie pogorszył. Nie ma jednak sił nawet na posiłek i jak tak dalej pójdzie, zostanie z niej skóra i kości...

527 czyt.
100%51
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1098 słów i 6323 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 12 paź 2018

    Testujesz moją cierpliwość . Zestaw na tak. Pozdrawiam