Murtagh - 2 (fanfiction)

Cierń mruknął tylko cicho i pozwolił sobie założyć siodło, a potem cierpliwie czekał aż jego Jeździec spakuje juki i wdrapie mu się na grzbiet. Kiedy mężczyzna zaciągnął sobie paski u nóg, smok wystrzelił powietrze jak z katapulty. Wzbijał się niemal pionowo, by nabrać jak największej wysokości, która pozwoli im dojrzeć dogodne miejsce do osiedlenia się i wybudowania zamku, o którym Murtagh wspominał Eragonowi podczas pożegnania.
Miarowy szum skrzydeł uderzających powolnie powietrze wprowadził Jeźdźca w stan niemal transu, aż w końcu i uśpił. Lot i sen na smoku nie należały do przyjemnych, zwłaszcza jeśli brać pod uwagę to, że trzeba było złożyć się do pozycji półleżącej, ale i tak Murtagh zasnął snem sprawiedliwego. Obudził się, dopiero gdy smok zaczął obniżać lot i zsunął się lekko na jego szyję, jakimś cudem unikając ostrych kolców.
Przetarł zaspane oczy i z zaciekawieniem spojrzał w dół.
- Gdzie jesteśmy?
- Nie wiem. Od kilku godzin lecimy już poza granicami Alagäesii. Myślałem nad tym, by obudzić cię wcześniej, ale doszedłem do wniosku, że przyda ci się porządny sen.
- Dzięki... Widzisz tę dolinę przed nami? - zapytał smoka, kierując jego wzrok na wspomnianą dolinę.
- Widzę. Mam tam wylądować?
- Jakbyś mógł.
Cierń złożył lekko skrzydła i balansując na prądach powietrznych, zaczął opadać ku wspomnianemu miejscu. Szybując w dół, po swej lewej stronie dostrzegł zwierzę wielkości konia, które koniem zapewne nie było, bo stało na... Ośmiu nogach, a jego łeb kołysał się na długiej i nienaturalnie chudej szyi.
- Co to jest? - zapytał go Murtagh, który również dostrzegł to dziwaczne zwierzę. Nigdy takiego nie widział, więc był zaskoczony jego widokiem.
- Sprawdzimy, mój mały?
- Leć — odparł krótko, przygotowując się do ewentualnej walki. Smok warknął nisko i zanurkował w stronę strona, jednocześnie skręcając mocno, by celować prosto w niego. Stwór uniósł swój kanciasty łeb w stronę przybyszów i wydał z siebie dźwięk, od któremu Murtaghowi zjeżyły się włosy. Na tę werbalną zaczepkę Cierń szarpnął dziko głową i spomiędzy jego ostrych jak sztylety, śnieżnobiałych kłów wystrzelił czerwono-złoty płomień ognia. Spowił on stwora w całości. Czerwony jaszczur machnął mocno skrzydłami i zatrzymał się w powietrzu, wciąż zalewając przeciwnika najgorętszym ogniem, jaki udawało mu się przywołać ze swych trzewi. W końcu, kiedy był już niemal pewny, że wygrał ten szybki pojedynek, zamknął paszczę, a okolicę spowiła nagła cisza pod nieobecność huczącego ognia. Jeździec zamrugał kilkakrotnie, by pozbyć się tańczących gwiazdek przed oczami i ujrzał, że stwór nie jest nawet osmalony przez pożogę. Widząc to samo co on, Cierń prychnął z dezaprobatą i wolno osiadł na ziemi na tylnych łapach. Rozłożył swe błoniaste skrzydła na całą szerokość, chcąc wydać się jeszcze większym, niż był w rzeczywistości.
Nieznajoma bestia patrzyła na nich pozbawionymi powiek ślepiami, kołysząc przy tym zabawnie głową na boki. Nagle jednak skoczyła w ich stronę, wyciągając przed siebie łapy zakończone nadspodziewanie długimi i wąskimi szponami. W ułamku sekundy Murtagh pomyślał, że jeśli wbije je wszystkie w Ciernia, to rany będą niezwykle bolesne. Do takiego samego wniosku musiał dojść również smok, bowiem ryknął głucho i wyprysnął w powietrze. Niestety oberwał w lewy bark jedną z przednich łap. Uderzenie było tak silne, że rzuciło nim w bok i rozorało głęboko skórę. Cierń ryknął boleśnie, starając się utrzymać w powietrzu. Czuł jak pod łuskami spływa mu gorąca posoka. Teraz gdy nie miał przy sobie Eldunarí uwięzionych w ich sercach serc, był dużo słabszy, niż jeszcze dwa dni wcześniej. W końcu jednak udało mu się wyrównać lot i zawrócić. Był wściekły, a jego emocje łączyły się z uczuciami Murtagha. Ściągnął mocno skrzydła, atakując ze zdwojoną siłą.
  
Murtagh obudził się późnym rankiem, po raz pierwszy od naprawdę dawna porządniej wyspany. Przeciągnął się leniwie, aż zatrzeszczały mu wszystkie kości. Odgłos ten w niezmąconej niczym ciszy poranka brzmiał tak donośnie, że aż Cierń podniósł złożoną pod skrzydłem wielką głowę i parsknął przyjaźnie.
Młodzieniec uśmiechnął się krzywo do niego i wstał z ziemi, na której do tej pory leżał. Rozpalił niewielkie ognisko, by móc zjeść ciepłą strawę. Cieszył się, że wczorajszy pojedynek z dziwnym stworem przyniósł mu ogrom świeżego mięsa, które okazało się całkiem dobre.
Kiedy posiłek dochodził nad ogniem, on wykonał serię ćwiczeń rozciągających, które pozwoliły mu na utrzymanie szczupłej figury. Ćwiczenia trwały kilkanaście minut i były na tyle intensywne, że kiedy je skończył i siadł, by zjeść, na jego czole i karku perliły się kropelki potu. Wyskrobawszy miseczkę do dna, szybkim ruchem ściągnął z siebie kaftan, spodnie i lnianą bieliznę i dziarskim krokiem skierował się w stronę wartko płynącego w pobliżu strumienia. Wskoczył w jego nurt. Kontakt z zimną wodą sprawił, iż na całym swym ciele poczuł jakby tysiące igiełek wbijających się w jego ciało. Choć nie miał przy sobie szczotki i mydła, zaczął się dokładnie myć, jednocześnie obserwując jak Cierń dokonuje porannych ablucji. Widok ten zawsze przyprawiał go o dreszcze ekstazy, a także lekkiego strachu przed tym pierwotnym instynktem.
Po skończonej kąpieli wyszedł na brzeg, ociekając wodą i legł na trawie, by w promieniach coraz mocniej przygrzewającego słońca, wysuszyć swe nagie ciało. Leżąc na upojnie pachnącej ziemi, powrócił myślami do rozstania z Nasuadą sprzed kilkunastu godzin. Przypomniał mu się ból w jej oczach, gdy musiał ją zostawić. Dopiero wtedy miał stuprocentową pewność, że i ona go kocha.
Nagle świat wokół niego zamigotał milionami czerwonych gwiazdeczek, to Cierń rozwarł szeroko paszczę, ziewając, a całą polanę zalały odblaski promieni słonecznych, które odbiły się od jego łusek. Z głośnym kłapnięciem szczęk zamknął pysk i spojrzał na rozłożonego na trawie swego Jeźdźca.
- O czym myślisz? - zapytał go łagodnie.
- O wszystkim — odparł krótko mężczyzna, wstając.
- Tęsknisz za nią, prawda?
- Jak za nikim innym.

1 747 czyt.
100%2
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1145 słów i 6502 znaków.

Dodaj komentarz