Murtagh - 34 (fanfiction)

Nasuada drgnęła nerwowo, słysząc jego słowa. Modliła się w duchu, by i inni nie podchwycili tego pomysł, bo ogólnokrajowy bunt nie był im w żadnej mierze potrzebny, gdy szło na nich zagrożenie w postaci Szarego Ludu. Spojrzała nerwowo na Murtagh’a, który spod przymrużonych powiek przyglądał się wzburzonemu mężczyźnie. Zauważyła, że jego prawa dłoń zaciśnięta była kurczowo na rękojeści Zar’roca.
- Nie radziłbym ci w ten sposób odzywać się do swojej umiłowanej królowej – odezwał się ciemnowłosy Jeździec przez mocno zaciśnięte zęby. Cała jego postawa zdradzała pełne napięcia oczekiwanie i gotowość do ewentualnej obrony swej ukochanej.
- Nie odzywaj się do mnie, odmieńcze! – syknął w jego stronę zbuntowany minister, podchodząc coraz bliżej podwyższenia. Był wściekły i wyrażał to poprzez okropny grymas wykrzywiający jego usta. Nie dotarł jednak do tronu i swej królowej, bowiem drogę zagrodziła mu Arya i Eragon. Oboje z dobytymi mieczami.
- Powtórz, cóżeś powiedział! – zażądał Eragon ostro. Widać było, że hamował się, by nie użyć Brisingra… - Obraziłeś mego brata, człowieku, jak również moją sojuszniczkę! Jak śmiałeś oskarżyć swą królową o zdradę?!
- Z tobą również nie będę rozmawiać, Eragonie – odparł natychmiast tamten, w ogóle nie zwracając uwagi na wymierzone w jego stronę klingi Jeźdźców. – Ani z tym nieludzkim pomiotem! – wzgardliwym ruchem głowy wskazał na Aryę, która zmarszczyła mocno brwi, słysząc ową obelgę. – Nasuada zaś zdradziła królestwo oraz swoich ludzi, bez konsultacji z nami, a zwłaszcza bez naszej aprobaty, mianując swego małżonka królem. Pół-człowieka, który pod rządami Galbatorix’a wyrządził nam tyle zła! Żądam votum nieufności wobec królowej!
Nasuada zacisnęła mocno pięści i przymknęła powieki, czekając niecierpliwie na werdykt jej ministrów.
- Sprzeciw!!! – rozległ się ryk tłumu. Ciemnoskóra kobieta spojrzała zdumiona na swych ludzi, by następnie wymienić zaskoczone spojrzenie z Murtagh’iem. Nie spodziewała się, że człowiek ów nie zostanie jednak poparty. On najwyraźniej też, bowiem rozejrzał się zdezorientowany po swych kompanach, lecz ujrzał w ich oczach jedynie złość.
- Zgłaszam votum nieufności wobec ministra Olgierda i niniejszym wnoszę o natychmiastowe pozbawienie go tytułów, przywilejów, majątku oraz wolności! – rzekł głośno Jormundur, wychodząc przed szereg i kłaniając się głęboko Nasuadzie i Murtagh’owi.
- Votum! – kolejny ryk poniósł się po sali tronowej.
- Straże! – powiedziała Nasuada głośno. Gdy przed podwyższeniem zjawili się jej rycerze, kazała zakuć niewiernego poddanego w kajdany i odprowadzić do lochów. Gdy wyprowadzali go, tłum mógł jeszcze usłyszeć, jak Olgierd pomstuje głośno na niesprawiedliwość królowej. Nasuada przełknęła głośno ślinę i zasępiła się wyraźnie. Nie tak wyobrażała sobie ten dzień. Jeszcze kilka chwil wcześniej była taka szczęśliwa, a teraz?... Miała ochotę uciec do swej komnaty. Ale nie mogła. Musiała jeszcze wydać nowe dekrety, które pozwolą Murtagh’owi rządzić krajem na równo z nią. Spojrzała błagalnie na stojącego wciąż nieopodal Orika, gdy rozmowy na sali wzmogły się.
- Cisza! – huknął krasnolud. Ludzie natychmiast umilkli. – Nie jestem waszym królem i nie mam prawa mówić wam, co w tej sytuacji powinniście zrobić, lecz powiem wam jedno: Jestem pewny, że Nasuada nigdy nie zrobiłaby niczego, co doprowadziłoby do rozpadu jej kraju. Pamiętajmy, jak wiele poświęciła, walcząc z Galbatorix’em. Jak poprowadziła nas wszystkich ku świetlanemu zwycięstwu. Wiem, że to Eragon zabił króla, lecz nie zapominajmy, jak to właśnie Nasuada wspaniale radziła sobie w czasie całej wojny. I jeśli ona pragnie mieć swego męża jako równego sobie i zdecydowała się go koronować, oznaczać może to tylko jedno. Że bezgranicznie mu ufa i go miłuje. Osobiście wybaczyłem już Murtagh’owi ból, jaki mi zadał, uśmiercając mi wuja i jednocześnie króla i jestem gotów stanąć z nim ramię w ramię do kolejnej bitwy!
Lud słuchał jego słów z powagą, czasami tylko mrucząc coś niewyraźnie. Twarda i zdecydowana postawa szorstkiego krasnoluda sprawiła, że spojrzeli zupełnie inaczej na całą sytuację. Zauważyli, jak mocno występkiem swego człowieka była ich ukochana królowa. Zauważyli również, że zależało jej na ich akceptacji… A Jeźdźcowi, który trwał przy jej boku, na jej bezpieczeństwie i radości…
- Wiwat! – krzyknął w końcu ktoś z gawiedzi.
- Wiwat królowa! – rozległy się kolejne okrzyki. – Wiwat król!
Nasuada uśmiechnęła się szeroko do świeżo poślubionego męża, gdy na sali rozległy się kolejne okrzyki: „Wiwat Nasuada i Murtagh!”.
- Dziękuję wam – powiedziała w końcu, gdy radość tłumu nieco przycichła i mogła dojść do głosu. – Moim pierwszym dekretem związanym z Murtagh’iem będzie mianowanie go naczelnym wodzem sił Imperium Brodding oraz całej Alagaësii. Ja niestety jestem zmuszona wycofać się z tej pozycji, jako że jestem obecnie przy nadziei.
Szum zdumionych głosów rozległ się wokół niej, lecz skutecznie uciszyła rozentuzjazmowany tłum.
- Teraz głos zabierze król Murtagh – łagodnym gestem wskazała na Jeźdźca. Ten skłonił się jej lekko i odetchnął głęboko, by opanować głos.
- Jako wasz nowy władca i naczelny wódz, ogłaszam pełną, obowiązkową mobilizację wszystkich sił i oficjalnie wypowiadam wojnę Szaremu Ludowi, których wojska zmierzają nieuchronnie w naszym kierunku, by zagrabić sobie nasze ziemie i domostwa.

618 czyt.
100%51
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1021 słów i 5790 znaków.

1 komentarz

 
  • WereWolfMax

    WereWolfMax · 19 mar 2018

    Jak zwykle świetne. Dobrze pociągnąłeś fabułe. Dzieki tobie z chęcią wrócę do książki.