Murtagh - 13 (fanfiction)

Cierń kłapnął zębami, odganiając się w ten sposób od ataku białej smoczycy, która celowała prosto w jego szyję. Teraz walczyli już na ziemi, gdy w walce pozostało już tylko pięciu przeciwników. Reszta odleciała... Teraz miał tę przewagę, że po pierwsze był samcem, a po drugie ona była jeszcze dość młoda. Obrócił się gwałtownie, przednią prawą łapą tnąc ciało innego smoka, a ogonem odrzucając na kilkadziesiąt jardów białego jaszczura. Nieopodal niego Murtagh desperacko bronił się przed rozszarpaniem i zjedzeniem przez rozwścieczone ich pojawieniem się dzikie bestie. Przyszło mu walczyć z dwoma jaszczurami i jednako używał miecza, metalowej pochwy i magii i chociaż był wypoczęty, każde użycie czarów osłabiało go coraz bardziej. Jego przyjaciel również bronił się coraz słabiej, choć Jeździec wiedział, że nadal jest śmiertelnym przeciwnikiem dla młodszych pobratymców. Nagle jednak powietrze rozdarł wściekły skrzek Ciernia, gdy smok został zraniony w tylną łapę. Murtagh poczuł palący ból w łydce, ale zdołał ustać na nogach. Zamachnął się szeroko Zar'rociem, zmuszając tym samym smoki co małego cofnięcia się. Był wściekły z powodu rany swej bestii, kompletnie wycieńczony ciężką walką, a przede wszystkim śmiertelnie przerażony zarówno perspektywą śmierci, jak i faktem spotkania aż tylu dzikich smoków. Przecież gdyby one tylko wleciały do Alagaësii zasiałyby prawdopodobnie jeszcze większy terror i strach niż rządy Galbatorixa, wojna elfów ze smokami i zdrada Trzynastu razem wzięte!
Rzucił się z krzykiem na najbliższego jaszczura, celując w jego nieosłoniętą twardymi łuskami pachę, ale nagle w jego umyśle rozległ się ryk tak potężny, że upadł na ziemię, wypuszczając miecz ze zmęczonych palców. Zauważył, że Cierń również upadł na ziemię, ale pozostałe jaszczury jakoś ich nie atakują. Ryk jednak trwał nadal i był na tyle obezwładniający, że nie mógł zrobić nic, poza skupieniem się na jego tonie.
Uniósł głowę i zobaczył lądującego w tumanach kurzu potężnego złoto — brązowego smoka. Potwór był co najmniej dwukrotnie większy od znanego obojgu Shruikaina! Ziemia zadrżała, gdy osiadł, składając olbrzymie połacie błoniastych skrzydeł. Murtagh przypomniał sobie opowieści Galbatorixa o bitwie o Doru Araebę. Walczył tam wtedy potężny Belgabad. Jeździec zaczął podejrzewać, że razem z tym smokiem tutaj musieli być porównywalnych rozmiarów!!!
- "Kim... jesteście?" - usłyszał w swym umyśle z trudem złożone pytanie.
- Jestem Jeździec Murtagh, królobójca — wystękał chłopak, starając się stanąć na nogach, co nie było łatwe w obliczu przytłaczającej obecności smoka. - Moim wierzchowcem, z którym łączy mnie starożytne zaklęcie, jest smok imieniem Cierń — wskazał ręką na rubinowego smoka. Złotawa bestia zwróciła swój ogromny łeb w stronę mniejszego pobratymca i głęboko wciągnęła powietrze, węsząc w stronę drżącego jaszczura.
- "Prawda... Jesteś smokiem... Złączonym ze... słabym... człowiekiem."
- "Mój Jeździec nie jest słaby!" - zaprotestował ostro Cierń, podnosząc się na cztery łapy. Przy olbrzymim pobratymcu wyglądał jak pisklak, szczerzący kły w stronę dorosłego osobnika.
Złoty smok prychnął wyniośle i odparł zabarwionym kpiną głosem:
- "Może... i nie jest słaby,... jak na przedstawiciela swego gatunku, ale... jego rasa... jest jeszcze młoda... i słaba i to się nie zmieni... przez długi czas."
Cierń potrząsnął łbem, a polanę zalały czerwonawe gwiazdki promieni słonecznych odbitych od jego łusek, które zatańczyły również na ciemnozłotych i brązowych łuskach nieznanego im smoka.
- "Ja go kocham i to się nie zmieni!" - warknął Cierń, cofając się w stronę swego Jeźdźca. - " Jest wszystkim, co mam i nie pozwolę go skrzywdzić! Jeśli zajdzie taka potrzeba, to zgładzę was wszystkich, a ciebie zostawię sobie na deser!"
Polaną wstrząsnął gardłowy śmiech bestii. Wyszczerzyła swój gigantyczny pysk w makabrycznej imitacji uśmiechu.
- "Ty,... pisklaku nie byłbyś w stanie w żaden sposób... mi... zagrozić! Jestem co najmniej pięciokrotnie... większy od ciebie,... a moje kły... z łatwością przecięłyby cię na pół!... I zapewniam cię, pisklaku,... że nie miałbym oporów... przed zrobieniem... tego teraz,... bo wdarliście się... na nasze terytorium!... Co więcej, dobrze wiem,... że zabiliście jednego z naszych,... ale... niestety wiemy... też, jak wielką... krzywdę wyrządził... wam inny przedstawiciel ludzkiego... gatunku,... i że potrzebujecie pomocy... Wiemy także, że uciekliście... od tych złych istot,... które pragnęły,... byście dla nich walczyły." - powiedział powoli wielki jaszczur. Widać było, że już dawno nie posługiwał się ludzką mową i teraz przychodzi mu to z wyraźnym trudem. Najwyraźniej musiał przypominać sobie słowa, by złożyć zdania.
- Chcecie nam pomóc? - zapytał zdumiony Murtagh, opierając się ciężko na mieczu i podnosząc się z ziemi. - Dlaczego?
- "Bo... tego potrzebujecie,... pisklęta. Ale... nie myśl, że... robimy to... z twojego powodu — zwrócił się do chłopaka. - Robimy to, bo... on... jest tak... zdesperowany, by tobie... pomóc,... że gdyby mógł,... zniszczyłby wszystkich, którzy... tobie zagrażają. Poza... tym jest jednym... z nas. A my pomagamy... swoim, pomimo... że złączony jest z twoją... rasą. Jednak... wszyscy wywodzimy się od dwóch... pierwszych smoczyc i jednego samca,... którzy zostali tu sprowadzeni... tysiące... tysięcy lat temu przez Gûnterę,... tak dawno,... że... nie pamiętają tego... nawet najstarsi elfowie... i nasza historia nie pojawia się... nawet w... ich opowieściach.... Nie ma nas także w historii krasnoludów,... ale... nie pytaj mnie dlaczego. Nie jestem... aż... tak... stary" - rzekł jakby znudzonym głosem. Mrugnął raz i zwrócił się do swych pobratymców. - "Lećcie. Oni mnie nie zagrażają."
Sześć smoków poderwało się w powietrze, a podmuch spod ich skrzydeł przewrócił młodzieńca i przygiął drzewa. Odleciały jeden po drugim najpewniej w północnym kierunku.
- " Ruszacie ze mną" - powiedział jaszczur i cofnął się, by móc bez przeszkód rozłożyć skrzydła i wzbić się w powietrze. Z poziomu gruntu Jeździec przyglądał się, jak bestia rozwija błony skrzydeł, a tej czynności towarzyszył grzmot tak potężny, że nawet Cierń mruknął, gdy zabolały go uszy od zmiany ciśnienia.
- " Ryzykujemy?" - zapytał, patrząc na rozpłaszczonego na trawie Murtagh'a.
- Chyba nie mamy wyjścia — odparł w myślach. - Gdybyśmy chcieli uciec, wątpię, czy uda nam się zbiec dalej, niż kilkaset metrów. Zobacz, jak on jest wielki! Podejrzewam, że nawet Shruikain nie dałby mu rady... Pamiętasz opowieści króla o bitwie na Vroengardzie? Myślę, że ten tutaj jest tak wielki, jak Belgabad. Jemu chyba nic nie zagrozi — przyznał ze smutkiem.
Cierń odwrócił swój łeb w stronę złotego smoka i kiwnął głową:
- "Masz rację... Poza tym jest to szansa dla nas. Być może uda nam się przywrócić smoki Alagaësii."
- Przecież Eragon mówił, że są gdzieś ukryte jaja smoków i że będzie chciał przywrócić dawną świetność Jeźdźców! - powiedział młodzieniec, zakładając siodło Cierniowi. Drugi smok przyglądał się temu z wysokości co najmniej dwustu pięćdziesięciu metrów. Teraz już oboje wiedzieli, dlaczego gniazda z jajami są tak bardzo oddalone od środka polany — musiał mieć miejsce, by tu wylądować i nie zrobić nikomu krzywdy.
Cierń prychnął, a w jego nozdrzach pojawiły się niewielkie płomyki.
- "Jakoś mnie to nie przekonuje, bo nie chcieli nam powiedzieć, gdzie te jaja się znajdują..."
- Wiem, ale ja mu wierzę... Safirze także... I ty też powinieneś — rzekł Murtagh, wspinając się na grzbiet przyjaciela. Rubinowy jaszczur rozłożył skrzydła na całą swą szerokość, wspiął się na tylne łapy i ryknął najgłośniej, jak tylko potrafił, a następnie wyprysnął w powietrze. Jego pobratymiec uniósł łeb, by spojrzeć na młodzika i ugiął mocno tylne łapy. Odbił się mocno, zostawiając na miękkim podłożu głębokie szramy po pazurach. Ruch jego skrzydeł przygiął drzewa tuż do ziemi, dlatego smok wzbił się jeszcze wyżej, a Cierń wkrótce do niego dołączył.
- "Trzymajcie się... mnie" - powiedział i ruszył przed siebie. Wkrótce się okazało, że smok Murtagh'a wcale nie musi aż tak bardzo się wysilać, by dotrzymać mu kroku.

1 687 czyt.
100%6
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1529 słów i 8874 znaków.

Dodaj komentarz