Murtagh - 35 (fanfiction)

W sali tronowej zapadła głucha cisza. Ludzie wpatrywali się w Murtagh’a w totalnym osłupieniu. Po chwili jednak cisza zafalowała. Lud zareagował w najbardziej niespodziewany sposób: zaczął się śmiać. Skonsternowany Jeździec wymienił zaskoczone spojrzenia z Nasuadą.
- Co jest? – wyszeptał w jej kierunku. – Oni sądzą, że żartuję?
- Najwyraźniej – mruknęła czarnoskóra kobieta, patrząc na gawiedź spod przymrużonych powiek.- Trzeba ich oświecić, że to wcale nie jest żart.
- Tylko jak? – zmartwił się Eragon, pojawiając się koło nich. – Mogą nam nie uwierzyć. Szary Lud należy już przecież do legendy…
- Tak, do takiej, która teraz nam zagraża – warknęła Arya. – I jeśli z nią nic nie zrobimy, sami staniemy się tylko mitem.
- Doradź zatem cóż w tym wypadku winnym zrobić? – zapytał Murtagh zrezygnowanym głosem.
- Przede wszystkim każ im się wszystkim uspokoić – powiedziała Nasuada. Jeździec skinął głową i nabrawszy powietrza do płuc, wrzasnął pełną piersią:
- Cisza!
Jego ton głosu był ostry i władczy. Zdumieni tym ludzie natychmiast zamilkli i zbili w niego wzrok.
- Śmiejecie się, podczas gdy niebezpieczeństwo wisi nam wszystkim nad głowami. Szary Lud nie zginął. Jest już u naszych granic. Musimy działać, jeśli chcemy przeżyć to starcie!
- Udowodnij, że nie jest to jeno twa paskudna gra, celem usunięcia naszej królowej z tronu, by samemu na nim zasiąść – powiedział jeden z notabli. Murtagh szybko odszukał wzrokiem wichrzyciela i posłał mu mordercze spojrzenie.
- Moim dowodem na istnienie Szarego Ludu jest obecność tutaj wolnych smoków, które zgodziły się pomóc nam w tej walce. Same przez wiele lat utrzymywały naszego wroga w szachu – rzekł Jeździec pewnie.
- Jeśli owe smoki radziły sobie tak świetnie, jak twierdzisz, to dlaczego teraz nam cokolwiek zagraża? – odezwał się ponownie mężczyzna. – Najwyraźniej twoje smoki nie są aż tak potężne, jak to próbujesz nam przedstawić, a…
Mężczyzna chciał zapewne jeszcze coś dodać, lecz na zewnątrz rozległ się ryk smoków tak potężny i wściekły, że z powały sali na głowy zgromadzonych posypał się dawno osiadły w szczelinach kurz. Ludzie zaczęli kichać i otrzepywać głowy, jak psy dopiero wyszłe z kąpieli, a na zewnątrz trwał ryk. Kandelabry w sali zaczęły się wnet kołysać, obrzucając zebranych rozedrganym światłem świec.
- To nie są żarty, mości panowie! – w głowach zebranych odezwał się naraz Gremba. Zrobił to jednak tak potężnie, że nawet przywykli do tego kontaktu Jeźdźcy skrzywili się, gdy rozbolały ich skronie. Wielu jednak zwykłych ludzi padło na kolana, przyciskając dłonie do swych głów. – I nie jesteśmy słabi, mości Eordredzie – warknął jaszczur. – Bez naszej pomocy dawno już sczeźlibyście w ogniu walk, jakie ogarnęłyby całą Alagaësię, która stałaby się niczym więcej, jak tylko jałowym pustkowiem, niezdolnym do zamieszkania. Szary Lud jest potężny. W ukryciu zdziałał naprawdę wiele. Umknęło to naszej uwadze, bowiem są oni mistrzami intryg i tajemnic. Potajemnie udało im się stworzyć armię tak potężną, że ledwo możecie to sobie wyobrazić. Niestety nawet nasza liczebność nie jest w stanie samodzielnie ich powstrzymać, dlatego zdecydowałem, iż najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie wspomóc ludy Alagaësii i odbudować zakon Jeźdźców!
Po jego słowach w sali ponownie zaległa cisza. Jeźdźcy oraz Nasuada wymienili zaniepokojone spojrzenia. W napięciu oczekiwali na dalszy rozwój wypadków.
- Czego od nas wobec tego żądasz, królu? – przed szereg wystąpił jeden z ministrów i skłonił się przed Jeźdźcem.
- Pewnego zaangażowania – powiedział Murtagh.
- Oczywiście, lecz mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, królu, iż nawet jeśli poślemy wobec nim wszystkie nasze siły, możemy nie wygrać tego starcia? Nie zrozum mnie źle, ale, jak sam twierdzisz, nie mamy zbyt wiele czasu, a jego głównie nam potrzeba, jeśli chcemy wyszkolić odpowiednią liczbę wojsk i przede wszystkim odbudować twój zakon… Na to potrzeba nam około pięciu lat, a wnioskuję, że mamy nie więcej niż pół roku. Rok, jeśli dopisze nam wyjątkowe szczęście…
- Dlatego proponuję, lordzie Brauburze, by w sprawę zaangażować się pełną mocą już teraz, a nie stać tutaj i prowadzić jałowe dysputy na temat odbudowy Jeźdźców – powiedziała spokojnie Nasuada, kładąc dłoń na ramieniu Murtagh’a. Tym prostym gestem wzmocniła pozycję męża.
Lord skinął jej głową i wycofał się w tłum.
- W chwili obecnej ogłaszam pełną, obowiązkową mobilizację. Od jutra zaczynamy szkolenie nowych adeptów. W czasie uczty weselnej pomiędzy dowódcami zostanie rozesłana lista, na którą wpiszecie liczbę dostępnych wam sił, jakie możecie zgromadzić. Jeśli ktoś z was nie wyraża zgody na uczestnictwo w wojnie, niech już teraz opuści to pomieszczenie. Ostrzegam jednak, że nie otrzyma on tedy żadnego wsparcia militarnego ze strony królewskich sił w wypadku inwazji Szarego Ludu na jego włości – powiedział Murtagh. Po chwili salę opuściło może pięciu lordów. Reszta została, gotowa, by walczyć o swe domy. – Dobrze więc. Teraz czas zacząć ucztę. Od jutra bowiem czeka nas ciężka praca…

- Jestem wykończona – jęknęła Nasuada, gdy wreszcie znaleźli się w swojej komnacie.
- Ja również – przyznał Murtagh, z uczuciem ulgi pozbywając się ciążącego mu Zar’roca. Wkrótce potem zdjął również buty i koszulę, zostając w samych spodniach. – Cieszę się, że przyjęcie nareszcie się skończyło. Miałem już dość tej skocznej muzyki.
- A co ja mam powiedzieć? – zaśmiała się Nasuada, siadając na brzegu łóżka i obejmując dłońmi niewielki brzuszek. Czuła się naprawdę zmęczona, miała wrażenie, że jeśli zaraz się nie położy, to najpewniej zacznie rodzić…
- Kładźmy się więc już spać, najmilsza – powiedział natychmiast Jeździec, pomagając jej ściągnąć z obolałych stóp trzewiki. – Czeka nas mnóstwo pracy.
- Wiem, Murtagh’u. Miałabym jednak do ciebie wielką prośbę.
- Jaką, moja królowo?
- Każ służbie przygotować mi balię ciepłej wody. Chciałabym się jeszcze odprężyć przed snem.
- Znakomity pomysł Polecę im, by przygotowali tę największą. Posiedzę razem z tobą.

Rano obudził ich nieco podchmielony jeszcze Eragon, który zaczął się dobijać do ich drzwi. Zaspany i zirytowany hałasem Murtagh pośpiesznie naciągnął spodnie i otworzył prędko drzwi, mierząc brata wściekłym spojrzeniem.
- Czyżbyś aż tak bardzo znielubił swoją głowę, że w ten właśnie sposób dopraszasz się o jej odcięcie? – warknął ochryple, opierając się barkiem o drewnianą futrynę.
- Chodźcie prędko! – rzekł natychmiast drugi Jeździec, w ogóle nie zwracając uwagi na docinek brata.
- Coś się stało? – zapytał znudzonym głosem Murtagh.
- Tak, mamy problem – odparł tamten, niecierpliwie przestępując z nogi na nogę.
- Dziesięć minut!
- Co się dzieje? – zapytała królowa, gdy trzasnęły zamykane drzwi. Spojrzała zaniepokojona na męża, który w pospiechu zakładał koszulę i kolczugę.
- Nie mam pojęcia – odparł prawdomównie Jeździec, odziewając się w skórzaną kamizelkę. Młoda kobieta odrzuciła natychmiast grube futra, które służyły im za pościel i sięgnęła po suknię.
- Zostań – mruknął Murtagh, przypasając miecz. – Jesteś wykończona, a ja też znam się na polityce.
- Jesteś pewny? – zapytała.
- Oczywiście, najdroższa. Odpoczywaj. Wrócę niebawem – powiedziawszy to, wyszedł na korytarz, gdzie czekał na niego Eragon.
- A Nasuada? – zainteresował się.
- Jest zmęczona. Powinna odpoczywać… Co się dzieje?
- Nie dalej, niż godzinę temu do zamku przybył oddział stacjonujący w Kauście.
- I?
- Twierdzą, że zostali zaatakowani przez nieznane im istoty. Zdołali się obronić tylko dzięki niesamowitemu szczęściu. Przywieźli truchło jednego z napastników. Tylko ty wiesz, jak wygląda Szary Lud.
- A Gremba?
- Poluje wraz z pozostałymi smokami – wyjaśnił blondyn, kierując się w stronę wewnętrznego dziedzińca. Wkrótce wyszli na zalany słońcem plac, gdzie czekała już na nich zdenerwowana Arya i oddział z Kausty. Na ziemi leżało owinięte w zakrwawione płótna ciało. Murtagh podszedł do truchła nieco niepewnie i przyklęknął.
- Oni nie powinni istnieć – dobiegł go szept elfki. Spojrzał na nią krótko przez ramię i odsłonił rąbek materiału.
- To oni – rzekł cicho. Na placu zaległa cisza…

634 czyt.
100%41
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1515 słów i 8762 znaków, zaktualizowała 13 maj 2018.

1 komentarz

 
  • chudykruk

    chudykruk · 31 maj 2018 · 193630873

    Pisz dalej. Moim zdaniem powinnaś napisać książkę a nie bawić się w opowiadania. Szkoda Twojego talentu. Przeczytałem wszystkie części z Eragonem. Twoja interpretacja powala. Suuuupppppeeeeerrrr 😉