Murtagh - 30 (fanfiction)

Smoczyca wyszczerzyła się niebezpiecznie, nie wiedząc, czy atakować.
- Spokojnie, nie jesteśmy tu, by walczyć — rzekł Murtagh, podchodząc do Nasuady. - To ja przyniosłem wiadomość o Szarym Ludzie, Eragonie. Grozi nam ekspansja, której bez odrodzenia Jeźdźców nie powstrzymamy.
- Nie posiadam tyle jaj, by w tak krótkim czasie stworzyć taką armię — zaoponował drugi Jeździec. - Poza tym będą to same młodziki. Niezdolni jeszcze do walki. Sprowadzimy na nich jeno niechybną śmierć! Jesteś gotów na coś takiego, Murtagh'u?
- Być może nie będzie ono aż tak wielkie. Gremba nie jest bowiem jedynym wolnym smokiem, który zjawił się w Alagaësii wraz ze mną i Cierniem, bracie. Przyprowadziłem jeszcze dziesięć zaprawionych w bojach z Szarym Ludem jaszczurów i dziesiątki jaj, lecz mimo wszystko potrzebujemy twego wsparcia — wyjaśnił czarnowłosy chłopak. - Pragniesz śmierci swojej rodziny, Eragonie? Śmierci Aryi?... Nie sądzę...
- Murtagh'u, zapisane jest przecie, że gdy raz opuszczę krainę, nigdy już do niej nie powrócę...
- Gówno prawda! - przerwał mu Murtagh. - Ja wróciłem, pomimo tego, że doskonale wiedziałem, co mi grozi, jeśli znów zjawię się w królestwie. Tyle że droższe mi bezpieczeństwo ukochanej osoby, Eragonie... Jeśli kochasz Aryę...
- Skąd to wiesz?!
- To widać... Nie mniej jednak, jeśli ją kochasz, to nie pozwolisz jej zginąć, braciszku.
Blondyn zamyślił się na dłuższy czas.
- Nie mogę — powiedział w końcu, markotnie spuszczając głowę.
- Przypuszczałam, że tak powiesz, Eragonie — odezwała się naraz smutno Arya zza jego pleców. Młodzieniec odwrócił się gwałtownie, zaskoczony jej pojawieniem się. Nie wyczuł jej przecież, choć w czasie rozmowy skupiony był na otaczającej ich krainie. - Zbyt mocno polegasz na słowach tej przepowiedni. Dlaczego stajesz się jej niewolnikiem, skoro zawsze tak bardzo ceniłeś sobie niezależność?
- Aryo!... Co...co ty tutaj robisz? - zapytał zaskoczony.
- Zjawiłam się tu na prośbę Nasuady i Murtagh'a. Wierzę im. Poza tym...smoki nie kłamią, więc jeśli twierdzą, że idzie na nas Szary Lud, moim obowiązkiem jako Smoczej Jeźdźczyni i sojuszniczki Nasuady, udzielić im wszelkiego wsparcia, o jakie poproszą.
- I ja wam pomogę... Wyślę wam wsparcie i zasoby — powiedział Eragon.
- To nie wystarczy! - zirytował się Murtagh. - Nie rozumiesz, że potrzebujemy każdego Jeźdźca? Każdego smoka, nawet tych ukrytych w Eldunarí?!
- Ale przepowiednia...
- Eragonie, powiedz mi jedno... Czy to, co powiedziałeś mi przy naszym pożegnaniu, wciąż jest aktualne? - przerwała mu elfka.
- Oczywiście! - zapewnił ją natychmiast ogniście. - I nigdy się nie skończy!
- Więc wesprzyj nas swoją osobą! Wesprzyj mnie w imię twego uczucia! Wesprzyj Nasuadę. Jesteś jej to winien...
Eragon ponownie zamilkł. Nasuada widząc jego dalsze wahanie się, zdecydowała się na niespodziewany krok.
- Jestem przy nadziei, Eragonie — powiedziała. Dwójka Jeźdźców oraz Safira z Fírnenem, który cicho zjawił się obok smoczycy, spojrzała na nią zaskoczona. - Chcesz mi powiedzieć, że przez twoje tchórzostwo sprowadzisz śmierć na to niewinne dziecię, które jeszcze nawet się nie narodziło? - zapytała zimno.
- Nie jestem tchórzem, Nasuado! - zaperzył się natychmiast Eragon. Murtagh uśmiechnął się nieznacznie. Wyczuł, że jego ukochana trafiła we właściwy punkt.
- A jednak uciekasz, gdy masz świetną okazję do tego, by pokazać, że żadna przepowiednia nie jest ci straszna!... Spójrz na Murtagh'a. Na ojca mego dziecka. Wrócił do mnie, mimo że wiedział, jak zostanie przyjęty przez lud. Wrócił, by ostrzec nas wszystkich zawczasu przed wiszącą nad nami śmiercią. Ryzykował własnym życiem, by nas ocalić. A przecież mógł bez właściwie większych przeszkód wlecieć do Alagaësii, porwać mnie z pałacu w Ilirei i umknąć wraz ze mną daleko poza granice królestwa. Pamiętaj, że raz już podobnie uczynił, więc i teraz najpewniej nie miałby z tym większych problemów!
- Przepraszam, zawiodłem wtedy — mruknął, skruszony Eragon.
- Co było, już się nie odstanie, bracie. Możesz jednak zmienić swoją przyszłość i pokazać wszystkim, że jesteś ponad przepowiednie i los!
- Ile czasu mamy do ataku Szarego Ludu? - zapytał Nasuady.
- Dwa, góra trzy miesiące.
- To mało — przyznał. - Ale w ciągu najbliższych czterech tygodni postaram się przysłać do Ilirei tyle zasobów, jaj i ludzi, ile tylko zdołam zebrać. Pół miesiąca później zjawię się w stolicy z resztą potrzebnego zaopatrzenia. Wspomożemy Alagësię.
- To dobrze. - ciemnoskóra kobieta kiwnęła mu krótko głową. - Zapraszam ciebie i Aryę za te cztery tygodnie na mój ślub z Murtagh'iem i jego koronację.
- Śmiała, ale trafna decyzja - powiedziała uradowana elfka, zwracając się do ludzkiej królowej. Ta odwzajemniła uśmiech.
Gdy się rozstali z Eragonem i Aryą, Nasuada zwróciła się do Murtagh'a:
- Dziwi mnie, że Safira nie zabrała głosu w tej dyskusji.
- To przez Ciernia. Poprosił ją, by pozwoliła jej Jeźdźcowi samemu zdecydować. Śledziłem ich rozmowę za zgodą obydwu smoków... Poza tym Safira również tęskni za Fírnenem i jestem przekonany, że będzie rada znów z nim przebywać.
- Cieszę się, że twój brat podjął taką decyzję.
- Ja również, Nasuado — odparł Murtagh, przytulając kobietę nad wyraz czule.

887 czyt.
100%4
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 959 słów i 5546 znaków.

Dodaj komentarz