Murtagh - 31 (fanfiction)

- "Jak myślisz, Eragonie? Grozi nam tu coś?" - Safira odezwała się w myślach swego Jeźdźca, stojąc na granicy krainy, w której do tej pory mieszkali oraz Alagaësii, do której zdążali.
- Nie mam pojęcia — mruknął Eragon, obserwując w napięciu, jak Fírnen zatacza ciasne kręgi po stronie królestwa. - Nie wiem, jakie konsekwencje grożą za złamanie przepowiedni.
- "Boisz się?" - smoczyca wyczuwała jego emocje, ale i tak wolała zapytać.
- Przecież wiesz... - odparł. - Kiedy powiesz Fírnenowi o jajach?
- " Nie wiem. Zastanawiam się, jak to zrobić. Po pierwsze to młody smok, a po drugie samce nie opiekują się ani jajami, ani pisklętami...
- I tak wydaje mi się, że ma prawo wiedzieć.
- "Prawisz mi kazania, Eragonie?" - syknęła, z nozdrzy wypuszczając obłok dymu, który natychmiast spowił młodzieńca.
- Nie, oczywiście, że nie. To tylko przyjacielskie rady... Lecimy? Arya i Fírnen zaczynają się niecierpliwić...
- "Trzymaj się więc, mój mały!"
Rozpostarła skrzydła z odgłosem podobnym do ryku gromu i skoczyła w powietrze, natychmiast przekraczając granicę z Alagaësią. Oboje wstrzymali oddech, czekając na coś, co mogłoby ich dosięgnąć, gdy przepowiednia została złamana, lecz po kilku minutach nerwowego balansowania w powietrzu, gdy nic się nie stało, Fírnen zaskrzeczał radośnie i śmignął w stronę smoczycy. Okrążył ją kilkukrotnie, a potem pomknął ku Ilirei. Safira ryknęła donośnie i podążyła w ślad za nim.

Tymczasem w stolicy królestwa trwały gorączkowe przygotowania do ślubu i koronacji. Nasuada była bardzo podenerwowana pomimo swojego poważnego stanu. Zaczęły się bowiem mieszczańskie bunty przeciw koronacji Murtagh'a.
- Kochanie, postaraj się tak nie zamartwiać tym wszystkim... Pamiętaj o dziecku, które w sobie nosisz.
- Pamiętam i coraz bardziej obawiam się, że postąpiliśmy zbyt nierozważnie. Jeśli już teraz są takie problemy, to co będzie, gdy ogłosimy, że jestem przy nadziei? Nie chcę doprowadzić do wojny domowej, Murtagh'u. Nie teraz!
- Wiem, najmilsza! Mam jednak nadzieję, że pojawienie się na naszym ślubie dwóch Jeźdźców ostudzi zapał buntowników — odparł czarnowłosy młodzieniec, głaszcząc ukochaną po zaokrąglonym brzuchu. - Postaram się, by wszystko skończyło się dobrze i nikt nie ucierpiał.
- Ślub już za trzy dni... Myślisz, że do tego czasu bunty się nie nasilą, a Arya i Eragon zdążą na czas?
- Oczywiście, że tak. Jestem pewny, że obydwa smoki nie szczędzą sił, by zjawić się tu jak najszybciej. Wiedzą przecież, o co toczy się ta gra... Bądź spokojna!
- Tak bardzo się martwię...
- Zobaczysz, wszystko się ułoży!...

Dwa dni później o świcie Safira i Fírnen nadlecieli nad Ilireę.
- "Eragonie, spójrz!" - powiedziała zdumiona smoczyca, dostrzegając przed zamkiem wielki, rozzłoszczony tłum mieszkańców.
- Co tu się dzieje? - zapytał Eragon, posyłając myśli do całej trójki towarzyszy.
- Nie wiem — odparła nie mniej zaskoczona elfka. - Lądujmy. Jestem pewna, że w pałacu udzielą nam informacji.
Wkrótce na spotkanie wybiegł im podenerwowany Murtagh i po krótkim przywitaniu, poprowadził ich do sali obrad, w której czekała już na nich Nasuada. Niedługo potem padło pytanie o sytuację przed zamkiem.
- Nie jest łatwo — powiedział Murtagh. - Lud zbuntował się przeciwko mojej koronacji. Nie chcą, by ktoś, kto służył Galbatorix'owi i był przyczyną tylu ich nieszczęść, stał się teraz ich władcą... Od wczoraj przybyło około pięćdziesięciu nowych buntowników i powoli zaczyna nam brakować straży do ochrony zamku.
- Czemu nie wyślesz Ciernia, by zapanował nad ludem? - zapytał go Eragon.
- Nie chcę ich dodatkowo rozsierdzać. Są na tyle dobrze zorganizowani, że wczoraj zablokowali nam dostawę wina dla weselnych gości. Nie wiemy nawet, czy część ludzi tu w ogóle dotrze, bo w kraju rozprzestrzenia się chaos.
- Moi ministrowie twierdzą, że powinniśmy odwołać ślub — rzekła ponuro Nasuada, wskazując na mężczyzn, którzy przed chwilą również zjawili się w sali. Arya spojrzała na nich ostro. Speszyli się, widząc jej wzrok i spuścili głowy.
- Na twoim miejscu, Nasuado poważnie zastanowiłabym się nad rychłą zmianą swoich ministrów — rzekła jadowicie. - Najwyraźniej owe darmozjady już zbyt mocno zagrzały swoje miejsca i ich umysły uległy zgnuśnieniu.
Słysząc jej słowa, Murtagh i Eragon parsknęli zgodnym śmiechem. Nikt nie zdołał się jednak już odezwać, bowiem z zewnątrz dobiegł ich rozwścieczony ryk smoka, a następnie drugi i trzeci. Jeźdźcy momentalnie podbiegli do okien. Ze zdumieniem i przerażeniem spostrzegli, jak trzy potężne jaszczury rozgramiają wrzeszczącą hołotę.
- Cierń! - ryknął Murtagh w myślach. - Co ty wyprawiasz?!
- "Ratuję twoją głowę, przyjacielu!" - odparł natychmiast rubinowy jaszczur. Mogli dojrzeć, jak z gracją wzbija się w powietrze.
- Przecież to bezbronni ludzie!
- "Mylisz się. Przed chwilą chcieli się siłą dostać do pałacu i pojmać cię, byś nie mógł ożenić się z Nasuadą" - wyjaśnił Fírnen, przelatując obok cytadeli. - "Cierń zareagował właściwie, a ja z Safirą zgadzamy się z nim."
- Nasuado, zostań z Murtagh'iem w zamku — rzekła Arya, odwracając się do czarnoskórej kobiety. - Ludzi trzeba uspokoić i ja podejmuję się tego zadania. Ty musisz być bezpieczna.
- Może pójdę z tobą? - zaproponował natychmiast Murtagh, lecz elfka pokręciła przecząco głową.
- Zostań tutaj. Twoje pojawienie się tam może przynieść nam niepożądane efekty. Gdybym poległa w negocjacjach, przyjdziesz mi z pomocą. Teraz nic jednak nie rób.
- Aryo, jesteś pewna, że chcesz się dla nas tak narażać? - zapytała ją Nasuada.
- Jestem twoją sojuszniczką, Nasuado i wierzę Murtagh'owi, gdy twierdzi, że się zmienił... Tak, jestem gotowa. Poza tym sądzę, że ci ludzie muszą zdawać sobie sprawę, kim jestem i co tutaj robię... Nie ośmielą się mnie zaatakować!

935 czyt.
100%8
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1088 słów i 6223 znaków.

Dodaj komentarz