Murtagh - 32 (fanfiction)

Arya odetchnęła głęboko, starając się opanować. Nie było to jednak łatwe, bo rozwrzeszczany i rozhisteryzowany atakiem smoków tłum był bardzo trudnym przeciwnikiem.
- Uspokójcie się! - krzyknęła w końcu. Ludzie spojrzeli na nią niepewnie, nie mając pojęcia, co elfka chce zrobić. Uspokoili się jednak w końcu i na placu zaległa cisza. - Mogę dokładnie wiedzieć, o co wam chodzi? Dlaczego jesteście tacy wzburzeni? I niech przemówi jeden, a nie wszyscy.
Spokojnie obserwowała, jak jeden z mężczyzn wychodzi przed szereg i staje z nią twarzą w twarz.
- Jeźdźczyni, przed chwilą zostaliśmy zaatakowani przez smoki, które niby to związane są z Jeźdźcami. Poza tym nasza królowa została zmanipulowana przez Jeźdźca Murtagh'a, który powrócił tu, by siać taki sam terror, jak jego mistrz Galbatorix i teraz na dodatek ma zostać naszym władcą, pojmując za żonę naszą miłościwą Nasuadę. Jesteśmy zgubieni, Jeźdźczyni. Sama jesteś zgubiona, bo dałaś się nabrać na nędzne sztuczki Murtagh'a, w którym wciąż tkwi zło! To...
- Cisza! - warknęła poirytowana zachowaniem swego rozmówcy i jego słowami. - Powiadam wam, że ze strony Jeźdźca i jego smoka nic wam nie grozi. A także ze strony tych, którzy przybyli tu wraz z nim zza granic Alagaësii. Rozmawiałam wielokrotnie z nimi i poznałam plany Murtagh'a. I choć wiem, że wiele się od niego wycierpieliście, gdy służył pod Galbatorix'em, to teraz nie przybył tu po to, by obalić Nasuadę, a was zniewolić. Ten człowiek prawdziwie ją kocha!
- Mówię raz jeszcze, że cię omamił, elfko! - prychnął mężczyzna.
- Zamilcz! Nikt mnie nie omamił! Jak śmiesz wysuwać takie insynuacje?! - zezłościła się. Widząc jej reakcję, tłum cofnął się lekko. - Jestem elfem i Jeźdźcem, człowieku! Dysponuję siłą umysłu daleko wykraczającą poza wasze zdolności pojmowania i nie jest łatwo mnie zbałamucić! I powiadam wam, że jeśli raz jeszcze spróbujecie siłą wedrzeć się do cytadeli, to przysięgam, że jako sojuszniczka Nasuady stanę w jej obronie i miecz mój skąpie się w waszej krwi!
Powiedziawszy to, obrzuciła pogardliwym spojrzeniem przerażony tłum i zawróciła do cytadeli. Była zła na nich, że potrafili myśleć tylko tak prostolinijnie. W końcu widziała, że nie byli to sami chłopi. Nie mogła darować sobie także swojej reakcji, chciała wszak załatwić to ugodowo...
Weszła do sali, w której odbywała się wcześniej narada i spojrzała Nasuadzie w oczy.
- Jest źle — mruknęła.
- Skrzywdzili cię, Aryo? - zaniepokoiła się królowa.
- Nie. Chociaż odnoszę wrażenie, że gdyby byli odważniejsi, pewnie by spróbowali... Ale nic mi nie jest. To ich duma została mocno nadszarpnięta.
- Dlaczego? - zainteresował się Eragon.
- Bo powiedziałam im, że jeśli raz jeszcze przypuszczą atak na moją sojuszniczkę, to ich zabiję — wyjaśniła spokojnie, zajmując swoje poprzednie miejsce. Pozostała trójka wymieniła zaskoczone spojrzenia. - Zirytowali mnie swoim zachowaniem. Nie docierały do nich bowiem żadne racjonalne argumenty.
- A więc inaczej się nie dało, tak? - zapytał Murtagh, patrząc na nią uważnie. Arya przytaknęła ruchem głowy i w sali znów zapadła cisza. Przerwała ją Safira, odzywając się niespodziewanie w ich umysłach:
- "Odchodzą od bramy!"
Wszyscy rzucili się ponownie w stronę okien. Faktycznie, ludzie odchodzili. Wkrótce okazało się jednak, że postanowili rozłożyć obóz nieopodal. Nie przejawiali jednak złych zamiarów... Na razie...
- Przypuszczam, że ich wystraszyłaś — powiedziała Nasuada. - Nie wiem jednak, czy to dla nas dobrze, czy nie.
- Powinni wiedzieć, gdzie ich miejsce, Nasuado — mruknął Eragon. - Najwyraźniej zapomnieli już, że to ty poprowadziłaś Vardenów do zwycięstwa, dając im tak upragnioną wolność. I to twoja decyzja, że chcesz pojąć za męża mego brata. Winni ją uszanować, nawet jeśli się jej obawiają i z nią nie zgadzają... Na ich miejscu nie rozpoczynałbym tego szturmu bez wcześniejszych rozmów z tobą. Postąpili nierozważnie i przyszło im za to ponieść karę.
- Masz rację, Eragonie — przytaknęła mu elfka. - Jeśli się przed tobą ukorzą, to zapomniałabym o wszystkim, jeśli nie... No cóż, chyba sama najlepiej wiesz, co winnaś w tej sytuacji zrobić.
- Wiem, lecz w swym działaniu nie chciałabym przypominać Galbatorix'a — powiedziała Nasuada ponuro.
- Zapewniam cię, że to się nigdy nie stanie — rzekł Eragon. - Teraz jednak radziłbym wszystkim udać się do swych komnat, by odpowiednio odpocząć przed jutrzejszym dniem. Przyniesie on nam wiele emocji. I kto wie, jakie niespodzianki...
- Wolałbym, by tych niespodzianek nie było — wyznał Murtagh. - Wesele i tak będzie wystarczająco emocjonujące. Po co nam jeszcze jakieś niechciane atrakcje?...

901 czyt.
100%51
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 876 słów i 4953 znaków.

1 komentarz

 
  • Robert72

    Robert72 · 8 sty 2018

    Czemu tak krótko ?