Murtagh - 20 (fanfiction)

- Proszę, nie płacz już. Jestem przy tobie i nigdzie się nie wybieram! - wyszeptał jej do ucha, gdy się od siebie oderwali. - Wróciłem, bo jest coś, o czym bezsprzecznie musisz wiedzieć.
- Co takiego? Czy sprawy państwowe nie mogą poczekać? Tak długo cię nie widziałam, chciałabym się tobą wreszcie nacieszyć! - odparła natychmiast, patrząc mu niespokojnie w ciemne oczy.
- Przykro mi, lecz to sprawa niecierpiąca zwłoki. Cała kraina znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
- Jakim? Jest coś gorszego od Galbatorix'a i jego magii?
- Jest... Szary Lud wcale nie zniknął tak, jak podają to legendy, tylko kryje się poza granicami, zagrażając nam zagłada, gdy z dnia na dzień rośnie w siłę — powiedział na tyle cicho, by usłyszała go tylko ona. Z przykrością spostrzegł, że duże oczy Nasuady powiększają się ze strachu. - Dlatego też sprowadziłem potężnych sojuszników, którzy z własnej woli zdecydowali się nam pomóc, i którzy mnie i Ciernia uratowali przed runięciem w otchłań.
- W takim razie koniecznie muszę ich poznać. Gdzie oni są?
- Cierń? - Jeździec odwrócił się do swego jaszczura. Ten kiwnął mu tylko głową i ryknął tak nisko, że zadzwoniły wszystkie szyby w oknach. Po chwili wszystkich ogarnął gwałtowny podmuch wiatru, który przygiął ich mocno do ziemi, gdy z zachmurzonego nieba wyleciało stado różnobarwnych smoków. Nasuada krzyknęła zdezorientowana, a ludzie natychmiast uformowali szyk bojowy.
- Nie strzelajcie! - krzyknął Murtagh do łuczników, którzy już szykowali się do ataku.
- Nie strzelać! - jego polecenie powtórzyła Nasuada. Posłuchali jej, opuszczając łuki. Smoki tymczasem zawisły nieruchomo kilka metrów nad łbem Ciernia.
- Pani Nasuado! - rzekł złoty jaszczur. - Radzi jesteśmy, widzieć... cię w dobrym zdrowiu... Jesteśmy tu jako waszej wysokości... sojusznicy.
- To... niebywały zaszczyt i radość widzieć żywe, nieskrępowane niczym smoki, które przetrwały poza Vroengardem — powiedziała dziewczyna, przez cały czas trzymając ukochanego za rękę.
- Wiemy, jak bardzo tęskniłaś za tym... oto człowiekiem, dlatego też, jeśli pozwolisz, odlecimy teraz poza obręb... miasta, by obecnością swą nie niepokoić mieszkańców... i rozmowy wagi państwowej rozpoczniemy dopiero jutro...
- Wedle życzenia, smoku.
Wszystkich ponownie owionął podmuch, gdy jaszczury poderwały się wyżej i majestatycznie odleciały na wschód, gdzie było najwięcej miejsca, gdzie mogły swobodnie osiąść.
- Ja również na razie odejdę — prychnął Cierń, wypuszczając dym z nozdrzy. - Gdybyś mnie potrzebował, po prostu zawołaj, a przybędę... Nasuado — miłości - mego — przyjaciela...
Ze zgrzytem pazurów trących o kamień wystartował ostro, zakręcając ciasną beczkę, by podążyć za pobratymcami.
- Wracajcie do swych obowiązków. Niech nikt mi teraz nie przeszkadza — wydała polecenie, patrząc na swych żołnierzy. - Gdyby ludzie obawiali się dzisiejszego wydarzenia, macie moje pozwolenie na poinformowanie ich, że Jeździec powrócił ze smokami na me polecenie i nie ma się czego obawiać!

Następnie uśmiechnęła się do Murtagh'a i pociągnęła go w stronę cytadeli.
Po przebyciu kilku długich korytarzy znaleźli się wkrótce potem w królewskiej komnacie, gdzie Murtagh natychmiast zaryglował drzwi, a następnie padł przed dziewczyną na kolana.
- Proszę, wybacz mi moją wcześniejszą głupotę! - powiedział przybity.
- Nigdy nie miałam ci tego za złe — uśmiechnęła się do niego blado. - Przecież doskonale wiedziałam, dlaczego musiałeś odejść... Ludzie nie zaakceptowaliby cię wtedy u mego boku.
- Dokładnie — przyznał, przytulając się do niej. - Tak bardzo pragnąłem, móc dotknąć twego ciała — wyszeptał. - Śniłem o tobie, choć niestety nie były to przyjemne wizje...
- Najważniejsze, że jesteśmy znów razem — odparła równie cicho, gładząc go po lśniących włosach.
- Kocham cię, Nasuado — rzekł, podnosząc głowę i patrząc jej w oczy. - Nie zmieniło się to od chwili, gdy po raz pierwszy ujrzałem cię w Fahren Dûr.
- Wstań już, Murtagh'u! Nie ma potrzeby, byś dalej przede mną klęczał.
- Powinienem zostać w tej pozycji, aż nie odkupię wszystkich swoich win — mruknął.
- Uważam, że już się to dokonało. Wstań, ukochany...
Westchnął i podniósł się z podłogi.
- Jesteś niesamowitą kobietą, Nasuado. To dzięki tobie zdołałem zerwać więzy łączące mnie z Galbatorix'em. Twa miłość do mnie pomogła mi w pokonaniu pierwszych tygodniach na obczyźnie.
- Jak tam jest? - zainteresowała się, siadając na obszernym łóżku. - Poza granicami Alagaësii?
- Dziko — zaśmiał się. - Gdy stąd odlatywaliśmy, nie przypuszczałem, że przyjdzie nam tak wiele razy walczyć o życie! Alagaësia jest cywilizowaną krainą w porównaniu z tym, co jest poza jej granicami.
- Jak natknęliście się na Szary Lud?
- Przypadkiem. Razu pewnego oboje zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy bacznie obserwowani. Istoty te są niezwykle silne, pokonali nas z łatwością. Dopiero od smoków dowiedzieliśmy się, kim oni naprawdę są. Dlatego zdecydowaliśmy się was ostrzec.
- Nas? - zdumiała się.
- Ciebie — nowego władcę krainy, Aryę — królową elfów — mruknął. - Kto rządzi krasnoludami? Ciągle Orik?
- Tak, ale nie wiem, czy zgodzi się udzielić wam audiencji. On nie zapomniał tego, że zabiłeś Hrothgara.
- Przykro mi — zwiesił głowę, zapatrując się w trzaskający w kominku ogień. - Znam tę komnatę — rzekł po chwili, chcąc przerwać niezręczną ciszę.
- Naprawdę? Czyżbyś zwiedził wszystkie pomieszczenia w tym zamku? - zainteresowała się.
- Nie, nie wszystkie, ale sporą ich część... Ta komnata jednak służyła mi onegdaj za sypialnię — wyjaśnił, odwracając się w jej stronę z szerokim uśmiechem.
- Nie żartuj! - wykrzyknęła zdumiona.
- Nie robię tego — odparł, gładząc ją po policzku.
- W takim razie cieszę się, że tutaj zamieszkałam! To tak, jakbyś przez ten cały czas był przy mnie, a ja nawet o tym nie wiedziałam — zaśmiała się, całując go delikatnie. Przyciągnął ją do siebie, pogłębiając pocałunek. Pochylił ją do tyłu, że położył ją na łóżku. Zapatrzył się poważnie w jej oczy.
- Nasuado — powiedział powoli, błądząc nieśmiało dłońmi po jej ciele. - Czy wpuścisz mnie pewnego dnia do swego łoża?
- Nie, Murtagh'u — odparła natychmiast. W jego oczach zobaczyła żal i smutek. - Zrobię to już teraz!
Oczy Jeźdźca natychmiast nabrały blasku.
- Obiecuję, że nie pożałujesz — wyszeptał jej do ucha, odpinając pas z mieczem, który coraz mocniej uciskał go w bok. - Podejrzewam, że... - zaciął się.
- Tak, Murtagh'u — przytaknęła.
- W takim razie będę ostrożny! - przyrzekł, pozbywając się kaftana i ciężkiej kolczugi.
Po chwili leżał już koło niej zupełnie nagi, wpatrując się w jej pełne piersi, które uwolnił przed chwilą z gorsetu sukni.
- Jesteś cudowna — powiedział, zatapiając się w jej słodkich ustach.

1 104 czyt.
100%51
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1263 słów i 7225 znaków.

1 komentarz

 
  • Hermes1

    Hermes1 · 5 mar 2017

    Wow ekstra pisz dalej