Murtagh - 4 (fanfiction)

- Pozwolisz mi się uleczyć? - mruknął, nie śmiąc podejść bliżej rozwścieczonego smoka. Cierń spojrzał na niego krótko, wydając z siebie głuchy, niski pomruk. W jego nozdrzach pojawiły się płomyki. Murtagh cofnął się zaskoczony jego reakcją, ale nie ustąpił pola. Usiadł za to wprost na ziemi, naprzeciw swej bestii i rozpoczął medytować. Podczas służby w Uru^baenie często pomagały mu te ćwiczenia w zwalczeniu bólu po torturach zadawanych przez króla.

W umyśle młodzieńca jeszcze parę chwil temu zamroczonym przez mocny trunek, teraz zaczęły krystalizować się wyraźniejsze myśli na temat sposobu pomocy Cierniowi. Wiedział on doskonale, jak bardzo jego smok jest uparty, przez co cały ten proces nie będzie należał do łatwych, ale zależało mu na tym, by smok powrócił do pełni sił psychicznych.

Minęły ponad trzy godziny, gdy w końcu Cierń z przeciągłym warknięciem złożył skrzydła i oparł się pyskiem o ziemię, wpatrując się w coraz mocniej ciemniejące niebo.

" Pomożesz mi?" - zapytał po kilkunastu minutach od skończenia toalety.

Murtagh podniósł się ociężale z ziemi i czując jak wraca mu krążenie do zdrętwiałych nóg, podszedł do karminowego smoka.

- Wiesz dobrze, że zawsze to zrobię — odparł zarówno w myślach, jak i na głos. Podszedł do zranionej nogi smoka i czerpiąc z własnych zapasów energii, jak i Ciernia, sięgnął do magii i za pomocą kilkunastu skomplikowanych słów, zaleczył szerokie rozcięcie. W ten sam sposób poradził sobie z ponad półtora tuzinem podobnych skaleczeń. Przechodząc koło ogona, mimochodem zerknął na trzy nieco jaśniejsze przecinające go pasy o nierównych kształtach-efekty walki z Gleadrem nad Gil'eadem, kiedy to Cierń stracił dwie trzecie ogona, odgryzionego przez złotego smoka. Dzięki pomocy Éldunarí i Galbatorixa, bestia otrzymała na nowo tę ważną część ciała, lecz w miejscu zrośnięcia się nowego ciała ze starym, pozostał trwały ślad. Ślad, który dla dumnego smoka i nie mniej dumnego Jeźdźca przywoływał wielce bolesne wspomnienia.

- Lepiej? - zapytał w końcu, zdejmując dłonie z ostatniego fragmentu ciała Ciernia.

- "Zaiste... Przepraszam cię za swój stan, bo nie tak winien zachowywać się złączony z Jeźdźcem smok, lecz nie mogę pojąć co ze mną zrobił ten krzywoprzysiężca!"

- Czas uleczy rany — mruknął Jeździec, sam za bardzo nie wierząc w to, co mówi. Niedługo potem spowił go szary obłok gryzącego dymy, wypuszczonego z nozdrzy Ciernia.

- "Widzę, że i ty miałeś zapaść emocjonalną... Czyż nie?" - w jego myślach dało się wyczuć nutę rozbawienia, gdy patrzył na opróżnione bukłaki.

- Odczep się - Murtagh trącił go czubkiem buta, omijając jego przednią lewą łapę w celu udania się w zarośla, bynajmniej nie w potrzebie załatwienia tak prozaicznych spraw, jak fizjologia, lecz w celu znalezienia wrzuconego nań Zar'roca. W końcu wyciągnął go spośród kłujących gałązek, przy okazji obdrapując sobie boleśnie obie dłonie. Wrócił, odczepiając od ubrania pojedyncze kolce i bez słowa przeszedł obok swego latającego wierzchowca. Niebo tymczasem przybrało już prawie granatowy odcień, jedynie na zachodzie płonęła jeszcze czerwono-złota łuna zachodzącego słońca.

Murtagh wyciągnął z juków gruby koc, bowiem noc zapowiadała się wyraźnie chłodna i wrócił do Ciernia. Rozłożył materiał na ziemi tuż przy boku smoka i trzymając miecz przy głowie, położył się, rozkoszując się fizycznym kontaktem ze smokiem i ciepłem buchającym od jego brzucha. Mrucząc troskliwie, Cierń okrył Jeźdźca swoim skrzydłem i zapadł w sen. Wkrótce po nim usnął również czarnowłosy młodzieniec, którego uśpiło miarowe pochrapywanie jaszczura.

Promienie stojącego wysoko słońca obudziły oboje śpiących. Przeświecając przez półprzezroczyste błony skrzydeł, musnęły czerwonymi odblaskami twarz i zamknięte oczy Murtagha, zmuszając go, by zasłonił je ręką. Sprawiło to jednocześnie, że wytrącił się kompletnie ze snu. Ziewnął przeciągle, strącając z ramienia masywne skrzydło Ciernia, tym samym budząc go. Z uśmiechem na ustach młodzieniec wpatrywał się w rozwierającego szeroko paszczę towarzysza. Wkrótce polanę zalało rozszczepione światło promieni, odbite od czerwonych łusek bestii, gdy ta potrząsnęła swym wielkim łbem, pozbywając się resztek snu.

1 718 czyt.
100%3
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 805 słów i 4538 znaków.

Dodaj komentarz