Murtagh - 17 (fanfiction)

Przeciągnął się, prostując swoją wysoką sylwetkę. Dzisiejszej nocy po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu wyspał się za wsze czasy, wreszcie bez dręczących go koszmarów, pomimo tego, że od pamiętnej rozmowy z fioletowym smokiem minęło już siedem tygodni. W ich czasie często oddalał się od siedziby smoków, zwiedzając okolicę, polując lub wałęsając się bez celu. Trzykrotnie walczył tedy o swoje życie, gdy raz napadł go niedźwiedź wielkości wozu z sianem oraz dwukrotnie z czymś, co z grubsza przypominało makabryczne połączenie wilka z gigantycznym robalem. Murtagh nie miał szczególnej ochoty na walkę z tym czymś, ale kiedy stwór skoczył w jego kierunku zupełnie bez żadnego ostrzeżenia, młody Jeździec nie miał wyjścia i musiał stanąć ze stworem w szranki. Miał jednak tyle zdrowego rozsądku, że natychmiast skontaktował się ze złotym jaszczurem, pytając się go, z czym przyszło mu walczyć. Niepokój emanujący od starego smoka był tak wielki, że o mały włos nie poraził Murtagha. Stary smok nakazał mu wystrzegać się długiej trąbki zdobiącej pysk stwora i na pomoc mu wysłał grafitową smoczycę Dammath, znaną również jako pogromczynię Vawronines – łuskowych demonów.
Okryta czymś na kształ łuskowej zbroi bestia zdołała jednak umknąć, gdy tylko usłyszała trzepot skrzydeł smoka w powietrzu. Ona sama w chwilę później osiadła na polanie nieopodal wstrząśniętego walką chłopaka i nie czekając na nic, nakazała niezwłocznie mu ją dosiąść.
- Czemu tak zależy ci na pośpiechu? Przegnałaś tego stwora, a ja go zraniłem – powiedział, wdrapując się na grzbiet Dammath.
- Gdzie? – zapytała, startując natychmiast.
- W pysk. Odciąłem tej poczwarze jedną żuchwę – wyjaśnił, kurczowo trzymając się wyrastającego przed nim szpikulca, podczas gdy ona nabierała wysokości.
- Nie dobrze – mruknęła w myślach, a wtedy pod nimi rozległ się wściekły syk wielu gardeł. Murtagh jednak nie spojrzał w dół, dając się ponieść smoczycy daleko poza polanę, na której walczył. W jego mężnym sercu zagościł strach.
Po dotarciu do doliny smoków, jak na sam użytek nazywał legowiska tyc prastarych bestii, złoty natychmiast zabrał go na kolejny lot, w którym towarzyszył im również Cierń. Zaprowadził ich w odległe góry, gdzie kryły się ruiny niegdyś wspaniałego miasta.
- Osiedle Szarego... Ludu – oznajmił smok, z góry owiewając potężnymi podmuchami spod skrzydeł szczątki dawnej świetności owej rasy. – Tu przyszło im... patrzeć na... koniec swego państwa przed... tysiącami lat. Smoki... zyskiwały dopiero świadomość... taką, jaką... dzicy przedstawiciele mogą posługiwać się... teraz, bowiem były to początki... istnienia Pradawnej Mowy. Ale pomimo... tego, że jako inteligentne zwierzęta... istnieliśmy krótko, mocno zaniepokoiło nas to, ... co działo się w tej krainie, ... bowiem Szary Lud... podbił wiele innych rozumnych... gatunków, których teraz... nie znajdziecie już nigdzie na świecie... i zmusił ich do niewolniczej pracy... Gdy ci zaczęli się... w końcu buntować... przeciwko tak bestialskiemu... nieraz traktowaniu, czarownicy Szarego Ludu... rzucili nań straszliwą klątwę, ... zmieniając nieszczęśników... w... swego rodzaju demony, ... związane starożytnym zaklęciem... już po wsze czasy... i jedynym wybawieniem dla nich... jest jeno śmierć, lecz walka... z nimi nie należy... ani do łatwych, ani do bezpiecznych.
- "Dlaczego?” – zainteresował się natychmiast Cień, z wolna okrążając w górze ruiny miasta.
- "Dlatego, że... łuska okrywająca ciała... owych demonów twardsza jest... od naszej, a nasz żar... nie robi im... krzywdy” – wyjaśnił jaszczur.
- Ale przecież nauczyliście się z nimi walczyć – zauważył chłopak.
- "Tak, ... lecz stało się to dopiero po... setek lat walk ze stworami, ... które przypłaciliśmy straszliwym cierpieniem... Nie czas jednak na opowieść o tym, jak tego dokonaliśmy, ... bowiem niebezpieczeństwo wielkie... wisi nad nami, ... moi drodzy. Skoro Vawronines zapuścili się... aż tak daleko pod... nasze legowiska, oznaczać to może, ... że Szary Lud znów przejął... nad nimi kontrolę... i trzeba... dokonać wszelkich starań, ... by wyplewić stąd owe ścierwo, ... bo bez niego Szary Lud straci... potężnych wojowników...”

Teraz Murtagh wzdrygnął się na samo wspomnienie owej historii, a także bitwy, jaka rozegrała się niedługo, potem gdy stwory zostały zlokalizowane w pobliżu żerowisk młodzików, dla których były śmiertelnym zagrożeniem. Zwiadowcy przynieśli wtedy swemu władcy wiadomość, że demonów jest ponad trzy tuziny.
Do walki z nimi wyruszyło wtedy dziesięć bestii pod dowództwem Dammath oraz Cierń z Murtaghiem i choć stwory przegrały tę bitwę, tracąc wszystkich swych "wojowników”, smoki również przypłaciły to bolesną stratą dwóch młodzików, które nie zdołały umknąć na czas.

- "To był tragiczny dzień” – rzekł Cierń, w chmurze pyłu osiadając na ziemi nieopodal sweg Jeźdźca.
- Zgadza się – przytaknął młodzieniec, zapatrzony w szybujące po nieboskłonie smoki. – Dlaczego odłączyłeś się od nich?
- "Pragnę dać odpocząć skrzydłom” – wyjaśnił rubinowy jaszczur. – "Czeka nas naprawdę długi lot, bo musimy ominąć Du Weldenwarden, by dostać się do Alagäesii. Nie chciałbym opaść z sił już w połowie drogi.”
- Boję się, że moja decyzja przysporzy krainie, jak i Nasuadzie wielu problemów.
- "Być może, lecz uświadomi kobiecie, że nawet bez pomocy Eragona, jesteśmy w stanie zapewnić teraz krainie bezpieczeństwo i odbudować Jeźdźców.
- Wiem to, lecz nie mam pojęcia, jak ona na to zareaguje. Przecież to będą wielkie zmiany!
- " I tak najpierw porozmawiać musisz z nowym władcą Imperium, bo jestem pewny, że przez ten czas wybrano już nowego.”
- Zapewne – mruknął w zamyśleniu. – Obyśmy tylko zdołali przekonać go, że nie chcemy podbić Alagäesii, bo nie mam zbytniej ochoty na kolejną wojnę. Chciałbym gdzieś wreszcie osiąść, bez martwienia się, że coś ciągle może mnie napaść, zająć się, chociażby uprawą roli, jak niegdyś Eragon, po prostu wieść spokojne życie...
- "Pojąć kobietę, posiąść ją i spłodzić potomka!” – prychnął rozbawiony jego słowami jaszczur.
- A co w tym takiego zabawnego? – obruszył się Murtagh.
- Po prostu zaczynasz prawić jak jaki poeta...
- Oh, przymkni się! Marudzisz... Poza tym tak chciałbym mieć żonę i syna, by mój ród nie skończył się na mnie – rzekł ponuro, odchodząc na koniec jaskini. Cierń podążył za nim wzrokiem, lecz w żaden sposób nie skwitował wypowiedzi przyjaciela. Mruknął tylko przeciągle, wczołgał się do środka i zwinął w kłębek na zimnej skale, obserwując, jak Murtagh naciąga czyste ubranie, które uszył sobie niedawno ze skóry upolowanego jelenia. Wyglądał, jak człowiek buszu i niejeden mógłby wystraszyć się jego wyglądu, gdyby nie jego jasne oczy, które wyzierały mu spod czarnej czupryny i brody, jaką sobie ostatnio wyhodował.

1 443 czyt.
100%4
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1218 słów i 7309 znaków, zaktualizowała 30 gru 2016.

Dodaj komentarz