Hogwart - nowa historia cz. LVIX - szantaż

Hogwart - nowa historia cz. LVIX - szantażStół zapełniał się kolejnymi czarodziejami w czarnych szatach. Draco zasiadł po lewej stronie ojca. Wyczuwał ogromny niepokój, bo nie użyje wobec siebie słowa "strach". Bał się, gdy przyjdzie tu On. Co tym razem każe mu zrobić? Czy dalej będzie go karać za to, że ten jeden raz uczucia wzięły górę? Tak, jeszcze ma uczucia, ale ich wyeliminowanie nie powinno potrwać długo. Złożył ręce i oparł je o stół nie spuszczając z niego wzroku. Później przyglądał się to Pansy siedzącej na przeciwko z Zabinim, to srebrnym pierścieniom na palcach. Gorączkowo zastanawiał się od kilku dni nad pewną sprawą i nie wiedział, czy Lucjusz udzieli mu na nią odpowiedzi.  
- Ojcze - zaczął cicho.
- Co się stało, Draconie?
W głowie układał plan rozmowy. Po kilkunastu sekundach zapytał:
- Co będzie z tym eliksirem? Tym co kazałeś mi podać Dumbledorowi. Kiedy on zacznie działać?
Minęło już pół roku.
Mężczyzna zmierzył go ostrym spojrzeniem.
- Powinien już wyzionąć ducha. Porozmawiamy o tym z Panem, jeśli okaże się na tyle łaskaw. Jednakże - zawiesił głos i zmusił syna do utrzymania z nim kontaktu wzrokowego, którego tamten unikał jak diabeł święconej wody - Zaczynam mieć coraz większe wątpliwości co do tego, czy faktycznie to uczyniłeś.
- Zrobiłem to - odparł jeszcze ciszej. "Nie chciałem, ale zrobiłem."
- Prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw.  
- A co będzie jeśli...wiesz, ojcze. Oni wszyscy mnie podejrzewają o śmierć tych szlam.  
Lucjusz nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ nagle zapadła przerażająca cisza. Do sali wkroczył Lord Voldemort. Wszystkie oczy skierowały się w jego stronę, a nikt nie ważył się nawet zbyt głośno oddychać. Czarnoksiężnik podszedł do honorowego miejsca, a wszyscy wstali składając mu pokłon. Czarny Pan skinął na któregoś z jego sług, który natychmiast zerwał się z miejsca i wybiegł z sali.  
- Zasiądźcie.  
Gdy wskazany przez niego Śmierciożerca powrócił targając ze sobą worek koloru węgla, Draco bał się, że wie, co tam się znajdowało. Wciągnął głośno powietrze podczas wyciągania jego zawartości. Wkrótce na kryształowym stole leżało już ciało Eddiego, a uśmiech dalej zdawał się tkwić na jego ustach. Malfoy nie mógł opanować dreszczy strachu.
- Podejdź tu, Draconie - rozkazał Czarny Pan.  
Ślizgon czuł, że zaraz straci grunt pod nogami. Złapał się za oparcie krzesła i zmusił się do ruszenia naprzód. Czuł się tak, jakby biegł we śnie i każdy krok kosztował go okropnie dużo. Zignorował pocące się ręce i serce bijące jak oszalałe. Jeśli nie wyskoczyło mu z piersi to stał się jakiś cud.  
- Chyba nie muszę ci mówić, kto to?
- Dlaczego eliksir nie działa na Dumbledora? - wypalił platynowowłosy.
Czarny Pan uśmiechnął się pod nosem.
- Zdaje mi się, że nie wkładałeś całego serca, by go zabić. Czyż nie?
Draco nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. W głowie kłębiły mu się sprzeczne ze sobą myśli. Przyznał sam przed sobą, że Czarny Pan ma rację.
- Odpowiadaj, jak pytam! - warknął. Lucjusz maksymalnie nadstawił uszu i wychylił się, by lepiej widzieć i nie przegapić żadnego szczegółu.
- Tak było, panie.
Voldemort skrzywił się ohydnie i złapał chłopaka za ramiona.
- Więcej z Ciebie kłopotów niż pożytku - wycharczał. - Mówiłem już twoim rodzicom nie raz, że słono za to zapłacisz - przerwał na moment i przekręcił siedemnastolatka w stronę Eddiego. - Nie zamykaj oczu! Patrz na niego, głupcze, patrz!  
Przyciskał jego głowę do zakrwawionej piersi chłopaka wrzeszcząc przeraźliwie.
- Nikt nie może się dowiedzieć, kto morduje szlamy, rozumiesz?! Nikt!  
Draco słuchał go uważnie sparaliżowany ze strachu.
- Zrobisz to jeszcze raz - szarpnął go do góry. - Chcąc tego z całych sił! Wielu błagałoby mnie, bym powierzył im to zadanie, a daję je tobie, chodź na to nie zasługujesz.
Wcisnął do jego ręki flakon i powiedział groźnym głosem:
- Jeśli tego nie zrobisz, w okropnych męczarniach zabiję nie tylko ciebie, ale też twojego ojca i twoją matkę...To będzie twoja wina, przyczynisz się do śmierci własnych rodziców...A wtedy sam się tym wszystkim zajmę...On ma zginąć jeszcze przed drugą bitwą o Hogwart! Przed! Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz, jeśli eliksir ponownie nie zadziała! Powtórz, co masz zrobić!
- Nikt nie dowie się nic o śmierci szlam i... ostatecznie zabiję Dumbledora.
- Siadaj! - ryknął i popchnął Malfoya w stronę stołu. - Pozostało jeszcze kilka kwestii do omówienia. Jak powszechnie wiadomo po kolejnym nieudanym starciu z...Harrym Potterem - wymówił to imię jadowicie - jestem pozbawiony znacznej ilości mocy. Potrzebuję uzupełnić ją przed wojną - ruchem ręki przywołał państwo Eddisonów. Niepewnie zbliżyli się do niego i wciąż leżącego na stole ciała.
- To mój syn - wyszeptał sam do siebie pan Eddison.  
- Właśnie dlatego, że to twój syn, pożałujecie.  
Chwycił mocno ich oboje za przedramię i zdawał się coś nich wysysać niczym dementor. Była to ich moc. Kontynuował to, póki nie padli na podłogę, a on nie uzupełnił swoich sił.
- Przynieście mi ciało tej puchonki. Jeszcze trochę i będę gotowy do walki.  
***
- Jak ci poszło? - spytała Rachel swoją przyjaciółkę, gdy wracały do zamku po zielarstwie.
- Nienawidzę zielarstwa - prychnęła Anastasija. - Teraz zaczynam też wątpić w moje zdolności wróżenia.
- Co to to nie! - zaprzeczyła Rachel. - Nie przejmuj się Malfoyem, on tak do każdego, ale w gruncie rzeczy to całkiem równy gość.  
Dołączyły się do Cassandry, Naomi i Harry'ego i skierowali się w stronę sali profesora Flitwicka.
- I wtedy ona zapytała mnie o te cholerne mandragory i...aaa! - krzyknęła Cassandra wpadając na coś wielkiego, co leżało zwinięte w korytarzyku przed klasą.  
Szybko spostrzegła co to, a raczej kto, gdy przeciągnęło się i zaczęło powoli wstawać.
- Szyszka?! Co ty tu robisz?!
- Spałem pod klasą, żeby nie zaspać. Zdążyłem?
- To już ostatnia lekcja.  
- Cholera - położył się ponownie.
- Zmiana planów, Morgan... Cześć, Szyszka! - pobiegła do nich Naomi.
- Cześć. Znowu się spóźniłem - burknął zawiedziony.  
- Morgan wzywa wszystkich uczniów i nauczycieli na apel do Wielkiej Sali. Podobno ma jakieś super ważne ogłoszenie.
Wkrótce w wyznaczonym miejscu zebrali się gryfoni, krukoni, puchoni, ślizgoni i rada pedagogiczna razem z innymi pracownikami szkoły.  
- Witam was, moi drodzy - rozpoczął dyrektor.
Na sali zrobiło się cicho, tylko Naomi szepnęła do swojej przyjaciółki:
- Ty też zauważyłaś, że Jeremy Morgan jest przystojny i wygląda młodo?
Zachichotały.
- Zebraliśmy się tutaj, ponieważ jak wszyscy wiemy w naszej szkole znajduje się morderca.  
Rozległ się szmer.
- Dla zapewnienia wam bezpieczeństwa i zapobiegnięcia dalszym atakom muszę kazać wam się pakować.

Igi

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1281 słów i 7043 znaków. Tag: #harrypotter

5 komentarzy

 
  • eroina

    Czekam czekam i sie doczekac nie moge :c kiedy cos dodasz ? ;)

  • Igi

    @eroina Kiedyś to zrobię :) Na razie nie piszę tego, gdyż nie mam ochoty... Z doświadczenia wiem, jak wyglądają rozdziały napisane na siłę :( Ale się pojawi! Musi się w końcu pojawić! :D

  • eroina

    @Igi W takim razie czekam wytrwale, lecz z niecierpliwoscia ;)

  • Igi

    @eroina Kiedy niedawno sobie to przeczytałam, to tak trochę się załamałam :D i chyba będę pisać coś podobnego od nowa w okresie wielkanocnym :)

  • eroina

    Popieram kolezanke nizej ;) Wracaj jak najszybciej !! :)

  • ariane

    Co się stało, że przerwałaś pisanie? Fantastycznie się to czyta. Może wrócisz do tego? Pozdrawiam.

  • Igi

    @ariane za tydzień mam ferie, także i czas będzie :)

  • Lillly

    Mogę wiedzieć kiedy kolejna część? :D ;*

  • Igi

    @Lillly Trochę to może potrwać, ale w piątek raczej będzie

  • Lillly

    @Igi Dzięki, będę czekać :)

  • Katrina

    Cudowne! Czekam z utesknieniem na next. Wena widzę ciebie nie opuszcza, jednak czegoś mi w tym opowiadaniu brakuje... Sama nie wiem. Kiedyś wydawało sie to ciekawsze. Może skup sie na jakiejś intrydze miłosnej? Doda to trochę ciekawości fabule, dzięki czemu łatwiej i miłej będzie sie czytalo. Poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń i mam nadzieje, ze nie przestaniesz pisać. Pozdrawiam! <3  :kiss: