
Poranek nie przyniósł ulgi. Krawaty, wciąż rzucone na oparcie krzesła, przypominały o tym, że wczorajsza noc nie była snem, a precyzyjną lekcją uległości. Ben wyjechał, zostawiając po sobie zapach drogiego tytoniu, gigantycznego miśka o martwym spojrzeniu i palący wstyd, który pulsował pod skórą Joanny na równi z pożądaniem. Kiedy wyjrzała przez okno, czarny samochód Aleka wciąż tam stał. Jak czujny pies, który nie musi szczekać, by przypomnieć, że pilnuje swojej zdobyczy. Pytanie tylko – czyjej? Przełknęła ciężko ślinę, wpatrując się w ciemną, zwalistą postać Rosjanina. Patrzył skupiony w telefon, ale podniósł wzrok. Ich spojrzenia spotkały się na moment.
- "Ile wziąłeś?" - tylko tyle. Jedna wiadomość. Gdy odczytał, zauważyła jego drwiący uśmieszek. I zrobiło jej się zimno.
- "Naprawdę sądzisz, że mógł mnie kupić?"
- "Więc Ben już o wszystkim wie?"
- "Jakim wszystkim?..."
Schowała telefon do kieszeni dresów, czując, jak serce powoli zwalnia bieg. Alek nie był jej wrogiem – przynajmniej nie dzisiaj. Był kimś w rodzaju strażnika więziennego, który przymyka oko na przemyconą wiadomość, bo lubi patrzeć, jak więzień karmi się nadzieją.
– Asiu, śniadanie stygnie! – zawołała mama z kuchni, a ona prawie dostała zawału. Alek wciąż stał przy aucie, patrzył na nią. Poważnie, ale miała wrażenie, że jej nie oceniał. A może... Nie, dość tej paranoi! Zeszła na to śniadanie...
- "Spotkajmy się" - sms od Błażeja wyrwał ją z rozmyślań, co dalej będzie, jeśli jeszcze mocniej zakałapućka się w tą całą chorą grę.
- "Po co?"
- "Muszę ci coś pokazać. Spodoba ci się... Jest bardzo w twoim stylu"
- "Co w moim stylu?"
- "Zobaczysz. Gwarantuję, że się nie zawiedziesz. Będę po ciebie za godzinę."
Tyle. Nie miała nawet możliwości, by zaprotestować, zresztą czuła, że i tak by się zjawił i stał pod jej domem, aż by do niego nie dołączyła. Więc nie mając innego wyjścia, przebrała się w wygodne ciuchy i już piętnaście minut przed umówionym czasem, czekała na niego przed furtką. Zauważyła, że w tym czasie Alek gdzieś zniknął i nie wiedziała, czy to Ben go wezwał, czy coś innego, czy po prostu czaił się gdzieś w pobliżu. A gdy wsiadła do samochodu Błażeja i owionął ją zapach jego perfum, wszystkie niechciane myśli wyleciały jej z głowy. Mężczyzna przywitał ją czułym uśmiechem i takim samym pocałunkiem w policzek i kiedy zapięła pasy, ruszył w sobie tylko znanym kierunku. Zapytała go nawet, gdzie jadą, ale uśmiechnął się tylko i odmówił odpowiedzi. Chcąc nie chcąc, musiała mu zaufać i zdać się na niego.
Sama podróż nie trwała długo, może jakąś godzinę z okładem, a kiedy zjechał w stronę lasu, zauważyła, że stoją tam całkiem sympatyczne domki. Ogłoszenie na jednym z nich powiedziało jej, że są na sprzedaż. W pełni umeblowane, gotowe do zamieszkania od zaraz.
Zatrzymał się przy ostatnim, największym, graniczącym z lasem i otworzył jej drzwi.
- Chodź, mała - mruknął, podając jej rękę.
- Co my tu właściwie robimy? - zapytała podejrzliwie.
- Będziemy oglądać to cudo - brodą wskazał domek przed nimi. - Ma taras i duży ogród, a widoki z piętra są oszałamiające... Pomyślałem, że ci się spodoba - wyjaśnił, wchodząc do środka. - Właściciel wie, że jestem nim zainteresowany, więc mi go udostępnił, byśmy mogli w spokoju go obejrzeć... No i jak?
- Jest... Tu jest naprawdę sympatycznie - pokiwała głową, rozglądając się po niewielkim przedsionku, otwierającym się na gustownie urządzony salon z aneksem kuchennym.
- Na górze jest sypialnia z widokiem na nie tak odległe jezioro oraz drugi pokój, który można przerobić na dziecięcy i spora łazienka...
- I myślisz, żeby tu zamieszkać? - zapytała cicho, myszkując po niewielkiej kuchni. Ten nowoczesny styl, który jakimś sposobem świetnie pasował do tego niewielkiego domku, podobał jej się dużo bardziej, niż duża, ale raczej staromodna kuchnia jej rodziców czy ta w jej własnym mieszkaniu. Tutaj było...przytulniej.
- Zgadza się... No jak? Podoba ci się?
- Przyznam, że choć nie widziałam jeszcze całości, to dom robi całkiem dobre wrażenie. Tu chce się mieszkać. Problem jednak z dojazdem do Krakowa, tu jest raczej wieś...
- O której zawsze marzyłaś... O spokoju, sielance... I to właśnie daje nam ten dom.
- Nam? - zapytała całkiem zbita z tropu. Kiwnął głową, uśmiechając się szeroko.
- Oczywiście... Właściciel mówi, że możemy wprowadzać się nawet w przyszłym miesiącu.
- Co?!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.