W świecie kłamstw 15

W świecie kłamstw 15- Do dobra. Mów, młoda, o co chodzi! - powiedziała Marta niespodziewanie, wchodząc dwa dni później do pokoju Asi. - O, kurwa! Ale misiek! - pisnęła, widząc prezent od Bena.
- Zajebisty, nie? - brunetka zachichotała radośnie. - Ben mi go kupił, żeby zawsze mi o nim przypominał, więc aktualnie zagraca mi pokój, ale w gruncie rzeczy jestem z niego bardzo zadowolona... A teraz mów, coś tak tu wparowała, jak bomba zegarowa ustawiona na bardzo krótki czas reakcji?
- Twoja mama poprosiła mnie, żebym z tobą porozmawiała, bo się o ciebie martwi...
- Niby czemu? Przecież mieszkamy pod jednym dachem...
- Powiedziałaś jej, że nadal coś czujesz do Błażeja, tak? - blondynka usiadła obok niej na łóżku, patrząc na przyjaciółkę poważnie, ale i z niepokojem. - To teraz mów. To była prawda, czy może jednak ściema stulecia?
- Nie skłamałam...
- Więc jednak — westchnęła. - Dobra, mów, jak to w ogóle możliwe? Przecież byłaś na niego cięta...
- Tak, ale wiesz, kiedy wrócił... Wiesz, w tym mundurze, a potem zrobił mi śniadanie... Cholera, wróciły wszystkie dobre wspomnienia z naszego związku. Ja nie chciałam, żeby on wyjeżdżał do tej Francji, ale on jest cholernie uparty... No i to, jak się mną opiekował w szpitalu aż do przyjazdu Bena. Powiedział, że żałuje, że się rozstaliśmy, bo za mną tęskni i będzie o mnie walczyć. No i mnie pocałował... Cholera!
- Powiedział to przy Benie?!
- Na rozum ci padło, kobieto?! Oczywiście, że nie. Ale odwiedził mnie tu niedawno.
- Cholera...
- No co ty nie powiesz? - syknęła Asia. - Ty weź mi lepiej powiedz, co ja powinnam teraz zrobić, co? Bo jestem totalnie głupia.
- No, a z którym czujesz się lepiej?
- Wiesz, do tej pory sądziłam, że z Benem, ale teraz to już nie jest takie pewne... Błażej naprawdę się zmienił. To już nie jest ten pięciolatek w ciele dorosłego, z którym chodziłam, ale... - przygryzła wargę.
- Ale co? No mów...
- Z Benem przynajmniej wiem, jak jest w łóżku... Błażeja pamiętam tylko z tamtych lat, teraz może być inaczej...
- No chyba mi nie powiesz, że ciągnie cię w ten sposób do Błażeja?!
- Może trochę...
- Więc prześpij się z nim. Będziesz mieć porównanie...
- Ale to będzie zdrada wobec Bena! - zauważyła brunetka ponuro.
- No to ja już kompletnie nie rozumiem twoich zasad etyki... Kobieto, zdecyduj się na coś! Bo się wściekniesz, a ja razem z tobą.
- Jesteś prawdziwą przyjaciółką.
- No staram się, dzięki — Marta wyszczerzyła się w rozbrajającym uśmiechu. - Ale mam pytanie. Jeśli jednak zostaniesz z Benem, to podejrzewam, że w końcu weźmiecie ślub. Czy to znaczy, że wtedy zrezygnujesz z konkursów?
- Nie myślałam o tym, chociaż mam przed sobą jeden z ważniejszych konkursów... Będę reprezentować królewskie stajnie w czasie państwowego konkursu skoków przez przeszkody.
- Królewskie? Przecież Polska nie... O, cholera! Duńskie, tak?
- Yhm. Dlatego mam teraz złamaną rękę. Ten walnięty koń jest strasznie narowisty, ale nie ze mną te numery.
- Super, tylko dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej?
- Wybacz, po prostu w międzyczasie tyle się wydarzyło, że po prostu o tym zapomniałam...
- Kurczę, ale przecież to całkiem niezłe wyróżnienie!
- No zgadza się — Asia przytaknęła poważnie.
- Ty, a gdzie właściwie jest Ben?
- Musiał wracać do Danii. Przerwał swoje liczne obowiązki, by tu ze mną być w tym najgorszym okresie, no i zostawił synka i nie mógł już dłużej tu siedzieć.
- Cóż za zabiegany biznesmen...
- Cóż, bywa. A jak tam u was?
- Cudownie! - pisnęła Marta radośnie. - Był pierwszy seksik!
- To przecież wiem, w końcu ten brzuszek nie wziął się z niczego, nie? O ile wiem, nie jesteś wiatropylna.
- Pierwszy, odkąd jesteśmy parą, Aśka — syknęła blondynka, kręcąc głową z politowaniem. - Boże, ale ty jesteś niedomyślna...
- Jaja sobie z ciebie robię, wariatko. No, ale mów, jak było?
- Wręcz niewyobrażalnie. Nie sądziłam, że seks w ciąży może być aż tak przyjemny. No i ten orgazm. Jezu...
- Super, to kiedy ślub? - Asia uśmiechnęła się promiennie, widząc przyjaciółkę szczęśliwą.
- Przestań! - Marta natychmiast spłoniła się jak pomidorek.
- No co? Przecież się kochacie...
- No, ale nie rozmawialiśmy o tym przecież.
- A szkoda, bo chcę być druhną...

- Tak podejrzewałem, że cię tu znajdę — powiedział Błażej rankiem następnego dnia, dosiadając się do niej na ławce.
- Hej — uśmiechnęła się do niego delikatnie, nie bardzo zaskoczona jego niespodziewanym pojawieniem się.
- Ślicznie wyglądasz — pocałował ją w policzek. - Wreszcie nabrałaś rumieńców, czyli jak widać, odpoczynek ci służy.
- Dziękuję. Wiesz, mama tuczy mnie domowym jedzeniem średnio trzy razy na dobę, a nie tylko od święta — zaśmiała się.
- To w takim razie co jadasz w hotelu? - zmarszczył brwi.
- Zależy od tego, na co mam czas. Najczęściej jakieś szybkie sałatki albo kanapki.
- Jezu — mruknął, kręcąc głową. - Głodujesz tam...
- Wcale nie — zaprzeczyła stanowczo. - Mój organizm już się przyzwyczaił.
- Jasne — prychnął. - Ile schudłaś od naszego rozstania?
- Sześć kilo.
- Ile?! Zwariowałaś?
- A ty? Przecież to tylko trzy kilo na rok, więc nie jest źle. Gdybyśmy się rozstali pół roku temu, to mógłbyś się zacząć martwić moją utratą wagi, ale nie w takiej sytuacji...
- Ja zawsze będę się o ciebie martwić, maleńka... Jak mieszkałaś z Martą, to częściej miewałyście domowe obiadki. Dlaczego właściwie się wyprowadziła?
- Bo jej sytuacja mocno się zmieniła.
- Niech zgadnę. Wpadła z jakimś świeżo poznanym na dysce kolesiem? - skrzywił się lekko. Nigdy nie przepadał za Martą i jej ciągłymi imprezami, na które często wyciągała Asię.
- Nie na dysce, tylko w hotelu.
- Oho, nie mów mi, że wyrwała jakiegoś gościa hotelowego...
- Nie, to Paweł.
- Serio? - uniósł brwi.
- Yhm. Czemu się tak dziwisz?
- Bo nigdy nie sądziłem, że ten facet będzie chciał być ojcem...
- Ale przecież to twój kumpel...
- Były kumpel, Asiu... No, ale jak widać, ludzie się zmieniają.
- A ty?
- Co ja? - spojrzał na nią z ukosa, uśmiechając się nieznacznie.
- Wziąłbyś odpowiedzialność za spłodzenie dziecka?
- Oczywiście. Zwłaszcza jeśli kochałbym jego matkę — pocałował ją w dłoń. - Asiu... Tęsknię za tobą, maleńka. Chciałbym znów wtulić się w ciebie w nocy, a rano obudzić cię czułym pocałunkiem, który przerodziłby się w namiętne bzykanko. Chciałbym spędzać z tobą każdą wolną chwilę. Asiu... Asieńko. Gwiazdeczko ty moja...
- Jezu, Błażej — jęknęła. - Czemu ty to tak wszystko komplikujesz?
- Ja? Asiu, ja właśnie chcę, żeby nasze życie stało się o wiele prostsze. Asiu... daj nam szansę, gwiazdeczko.
- Jak długo zostajesz w Krakowie? - zapytała, zmieniając temat, zapatrzona w błyszczące promieniami słońca wody Wisły.
- Wylatuję do Francji tuż po Nowym Roku — wyjaśnił. - Asia — jęknął. - Wyjedź ze mną. Francja to cudowny kraj, zobaczysz, że się w nim zakochasz. Na pewno znajdziesz tam miejsce dla siebie i interesującą pracę. Przecież tam też możesz pracować w hotelu albo co bardziej prawdopodobne, zostać wziętą modelką. Przecież z twoją urodą... Ja naprawdę się dziwię, że jeszcze nią nie jesteś.
- Dobrze wiesz, że modeling nigdy mnie nie pociągał — powiedziała cicho, odwracając głowę i patrząc mu w oczy.
- Będziesz mogła robić tam wszystko, na co tylko przyjdzie ci ochota...
- Błażej... - westchnęła. - Masz czas do końca roku. Jeśli do tego czasu rozstanę się z Benem, masz moją zgodę na to, by wkroczyć, ale! - uniosła ostrzegawczo palec. - Jeśli jednak wciąż z nim będę, to znikniesz z mojego życia raz na zawsze, rozumiesz? Nigdy więcej żadnego maila, kartki, listu, czy esemesa. Nie chcę cię też widzieć w hotelu ani w moim pobliżu! Zrozumiano?
- Tak, Asieńko. Wszystko jasne — wyszczerzy się. - Dziękuję.
- Jeszcze nie dziękuj, bo to tylko propozycja, nic więcej.
- Oczywiście — przytaknął stanowczo, znów całując ją w dłoń. Westchnęła, patrząc na wodę. Objął ją ramieniem.

- Cześć — uśmiechnęła się szeroko, gdy Ben pojawił się wieczorem na Skypie.
- Cześć, mała. Jak się czujesz? Jak ręka? - zapytał łagodnie.
- W porządku. Jeszcze tydzień i ściągną mi gips, a wtedy będę mogła wrócić do treningów.
- Tylko uważaj na siebie, jasne? Jeśli ogier okaże się dla ciebie zbyt trudny, nikt nie będzie mieć do ciebie pretensji, jeśli nie wystartujesz w konkursie...
- Ben, nie przekreślaj mnie tak łatwo — burknęła. - Dam sobie radę. Zrobię wszystko, żeby wystartować, zobaczysz. Nie będzie mi ten koń, rzucać kłód pod nóg. Okiełznam go.
- Wybacz. Nie miałem pojęcia, że będzie taki nieposłuszny — skrzywił się nieco.
- Nie szkodzi. On jest uparty, ale nie wie, że ja też. Nawet bardziej. Na konkurs przyjadę zżyta z tym koniem...
- Wierzę — puścił jej oczko.
- Lubię sposób, w jaki mnie podrywasz — zachichotała, rumieniąc się nieco.
- A ja lubię, jak na to reagujesz — wyszczerzył się. - Wpadnę do ciebie gdzieś w przyszłym tygodniu. Powinienem do tego czasu ogarnąć tu wszystko.
- Ale jesteś pewny, że nie zawalisz przeze mnie swojej pracy? - zapytała, przygryzając wargę. Uśmiechnął się pobłażająco.
- Spokojnie. Wszystko mam pod kontrolą. Były niewielkie problemy techniczne, ale jak zawsze wyszedłem z nich obronną ręką... Tęsknię za tobą, maleńka. Chciałbym już móc wsunąć się w ciebie głęboko.
- Uuuu, to bardzo niegrzeczne, co pan mówi, jaśnie książę — mruknęła, oblizując wargi.
- Nigdy nie twierdziłem, że jestem grzecznym chłopcem... Przynajmniej w łóżku...
- I to mi się podoba! - zaśmiała się. - Ale teraz na poważnie, nie boisz się, że twoja matka nas usłyszy?
- A nawet gdyby, to co? To moje życie, Joanno... Ale nie, nie obawiam się tego, ponieważ jestem aktualnie w swoim domu, a nie w zamku, więc nie ma szans, by nas podsłuchać.
- N dobrze, a co z Henrym?
- To znaczy?
Znów zostawisz go pod czyjąś opieką?
- Tak, ale tylko na dzień lub dwa, więc nic się nie stanie. Przecież musimy się jakoś widywać. Poza tym w interesach również wyjeżdżam. Ale potem zawsze staram się nadrobić swoją nieobecność i mu to wynagrodzić. Teraz też śpi po zabawie...
- Jesteś cudownym ojcem, Ben — uśmiechnęła się czule.
- Staram się, by nie tęsknił za matką. Podejrzewam jednak, że w końcu zacznie o nią pytać, a ja za cholerę nie wiem, jak ugryźć ten temat — westchnął.
- Masz jeszcze trochę czasu... Coś wymyślisz.

Trzy dni później.
- Widzę, że nadal lubisz obserwować kaczki — powiedział Błażej, podchodząc do Asi. Zerknęła na niego krótko.
- A ty co? Śledzisz mnie? - burknęła, ale na jej ustach czaił się delikatny uśmiech.
- Nie — pokręcił głową i otworzył butelkę wody, popijając szybko. - Biegam... Muszę utrzymać formę — wyjaśnił.
- No tak...
- Jak twoja ręka? - usiadł obok.
- W porządku. Już nie boli, więc za kilka dni ściągną mi gips i będę mogła wrócić wreszcie do pracy. Mam serdecznie dość siedzenia w domu. Jeszcze chwila i zacznę tyć... A chcę wrócić do jazd.
- Na tym szatańskim ogierze? Nie boisz się?
- Nie, dam sobie z nim radę/ Zbyt delikatnie się z nim obchodziłam. Koniec z tym.
- Nadal nie uważam, żeby to był dobry pomysł. Ale wiem też, jaka bywasz uparta... Wydaje mi się jednak, że powinien cię ktoś pilnować w czasie tych treningów. Żebyś znów nie zrobiła sobie krzywdy. Marty raczej nie biorę pod uwagę, maleńka.
- Błażej... - westchnęła.
- No co? - wzruszył ramionami. - Będzie zabawnie, tak, jak kiedyś...
- Kiedyś sporo czasu spędzaliśmy w łóżku — przypomniała.
- Pamiętam i chętnie bym do tego wrócił. Ty najwyraźniej też, skoro o tym wspominasz...
- Na zbyt dużo sobie pozwalasz — prychnęła. Parsknął śmiechem.
- Serio? - wyszczerzył zęby. - Właśnie założyłaś nogę na nogę, ściskając uda, a twoje policzki mocno się zarumieniły... Twoje ciało i jego reakcje na moje słowa, mówią same za siebie...
- Nie prawda — zaprzeczyła natychmiast, choć miała wrażenie, że policzki zaraz jej spłoną.
- Asia...
- Co? - warknęła, odwracając się do niego.
- To — mruknął, łapiąc jej twarz w swoje duże dłonie i pocałował ją namiętnie. Jęknęła mu w usta.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 2379 słów i 12689 znaków, zaktualizowała 12 mar o 12:38.

Dodaj komentarz